Minimalizm

Zakazane słowo

Od kiedy spisałam swój noworoczny manifest poczułam w sobie siłę i uwierzyłam, że mogę dokonać w swoim życiu zmian. Był on efektem rozmyślania o swoim funkcjonowaniu, atmosferze wokół mnie i obserwowania otoczenia, a tylko finalnie wyglądało to tak, że usiadłam przy komputerze i napisałam te słowa. W rzeczywistości dość długo zastanawiałam się nad różnymi aspektami mojego życia i to właśnie doprowadziło do napisania manifestu. Teraz mam wrażenie, że czas byłoby zamienić słowa w czyny.

I wiecie co? Doszłam do wniosku, że żyję w pewnego rodzaju zaprzeczeniu. Otóż chciałabym, aby wszystko dookoła mnie było poukładane i harmonijne, ale już na wstępie odrzuciłam narzędzie, które może umożliwić mi dojście do takiego stanu. Nie wiem czy zauważyłyście czytając posty, ale bardzo unikam słowa „minimalizm”. Wydawało mi się ono zawsze zbyt górnolotne, na wyrost, wyświechtane i pretensjonalne. A działo się tak z kilku powodów.
minimalist quoteTym słowem bombardują nas głównie blogi modowe, niestety w kontekście tylko i wyłącznie bardziej surowej struktury ubrań lub czasami użycia koloru białego w „stylizacjach”. Jest to dla mnie odrażające. Odrażające do tego stopnia, że miałam traumę i sama nie chciałam posługiwać się tym słowem, mimo, że jestem przekonana, używałabym go prawidłowo. Poza tym nie do końca widzę moment finalny dążenia do minimalizmu. Mówię już tutaj o tym prawdziwym minimalizmie. Nie widzę na horyzoncie żadnej mety po przekroczeniu której zostaje się minimalistą. Uważam, że do tego można dążyć, ale nigdy się tego nie osiągnie. I chyba to właśnie działało na mnie tak paraliżująco. Bo skoro nie można tego osiągnąć, to po co się starać? Jest to rzecz jasna wymówka, żeby tego nie robić.

Problem polega na tym, że ja teraz chcę to zrobić. Zaczyna mi przeszkadzać natłok dosłownie wszystkiego i duże ciśnienie. Chciałabym się skupiać na ważnych rzeczach, a ignorować pierdoły. I to w każdej dziedzinie życia. Chciałabym mieć mniej rzeczy, bo czuję się zasypana rzeczami. Chciałabym żeby porządek towarzyszył mi na co dzień, a to chyba będzie łatwiejsze do zrobienia, kiedy w moim umyśle otworzy się ta zamknięta przeze mnie na kluczyk szufladka zwana właśnie minimalizmem.

Więc wyzwalam się. Nie patrzę na innych i decyduję się realizować swój manifest krocząc ścieżką minimalizmu. Taki właśnie środek wybieram do realizacji swoich postanowień. I zamierzam Wam się spowiadać z efektów mojego wyboru. Zarówno w najbardziej tutaj pożądanej materii jaką jest moda jak mniemam, jak i w innych dziedzinach życia, które są od mody znacznie bardziej istotne.

W nowej kategorii znajdziecie moje próby ograniczania chaosu jaki wokół mnie się znajduje. Pozwolę sobie tutaj pisać o wszystkich dziedzinach życia, nie tylko o modzie. To będzie zakładka poświęcona wyłącznie mi, bo sądzę, że do tej pory było mnie samej na blogu troszkę za mało. Chcę, żeby blog oprócz funkcji poradnikowej pełnił również nową rolę – swoistego pamiętnika i dzielenia się z Wami moją estetyką i punktem widzenia. To już tu wprawdzie jest, ale teraz będzie tego więcej…

KOMENTARZE

  1. Daneczka

    Cieszę się, że Twój blog Mario się „rozrasta”, gdzieś w duszy wiedziałam, że coś takiego się pojawi. Miałam też wrażenie, że jest tu Ciebie za mało. Czekam z niecierpliwością na kolejne wpisy. Pozdrawiam cieplutko

    • Maria Autor wpisu

      Jak miło, dziękuję. A bałam się, że to może być ryzykowne i nieciekawe tak siebie więcej pokazywać :)

  2. Polly

    Zdziwiłam się, że się boisz tego słowa, skoro od początku obserwowania Twojego bloga odnosiłam wrażenie, że minimalizm to totalnie Twoja bajka :-) Przejrzystość, klarowność i dbałość o detale. Przynajmniej sądząc po Twoim internetowym wizerunku – to do Ciebie pasuje doskonale! Sama przyjęłam odwrotną strategię: szastam słowem „minimalizm” na lewo i prawo. Chociaż zazwyczaj unikam wszelkich grup, wspólnot, kategoryzacji, manifestacji solidarności i zobowiązań, tym jednym określeniem nie bałabym się określić, trochę właśnie przekornie :-) I chociaż na pierwszy rzut oka może nie wyglądam na minimalistkę, a nawet co gorsza kupiłam dzisiaj książkę (zbędne powiększanie stanu posiadania!), to minimalizm jest przecież w głowie – w, jak sama to nazwałaś, rzeczach ważniejszych od mody czy wyglądu.

    • Maria Autor wpisu

      To dla mnie ważne co napisałaś. Bo przyznaję, że ta estetyka była mi zawsze podświadomie bliska, ale teraz chcę troszeczkę głębiej sięgnąć. Uprościć, zliczyć, ograniczyć, zwolnić… Czuję, że mam już odwagę, by postanowić i powołać się na to słowo. Ale droga to będzie długa…

  3. Biurowa

    Ha! O minimalizmie mogłabym długo, ale epatowanie tym słowem mnie przeraża. Z minimalizmu robi się powoli komercja, bo minimalizm dobrze się sprzedaje. i tak mamy minimalistyczne opakowania, minimalistyczne wnętrza, minimalistyczne ubrania, minimalistyczne meble, naczynia i inne sprzęty.

