Jak Wam ostatnio pisałam, strój Christiny Hendriks wzbudził moje zainteresowanie. Aktorka uwielbia pewien rodzaj romantyczności, który nie do końca jej pasuje (tak twierdzą modowi krytycy), ale ona się nie przejmuje i buduje wokół tej romantyczności swój styl.

Chciałabym, żebyśmy sobie odpowiedziały na pytanie: czy jesteśmy podatni na wpływ innych? W jakim stopniu uzależniamy nasz styl od tego jak on może zostać odebrany?

Łatwo jest kogoś ocenić, ale czy umiesz tak szczerze wniknąć w głąb siebie i powiedzieć, na ile Twoje wybory są uzależnione od innych? Spotkanie autorskie w Krakowie skłoniło mnie do refleksji na ten temat, bo rozmawiałyśmy właśnie o tym, gdzie stawiać sobie granice i czy w ogóle je stawiać. Gdyby przyjąć za granice, dwie skrajności (nie liczę się z nikim, jeśli chodzi o styl i liczę się ze wszystkimi, jeśli chodzi o styl) – gdzie bym siebie usadowiła?

No więc proszę, oto moje przemyślenia, skrystalizowane w formie takiej pięciostopniowej skali. Spróbujcie siebie tam znaleźć.

1 - nie ogląda się na innych

Iris Apfel:
Żeby mieć styl, musisz wiedzieć kim jesteś. Co możesz znieść, z czym się dobrze czujesz, na co cię stać, co cię uszczęśliwia. Musisz spojrzeć w lustro i dostrzec siebie. Jeśli czujesz się dobrze, wiesz że to jest to. Nie ubieram się, bo ludzie będą patrzeć, ubieram się dla siebie. (źródło)

Ta osoba mogłaby również powiedzieć:

Nie dbam o to, co powiedzą inni.

Nie dbam o to, co do mnie pasuje.

W stylu zwracam uwagę tylko na to, jak ja się w nim czuję.

Mój komfort jest ważniejszy od efektu.

Lubię na sobie określone kolory i je noszę, mimo że najlepiej wyglądam w innych kolorach.

Strój ma mnie przede wszystkim wyrażać, korzyści dla figury nie mają żadnego znaczenia.

fot. Getty

2 - lubi być wbrew wszystkim

Daphne Guinness:
Wszyscy muszą nosić ubrania. Gdyby nie to, bylibyśmy nadzy, prawdopodobnie łamalibyśmy prawo i byłoby nam zimno. Więc równie dobrze możesz nosić co ci się tylko żywnie podoba, zaadaptować co ci się podoba, na co pozwala ci budżet i nie dać sobą rządzić przez innych. Bycie ubranym tak jak chcesz nie podważa twojego człowieczeństwa. (źródło)

Ta osoba mogłaby również powiedzieć:

Nie zwracam uwagi na to, co inni uznają, że mi pasuje bądź nie.

Nie czułabym się źle, gdybym była jako jedyna ubrana zbyt luźno na eleganckim przyjęciu.

Nigdy nie założyłabym koloru, którego nie lubię, nawet gdyby podkreślał moją urodę.

Lubię ubierać się wyzywająco.

3 - godzi ekspresję z dress codem

Emmanuelle Alt:
Oczywiście, że nie przyjdę na pokaz mody w sportowych butach. Dbam o takie rzeczy. Ale nie jestem też typem osoby, która powie: ok, za tydzień TEN pokaz, zrobię coś szalonego. Przede wszystkim, myślę że dobre nastawienie dla każdej kobiety to być pewną siebie, a żeby być pewną siebie, trzeba być naturalną. Nie chcę być obrazem. (źródło)

Ta osoba mogłaby również powiedzieć:

Nie jestem spontaniczna, wszelkie zmiany są u mnie wcześniej przemyślane.

Lubię zwracać na siebie uwagę, ale nie w kontrowersyjny sposób.

