Witajcie po przerwie. Złapałam pod koniec roku zadyszkę i poczułam się trochę nie na siłach, by pisać. Rozważałam odejście od regularnego publikowania dwa razy w tygodniu w 2019 roku, ale okazało się, że tak naprawdę potrzebowałam odpoczynku, który podziałał tak, że pojawił się znowu głód pisania. A więc: posty będą się dalej ukazywać dwa razy w tygodniu, w poniedziałki i we czwartki. Jeśli w którymś momencie poczuję się wypalona, zrobię sobie mały urlop od bloga, o którym wcześniej Was poinformuję.

Ach te święta, to całe sprzątanie, gotowanie, obrzucanie się prezentami, dekorowanie… Ja to lubię, to jest naprawdę fajne, ale cholera jasna: trzeba się dobrze zorganizować, żeby nie zwariować. Pierwszy raz robiłam u siebie Wigilię i powiem Wam, że mam takie przemyślenia, że wszystko zrobiłabym zupełnie inaczej. I dobrze, że stało się tak, że mam co analizować, że popełniłam błędy i że to wszystko przełoży się również na… mój styl. Tak Kochane, świąteczne jedzenie uzmysłowiło mi wiele rzeczy, związanych z moim stylem i mówię Wam, że w tym roku będzie to wszystko trochę inaczej wyglądało, jeśli chodzi o moje zakupy, makijaże, szafę, dbanie o siebie itd.

Rok 2019 ogłaszam dla siebie rokiem jakości. Dość jakiegokolwiek badziewiactwa z mojej strony. Dość kupowania, bo ładne, gdy w głębi serca wiem, że zaraz się rozpadnie. Dość jakiejkolwiek fikuśności, dość głupiego przepuszczania kasy, dość patrzenia na wyprzedaże i dość chodzenia na kompromisy. Ja i tak nie mogę być dla siebie zbyt surowa, bo kupuję wg zasady Wszystko Mam, więc tu jest ok. Tylko problem leży w tym, że nie jestem wystarczająco surowa w stosunku do rzeczy. Design cały czas jest u mnie numerem jeden i chyba zbyt często rezygnowałam na jego rzecz z jakości. Tzn. świadomie kupowałam coś super mi się podobającego, o czym tak naprawdę wiedziałam, że może się za chwilę zniszczyć. Do tego już nie chcę dopuścić. I tu na razie zakończę moje przemyślenia i szczegóły dotyczące tego, jak to będzie wyglądało. Bowiem w następnym wpisie, przedstawię Wam nowe podejście do zakupów, które wymyśliłam pod koniec roku i do którego będę się stosować. Oczywiście przedstawię je w formie uniwersalnej metody, byście również mogły się zainspirować!!!

Uwielbiam wypunktowania, a więc zapraszam Was do przeczytania moich stylowo-ciałowo-urodowych postanowień w formie punktów!

Jakość najważniejsza

To kryterium muszę przesunąć do góry. Jak wspominałam, byłam w stanie poświęcić jakość, tylko dlatego, że coś mi się bardzo podobało. Teraz już tak robić nie zamierzam. Nie chcę zasilać szafy czy kosmetyczki czymś, co jest ładne, ale kiepskiej jakości, choć oczywiście to działa w dwie strony i jeśli coś dobrego jakościowo nie będzie mi estetycznie odpowiadać, też tego nie kupię.

W grudniu kupiłam dwie rzeczy, ignorując kryterium jakości. Może to za dużo powiedziane, że żałuję, bo będę korzystać z tych rzeczy i one naprawdę mi się podobają, ale gdybym miała zadać sobie pytanie: czy kupiłabym je jeszcze raz, odpowiedź brzmiałaby NIE.

Kupiłam wiskozową sukienkę i nieskórzaną torebkę. Wrzuciłam zdjęcie z sukienką na instagram, żebyście podejrzały dokładniej. Sukienka po praniu wygląda troszkę gorzej niż przed, ale dramatu nie ma. Natomiast torebka urzekła mnie detalami na pasku i rzeczywiście wygląda na lepszą jakościowo niż jest w rzeczywistości. Jednak przez miesiąc używania zrobiło mi się nieestetyczne odgięcie na denku, ale biję się w pierś – sama jestem sobie winna, czego się spodziewałam?

Zdaje mi się, że pójdzie za tym obraniem kursu na jakość większe skupienie na neutralach, bazie i zwykłych elementach stroju. Nie zamierzam się łudzić, że za dobrą jakość zapłacę więcej niż za przeciętną, więc jeśli już kupować to rzeczy, które będą względnie plastyczne i uniwersalne. Z tym związany jest kolejny punkt.

Baza i dodatki

Ubrania najbardziej bazowe z możliwych, dodatki najbardziej budujące charakter stylu. Ja zawsze byłam i zawsze będę kobietą, która zakłada czarną koszulkę i czarne rurki, a do tego dodaje błyszczący naszyjnik i mocne usta. Zawsze to czułam, w tym roku będę to jeszcze mocniej rozwijać. Znowu zaczęła mi się podobać srebrna biżuteria, zamówiłam już pierścionek u Rett Frem (tutaj pisałam, że mi się podoba ta marka i nawet zamówiłam dokładnie ten pierścionek ze zdjęcia, tylko srebrny). Wiem już na pewno, czego chcę od makijażu, więc to najlepsza pora na zgromadzenie optymalnych kosmetyków. I tak mogłabym wymieniać – chcę mieć jak najlepszą ubraniową bazę i kilka pięknych elementów uzupełniających. Prostota w ubraniu, wyrazistość w dodatkach.