    Minimalizm ma się w głowie, a nie na blogu w postaci białych ubrań. Poza tym można mieć dużo rzeczy i być minimalistą, bo minimalizm to posiadanie tego, czego się potrzebuje.
    Odrzuca mnie licytowanie się, kto ma mniej rzeczy, kto więcej wyrzucił, kto pozbył się większej ilości przedmiotów, a kto się najbardziej ograniczył.
    Poza tym należy uszanować to, że ktoś inny NIE CHCE być minimalistą. Minimalizm to nie jest jedynie słuszny sposób na życie.

    • karola

      Zaciekawiło mi wyrażenie „minimalizm dobrze się sprzedaje”. Na początku coś mi nie pasowało, bo minimalizm kojarzy mi się z drastycznym ograniczeniem zakupów. Przecież chodzi o to, żeby mieć mniej. Ale po przemyśleniu sprawy przyznaję Ci rację: pod szyldem minimalizmu jesteśmy zachęcani do kolejnych zakupów. A to mebel o minimalistycznej formie, a to sukienka o minimalistycznym kroju, a to kremik w minimalistycznym opakowaniu. I wychodzi z tego całkiem dobre zaprzeczenie minimalizmu :)
      A na nowy dział już się cieszę :)

      • Maria Autor wpisu

        Jak ja się z Wami zgadzam. Właśnie dlatego mam takie obawy. Ale musiałam coś postanowić i zająć się porządkowaniem swojego wnętrza i otoczenia. Wydało mi się to słuszną drogą dla mnie. Być może jest lepsza droga, ale ja decyduję się na taką:)

      • myslownicelife.blogspot.com

        O to to właśnie: mebel o minimalistycznej FORMIE. Słusznie to zauważasz. Minimalizm to nie forma. Tak mi się zdaje.

    • Anja

      he ! coś w tym jest, jakoś o tym minimalizmie coraz więcej i więcej ….

  4. Żanka

    Zgadzam się z Tobą co do tego, że minimalizm ostatnio stał się bardzo „modny”.
    Wydaje mi się, że ludzie byli by o wiele szczęsliwsi gdyby potrafili się skupić na tym co najistotniejsze, zamiast rozpraszać swoją uwagę i siły na rzeczy błahe. Ale wiem z doświadczenia, że to nie niełatwa sztuka, która wymaga określenia sobie jakiegoś celu i konsekwentnego trzymania się go.

    • Maria Autor wpisu

      Tak też myślę, że konsekwencja będzie tu kluczem. Że zbaczanie z obranej drogi będzie bardziej bolało, im dalej się będzie chodziło. Na początku troszkę się powychylam, ale potem czuję, że obiorę najwłaściwszy kurs.

  5. Hazel

    Mario, zgadzam się z Tobą, że termin jest nadużywany i przywoływany w przedziwnych kontekstach (np. falbaniastej sukienki z H&M, tylko dlatego, że jest biała), ale z drugiej strony nie można w batalii przeciwko niemu przesadzać. Nie jestem wielką specjalistką, ale określenie minimalizm wydaje mi się uprawnione (nie przeze mnie, aż taka zarozumiała nie jestem ;-), przez książki na ten temat) jeśli mówimy o architekturze. Myślę, że podobnie w modzie nawiązującej do trendów szczególnie silnych w latach 90 i wracających teraz. Mam wrażenie, że takie znaczenie tzn. odnoszące się do pewnej koncepcji estetycznej jest starsze (lata 60te XX wieku) niż to odnoszące się do koncepcji światopoglądowej.
    Czekam w każdym razie na Twoje posty, bo to bardzo ciekawy dla mnie temat, a TY zawsze coś ciekawego napiszesz. U mnie rzeczy mało i staram się mocno ograniczać konsumpcjonizm.

    • Maria Autor wpisu

      Tak, oczywiście zgodzę się z tym, że słowo minimalizm jeżeli chodzi o estetykę oznacza coś innego niż jeżeli chodzi o tryb życia. Mi to przeszkadzało, to powoływanie się tylko na określone kolory i formę, choć jakieś podstawy takie myślenie przyznaję ma. Muszę troszkę wyluzować i mieć gdzieś to, co mówią inni. Mogą sobie szastać tym słowem, być może moje pisanie pod zakładką „minimalizm” też ktoś uzna za nadużycie. Grunt to wiedzieć swoje i robić swoje.

  6. Alicja

    Super, to Twój blog i cieszę się, że postanawiasz pokazywać na nim siebie więcej- wpisy poradnikowe są dla mnie kopalnią wiedzy i inspiracji, ale też jestem ciekawa Ciebie, Twojego osobistego stylu etc (mimo, że mam wrażenie sama hołduję ciut innej estetyce).
    W obszarze minimalizmu mam również swoje przemyślenia a nawet historię… Żeby się nie rozpisywać – kiedyś było mi to bliskie, potem chyba z lęku, że to nuda, udziwniłam się wizualnie, jakoś tak za tym poszedł nadmiar w różnych innych dziedzinach życia (chyba tak to bywa…). Teraz zrobiłam porządek w szafie i wśród swoich innych rzeczy. Świadomie, ale nie restrykcyjnie ograniczam ilość kosmetyków. Pytam siebie, czy mi potrzebny np. nowy lakier do paznokci i najczęściej uznaję, że nie. A jak chcę sobie zrobić taki prezent, to robię – ale świadomie, z refleksją. Najtrudniej było mi pousuwać niektóre aplikacje w telefonie:( I nie kupować kolorowych gazet w takiej ilości, jak wcześniej. To nadal boli;) Ale zależy mi, by ograniczać to, co mnie odrywa od tu i teraz, od nadmiernej ilości niewiele wartej treści, którą chłonie mój umysł.
    A jeśli chodzi o minimalizm w modzie, to jak dla mnie nie o kroje i kolory chodzi, tylko bardziej o ilość, świadomość etc. Więc to raczej stan umysłu, zgadzam się:)

    • Maria Autor wpisu

      Małe kroczki, ale wyzwalające. Właśnie tego mi brakowało. Nic na siłę, tylko rozumnie trzeba się za to zabierać. Mi od razu nasuwają się takie słowa kluczowe jak: obecność w danej chwili, równowaga, cisza, porządek i plan.

