Minimalizm

Szacunek do rzeczy

Naszła mnie pewna refleksja. Bardzo Was proszę byście napisały w komentarzach czy macie podobnie.

Otóż do niedawna żyłam w przekonaniu, że jak coś jest tanie i niekoniecznie najwyższej jakości, mogę to zajeżdżać do bólu. Rzecz się tyczy ubrań, butów, torebek etc. Zdarzało mi się na przykład kupować na wyprzedażach koszulki. Kilka pierwszych tygodni było zachwytem i zachłyśnięciem się daną rzeczą. Nosiłam ją co drugi dzień, czasami kilka dni pod rząd, zestawiałam z innymi ubraniami w różnych konfiguracjach. Ale potem przychodziło znudzenie daną rzeczą i zaczęłam ubierać ją po domu, czasem do spania jako górę od piżamy, niedbale ją zawijałam, kiedy myłam włosy i tak dalej. Powodem tego zachowania była cena koszulki – jeżeli nabyłam ją za około 20 zł uznawałam, że cena jest pozwoleniem na bezmyślną i czasami niekonieczną eksploatację jakiej nie dopuściłabym się nigdy na koszulce za 120 zł, a tym bardziej za ponad 200 zł.

Co za głupota, prawda? Pamiętam jeszcze, troszkę jak za mgłą, ale jednak, że moją babcię i mamę nie zawsze było stać na buty ze skóry, nie zawsze zresztą takie buty były dostępne. Kupowało się buty ze sztucznej skóry, ale dbało się o nie tak, jak o te lepszej jakości – pastowało, natłuszczało itd. Buty wyglądały ładnie i nie wymieniało się ich co sezon. Na moje pierwsze martensy (wiśniowe lakierki) pracowałam przy zbiorach owoców całe wakacje. Te buty traktowałam jak świętość. Nie w takim złym sensie, tylko z szacunkiem i dbałością. One były moim zwycięstwem, zwieńczeniem ciężkiego starania, tryumfem.

Albo torebki. W podstawówce zawsze miałam plecak ze skaju, ale jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby po nim mazać, coś przypinać agrafkami czy suwać go po podłodze albo na nim siadać w szkole. Plecak był jeden, wyboru nie było, więc musiałam o niego dbać. Dopiero w liceum trafiłam w second handzie na plecak z cielęcej skórki i to cudo towarzyszyło mi nawet na studiach. Niestety dokonało żywota, paski i denko nie zniosły kolejnych reanimacji, ale nie ma się co dziwić, skoro byłam w najlepszym razie jego drugim właścicielem.

Torebki do 150pln

Torebki do 150 złotych, które mi się podobają. Po kliknięciu na torebkę przeniesie Was na moje konto w polyvore, a stamtąd już można prosto do sklepu :)

Co spowodowało, że z takiej dbającej o rzeczy dziewczyny, która tych rzeczy miała mało stałam się bezmyślną, kupującą dużo psują? Oczywiście wszechobecny konsumpcjonizm. Gdzie nie spojrzysz tam reklamy, wyprzedaże, promocje. Towary są łatwo dostępne i wmawia nam się, że lepiej kupować nowe niż naprawiać stare. Stąd przekonanie, że nie trzeba dbać o rzeczy, bo zawsze można je wyrzucić i zastąpić nowym towarem. Chyba zgodzicie się ze stwierdzeniem, że jakość nie jest decydującym czynnikiem zakupu, przynajmniej w blogosferze. No bo spójrzcie na pierwszy lepszy blog o modzie. Większości dziewcząt zwanymi szafiarkami nie zależy na tym, by mieć jedną torebkę i stylizować ją na rożne sposoby. Powiedziałabym, że sensem ich istnienia jest umieszczanie w kolejnych postach coraz to nowych rzeczy i oczywiście niepowtarzanie ubrań. To nie jest krytykowanie, nie zrozumcie mnie źle. Każdy ma prawo ustalić swoje priorytety i wydawać swoje pieniądze. Twierdzę tylko, że dla mnie o wiele cenniejsze jest podejrzenie jak ktoś kombinuje z jedną torebką niż oglądanie piętnastu nowych torebek na przestrzeni miesiąca. Jest to wyłącznie moje zdanie.

