Opinia

Zdecyduj się na coś

Sporo osób (z tego co widzę po mailach) ma problem z wyborem stylu, tylko dlatego, że boi się zadeklarować sobie w głowie jakiś kierunek w którym ten styl ma iść. Podłożem strachu są zawsze utracone alternatywy. To znaczy, że decydując się na gamine pozbawiasz się jednocześnie wielu możliwości jakie dają inne style takie jak np. sportowa elegancja, italian chic czy podróżniczy. Bardzo chcesz zawęzić swój styl i być konsekwentnym w jego realizacji, ale boisz się tego, co utracisz. I o tym jak ten strach przezwyciężyć chcę dzisiaj napisać.

Wyjaśnię na swoim przykładzie. Kiedyś pisałam o tym, że ograniczam kolory w swojej szafie do szarości, bieli i czerni. Daję sobie jeszcze przyzwolenie na trochę cielistego, na srebro i złoto, na kolor jeansu, skóry, czyli staram się nie używać zbyt „kolorowych” kolorów. Tej zasady trzymam się do dziś. Nie wybrałam sobie żadnego konkretnego stylu, ale po prostu ograniczyłam kolory. Na początku myślałam, że będzie bardzo ciężko, bo na świecie jest tyle pięknych barw, a ja o nich piszę i co rusz w jakiejś się zakochuję. Ale potem zobaczyłam, że to była jedynie kwestia iluzorycznego strachu i z tą decyzją żyję sobie pogodzona do dziś. Pogodzona, ale też i szczęśliwa. Oto cztery punkty niezbędne do tego, by taki stan osiągnąć.

1) Wybierz to, co kochasz. Jeśli już decydujesz się na styl, bądź pewna, że on Ci się podoba. Nie rób tego na zasadzie: zobaczyłam w internecie kogoś ubranego w stylu lat 50-tych i też chcę tak wyglądać. Lepszym rozwiązaniem będzie: zawsze ciągnęło mnie do motocyklowych botków, ten fason butów kupuję najczęściej, więc będę bardziej w swoim stylu uwidaczniać swoje rockowe zacięcie. A ja wybrałam swoje kolory na takiej zasadzie: często zakochuję się w kolorach, ale jeśli mam wybierać, moimi ulubionymi kolorami, które mi się nigdy nie nudzą są biel, czerń i szarość – przy nich zostanę, one będą zawsze moją podstawą.oscar wildeBądź sobą, wszyscy inni są już zajęci.

2) Patrz tylko na to, co możesz zyskać. Pomiń to, co tracisz. Gdybym miała patrzeć na wszystkie te piękne kolory jakich się świadomie pozbawiłam: na kuszące kobalty, na energiczne fuksje, na tajemnicze zielenie, na zmysłowe czerwienie… Eh, lepiej podejść do tego pozytywnie. Wszystko w szafie pasuje do siebie, nie ma problemów z ubieraniem, zakupy są szybkie, łatwo wyeliminować po filtrach w sklepach internetowych nieinteresujące mnie kolory itd. Tak samo będzie z Tobą, jeżeli się na coś konkretnego zdecydujesz. Będziesz szybciej robiła zakupy, bo będziesz szukać ubrań jedynie w stylu, który wybrałaś. Staniesz się w oczach innych konsekwentną i silną osobą, która wie czego chce. Zostaniesz ekspertką w tym jednym, wybranym stylu. Twoja garderoba w końcu będzie spójna.

3) Usamodzielnij się, weź życie w swoje ręce. Ile jeszcze czasu mama ma wybierać to w co się ubierasz? Oczywiście zamiast słowa mama możesz tu wstawić jakiekolwiek inne słowo, określające autorytet z którym się bardzo w kwestii mody liczysz (może to być koleżanka, telewizja, koncern, krytyk modowy albo ktokolwiek, cokolwiek). Dobre rady są super, ale czytelniku nie zapominaj, że ciało masz tylko jedno, że to Ty powinieneś je przystrajać tak, żeby Tobie się to podobało. Co z tego, że podobasz się mamusi, skoro sobie się nie podobasz? Co z tego, że w lookbookach królują dzwony, jeżeli Ty w dzwonach wyglądasz jak dzwon? Co z tego, że ja mam trzy kolory, a Ty lubisz jeszcze zielony, czerwony, różowy, niebieski? Ten punkt mogłabym rozszerzać w nieskończoność. Zawsze pod jakimś wpisem z moim ubraniem znajdzie się życzliwa osóbka, która mnie poinformuje jak to mi niekorzystnie w czerni lub bieli. Nie będę tu nawet pisać co sądzę o kulturze takich osób, ale wiedz jedno: lepsze jest wyglądanie „beznadziejnie” po swojej własnej, autonomicznie podjętej decyzji, niż wyglądanie „super”, bo ktoś tak oczekuje!!! Masz prawo wyglądać tak, jak to sobie wymyślisz i masz prawo wyeliminować ze swojego kręgu zainteresowań osoby, które Ci tego prawa odmawiają. Ograniczenie się do konkretnego stylu świadczy o dojrzałości, o tym, że to Ty bierzesz kwestię swojego wyglądu w swoje ręce, więc potraktuj to jako wyzwanie, które Cię usamodzielni i zdecyduj się na coś konkretnego.