      • Magda

        Wybrałaś sobie Mario najtrudniejsze aspekty tak modnego minimalizmu;) Tematyka zen i slow jest mi bliska od kilku dobrych lat i bardzo się staram, aby moje życie wyglądało „tu i teraz”. Bardzo pomaga w tym rzecz prozaiczna – kontrola wydatków, bardzo szczegółowa. Już tłumaczę – pieniądze wydawane na kolorową prasę, drobiazgi typu kolejna kawa na mieście, jakieś ciastko, lakier do paznokci bo tylko 5zł. Jak poskładałam to do tzw kupy okazało się, że mogłabym pójść z mężem do teatru lub ze 3 razy do kina za te pozornie niewielkie pieniądze. Od tego zaczęła się moja droga – ogarnęłam, że jednak wolałabym za coś przeżyć, zobaczyć, spędzić czas we dwoje… Nie, nie zrobiłam się wielką sknerą – cały czas mam potrzebę posiadania rzeczy porządnych, tzn dobrej jakości, ale też takich na jakie mnie stać, bez spiny. Z tym, że udało mi się wypracować spokój na widok wielkiego plakatu „SALE”. Bo spokój i dystans zaczyna się w głowie. A porządek w głowie to porządek w życiu;)Pozdrawiam.

        • Maria Autor wpisu

          Bardzo inspirujące. To już doskonale wiem od czego zaczynać. Złotówka tu, złotówka tam. A może faktycznie lepiej dołożyć do czegoś co zapamiętamy, czym będziemy przez chwilę żyli niż na jakąś bzdurę :) A na dnie torby oczywiście mnóstwo monet, bo przecież to tylko dziesięciogroszówki…

  7. Es

    Ja mam naturę kolekcjonera i filozofię minimalizmu podziwiam z daleka, u innych. Za to jestem miłośniczką umiaru. Umiaru we wszystkich dziedzinach życia. Jestem bardzo ciekawa Twoich nowych wpisów.

    • Maria Autor wpisu

      Umiar też mnie fascynuje i wiem, że będzie on już wkrótce moją codziennością. Zacznę jednak od porządku.

  8. Monika

    Mario, trafiłaś w mój najczulszy punkt. Od kiedy prawie 6 lat temu przeczytałam pierwsza książkę Dominique Loreau „Sztuka prostoty” , minimalizm w rożnych jego aspektach jest moim ideałem (stylem życia do jakiego chciałabym dążyć). Niestety wyjątkowo trudno mi to idzie, a dodatkowo dochodzą wyrzuty sumienia, ze wiem a nie stosuje …. Dla mnie minimalizm to także jedna z głównych metod dążenia do zrównoważonego rozwoju (globalnie). Twojego bloga śledzę od początku, jest znakomity, jedyny w swoim rodzaju i już sie cieszę na posty oTwojej drodze do minimalizmu. Może mnie rownież wreszcie pomogą w przejściu z teorii do praktyki …?

    • Maria Autor wpisu

      Słyszałam dużo roznych rzeczy o tej książce i nie wiem czy czytać. Chyba wolę być nieskalana wszelkim radykalizmem. Na spokojnie i po swojemu pociągnąć ten wóz:)

      • Monika

        Na pewno zrobisz to po swojemu znakomicie :-). Przeczytałam wszystkie książki Loreau w oryginale (w Polsce wyszła tylko ich cześć) i nigdy nie kojarzyły mi sie z radykalizmem. Mieszkałam 10 lat we Francji i dla mnie Loreau pisze poprostu bardzo „po francusku”. Podobny styl pisania ma Ines de la Fressange :-). Uważam jednak ze treść książek Loreau jest świetna. Dzieli prostotę na 3 etapy: podejście do rzeczy materialnych, podejście do swojego ciała (pielęgnacja, diety itp) a na końcu do relacji z innymi ludźmi itd.

        • Maria Autor wpisu

          No to w takim razie muszę się sama o tym przekonać:)

  9. iwona

    najlepszy jest minimalizm traktowany jako prostota i posiadanie tylko tego co się potrzebuje (oczywiście po procesie myślowym co to jest, to najważniejsze), niczego więcej, ale też niczego mniej. Czyli najwięcej, tak jak mówicie, dzieje się w głowie, bo trzeba przeprowadzić ze sobą parę rozmów, co jest dla MNIE najważniejsze (nie dla sąsiadki czy mamy), jak JA chcę żyć, jak ubierać, jak mieszkać, kim być zawodowo. Fizyczne porządki czasem są początkiem zmian, czasem konsekwencją. Minimalizm bardzo pomaga siebie poznać, bo trzeba sobie poodpowiadać na kilka istotnych pytań i zacząć żyć własnym życiem, zamiast życiem”pożyczonym” od rodziców, reklam, szmatławych poradników, odciąć się od masthewów, wszystkich list niezbędników, jedynie słusznych ścieżek zawodowych itp. Niestety prócz paru blogów, tak jak mówicie, ten termin jest albo nadużywany, albo mówiący niewiele wie na temat i mówi oklepanymi frazesami.

    cieszę się Mario na więcej Ciebie na blogu, i cieszę się na kierunek nowych kategorii.

    • Maria Autor wpisu

      Bardzo mądrze napisane. Minimalizm jako życie po swojemu -świetna definicja. Chciałabym zrzucić kierat tego, co powinnam i wreszcie zacząć żyć po swojemu:) a te wszystkie ograniczenia są tylko i wyłącznie w mojej głowie.