Teraz to rozumiem, takie myśli przychodzą do mnie odkąd prowadzę bloga. Łatwo jest dbać o coś, co jest drogie, co ma metkę i jest uzupełnieniem naszej szafy, naszą dumą. Ale sztuką jest szanować te rzeczy, które są tańsze i nadawać sens swoim decyzjom zakupowym. Jeżeli ktoś potrzebuje torebki, a ma ograniczony budżet może przecież kupić torbę z eko skóry i dbać o nią tak, jakby była największym skarbem w garderobie. A jeżeli skórzana torebka ma na sobie ślady użytkowania to nosić je z dumą, postarać się i wypielęgnować daną rzecz. Fajnie by było gdyby powodem do dumy była konsekwencja w stylu i noszenie ograniczonej liczby rzeczy niż wydawanie pieniędzy na coraz to nowe przedmioty, które szybko się nudzą i chwalenie się nowościami.

Jakie jest Wasze zdanie? Czy o tanie należy dbać tak jak o drogie? Jak często rzeczy Wam się nudzą? Czy znudzenie rzeczami ma wpływ na Wasze zakupy?

EDIT: Serdecznie polecam Wam przeczytanie bardzo inspirującego komentarza użytkownika blackalcea (10 listopada 2014 o 21:06) pod spodem :)

KOMENTARZE

  1. aniaHD

    Ja po przeczytaniu książki, którą polecałaś „Minimalizm po polsku”, doszłam do takich samych wniosków :) Powoli zmieniam podejście :)
    Uwielbiam twoje wpisy i zgadzam się w 100%
    pozdrawiam serdecznie
    ania

    • Maria Autor wpisu

      Bardzo fajnie, szczerze mówiąc ta lektura również poruszyła moją wyobraźnię i zaczynam wymagać od siebie coraz więcej w kwestii zakupów :)

  2. Karo

    Coś mi nie chce pokazać komentarzy :( może później, tymczasem dwie moje obserwacje, bo poza tym zgadzam się w stu procentach :)
    Sytuacja pierwsza – a propos rzeczy z niższych półek, niskobudżetowych z konieczności – dbanie jak najbardziej, ale niestety – jeśli po jednym dniu noszenia torby z eko skóry za 80zł odrywa się cała podszewka, jeśli po kilku miesiącach niezbyt intensywnego noszenia od botków za 120zł odkleja się podeszwa, to niestety nawet to dbanie nie pomoże… i dlatego pomału przemeblowuję głowę, planując by jednak pewne zakupy bardzo przemysleć i zrobić odpowiedni risercz (sorki) wcześniej, tak by służyły więcej niż jeden sezon…
    No i sytuacja druga – odkąd mam dzieci, z którymi przebywam często niemal non stop – zwłaszcza z młodszym – mimo chęci dbania o ubrania jest niestety wiele okazji że to ubranie zostaje usyfione przez dziecko i ciągłe przy nim kręcenie się. Z jednej strony w pewnym momencie zaczełam mieć dość ubierania się w stare znoszone rzeczy, bo musiałabym chodzić w nich non stop, również na dwór, z drugiej jednak póki nie wyrosną moja obserwacja jest taka żeby darować sobie kaszmirowe swetry czy inne cuda, jeśli nie mają leżeć w szafie ani nie być w stanie nie do wyczyszczenia.

    • Maria Autor wpisu

      Tak, znam ten ból. U mnie też doszło do tego, że chodziłam nieciekawie ubrana po domu, ale się przemogłam. Tak jak piszesz – kaszmiry po domu raczej nie wchodzą w grę przy maluszku, ale to nie znaczy, że można się zapuścić :)))

