Analiza kolorystyczna

Typy urody jak filmy – część trzecia

W filmach oglądajmy nie tylko na obrazki, starajmy się czuć całą sobą to, co oglądamy. Czy identyfikujesz się z jakimś filmem? Wielokrotnie razem z bohaterami podejmowałam takie same jak oni decyzje i czułam bezsilność przez to jak zachowują się inni. Nie tylko pod kątem wizualnym wybieram dzieła, które mogę ze sobą utożsamić. Klimat filmu jest dla mnie tak samo plastyczny, jak kostiumy, scenografia, makijaże, wygląd bohaterów, itp…

Któż nie pamięta zielonej sukni Keiry Kneightley z filmu „Pokuta”? Nawet jeżeli nie oglądałaś filmu, wiesz, że taka sukienka była i na pewno widziałaś ją na zdjęciu. Wyrazista uroda Keiry i jej piękne stroje i makijaże w tym filmie oddają świetnie ducha czystej wiosny. Ten typ urody jest mimo swojej ciepłoty i świeżości uwikłany w ciemność i tajemnicę. W filmie widzimy kolorową sielankę przerwaną przez okrucieństwa wojny. Takie sprzeczności są wpisane również w tę porę roku.pokuta, styl Keiry Kneightley, czysta wiosna

„Frida” to chyba najbardziej nasycony kolorami film jaki znam. Taką wybuchową mieszankę zieleni, czerwieni, fioletów, błękitów itp. jest w stanie znieść jedynie czysta zima – pora tak „czysta” jak szkło, na którym można umieścić kolorowy witraż.
frida, salma hayekPrawdziwe lato będzie jak film „Marzyciele”. Niepokorne i szalone, nie znające wstydu, idące na barykady. Z jakimś seksualnym napięciem i nonszalancją stylową kojarzy mi się ta pora roku. Barwy w filmie są raczej ciemne, przydymione i zbuntowane. Prawdziwe lato to nagie ciała zbliżające się ku sobie, to wnętrza Luwru i cienie sylwetek uczestniczących w demonstracji.
Dreamers, Eva Green, prawdziwe latoPrawdziwą zimę odnalazłam już na plakacie „Czarnego łabędzia”. Od pierwszych minut filmu wiemy, że będzie o kontraście: o dwoistości natury ludzkiej, o czarnym i białym odcieniu duszy. Poleje się krew. Prawdziwa zima jest najsurowsza i w tym filmie będziemy ją oglądać zwłaszcza na scenie, podczas tańca Natalii Portman, ale będziemy ją również czuć w chłodnych relacjach między ludźmi.
black swan, natalie portman, mila kunis styleKtóre z tych filmów oglądałyście? Czy odnalazłyście się w którymś z wymienionych filmów? Czy macie jakieś ulubione filmy, które według Was dobrze oddają charakter poszczególnych pór roku?

KOMENTARZE

  1. Kama

    „Mój” film to na pewno „Między słowami”, uwielbiam kolorystykę „Angielskiego pacjenta”, „Polowania”, grę cieni z „Homeland” (o urodzie kobiet Wschodu nie wspominając), ale tym co mnie zastanawia jest też czy w przypadku muzyki zrobiłabyś podobne porównanie? :) To tym bardziej ciekawe, gdy – wprawdzie wyjątkowo rzadko, ale jednak – mamy zestawienia niebanalne takie jak „lodowate” Sigur Rós na początku „After the Wedding”, w którego pierwszych scenach widać krajobraz gorący, pokryty piachem :)
    Pozdrowienia serdeczne :)

    • Maria Autor wpisu

      Ty Kama czytasz mi chyba w myślach. Bardzo Cię proszę o opuszczenie mojego mózgu:)

      • Kama

        O, czyli będzie analiza na podstawie muzyki albo klipów :D dobrze, już się zabieram :D

