Naszła mnie pewna refleksja. Bardzo Was proszę byście napisały w komentarzach czy macie podobnie.

Otóż do niedawna żyłam w przekonaniu, że jak coś jest tanie i niekoniecznie najwyższej jakości, mogę to zajeżdżać do bólu. Rzecz się tyczy ubrań, butów, torebek etc. Zdarzało mi się na przykład kupować na wyprzedażach koszulki. Kilka pierwszych tygodni było zachwytem i zachłyśnięciem się daną rzeczą. Nosiłam ją co drugi dzień, czasami kilka dni pod rząd, zestawiałam z innymi ubraniami w różnych konfiguracjach. Ale potem przychodziło znudzenie daną rzeczą i zaczęłam ubierać ją po domu, czasem do spania jako górę od piżamy, niedbale ją zawijałam, kiedy myłam włosy i tak dalej. Powodem tego zachowania była cena koszulki – jeżeli nabyłam ją za około 20 zł uznawałam, że cena jest pozwoleniem na bezmyślną i czasami niekonieczną eksploatację jakiej nie dopuściłabym się nigdy na koszulce za 120 zł, a tym bardziej za ponad 200 zł.

Co za głupota, prawda? Pamiętam jeszcze, troszkę jak za mgłą, ale jednak, że moją babcię i mamę nie zawsze było stać na buty ze skóry, nie zawsze zresztą takie buty były dostępne. Kupowało się buty ze sztucznej skóry, ale dbało się o nie tak, jak o te lepszej jakości – pastowało, natłuszczało itd. Buty wyglądały ładnie i nie wymieniało się ich co sezon. Na moje pierwsze martensy (wiśniowe lakierki) pracowałam przy zbiorach owoców całe wakacje. Te buty traktowałam jak świętość. Nie w takim złym sensie, tylko z szacunkiem i dbałością. One były moim zwycięstwem, zwieńczeniem ciężkiego starania, tryumfem.

Albo torebki. W podstawówce zawsze miałam plecak ze skaju, ale jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby po nim mazać, coś przypinać agrafkami czy suwać go po podłodze albo na nim siadać w szkole. Plecak był jeden, wyboru nie było, więc musiałam o niego dbać. Dopiero w liceum trafiłam w second handzie na plecak z cielęcej skórki i to cudo towarzyszyło mi nawet na studiach. Niestety dokonało żywota, paski i denko nie zniosły kolejnych reanimacji, ale nie ma się co dziwić, skoro byłam w najlepszym razie jego drugim właścicielem.

Torebki do 150pln

Torebki do 150 złotych, które mi się podobają. Po kliknięciu na torebkę przeniesie Was na moje konto w polyvore, a stamtąd już można prosto do sklepu 🙂

Co spowodowało, że z takiej dbającej o rzeczy dziewczyny, która tych rzeczy miała mało stałam się bezmyślną, kupującą dużo psują? Oczywiście wszechobecny konsumpcjonizm. Gdzie nie spojrzysz tam reklamy, wyprzedaże, promocje. Towary są łatwo dostępne i wmawia nam się, że lepiej kupować nowe niż naprawiać stare. Stąd przekonanie, że nie trzeba dbać o rzeczy, bo zawsze można je wyrzucić i zastąpić nowym towarem. Chyba zgodzicie się ze stwierdzeniem, że jakość nie jest decydującym czynnikiem zakupu, przynajmniej w blogosferze. No bo spójrzcie na pierwszy lepszy blog o modzie. Większości dziewcząt zwanymi szafiarkami nie zależy na tym, by mieć jedną torebkę i stylizować ją na rożne sposoby. Powiedziałabym, że sensem ich istnienia jest umieszczanie w kolejnych postach coraz to nowych rzeczy i oczywiście niepowtarzanie ubrań. To nie jest krytykowanie, nie zrozumcie mnie źle. Każdy ma prawo ustalić swoje priorytety i wydawać swoje pieniądze. Twierdzę tylko, że dla mnie o wiele cenniejsze jest podejrzenie jak ktoś kombinuje z jedną torebką niż oglądanie piętnastu nowych torebek na przestrzeni miesiąca. Jest to wyłącznie moje zdanie.

Teraz to rozumiem, takie myśli przychodzą do mnie odkąd prowadzę bloga. Łatwo jest dbać o coś, co jest drogie, co ma metkę i jest uzupełnieniem naszej szafy, naszą dumą. Ale sztuką jest szanować te rzeczy, które są tańsze i nadawać sens swoim decyzjom zakupowym. Jeżeli ktoś potrzebuje torebki, a ma ograniczony budżet może przecież kupić torbę z eko skóry i dbać o nią tak, jakby była największym skarbem w garderobie. A jeżeli skórzana torebka ma na sobie ślady użytkowania to nosić je z dumą, postarać się i wypielęgnować daną rzecz. Fajnie by było gdyby powodem do dumy była konsekwencja w stylu i noszenie ograniczonej liczby rzeczy niż wydawanie pieniędzy na coraz to nowe przedmioty, które szybko się nudzą i chwalenie się nowościami.

Jakie jest Wasze zdanie? Czy o tanie należy dbać tak jak o drogie? Jak często rzeczy Wam się nudzą? Czy znudzenie rzeczami ma wpływ na Wasze zakupy?

EDIT: Serdecznie polecam Wam przeczytanie bardzo inspirującego komentarza użytkownika blackalcea (10 listopada 2014 o 21:06) pod spodem 🙂