  10. Olga Cecylia

    Nie lubię tego trendu – tej koncentracji na wyrzucaniu, pozbywaniu się. Nie lubię, bo uważam, że nadmierne koncentrowanie się na tym, by posiadać jak najmniej, wcale nie prowadzi do wolności od przedmiotów, ale wręcz przeciwnie: do zniewolenia. Wyrzucanie powinno być środkiem, nie celem.

    Za to bardzo, ale to bardzo lubię upraszczać. I myślę, że w tej kwestii się zgadzamy :-)

    • Maria Autor wpisu

      Oj nie, tak łatwo nie będzie. Wyrzucanie żeby nie daj boże potem nakupować mija się z celem. Zdecydowanie chodzi mi o upraszczanie właśnie i koncentrację na tym co ważne.

  11. kwiaciarka

    Dobry wieczór:)
    Wspaniale, że decydujesz się pokazać kawałek swoich refleksji i więcej siebie w blogu. Z zaciekawieniem czekam.
    All you need is less …wspaniale uspokaja, rozpogadza i…poprawia cerę :) Odkąd zorientowałam się, że można wolniej i mniej i że inni też tak mają (też tak lubią) a na dodatek zaczęłam wdrażać w życie naprawdę czuję się bardziej zrelaksowana i jakby lepiej zorientowana we własnym życiu.
    All you need is less to all you need is love bo wtedy więcej miejsca na miłość do bliskich, do nieba gwiaździstego, do sarny przebiegającej drogę…do siebie w niedoskonałości i dyskomforcie ;)))

    kwiaciarka

    • Maria Autor wpisu

      Chyba na tym szczęście polega, żeby sobie uświadomić jak mało do niego potrzeba. A nie ciągle gonić za króliczkiem i mieć klapki na oczach. Oj, będę się rozglądać dookoła, będę…

  12. Angua

    Bardzo fajnie, że można będzie poczytać więcej Twoich rozkmin :)

  13. Marta

    Ponieważ minimalizm rzeczywiście stał się ostatnio modny (a raczej powoływanie się na niego), chętnie czytam na ten temat. I za każdym razem jestem naprawdę zdumiona, gdy ludzie piszą, czego pragną unikać lub od czego się powstrzymywać. Myślę sobie wtedy: naprawdę ktoś coś takiego robił. I przekonuje się wciąż na nowo, że jestem i zawsze byłam absolutną minimalistką. Minimalizm jest istotną cechą naszego charakteru lub nie (i żadnej z tych opcji nie deprecjonuję).
    A poza tym absolutnie uwielbiam Pani bloga, zaglądam codziennie, wykorzystuję wiele wskazówek, rozmyślam nad Pani słowami… Dla mnie to najlepszy blog w blogosferze.

    • Maria Autor wpisu

      Bardzo mi miło. Dziękuję. Minimalizm w tych pięknych słowach, których użyłas kojarzy mi się troszkę z takim szlachetnym rodzajem cierpienia, które w pewnym sensie jest satysfakcjonujące. Proszę Cię pisz mi po imieniu:)

      • Marta

        Myślę sobie (a o minimalizmie myślę często) , że są różne rodzaje minimalizmu. Pierwszy to taki, według mnie, prawdziwy, jaki mają często nasze babcie (a przynajmniej moja), wyrastający z przyzwyczajenia do małej ilości rzeczy, do niemarnowania, wykorzystywania wszystkiego do końca itd. Drugi to taki radykalny w stylu tybetańskich mnichów. Trzeci to wyrastający bardziej z narzucenia sobie czegoś na siłę, np. pod wpływem obecnej mody, a nie stanu świadomości. W tym przypadku też często zbyt długo nie przetrwa (nie mówię, że to źle, po prostu inaczej). No i czwarty (który najbardziej mi się podoba) to taki minimalizm luksusowy, czyli wybór małej ilości przedmiotów, wrażeń, relacji, ale w najlepszej jakości.

  14. huskyeyes

    To jest niestety pułapka trendów – gdy coś się staje modne, to szlag trafia początkową ideę, choćby była najszlachetniejsza. Nie należy się tym przejmować tylko robić swoje :). Bardzo miło mi się to czyta Mario, myślę tak samo i kibicuję wszystkim, którzy też tak chcą :D Jak tam idzie picie pokrzywy?

    • Maria Autor wpisu

      Zgadzam się, ja właśnie często wpadam w pułapkę niedoceniania czegoś tylko dlatego, że jest to modne w danym momencie. Zaczynam dzień od pokrzywy i już inaczej sobie poranka nie wyobrażam. Mogę tylko polecić :)

      • huskyeyes

        To super, pokrzywa jest pyszna! Ja piję z kolei wieczorami razem ze skrzypem. Jeśli chodzi o przyrost to większy obserwowałam przy piciu drożdży, chyba wrócę do nich po skończeniu kuracji ziołowej. Pamiętaj, żeby robić przerwy w piciu ziółek :)

        • Maria Autor wpisu

          Miałam ostatnio kilka dni przerwy bo zapomniałam kupić jak się skończyło opakowanie – dobry sposób. Właśnie Anwen też polecała ze skrzypem, trzeba by spróbować. Ale drożdże to dla hardkorów :)

          • huskyeyes

            No to jestem hardkorem i frikiem, bo uwielbiam smak drożdży! Naprawdę. Skrzyp jest bogatym źródłem krzemionki i działa ogólnie wzmacniająco i regenerująco na organizm. w ogóle ta roślina na drodze ewolucji prawie się nie zmieniła, to niesamowite. Ja zawsze robię tak: trzy miesiące kuracji, potem jeden miesiąc przerwy.