  3. Kaja

    Witam Cie Mario,

    jestem Twoja stala czytelniczka od dluzszego czasu, jednak nigdy nie zostawiam po sobie znakow. Tym razem temat posta nawiazuje pezposrednio do moich ostanich przemyslen spowodowanych kupnem nowych mebli a co za tym idzie porzadkowaniem starych rzeczy.
    Mieszkam juz od kliku lat w Niemczech i to tu zarabiam na zycie. Nie owijajac w bawelne, szczerze moge powiedziec, ze tutaj przychodzi mi z duzo wieksza latwoscia kupowanie sobie ubran, poniewaz stac mnie po prostu na wiecej. Nie posiadam ogromnej szafy wypachnej po brzegi, moja kolekcja opiera sie glowie na 4 parach spodni, kilku koszulach i plaszczach to lubie najbardziej. Butow tez posiadam zaledwie kilka par, ale do czego zmierzam?
    W mojej garderobie znajdziesz perleki od Acne lub Stelli McCartney ale takze rzeczy Zary, H&M czy Lidla ;)
    Czytajac Twoj tekst zdalam sobie sprawe, ze kazda rzecz obojetnie czy nabalam ja w butiku projektanta czy skelpie spozywczym jest trkatowana po krolewsku poniewaz zakup danej rzeczy byl przemyslanym wyborem dopelniajacym moja garderobe. Jestem z tego duma!
    Bardzo mnie to cieszy, ze poruszylas ten temat, poniewaz kupujac cos z mysla o tym, ze po jakims czasie dana rzecz mozemy zaczac trkatowac jak szmatke jest dla mnei dzisiaj nie do przyjecia. Moze skloni to niektore z nas do przemyslen i zmieni podjecie do wlasnej garderoby.
    Niezaleznie od tego czy jest wypelniona rzeczami za 20 zl czy za 2 tys zl.
    Pozdrawiam!

    • Maria Autor wpisu

      Też bym była dumna z takiego podejścia. Zresztą ciekawa jestem ile kobiet rozpoznało by rzeczy od projektanta po ściągnięciu metki :) Oczywiście w zestawieniu z takimi tańszymi, ale dobrymi jakościowo ubraniami. Metka to tylko jakieś pojęcie ustalone z góry, ale tak naprawdę każda rzecz może być traktowana jakby była luksusem.

      • k

        Dokladnie to mialam na myśli :-)

  4. Sali

    Nie jestem osobą zamożną dla mnie kurtka za 200 zł to luksus ,więc szacunku do rzeczy drogich mi nie brak ale koszulka za 10 zł czy sukienka po kimś bez namysłu przerabiam nawet jeżeli nie mam pomysłu tnę nie równo nie dbam o detale twój post uświadomił mi że cena nie gra roli wielkie dzięnki MARIO

  5. Jagoda

    Dla mnie rzeczy nie mają wartości pieniędzy, które za nie zapłaciłam. Staram się kupować tylko to, co mnie zachwyci. Wtedy boję się utraty tego przedmiotu, ponieważ wiem, że nie znajdę takiego samego. Mam i droższe, i zupełnie tanio „upolowane” ubrania. Po jakimś czasie prawie zapominam ile za coś zapłaciłam (a jeśli pamiętam, że mało, to uważam tę rzecz za prezent od losu, nie tanią szmatkę), a najbardziej cenię to, co mi najlepiej służy. Ale myślę, że wiele osób wpada w pułapkę „dbania” o piękne, drogie rzeczy w ten sposób, że ich nie używają. Na co dzień biegają w czymś dużo gorszym, a TĘ rzecz wyjmują z zakamarków tylko „od święta”. Mimo że uważam moje ubrania za piękne, to cały czas pamiętam do czego one służą – do noszenia, do tego, żebym ja się czuła wyjątkowo każdego dnia. Podam przykład: jakiś czas temu wylicytowałam na allegro koszulę – piękną, jedwabną, praktycznie nową, o ciekawym retro kroju, ze znanej polskiej sieciówki z trochę wyższej półki (przyznam, że zwracam uwagę na markę kupując przez internet – po prostu wiem, że do niektórych mogę mieć większe zaufanie, wiem jakiej jakości się spodziewać). Zapłaciłam za nią całe… 13 zł. Sprzedawczyni w opisie napisała, że trzymała ją na wyjątkowe okazje i ostatecznie prawie jej nie nosiła, a teraz chce zrobić miejsce na nowe. Mi koszula służy cudownie, używam jej co kilka dni. Ale zupełnie nie rozumiem osoby, która wolała taką rzecz sprzedać za 13 zł niż zmienić jej postrzeganie i ubierać się pięknie każdego dnia!
    Jednak myślę, że trzeba mieć kilka rzeczy, na które nie trzeba uważać. Co nie znaczy, że muszą być brzydkie – w tej samej cenie można znaleźć coś ładnego (bardzo często kupuję używane ubrania, stąd te niskie ceny). Nie wyobrażam sobie też używania czegoś na siłę, gdy dni świetności ma już za sobą – cały czas pamiętam, że to moje ubrania istnieją po to, by mi służyć, nie odwrotnie.