Jeśli do mojej sylwetki nie pasuje styl, który uwielbiam, przemycam go w pojedynczych elementach.

Założyłabym niekorzystny dla siebie kolor jeśli bym go lubiła, ale ograłabym go obecnością innych, wybitnie korzystnych dla mnie kolorów.

4 - dba o komunikat

Anna Wintour:
Niech styl będzie unikalny dla ciebie, ale również rozpoznawalny dla innych. (źródło)

Ta osoba mogłaby również powiedzieć:

Ubieram się w to, co do mnie najlepiej pasuje.

Analiza kolorystyczna ma dla mnie duże znaczenie – prędzej wybiorę dla siebie odcień danego koloru, który mi pasuje, niż taki, który bardziej mi się podoba.

Lubię wiedzieć, co jest dla mnie korzystne i nawet jeśli na początku mi się to nie podoba, daję temu szansę.

Lubię wszelkie typologie, lubię osadzać siebie w konkretnych kategoriach dotyczących figury, urody, kolorów.

Lubię powtarzać w nieskończoność proporcje, kolory, makijaże itd. które mi pasują.

Jestem bardzo konsekwentna w swoim stylu.

5 - chce mieć publiczność

Anna Dello Russo:
Jeśli chcesz się czuć komfortowo, nigdy nie osiągniesz TEGO efektu. (źródło)

Tworząc swoje stylizacje, nigdy nie ściągam nogi z gazu, co pcha mnie w kierunku streetstyle. Nigdy nie byłabym zaakceptowana w czarnym prostym płaszczu, choćby nie wiem jak pięknym. (źródło)

Ta osoba mogłaby również powiedzieć:

Lubię zbierać komplementy za swój wygląd.

Jeśli lubię klimaty, które nie pasują do mojej urody, rezygnuję z nich w zakresie mody.

Lubię, gdy oczy zwrócone są na mnie.

Założyłabym na siebie suknię, która mi się nie podoba, ale w której moja figura wyglądałaby świetnie.

Rodzaj stylu nie ma tu żadnego znaczenia. Wcale nie jest powiedziane, że ekstrawagancka osoba nie liczy z opinią innych lub że bardziej konserwatywny ubiór nie może wynikać z głębi serca. To jest dopiero „tania psychoanaliza”, jak to pięknie ujęła Avarati w komentarzach pod poprzednim wpisem. Bądźmy otwarte, bardzo proszę. Jak Ci się coś nie podoba – jakiś styl, jakieś kolory, odsłanianie, zasłanianie, skromność, nieskromność, to po prostu sama tak nie rób, ale daj żyć innym i nie obrażaj. Przyznam że marzy mi się, żeby nie oceniać. Nie da się, wiem, sama popełniłam o tym kilka postów, ale przynajmniej da się wstrzymywać z krytyką. Chciałabym, żeby każdy był zadowolony ze swojego wyglądu i szukał raczej punktów zaczepienia wśród stylów innych osób niż tylko ciągle kręcił nosem, bo coś mu się nie podoba. Dlatego teraz stawiamy się po drugiej stronie. Wczujmy się w tę skalę i wyraźmy swój stosunek do tego, że to my jesteśmy oceniani.

Zastanówcie się w której z tych kategorii, mogłybyście siebie najprędzej osadzić. Ważne, by być ze sobą szczerą. Nie ma tu złych czy dobrych odpowiedzi, a różnorodność komentarzy pod ostatnim wpisem, świadczy o tym, że wśród czytelników są reprezentanci każdej z tych kategorii.

Ja samą siebie widzę w trójce i chciałabym pozostać na tym poziomie. Nie mam żadnej wewnętrznej potrzeby, by przechylać się w stronę większego indywidualizmu lub przeciwnie, by się dookreślać i być zauważoną. Szanuję natomiast wszystkie te kategorie i w każdej widzę wspaniałe pole do popisu.