  15. Ajka

    Mario, cieszę się, że przestałaś bać się tego narzędzia, bo też jak inne Czytelniczki miałam zawsze wrażenie, że to jest Twoja „bajka”. Rozumiem Cię, gdy piszesz, że „nie do końca widzę moment finalny dążenia do minimalizmu. Mówię już tutaj o tym prawdziwym minimalizmie. Nie widzę na horyzoncie żadnej mety po przekroczeniu której zostaje się minimalistą. Uważam, że do tego można dążyć, ale nigdy się tego nie osiągnie. I chyba to właśnie działało na mnie tak paraliżująco. Bo skoro nie można tego osiągnąć, to po co się starać? Jest to rzecz jasna wymówka, żeby tego nie robić.”, bo sama przez długi czas podobnie bałam się go, wydawał mi się nieosiągalny (dla mnie), a przez to gotowa byłam z niego zrezygnować, pomimo tego, że tak bardzo mnie pociągał. A jednak w końcu odważyłam się i to było najlepsze, co mogłam zrobić.
    Przestałam się zastanawiać nad tą nieistniejącą metą i zaczęłam cieszyć się samym procesem podążania drogą prostoty i minimalizmu. Najważniejsze jest, by wyznaczyć sobie kierunek i nie bać się.

    • myslownicelife.blogspot.com

      Co prawda jest w słowniku definicja minimalizmu, jednak sądzę, że jej literalne odczytanie i próba zrealizowania (jako swego rodzaju „meta”) wcale nie byłoby minimalizmem, a jedynie formalizmem, a więc osiągnięciem jakiejś „formy”. Co swoją drogą kojarzy mi się z nadużywaniem pojęcia „minimalistycznej formy” w modzie, meblarstwie, o czym pisała Karola. Wydaje mi się, że takiej ostatecznej „mety” po prostu nie ma, bo to sposób myślenia, odczuwania świata, życia po prostu. No, może ostatecznie chodziłoby o dojście do jakiegoś takiego poczucia wewnętrznej równowagi… Jak sądzisz?

    • Maria Autor wpisu

      Będę sobie to codziennie powtarzać: cieszyć się procesem. Szczerze mówiąc brzmi to tak mądrze i zachęcająco, że może być mottem życiowym. Dziękuję za zrozumienie, zaczynam być nie tylko dobrej, ale bardzo dobrej myśli:)

  16. szpiegula

    minimalizm to dla mnie przede wszystkim taka swoista prostota życia.
    zawsze podkreślam, że nie zamierzam zostać minimalistą, co ma 3 ciuchy w szafie- ale nie mam potrzeby posiadania warzyliona rzeczy.
    dla niektórych minimalizm to mało rzeczy- ale obłędnej jakości, a ja bym nie chciała aż tak potem przejmować się tym, że coś się zniszczy.
    – szukam na tej drodze swojego złotego środka.

    • Maria Autor wpisu

      Złoty środek, proszę Cię, żebyś jak już znajdziesz to się podzieliła tą myślą. Może nasze złote środki żyją obok siebie :)

      • szpiegula

        widzisz, każdy ma swój ;-)
        tak samo jak każdy jest pępkiem swojego świata :D
        dla kogoś minimalizmem w ubiorze będzie biała koszula- zamiast codziennej strojności.
        dla kogoś- będzie właśnie biała kiecka z falbankami – bo po prostu falbanki- zastąpią tę czyjąś zwyczajową nadmierną strojność w dodatkach.
        dla mnie może być prosta bluzka ozdobiona trochę haftem- bo już ten haft będzie robił za ozdobę, i więcej nie potrzebuję.

        zdarza mi się jeszcze porywami rysować- dlatego też nie wyrzucę kredek,
        ale najzwyczajniej w świecie kupiłam sobie średniej wielkości komplet „porzundnych”- zamiast trzymać ich olbrzymią ilość wątpliwego stanu i jakości.

        każdemu według jego potrzeb i miary.

  17. Agnieszka

    Witam serdecznie Mario :)

    aż chcę skakać do góry i krzyczeć „Maria też! i Maria też!”. Przeczytałam „sztukę minimalizmu” pierwszy raz w marcu ubiegłego roku. Od tego momentu stała się dla mnie „biblią”. Teraz kończę ‚sztukę prostoty” – jest trudniej, nie czuję, że otaczające mnie przedmioty są wyrafinowane. O to właśnie chodzi, pięknie, prosto i wyrafinowanie, bez natłoku, bez pośpiechu.
    Wyrzuciłam 30% posiadanych rzeczy, na kupowanych ubraniach sprawdzam metki, składy. Na kupowanym czymkolwiek – staram się nie kupować, odczekać, przemyśleć. Jeśli już coś wybieram to po przemyśleniu, odpowiedzeniu sobie na kilka pytań i opierając się na opiniach. Obecnie jestem na etapie digitalizacji materiałów ze studiów :)

    Trzymam kciuki :)

    P.S. Twoje stroje już są „minimalistyczne” i zrozum mnie dobrze – emanują wyrafinowaną i noszoną z przyjemnością i elegancją prostotą :)

    • Maria Autor wpisu

      Jaki miły „PS”, hihi, dziękuję. Już właśnie zdecydowałam, że nawet z czystej ciekawości sięgnę po te książki. Może otworzy mi się jakaś szufladka, która była zamknięta, lub o której w ogóle nie wiedziałam, że ją mam.

