Rzecz tyczy się podejścia do makijażu. Ja te podejścia wiele razy w ciągu mojego życia weryfikowałam. Był taki okres, że nie malowałam się wcale, był taki okres, że robiłam na oczach czarne kreski i to było wszystko, był taki okres, że nakładałam tapetę itd. itp. I nie umiałam wypśrodkować wielu tęsknot, jakie miałam w stosunku do makijażu.

Te tęsknoty to były różne bieguny. Czasem chciałam być brana przez otoczenie jako osoba nonszalancka, odważna, zawsze do przodu. Czasem chciałam być naturalna, czasem niezauważalna, czasem silna, czasem niezależna, czasem tradycyjna…

O ile kiedyś chciałam mieć jednotorowy sposób makijażu, który pozwalał by mi te wszystkie tęsknoty spełniać, gdy tego zechcę, o tyle dzisiaj nauczyłam się elastyczności i słuchania siebie. Tak w stylu: „żeby osiągnąć to, trzeba zrobić tamto” poszło w odstawkę. Teraz jest raczej „idź na żywioł” 🙂 Moją regułą, jakkolwiek paradoksalnie to zabrzmi, jest brak reguł.

I nawet znalazłam jakąś grupę osób, z którą mogę się makijażowo utożsamiać. Zapuszczam się często w różne dziwne obszary youtube i błądzę między filmami, w których, w jakichś osiemdziesięciu procentach, nie ma dla mnie nic wartościowego. Ale kto szuka nie błądzi. Dlatego zawsze tak bardzo cieszy mnie, gdy wreszcie udaje mi się natknąć na te niesamowite i bardzo wartościowe dwadzieścia procent. I nie będę samolubna, podzielę się z Wami moim odkryciem.

To są po prostu filmy, na których babki pokazują swoją poranną rutynę i makijaż (to są filmiki dla marki Glossier, więc produkty są głównie z wyższej półki cenowej). Jest cała playlista tutaj: 13 filmów. Podoba mi się, że skupiają się głównie na dbaniu o cerę, a w mniejszym stopniu na makijażu, który sam w sobie jest w zasadzie bardzo prosty zazwyczaj. Ale co mnie najbardziej urzekło to wyrywkowość tego makijażu. Mam na myśli to, że nie ma tu jakichś reguł typu: musi być podkład, pod oczy korektor, przypudrować, nałożyć róż, bronzer itd. Jest freestyle, że się tak wyrażę. Potrzebujesz korektor, to walisz. Chcesz podkład, to walisz. W pełni się z tym identyfikuję. I nie będę już więcej się nikogo słuchać, będę się malować jak mi się podoba.

Bo to nie eksperymentów żałuję. Żałuję, że się martwiłam, że ktoś mi mówił, żebym sobie kupiła korektor pod oczy (dziękuję za radę, zajmij się swoimi cieniami pod oczami), że używam za mało podkładu (dziękuję za radę, teraz w ogóle nie używam, pocałuj mnie w sebum), że po co mi tyle podkładu (dziękuję za radę, ale nie zawsze mam ochotę na moje super kombo „różowa twarz, żółta szyja”), że dlaczego sobie kupiłaś taki drogi tusz do rzęs, jak ten sam efekt za 20zł możesz mieć (dziękuję za radę, wyobraź sobie, że ten żółty tusz skleja mi rzęsy) itd. Jak ja mogłam dawać ludziom prawo, do aranżowania wystroju mojej twarzy?

A mogę się z tym filmem identyfikować, dlatego że postarałam się poznać również skrajne oblicza makijażu. Na jednym biegunie instagramowe guru makijażu – kobiety, które pokazują w jaki sposób się malują, nakładając około pięciu warstw kosmetyków na twarz (konturując, doczepiając, rozświetlając, blendując, utrawalając i tak dalej), na drugim zbuntowane antysystemowe dziewczyny, które celowo unikają makijażu, a nawet robią sobie challenge w postaci nie korzystania z lustra przez jakiś czas (producenci kosmetyków nabijają sobie kabzę i wprowadzają nas w kompleksy, żebyśmy kupowały więcej). Ale tak naprawdę one wszystkie mają rację.

Ja w każdej z tych grup mogę dla siebie odnaleźć coś odpychającego, ale na tym się kompletnie nie skupiam. Bo mogę również wziąć dla siebie coś wspaniałego. Podoba mi się jak zręczne i świadome tego, co robią są kobiety, które malują się bardzo bardzo bardzo mocno. Jak pięknie potrafią przenieść światło na swoją twarz, to mi się trochę kojarzy z dziełami największych malarzy (co nie jest złośliwe). A z drugiej strony podoba mi się dystans i to jak opisują swoje doświadczenia z rezygnacji z makijażu kobiety w pełni naturalne. Zrobiło na mnie duże wrażenie, jak jedna z kobiet opowiadała, że po jakimś czasie nie malowania się, zaczęła patrzeć na umalowane twarze jak na karykatury. To było silniejsze od niej – te twarze wydały jej się nieznośnie odrealnione. I wcale nie mówiła tego złośliwie, raczej szczerze dzieliła się swoimi obserwacjami.

Reasumując: moja twarz, robię sobie z nią co chcę i Tobie też polecam 🙂

Czy ktoś kiedykolwiek wypowiadał się niepytany na temat Twojego makijażu lub jego braku? Jaki masz stosunek do swojego makijażu?