  2. Hazel

    Nie widziałam tylko Marzycieli, a szkoda, bo Evę Green uwielbiam. Mogłabym na nią patrzyć bez końca. Pokuta – wspaniały, przepiękny wizualnie film znalazłaś dla mojej pory roku. Ta suknia… Czy wiesz, że w konkursie brytyjskiego Instyle i Sky Movies została uznana przez czytelników, za najwspanialszą kreację fimową w historii kina? Często identyfikuję się z bohaterami: np. Wieczór z Claire Danes – łzy wylewałam nad bohaterką i nad samą sobą jednocześnie. Angielski Pacjent, Casablanca, oba wywołują jakieś skojarzenia z moimi historiami, choć niekoniecznie brałam udział w aferze szpiegowskiej w trakcie II wojny światowej ;-).

    • Maria Autor wpisu

      Ha, ta suknia jest najcudowniejsza, najpiękniejsza i najnieopisywalniejsza w swojej doskonałości, a Keira to jest uosobienie ideału… A film jest lepszy od książki:) Wiem o czym mówisz, nie zdarza mi się to często np. ostatnio identyfikowałam się mocno z Cobbem z Incepcji.

      • Hazel

        Książka: pierwsza część jest wspaniała. Kolejne niestety już nie mają tej magii. Właściwie wszystkie jej kostiumy w tym filmie bardzo mi się podobają. Polecam też Zeszłej nocy z Keirą. Również dla stylu jej bohaterki.

  3. Angua

    Podobała mi sie „Frida” i „Czarny łabędź”, pozostałych nie widziałam. Nie utożsamiam się jednak z filmami, ciekawe czemu. Chyba dlatego, że ksiazka zostawia więcej pola wyobraźni. Filmy uwielbiam, jest wiele tytułów, które moge oglądać o każdej porze doby, ale żaden nie ma szczególnego znaczenia.
    Niestety, ale „Antychryst”, którego wybrałas jako obraz mojej pory roku, wybitnie mi nie leży :) z filmów z dziką, niekoniecznie przyjazną przyrodą w tle wolę np. „Into the wild” :)

    • Maria Autor wpisu

      Ja z kolei o wiele bardziej kocham filmy od książkek, choć zgodzę się z Twoim argumentem. Boże, oglądałam „Into the wild” i zrobił na mnie ogromne wrażenie. Cudowny film.

      • Kama

        No i kto teraz komu siedzi w głowie, Into the Wild jest rewelacyjne! :D

      • szpiegula

        zgłaszam wniosek formalny. ;-)
        i protestuję.
        bo uważam, że bywają ekranizacje LEPSZE od powieści.
        jak np. taka szkarłatna litera z demi moore- film zachwycający, a książka tak słaba, że omatkozcórką.
        do dzisiaj- pamiętam, jak źle i niedobrze się ją czytało, i jaki mam po niej niesmak.
        i z bólem – dotrwałam do końca, licząc, że może jest w niej faktycznie coś, co mnie poruszy.

        jest też masę ekranizacji, których nie jestem w stanie- do dzisiaj jednoznacznie określić- czy lepszy był film, czy książka.
        jak np. mam z moimi ukochanymi „skazanymi na shawshank”. albo chociażby „służące”.

        a c o do filmów: jesienią w głowie mam tylko słodki listopad- i listopadową charlize theron.

        • Angua

          Ale ja nie twierdzę, że książka jest ZAWSZE lepsza od filmu, ale że to są dwie trochę różne rzeczy i ich odbiór jest inny. Czytając ksiażkę sama sobie tworzę wizję bohaterów i miejsc, jak wyglądają itd. W filmie mam to podane na tacy i albo to kupuję, albo nie – fajne jest uczucie kiedy bohater wyglada totalnie inaczej, niż sobie wyobrażałam i mimo stwierdzam, że wygląda świetnie.
          Z takich dylematów pt. lepszy film czy książka mam np. „Lśnienie” wg Kinga – oba są genialne. Albo „Władca Pierścieni” – ksiażka jest kultowa, ale film to klasa sama w sobie, a przy tym idzie krok dalej odświeżając mocno staroświecką Tolkienowska prozę. Ale muszę przyznać, ze do ksiażki nie wracamjuż od wielu lat, a na film przynajmniej raz w roku sobie zerknę. Lenistwo? ;)