  18. sylwia

    Modowy guru G. Armani powiedział ponoć kiedyś „…Zrozum siebie i noś mniej. Najlepszym sposobem, żeby się ubrać, jest dążenie do eleganckiej prostoty…”.
    Ostatnio czuję, że mniej – to wszystko czego potrzebuję;-)) Tak, to mocno przemawia do mojej wyobraźni. Od wczoraj chodzi za mną nowa wizja mojej szafy (która jest ogromna i peeełna ubrań, niekoniecznie przeze mnie używanych), a mianowicie widzę ją o 60% odchudzoną i przez to bardziej przejrzystą. Śmiało mogę stwierdzić, że idealnie wpisuję się w zasadę Pareto, a mianowicie około 20% moich ubrań noszę przez 80% czasu gdy jestem ubrana;-)))).
    Zauważyłam, że proste zestawy pozwalają mi na szybszy wybór tego w co się ubrać i o dziwo wyglądam w nich i czuję się lepiej ubrana. Dlatego odchudzę moją szafę i zamiast 20 spódnic, na półce zostaną 4, które lubię, w których dobrze się czuję i pasują do mojego stylu. Tak samo z innymi częściami garderoby. Nie dorosłam jednak do typowego minimalizmu, który w wielkim skrócie i dość znacznym uproszczeniu sprowadza się do posiadania niewielkiej ilości ubrań, dlatego ubrania, których nie wkładałam na siebie dłużnej niż 1 rok i więcej, a które są w dobrym stanie wizualnym zostaną zapakowane w worki próżniowe i zachomikowane w czeluściach mojej przepastnej szafy. Być może to błąd, ale szkoda mi pozbywać się rzeczy, które lubiłam, które wciąż są na mnie dobre, które hmmm swoje kosztowały, które tylko mi się znudziły i być może chwilowo nie pasują do mojego obecnego wizerunku samej siebie. Moda się zmienia i ciągle powraca, więc niech czekają – być może kiedyś wrócą do moich łask;-)

    • Maria Autor wpisu

      Jak widać z szafa to bardzo indywidualna sprawa, ale mogłabym również sformułować taką zasadę, że im mniejsza taka garderoba jest, tym łatwiej i lepiej się ubieramy :) Naprawdę mam podobnie z zasadą Pareto w tym przypadku:) Półki się uginają, tylko co z tego?

  19. Kinga

    Uwielbiam minimalizm w wykonaniu Anny z prostyblog.pl. Dała mi do myślenia ponad rok temu i od tego czasu staram się bardziej świadomie podejmować pewne decyzje. Skąd pochodzą moje kosmetyki? Czy były testowane, czy ich naprawdę potrzebuje. Czy potrzebuję kolejnego swetra z akrylu, produkowanego w Chinach przez wyzyskiwanych pracowników? Takie świadome życie jest dla mnie szczególnie ważne względem jedzenia, dbania o swoje ciało, mieszkania. Regularnie oddaje/sprzedaję niepotrzebne rzeczy, chociaż wciąż kupuję ich za dużo.
    Ale też nie lubię etykietki „minimalizm” i bardzo nie podobają mi się książki na ten temat (a może nie czytałam po prostu dobrej?). Np. „Minimalizm” Leo Babauta sprowadza się do życia w pustym mieszkaniu, bez kremu nawilżającego i ładnych ubrań, gdzie dzieci i zwierzęta równają się z niepożądanym chaosem. Masz rację, minimalizm stał się modny i rozumiem Twoje mieszane uczucia względem niego. Wydaje mi się, że każdy musi wypracować swoją drogę i nie ma co popadać w dogmatyczność, tak samo jak stawianie sądów a priori. Dla mnie dwie pary butów zimowych i dwa kremy do twarzy to minimum, dla kogoś – rozrzutność. Jednak każdy sam powinien określić swoje granice.
    Dziękuję Ci za ten post i z przyjemnością będę obserwować Twoje poszukiwania. Sama poszukując w międzyczasie.

    • Maria Autor wpisu

      Wszystko jest względne to prawda. Chociażby dla osoby interesującej się modą minimalna szafa będzie z 10 razy większa od takiej, której wystarczą dwie bluzki i jeansy. I nie ma się co spinać. Bo na szczęście odgórnych zasad nie ma. Trzeba całość przełożyć wyłącznie na siebie i swoje możliwości. I to zamierzam robić :)

  20. Agata Ch

    Ja w ramach odpoczynku od konsumpcjonizmu lubię sobie poczytać o minimaliźmie. ;) sama nie nazwałabym się minimalistką, może też dlatego, że nie lubię się przypisywać do żadnej grupy.

    Zaczęłam dostrzegać, że media chcą nam sprzedać jakiś „lifestyle”, po to, żeby potem sprzedawać nam produkty z nim związane. Jak np moda na picie kawy na mieście w papierowych kubkach. Pokażą się z nimi modelki na wybiegu, pokaże się znana blogerka i już inni chcą być tacy jak one. Zwłaszcza młode kobiety. Kawiarnie zarabiają na kawie na wynos, która w Polsce kosztuje sporo.
    Nie myście, że jestem przeciwniczką kawy. Wręcz przeciwnie, piję jedną dziennie i jest to mój ulubiony punkt dnia. ;) piję ją w domu, z mojego domowego ekspresu. jednak nie każdy kawę lubi, niektórzy piją ją, bo to modne, bo w pracy każdy pije kawę itd.

    Niedawno oglądałam jakiś stary odcinek serialu Przyjaciele. Bohater siedzi na kanapie i pije napój typu cola z plastikowej butelki. W jednej scenie nawet była zdarta plakietka z butelki, w drugiej chyba była. Ale tak naprawdę nieważne, czy on pił colę czy pepsi. Tak naprawdę reklamy jednej firmy napędzają też sprzedaż u drugiej. Bo chodzi o to, żebym poleciała do sklepu i kupiła napój typu woda z cukrem, nieważne jaki.
    I to działa, zwłaszcza na małe dzieci. Jak byłam mała moja mama gdy chciała nakarmić mnie jabłkami puszczała mi bajkę lub słuchowisko, w którym jedli jabłka.

    A propos telewizji. Właśnie rozglądam się za nowym telewizorem. Stary jest zepsuty i do tego ciężki, boję się, że dziecko go na siebie zrzuci i zrobi sobie krzywdę. Kupienie jakiegokolwiek telewizora to jakiś koszmar. Producenci wmawiają nam, że potrzebujemy tysiąca funkcji. Jasne, mogłabym w ogóle zrezygnować z telewizji jak to robią minimaliści, jednak ja nie z takich. ;)

    Ja sama nie lubię reklam. Jak lecą w trakcie filmu wyciszam telewizor. Ale i tak jestem nimi bombardowana. Jak dla mnie ideałem byłoby się zastanowić, czy czegoś chcę sama, czy to jest potrzeba sztucznie wytworzona przez reklamy.