Wygoda zachęca do noszenia

Wygoda wydaje się mało popularnym pierwszym kryterium wyboru ubrań, ale ja już nie chcę żyć złudzeniami. Jeśli coś w przymierzalni jest choć odrobinę niewygodne, drapiące, dziwnie się układające, krępujące ruchy, rozciągające się, uciskające to… lepiej nie będzie. Nie chcę kupować ubrań na raz (choć mi się to już bardzo dawno nie zdarzyło). Sukienka na wesele wcale nie musi być niewygodna, nieoddychająca czy tylko na jedną okazję. Doszłyśmy wszystkie do tego wniosku już dawno temu, ale wydaje mi się, że warto to kryterium wygody jeszcze bardziej zaostrzyć.

A gdyby mieć tak wygodne ubrania, że bez problemu czułoby się w nich komfortowo chodząc po domu? Aż tak spełniona w tym zakresie nie jestem, a chciałabym. Chciałabym miękkości, czegoś miłego w dotyku, czegoś tak przyjemnego jak najbardziej eksploatowane dresy. Milutkich ubrań bym chciała, a nie pancerza i zbroi :)

Ale to oczywiście nie oznacza wspomnianych dresów czy powrotu do sportowych dresów. Mam przez wygodę raczej na myśli taką garderobę jaką ma Victoria Beckham. Ona zawsze jest opatulona jakimś miękkim golfem, dużym płaszczem, w zasadzie nie nosi jeansów, tylko eleganckie, choć na moje oko komfortowe spodnie. Jedna z moich ikon, w tym roku będę się jej przyglądać jak nigdy!

Kochać siebie, dbać o siebie

Ostatni raz ćwiczyłam w październiku. Niestety Zosia przynosiła z przedszkola sporo infekcji i aż do teraz nie czułam się na siłach, by regularnie ćwiczyć. Ale jestem w końcu gotowa i wracam do aktywności fizycznej. Bardzo mi tego brakuje i ta przerwa źle wpłynęła na moje samopoczucie. Z jedzeniem też nie było najlepiej, co miało swoje apogeum w święta, ale w zeszłym tygodniu w końcu zrobiłam super zakupy z owocami i warzywami w takich ilościach, że prawie nie dałam rady donieść siaty do domu, znalazłam fajny kanał na youtube z wegańskimi przepisami i już się nie mogę doczekać na obiady z pieczonym kalafiorem czy curry :)

Chcę też w tym roku porobić wszystkie wyniki, zobaczyć czy organizmowi niczego nie brakuje, zrobić dla siebie pod kątem zdrowotnym coś ekstra!

Pomijane do tej pory aspekty życia

Chciałabym być w tym roku bardziej szczegółowa i po prostu drążyć. Jest wiele takich rzeczy, które kompletnie ignoruję (celowo) lub nad którymi się nie zastanawiam. Nie chcę już niczego przeoczyć. Żeby dać Wam kilka przykładów: czeszę się jakąś przypadkową szczotką z drogerii, nie myślę za dużo o takich rzeczach jak proszek do prania czy mydło do rąk na umywalce, często kupuję rajstopy na ostatnią chwilę itd. Niby pierdoły, ale gdyby się nad tym zastanowić, te rzeczy towarzyszą nam na co dzień i mają niewątpliwie wpływ na jakość naszego życia.

A więc refleksyjna, szczegółowa i nie pomijająca niczego – taka życzyłabym sobie być w tym roku.

Chcę zaznaczyć tu od razu dwie rzeczy.

Po pierwsze, szukanie dobrej jakości nie wiąże się dla mnie ze snobizmem. Nie wierzę w to, że jedynie w najdroższych rzeczach od projektantów ta jakość może być zapewniona, ale oczywiście tego nie wykluczam. Można kupić ręcznie robioną skórzaną torbę od lokalnego kaletnika i będzie ona tak samo dobra jak torba z logo domu mody. Sieciówki mają swoje linie premium, wiele nadziei pokładam w rękodziele, polskich projektantach, vintage shopach online i lumpeksach. Myślę że to wszystko wyjdzie w praniu i też nie ma co teoretyzować.

Po drugie, wierzę że to postanowienie pozytywnie wpłynie również na moich czytelników. Coś czuję, że w końcu będzie możliwa odpowiedź na pytania: gdzie kupić najlepszą koszulkę, czy rzeczy danej marki są warte swojej ceny, które kosmetyki to buble, jakie rzeczy w niskiej cenie są dobre jakościowo itd.

Kompletnie w moich postanowieniach nie skupiłam się na tym, jaki ma być mój styl, jakie są klasyki, bo to od dawna wiem. Znam swoje upodobania i nie muszę już nawet ich definiować w formie listy. Jeśli coś widzę i „chcę”, znaczy w moim przypadku, że nie muszę tego filtrować przez rozważania: czy będzie pasowało do reszty, czy na pewno mi się podoba, czy jest w moim stylu. Tego typu „rozkminki” mam już za sobą. Jeśli coś nowego mnie zauroczy, też nie mam z tym problemu, bo wiem, że to nie będzie zwrot o 180 stopni czy jakieś nostalgiczne powroty do estetycznej młodości, tylko ewolucja. Więc w tym roku nie myślę nad tym „co kupować”, a „czy kupować” i oczywiście „jak kupować”.

Czekam na Was. Jakie są Wasze postanowienia co do stylu, mody, zakupów, urody, ciała etc.