    Pozdrawiam,
    Jagoda

  6. Ala

    Przeczytalam wszystkie wpisy i nasunal mi sie jeden pomysl. Moze zrobisz wpis o metkach i skladach ubran? Na co zwracac uwage, co jest warte i konieczne. Zauwazylam ze to przy plaszczach.bylo pomocne: 70% welby,20% akryl.. To byloby dobre:-)

    • Cicha Woda

      Ala, dobry pomysł. Podpisuję się pod prośbą. Na razie korzystałam z tego:
      http://zdrowo.pl/uroda/metka-ma-znaczenie-dla-twojego-zdrowia
      Może i dla Ciebie będzie pomocne jako wstęp do tematu.

    • zagubiony omułek

      szkoda tylko że skład składowi nie równy – czasem rzecz ma dobry skład w teorii bo np. płaszcz ma przewagę wełny, ale w praktyce ta wełna jest tak słabej jakości że nie wytrzyma sezonu. dlatego ja nie patrzę raczej na metki i skład, a staram się przyjrzeć ogólnej jakości tkaniny i wykonania, jaki materiał jest w dotyku, jaki jest splot tkaniny itp. to tez nie uchroni przed bublem bo czasem niby bawełna ładna, gęsta, a kulki się zrobią po pierwszym praniu. nie mam też awersji do wiskozy czy akrylu bo czasem okazują się bardziej trwałe i łatwiejsze w pielęgnacji niż wełna.
      widzę że wszystkie miłosniczki minimalizmu i trwałych ubrań mocno stawiają właśnie na wełnę, kaszmir i tym podobne tkaniny mające opinię dobrych jakościowo, ale ja osobiście wolę brutalnie wrzucić do pralki mój akrylowy (dobrej jakości) sweter, niż bawić się w namaczanie ugniatanie i rozkładanie luksusowego sweterka ;)

  7. Aniela

    A może fajnie byłoby przetestować swoje zdolności adaptacji mając 33 rzeczy w szafie? Polecam Projekt 333 http://www.theviviennefiles.com/2012/11/project-333-my-clothes-step-by-step.html .
    Zastosowałam się do zasad. Obecnie testuję jak długo wytrzymam mając jedynie 33 rzeczy i daję radę już 3 miesiąc, ba uczę się zestawiać rzeczy by codziennie wyglądać inaczej (doceniam dodatki) i NIC nie kupiłam od 3 miesięcy z czego jestem bardzo dumna. Okazuje się że wszystko czego potrzebuję już mam. Daję radę i na fitnesie i w pracy. Odświeżyłam starą garderobę i mam nadzieję że do wiosny się nie znudzę. Jak na razie zużyłam 1 bluzkę zastępując ją również z rzeczy które już mam. Zaznaczam co wolę nosić i uczę się. Pozdrawiam i zachęcam potraktujcie to jako wyzwanie ;-)

    • Mała Mi

      Hmmm… może ja jestem dziwna, ale jak spojrzałam na ilość rzeczy w zestawieniu, to na pewno nie używam więcej :D No, może koszulki które pakuję pod każdy sweter zimą :)

    • Azarre

      Uwielbiam takie wyzwania tylko mam problem bo jeśli mam liczyć tylko góry i doły bez bielizny, butów i kurtek to wychodzi mi 17 sztuk. Pomyślałam, że przerobie to wyzwanie pod swój przypadek (limit miał być 10) ale jak policzyłam tylko te ubrania w których chodzę to wyszło mi 9. :/ Ten stan trwa juz z rok więc to raczej zadne wyzwanie. Ale jak wymyslicie jakieś ciekawe ograniczenie to chętnie podejmę wyzwanie. :D

  8. Anka

    Ja mam nadmierny szacunek do rzeczy, a objawia się on chorobliwym oszczędzaniem fajnych ubrań i zostawianiem ich na lepsze okazje, których i tak jest mało. W rezultacie na co dzień nie noszę fajnych rzeczy, a te fajne wiszą w szafie i czekają na lepsze czasy (chyba do trumny mi się przydadzą). Wytoczyłam kilka miesięcy temu wojnę takiemu myśleniu, które chyba wynika z jakiegoś skąpstwa czy czegoś takiego. Teraz uczę się nosić wszystko co mam fajne, bez strachu że się zniszczą, bo od tego są. Owszem dbam o nie, ale także używam. Jaki mam pożytek z ubrań, które wiszą w szafie? A informacja za ile były kupione, to nie ma dla mnie znaczenia, raczej to jak w nich wyglądam:)

    • Dziadova

      Mam trochę podobnie, więc kibicuję i sobie i Tobie!