    Czasami obejrzę sobie jakąś reklamę, po to żeby pomyśleć jak inni oddziałują na mnie. Może przez to będę odporniejsza? Np reklama odświeżacza powietrza. Stoi on w pięknym, posprzątanym, przestronnym wnętrzu. Tak naprawdę nie pragnę tego odświeżacza. Pragnę takiego domu, bo sama mam malutkie mieszkanko. Ale producent chce mi sprzedać odświeżacz „obiecując”, że poczuję się jakbym była w tym domu.
    Podobnie staram się analizować inne reklamy, które na mnie działają. Co tak naprawdę mnie w tym pociąga.

    Też mi się nie podoba minimalizm jako wyrzucenie wszystkiego. Ja raczej wolę podejście: mam to czego potrzebuję, nie więcej, ale też nie mniej. Ale może to już nie minimalizm?

    • myslownicelife.blogspot.com

      Bardzo mi jest bliskie Twoje podejście. Co do odświeżacza – nie kupuj go, odłóż na większe mieszkanie:))) Tak mi się głupawo skojarzyło, ale gdyby w ten sposób podchodzić do reklam… :))

      • Agata Ch

        Cały czas odkładam na większe mieszkanie. ;)

        Czasami nachodzi mnie taki „dołek”, że nie mamy dużego mieszkania, a wtedy mój mąż pyta mnie czy gdybym miała większe mieszkanie czułabym się szczęśliwsza. Ja oczywiście ochoczo odpowiadam, że tak, ale on twierdzi, że gdybym miała większe mieszkanie to i tak wciąż by mi czegoś brakowało. Że szczęście to jest coś w środku i nie zależy od tego ile się ma. Coś w tym jest – wciąż marzę o większym metrażu, ale staram się jak najszczęśliwiej żyć tu i teraz. :)

        … i przy okazji nie zagracić sobie niepotrzebnie przestrzeni niepotrzebnymi rzeczami z reklam. A zaoszczędzoną kasę składam na koncie oszczędnościowym. :D

        • myslownicelife.blogspot.com

          Napisz poradnik. Kupię. Poważnie:)) Masz dryg.

    • Cicha Woda

      Hmm..od wczoraj myślę nad tym co dla mnie oznacza minimalizm, i choć nie zamierzałam się tym dzielić jakoś na forum, poczułam się przez Ciebie Agato Ch. wezwana do odpowiedzi:)
      Otóż nie posiadam telewizora, ale w życiu nie nazwę siebie minimalistką:) Nie mam go z wyboru, ponieważ łatwo przy nim zmarnować sporo czasu, nawet niechcący. Więcej się czyta, słucha muzyki i samemu dokonuje selekcji wiadomości, które chce się przeczytać w Internecie. Więcej się wychodzi do kina, teatru czy galerii (i nie chodzi o te sklepowe;). To tak z mojego doświadczenia.

      Osobiście odbieram minimalizm jako pewien ascetyzm, brak przerostu formy nad treścią. Zawsze kojarzył mi się z mnichami buddyjskimi.
      W modzie to dla mnie pewna spójność stroju z osobą, która go nosi. Wiesz, tak, że ubranie to nie jest przebranie – jak często u naszych młodych stylistów i celebrytów. Nic nie zgrzyta w głowie jak widzisz osobę. A w takiej codzienności minimalizm to brak chełpienia się, nawet jeśli dla kogoś minimum to wczasy na egzotycznej wyspie i londyńska opera raz w tygodniu. Taka skromność w obyciu.

      Zgadzam się z Wami Kobietki, że każdy musi znaleźć swoją drogę, by zupełnie świadomie, a nawet wbrew modzie, szukać swojego szczęścia. Minimalistyczny styl życia wypływający z oczekiwań innych ludzi, czy mody musi być pierońsko uciążliwy;)

      • Agata Ch

        Nie chodziło mi o to, żeby kogoś wzywać do odpowiedzi, ale cieszę się, że napisałaś. ;)

        Jakoś takie skojarzenie, że minimaliści nie mają telewizorów przyszło mi na myśl po przeczytaniu wpisu na pewnym blogu. Nie tweirdzę, że wszscy, którzy nie mają telewizora to minimaliści i odwrotnie. ;)

        Jeśli komuś nie jest potrzebny to tylko zajmowałby miejsce, więc faktycznie, nie ma sensu wydawać na niego kasy.

        Ale weźmy na przykład telefony komórkowe. Swój pierwszy kupiłam 13 lat temu. Większość znajomych miało je już wcześniej i nie mogli zrozumieć, że ja nie mam potrzeby posiadania takiego. Parę lat później modne stały się smartfony. Też przez jakiś czas nie czułam potrzeby posiadania smartfona. Teraz od jakiegoś czasu mam smartfona i bardzo go sobię chwalę. Uważam, że to jak go używam uzasadnia jego posiadanie. ;)
        Ale czemu o tym piszę? Gdy wychodzi nowy model nie lecę do sklepu. Wszystko czego potrzebuję jest póki co w moim telefonie. Natomiast jakiś czas temu usłyszałam rozmowę paru facetów w centrum handlowym. Coś typu „ale wiesz co jest najgorsze w tym nowym iPhonie? To że on wygląda tak samo jak stary. To skąd ktoś będzie wiedział, że ja mam najnowszy model?”. ;) to jak dla mnie jest to chełpienie się i posiadanie czegoś właśnie ze względu na oczekiwania innych ludzi.

