Czy masz tak, że przeglądając różne blogi, gazety, zdjęcia w internecie myślisz sobie, że Twój styl nie jest albo nigdy nie będzie doskonały? Że nigdy nie dorównasz osobom nazywanym ikonami stylu? Że podobają Ci się jakieś rzeczy na ludziach, ale już na sobie nie bardzo? Takie myśli są normalne. Ja też miewałam okresy w których uważałam swój styl za ciut gorszy od innych i nigdy nie postawiłabym się w hierarchii stylów na pierwszym miejscu. To się jednak zmieniło. Teraz nie patrzę już na innych z zazdrością i nie mam ponurych myśli, że nie uda mi się stworzyć spójnego stylu. Chciałabym żebyś zrozumiała jak doszłam do takiego stanu równowagi i żebyś Ty również osiągnęła ten stan. A recepta jest prosta: nabrać przekonania o własnej wyjątkowości.

Gdy się rodzimy i przeżywamy pierwsze swoje lata to mama albo ktoś, kto się nami opiekuje decyduje o naszym wyglądzie. Jeszcze same nie jesteśmy świadome tego, co nam się tak naprawdę podoba. Ale wiesz doskonale, że kiedyś następuje moment usamodzielnienia się. Małymi kroczkami dochodzimy do coraz większej ekspresji, odkrywamy drzemiącą w nas estetykę. Na początku sygnalizujemy nieśmiało, że dany kolor nam się podoba, a inny nie, buntujemy się przeciwko różowej kokardzie we włosach, wskazujemy na buciki, które chciałybyśmy nosić, nie dajemy się już wbijać w białe kołnierzyki i szpanujemy przed koleżankami wykradzioną mamie szminką. Każda z nas przez to przechodziła, jeżeli taki bunt nie nastąpił w wieku kilku lat to zapewne wybuchnął ze zdwojoną siłą w okresie nastoletnim. U mnie było tak, że mniej więcej mając osiem lat zaczęłam się odgradzać od wspomnianej kokardy i stawiać na kolory inne niż czerwony i różowy. Końcowe lata podstawówki to już podążanie w kierunku czerni i luźnych fasonów, które zostało mi do dzisiaj.bądź sobąPróbując być kimś, kim nie jesteś, skończysz będąc nikim.

Na pewno możesz w swoim życiu wyodrębnić jakieś etapy związane z wyglądem. Nie będzie dwóch takich samych Ew, Jol, Maryś czy Kaś z takimi samymi przeżyciami. Twoje wpadki ubraniowe są wyłącznie Twoje, nikt inny nie może się pod nimi podpisać. Na szczęście były też sukcesy, momenty w których wszyscy patrzyli na Ciebie z podziwem, tony komplementów i bycie zadowoloną z wyglądu. Czy to nie jest wyjątkowe? Czy ta mieszanka porażek i triumfu nie jest pouczająca i unikalna zarazem? Tak właśnie tworzyłaś swoją estetykę i historię swojego stylu. Może czas przemyśleć co w trakcie Twojego życia zawsze się powtarzało, do czego wracałaś mimo obiecanek typu „nigdy więcej” i stworzyć swoją listę… Miej wymienione na papierze Twoje sukcesy i chwile do których wracasz z sentymentem. Niech one wskażą Ci właściwą drogę.

Nie było łatwo. Pamiętam, że jako jedyna przystępowałam do komunii w sukience do połowy łydki. Marysia w powłóczystej sukience do kostek to jakoś nie było to. Była za to dosyć zgrabna sukienka z dołem w kształcie litery A. Było inaczej, ale było ładnie. I chociaż ciężko w to uwierzyć, osiemnaście lat później brałam ślub w sukience do połowy łydki z dołem w kształcie litery A 🙂 Teraz jak o tym myślę, to moja suknia ślubna była jakby odbiciem mojej sukienki komunijnej. Bo jakoś Maria w powłóczystej sukni ślubnej do ziemi to nie było to. I Ty na pewno też masz takie ubrania, w których wyglądałaś ładnie, ale to nie było to. Co z tego, że założysz minimalistyczną bluzkę, jeżeli wszyscy dookoła (łącznie z Tobą) widzą, że to jest sztuczne, że to nie Ty… Nic na siłę, idź za głosem instynktu i odczytaj swój styl ze swojej dotychczasowej historii.

Chcę Ci po prostu powiedzieć, że każda z nas jest wyjątkowa, bo nie ma dwóch tych samych gustów. Pewnie, że wiele nas łączy. Pewnie, że podobają nam się podobne rzeczy. Ale z drugiej strony wychodzą te ogromne różnice między nami. Czy na hasło czarna koszulka z jeansami wszystkie pomyślałyśmy o tych samych fasonach? W życiu. Każda z nas ma inną interpretację tego zestawu i to świadczy o odmienności naszych stylów.

Zamiast ślepo podążać ścieżkami utartymi przez innych postanowiłam dreptać swoją ścieżką. Nie daję sobie wmówić, że noszę coś nie tak jak powinnam albo ubieram się zbyt jednostajnie. Niech każdy korzysta ze swojej wyjątkowości tak, jak mu się podoba. Jedne z nas są na etapie poszukiwań, a inne jeszcze siebie i swojego stylu nie zaakceptowały. Ale z chwilą gdy zrozumiesz, że nie istnieje żadne ksero Twojej estetyki, że tylko Ty możesz zaprezentować co gra Ci w duszy najtrafniej, wtedy w końcu się odważysz. Odważysz się na kroczenie swoją ścieżką i będziesz wreszcie konsekwentna.

Czekam na Wasze sukcesy i porażki z dzieciństwa, wczesnej młodości. Co w Was pozostało z tamtych lat pod względem mody?