          • szpiegula

            a nie wiem, władcy pierścieni książkowo nie byłam w stanie znieść.
            znaczy przebrnąć przez trylogię. mój tolkien ksiązkowy skończył się na hobbicie.
            za to film- o pierdzieniach mocy- obejrzałam z przyjemnością.

            no ale to jest różnie.
            gdybym np. najpierw obejrzała „wielką rybę”- to książki bym nigdy nie ruszyła, taki ten film był wg mnie okropny.
            z kolei – gdybym nie obejrzała najpierw „szkarłatnej litery”- to po lekturze książki nawet bym nie spojrzała na film.

  4. Kasia

    Ja mam oczywiście problem z określeniem swojego typu urody, posiłkuję się tym, co napisałaś gdzieś w którymś miejscu (przeleciałam całego bloga, trudno mi wskazać) – kwestia, jakie kolory podbijają Twoją urodę – zimne czy ciepłe oraz złoto czy srebro. Doszłam do wniosku, że lepiej czuję się w zimnych, ale z kolei lubię złoto (kiedyś tylko srebro, teraz wydaje mi się blade, ginie gdzieś na mnie) – więc w sumie ciągle nie wiem ;) W filmach wskazanych przez Ciebie też niespecjalnie się odnajduję, nie widziałam żadnego z powyższych, ale dziękuję za przypomnienie o „Pokucie” – nie widziałam, a chyba mi się zachciało. I widzę, że K. Kneightley wreszcie w roli odpowiedniej dla swojej sylwetki. Muszę nadrobić.

    • Maria Autor wpisu

      Kasiu jakbyś przesłała mi swoje zdjęcia na maila, to na pewno bym coś poradziła. Te instagramowe zdjątka się nie nadają, żeby dokładnie określić typ:)

      • Kasia

        O, wspaniale! Usiądę kiedyś w domu i trochę powybieram. Dzięki!

  5. milex

    niiiice!

  6. Basia

    Oj Mario, przez Ciebie (dzieki Tobie) patrzę teraz na innych bardzo często przez pryzmat typów urody :) Ostatnio widziałam gdzieś na okładce Keirę i od razu zastanawiałam się, jakim jest typem urody. A więc jednak czysta wiosna :)

    • Maria Autor wpisu

      O, to bardzo fajnie i pożytecznie tak patrzeć, bo od razu widać jakie kolory są korzystne i można sobie powielać schematy:) Keira to czysta wiosna i Rachel Weich też.

  7. paulina

    ach… „Marzyciele”, swojego czasu chorowałam na ten film, wałkowałam często. Zresztą od tego filmu zaczęła się moja miłość do Evy :) Idealnie dopasowany do Lata.

  8. Karolina

    I znów strzał w 10-tkę – Pokuta i Frida to dwa filmy, które uwielbiam za kolory właśnie.

    • Kasia

      Mam podobnie. :)

  9. Daria

    naprawde jestess artystka

  10. Gretchen

    No, jednak zawsze mi pika jak widzę kolor – intensywny, nasycony, czysty. Chyba czysta wiosna niedowołalnie :-) Nie żebym narzekała. Ale żadne tam neutrale nie wzbudzają mojego entuzjazmu, tak samo jak niemożliwa jest rezygnacja z praktycznie wszystkich kolorów na rzecz np. trzech. Tylko pastele i zgniłości oddam prawie w całości :-)

  11. Kasia

    Hmmm powiedziałabym, że ta sprzeczność świeżości i ciepła z tajemnicą jest mi od zawsze bliska…do tej pory odrzucałam wiosnę, ale może jednak…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

x