    • Maria Autor wpisu

      Wow, jakie to smutne i prawdziwe. Ale z drugiej strony dobrze być takim świadomym, wtedy można się na pewne rzeczy uodpornić. A jeszcze jest taki problem, że czasami coś, co było na początku anty i uciekało od komercji, konsumpcjonizmu i chodzenia na skróty zostaje wypromowane i staje się mainstreamem. Tak czy siak zawsze zwycięży większość, a gust większości wiadomo jaki jest… Pamiętam swoje pierwsze glany, jakie to miało dla mnie znaczenie, jak zbierałam na nie, żeby coś zamanifestować, a pół roku później nosili je dresiarze, dziewczyny, które brylowały na „wiejskich” dyskotekach i dzieci z podstawówki. Wtedy zrozumiałam, że z tym się nie zwycięży i nie można dać się zwariować. Wolę mieć prawdziwe marzenia, niż te wykreowane przez media.

      • Agata Ch

        Wiesz co, ja rozumiem czemu Ty boisz się używać tego słowa minimalizm.

        To trochę tak jak z ekologią. Z jednej strony jest to coś jak dla mnie bardzo pozytywnego. Sama staram się w swoim domu żyć w sposób jak najbardziej ekologiczny, oczywiście jak na mój styl życia. No ale z drugiej strony wielu ludziom ekologia kojarzy się z szalonymi ekologami, którzy blokują budowy dróg, centrum handlowych itd. Za to jak dostaną pieniądze to już im nic nie przeszkadza. Poza tym oczywiście ekologia się dobrze sprzedaje (podobnie jak minimalizm) – eko-lodówki, eko-pralki i nie wiadomo co jeszcze. ;)
        Poza tym całą masę głupich przepisów można przeforsować pod pretekstem ekologii.

        Myślę, że nie ma co się przejmować, tylko żyć w zgodzie ze sobą. :)

  21. Dziadova

    Przyjemnie czyta się Twój wpis Mario, przyjemnie czyta się komentarze.
    Myślę sobie, że bardzo wiele Cię zbliża do realizacji Twoich postanowień, a Twój blog wiele osób w tę stronę, zarówno w obszarze ideologii jak i estetyki, przyciąga. Fajnie też, że odrzuciłaś negatywne skojarzenia, którymi to słowo (w moim odczuciu też) obrasta.
    Czekam na dalsze wpisy z tej serii. To będzie minimalizm z ludzką twarzą. Z twarzą Marii :)

    • Maria Autor wpisu

      Bardzo, bardzo dziękuję. Jestem taka szczęśliwa, gdy to czytam. Czuję, że teraz urosły mi skrzydła.

  22. ważki

    Bardzo fajnie, że będziesz o tym pisać :) Minimalizm dla każdego zresztą może oznaczać coś innego. Nie lubię nadmiaru, ale już przykładowo nie zamierzam się pozbywać wszystkich książek, bo „taka moda”. Ich posiadanie sprawia mi przyjemność. Ale jak piszesz, to kwestia umysłu i ignorowania pierdół. Dla mnie świetne było posprzątanie skrzynki mailowej, ale właśnie nic na siłę, dla samego pozbywania się, bo znów się okaż, że rządzą mną te rzeczy i jakaś cudza idea. Lubię ograniczać to, co zbędne, by mieć świadomość tego, co istotne. Chcę być świadomym konsumentem, tworzyć wartościowe relacje z wartymi tego ludźmi, robić co kocham, żyć w zgodzie z naturą… Ale środkiem do tego nie jest mieszkanie w pustym domu, czy ubieranie się na biało. Chętnie będę czytać o Twoich przemyśleniach w tym temacie. :)

    • Maria Autor wpisu

      Ja ostatnio wypisałam się ze wszystkich możliwych newsletterów i okazało się, że mail nie musi być śmietnikiem, huraaa! Jeszcze do tych pięknych Twoich przecinków dopisałabym szacunek do własnego czasu i mamy piękną definicję :)

  23. Rubia

    Minimalizm to nie religia, którą trzeba wyznawać w jeden, ściśle określony sposób, a minimaliści to nie sekta, która może cokolwiek narzucać albo kontrolować. Jestem zwolenniczką życiowego minimalizmu „na miarę”, czyli dopasowanego do własnych potrzeb i możliwości. A Twój blog przyciągnął mnie między innymi dlatego, że w Twoim podejściu do mody i stylu wyczuwałam właśnie postawę minimalistyczną. Najwyraźniej, zanim przestałaś się bać tego okropnego słowa, szłaś już minimalistyczną ścieżką :)
    Pozdrowienia!
    R.

    • Maria Autor wpisu

      Dziękuję bardzo, bo to miłe przeczytać coś takiego o sobie. Bardzo się bałam definiowania siebie i dlatego starałam się unikać tego słowa. Ale może właśnie ono jest mnie w stanie w pełni wyzwolić. Na pewno będę się teraz bardzo starała być wolna…

  24. Nataliee

    Ciekawe, że o tym piszesz. Chyba Cię rozumiem, dlaczego napisałaś że nie patrzysz na innych i idziesz w swoją stronę. Czasami jest trudno porzucic wiele rzeczy wlasnie ze wzgledu na to co pomysla inni… Albo się nam tylko zdaje, że coś wogole złego pomyślą .
    Co do minimalizmu tak jak Rubię, przyciągnął mnie właśnie do Twojego blogu, a jako bardzo rzadka czytelniczka jakichkolwiek magazynów mody nie wiedziałam ze wykorzystuja to pojecie tak czesto, dlatego nie mialam jego „skażonego” wizerunku w głowie i dla mnie byłaś od razu jego naturlanym uosobieniem.
    Powodzenia i pozdrowienia :)

  25. Szmaragda

    Wyjątkowo nie przeczytałam komentarzy – czas, czas, czas – napiszę tylko jedno: będę śledzić z wielkim zainteresowaniem, bo sama chętnie wprowadziłabym porządek do swojego życia. Na razie praktykuję Twoje 15 minut. :)

  26. Ann

    SUPER!!!!!!!!!!!!!!!!!! :))))))))))))))))) Trzymam kciuki!!!!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

x