Od kiedy spisałam swój noworoczny manifest poczułam w sobie siłę i uwierzyłam, że mogę dokonać w swoim życiu zmian. Był on efektem rozmyślania o swoim funkcjonowaniu, atmosferze wokół mnie i obserwowania otoczenia, a tylko finalnie wyglądało to tak, że usiadłam przy komputerze i napisałam te słowa. W rzeczywistości dość długo zastanawiałam się nad różnymi aspektami mojego życia i to właśnie doprowadziło do napisania manifestu. Teraz mam wrażenie, że czas byłoby zamienić słowa w czyny.

I wiecie co? Doszłam do wniosku, że żyję w pewnego rodzaju zaprzeczeniu. Otóż chciałabym, aby wszystko dookoła mnie było poukładane i harmonijne, ale już na wstępie odrzuciłam narzędzie, które może umożliwić mi dojście do takiego stanu. Nie wiem czy zauważyłyście czytając posty, ale bardzo unikam słowa „minimalizm”. Wydawało mi się ono zawsze zbyt górnolotne, na wyrost, wyświechtane i pretensjonalne. A działo się tak z kilku powodów.
minimalist quoteTym słowem bombardują nas głównie blogi modowe, niestety w kontekście tylko i wyłącznie bardziej surowej struktury ubrań lub czasami użycia koloru białego w „stylizacjach”. Jest to dla mnie odrażające. Odrażające do tego stopnia, że miałam traumę i sama nie chciałam posługiwać się tym słowem, mimo, że jestem przekonana, używałabym go prawidłowo. Poza tym nie do końca widzę moment finalny dążenia do minimalizmu. Mówię już tutaj o tym prawdziwym minimalizmie. Nie widzę na horyzoncie żadnej mety po przekroczeniu której zostaje się minimalistą. Uważam, że do tego można dążyć, ale nigdy się tego nie osiągnie. I chyba to właśnie działało na mnie tak paraliżująco. Bo skoro nie można tego osiągnąć, to po co się starać? Jest to rzecz jasna wymówka, żeby tego nie robić.

Problem polega na tym, że ja teraz chcę to zrobić. Zaczyna mi przeszkadzać natłok dosłownie wszystkiego i duże ciśnienie. Chciałabym się skupiać na ważnych rzeczach, a ignorować pierdoły. I to w każdej dziedzinie życia. Chciałabym mieć mniej rzeczy, bo czuję się zasypana rzeczami. Chciałabym żeby porządek towarzyszył mi na co dzień, a to chyba będzie łatwiejsze do zrobienia, kiedy w moim umyśle otworzy się ta zamknięta przeze mnie na kluczyk szufladka zwana właśnie minimalizmem.

Więc wyzwalam się. Nie patrzę na innych i decyduję się realizować swój manifest krocząc ścieżką minimalizmu. Taki właśnie środek wybieram do realizacji swoich postanowień. I zamierzam Wam się spowiadać z efektów mojego wyboru. Zarówno w najbardziej tutaj pożądanej materii jaką jest moda jak mniemam, jak i w innych dziedzinach życia, które są od mody znacznie bardziej istotne.

W nowej kategorii znajdziecie moje próby ograniczania chaosu jaki wokół mnie się znajduje. Pozwolę sobie tutaj pisać o wszystkich dziedzinach życia, nie tylko o modzie. To będzie zakładka poświęcona wyłącznie mi, bo sądzę, że do tej pory było mnie samej na blogu troszkę za mało. Chcę, żeby blog oprócz funkcji poradnikowej pełnił również nową rolę – swoistego pamiętnika i dzielenia się z Wami moją estetyką i punktem widzenia. To już tu wprawdzie jest, ale teraz będzie tego więcej…