4) Wyluzuj, daj sobie margines dowolności, kombinuj. Obranie jednej drogi nie znaczy, że cały czas trzeba iść jej środkiem, można czasem zejść na pobocze. Ważne, żeby kurs pozostał ten sam. Ostatnio mam ochotę na coś zielonego. Zasada o trzech kolorach zostaje, ale jeżeli coś ładnego zauważę, to sobie po prostu pofolguję. Obranie jednego stylu nie jest karą. Możesz od czasu do czasu, dodać do swojej garderoby coś, co na pierwszy rzut oka do niej nie przystaje. To wręcz jest wyzwanie: jak sprawić by coś, co pozornie jest dalekie od wybranej estetyki w tę estetykę wpasować. Kombinuj, zastanawiaj się, urozmaicaj. Każdy element dodany do tradycyjnego schematu będzie świadczył o Twojej indywidualności. O Twojej interpretacji schematu. Bo styl to właśnie interpretacja tego, co znane, na swój własny niepowtarzalny sposób.

Paradoksalnie, zdecydowanie się na jeden styl jest o wiele bardziej wyzwalające niż pozostawienie sobie wielu możliwości wyboru. Ale gdyby zastosować przymus? Gdybyś nie miała innej możliwości i musiała zdecydować się albo na jeden styl, albo stosować tylko jedną regułę dotyczącą ubioru, to co by to było???

KOMENTARZE

  1. makate

    Bardzo bardzo dobre rady! Ja już zmierzam w kierunku jasnej strony mocy, mój styl się konkretyzuje, choć ostateczne decyzje jeszcze nie podjęte. Od siebie dodałabym, że przynajmniej na początku, gdy podoba nam się „wszystko” i zupełnie nie wiemy co wybierać, najpierw eliminować to co na pewno nie jest nasze ukochane, a potem patrzeć co zostaje – i z tego stworzyć coś swojego absolutnie unikalnego :)

  2. MortalSIn

    W sumie to też nie potrafię zaklasyfikować się do jakiegoś konkretnego stylu. Jednak wiem już czego nie lubię, czego nie założę, nawet jeśli ośliniam wystawę sklepową na tegoż widok, i co do mnie nie pasuje. Nie noszę rzeczy we wzorki. Jedyny dopuszczalny motyw to bluzka w paski (biel i granat lub biel i czerń) i za żadne skarby nie oddam moich czarnych, szarych i granatowych ubrań. Musi być wygodnie i wszystko ma do siebie pasować, nie ważne co wyjmę z szafy.
    Największy problem mam z tym, co definiuje mocno styl, co pięknie go podkreśla- z butami. Nie nosze skórzanych rzeczy. A trudno o piękne nieskórzane buty. Zwłaszcza na jesień i zimę. Zwłaszcza kiedy nie siedzi się w modowym światku. Może jakaś inspirująca podpowiedź?? :)

  3. Wuweiki

    Przepięknie napisane/powiedziane Mario! Zauważyłam, że najlepiej czuję się w tym, co lubię, a nie w tym co modne. Nie przejmuję się także zbyt paletą, bo wiele zależy od mojego nastroju. Teraz, gdy mam siwe włosy, sama wiem, że czerń nie dodaje mi uroku. Ale jak mam ochotę na czerń – ubieram i czuję się dobrze :-) Najgorszą sytuacją jest ubrać coś, w czym czuję się jak w chomącie, nawet jeśli wszyscy wokół piali by z zachwytu nad mym wyglądem :-) Pozdrawiam, Mario! Uwielbiam Twojego bloga.

  4. Azzahat

    Gdybym musiała trzymać się jednej palety, byłaby to szeroka paleta brązów. w tej chwili mi się znudziły i stawiam raczej na zimniejsze barwy, ale wiem, że mi w nich dobrze i że mogę tak chodzić od stóp do głów.

  5. Sławomira

    U siebie widzę dokładnie 3 tendencje na razie; dotyczą wszystkiego, od butów przez ubrania po biżuterię.
    Tendencja 1: styl rockowy; w sumie nazwałam swoją tablicę na pinterest z tym „Darkness”, bo to nie jest tylko rock
    Tendencja 2: styl hippie; nie uważam, by „boho” było synonimem „hippie”
    Tendencja 3: słowiański folk
    Biorąc pod uwagę, ile rzeczy mi się podobało jeszcze niedawno, jest to postęp w wyznaczaniu ram :)
    Łączenie tego wszystkiego pasuje mi idealnie, bo dzieje się dużo, są kolory i czerń (oraz czerwień, ona w stylu rockowym z czernią, a w folk jako kwiaty, jest wszechobecna). Zdążyłam się też nauczyć, że nie lubię rzeczy, które i tak są w tych stylach nie na miejscu – np. baletki (miałabym je nosić do ramoneski czy do maksi spódnicy w kwiaty?). Nie ma miejsca na minimalizm, klasyczną elegancję czy ,,jedyną słuszną wizję kobiecości” znaną z mediów i tych podpisów w czasopismach modowych ,,kobieca stylizacja”. Chociaż uważam, że wszystko to jest bardzo kobiece.

    Te trzy tendencje jakoś idealnie mi pasują do stylu życia oraz bycia, słuchanej muzyki, zainteresowań i wszystkiego. Kiedyś podobały mi się militarne elementy w modzie – mi, pacyfistce, której zrobiło się słabo, jak na filmie rozwalili ziemię. Albo styl grunge – gdy podarte ubranie kojarzy mi się już tylko z ,,seksownym kolanem”, nosiłam w gimnazjum spodnie z dziurą na jednym kolanie i zdjęcie wrzucone przez znajomego na fejsa zostało tak skomentowane; nic podartego nigdy. A muzyka grunge’owa do mnie nie przemawia. Moje trzy tendencje zaś nie robią żadnych zgrzytów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

x