      • Mała Mi

        Mam zupełnie tak samo, i czasem mnie to denerwuje, ale ma też swoje uzasadnienie. Jeśli mam świetną rzecz, która wygląda fajnie i jest z kategorii „eleganckie” – to oszczędzam obecnie zupełnie świadomie – jak zniszczę, na pewno przestanie być eleganckie, a chcę mieć takie rzeczy „w pogotowiu” – bo po pierwsze: bardzo rzadko tak się ubieram, a po drugie – bardzo trudno jest mi znaleźć coś, co na mnie pasuje, podoba mi się i stać mnie :) Mam zatem kilka rzeczy, które świadomie zachowuję na specjalne okazje – i zamierzam powiększyć ten zapas. Natomiast rzeczy „codzienne” staram się zakładać częściej, i tutaj walczę z moim nawykiem chomikowania – chociaż nadal zdarza się, że ciuch po zakupie musi nabrać „mocy urzędowej”, żebym nosiła go w spokoju ducha.

  9. Carrie

    Mam zupełnie odwrotnie, bo moją szafę buduję od lat bardzo konsekwentnie i nigdy nie dzieliłam na rzeczy kupione w sklepie A , B czy Z. Rzadko kupuję czy szyję rzeczy, te które mam są świetnej jakości i moja 10 letnia sukienka dalej wzbudza zachwyt. To są bardzo proste kroje /na szczęście moja krawcowa docenia niuanse i już wie, co lubię/, bardzo proste fasony i bardzo proste kolory-biały, czarny, czerwony, ciepły róż ciepla szarość złoty beż i niebieski dżins. Nie obchodzi mnie cena, mogę wydać w markowym butiku, mogę chodzić w genialnym płaszczyku za 3 zł. Zazwyczaj to są bardzo proste fasony, dlatego długo się zastanawiałam jak nazwać moj styl, są w nim elementy androgeniczne /garnitury stylizowane na męskie czy czarne skórzane półbuty właśnie garniturowe/ są elementy italian chic, a ostatnio wpadłam na blogi skandynawskie i odkryłam, że nareszcie jest ktoś, kto ubiera się jak ja-uff :)
    Przepis na mój styl jest prosty-kupuję rzeczy, w których się zakochuję :)

  10. ika

    Dziękuję za ten wpis, przyda mi się pomoc w uporządkowaniu tej kwestii. Bo z szanowaniem rzeczy bywało u mnie różnie. Generalnie od małego bardzo szanowałam rzeczy „wyjściowe”, za to te po domu mogłam dojeżdżać aż padły (mieszkałam na wsi, a tam wiadomo – błotko, łąki, drzewa i te sprawy). Do teraz mam w szafie podział na ubrania do ludzi i domowe, chociaż tych drugich już tak nie katuję ;-)
    Miałam kilkuletni okres, że o ubrania dbałam wręcz przesadnie, zbierałam perełki i czułam się trochę jak kolekcjonerka pięknych rzeczy. Potrafiłam się zakochać w sukience i traktować ją niemal z namaszczeniem, zakupy były dla mnie najmilszą rzeczą na świecie. Jednak w pewnym momencie ubrania przestały mnie cieszyć. Już nie pamiętam, kiedy w sklepie coś mi się naprawdę spodobało. Kupuję coś, bo muszę, żeby nie chodzić nago i boso. I trochę mnie to smuci, bo o takie niekochane rzeczy mniej się dba i źle się w nich czuje.

  11. maryś

    Cześć, podoba mi się Twoje podejście – należy odwrócić się, przynajmniej w części, od bezmyślnego kupowania rzeczy, tylko dlatego że są tanie. Co prawda nigdy nie miałam problemu z niszczeniem ubrań, wręcz przeciwnie, chętnie poświęcę im więcej uwagi. Wręcz przeciwnie – bo mimo, że mało kupuję – nie niszczę. Szanuję, dbam, naprawiam, konserwuję – tylko po co? Mam w szafie wiele ubrań – koszulek, bluzek, spodni, swetrów, spódnic czy sukienek z okresu późnej podstawówki i początku gimnazjum. Są całe, mogę w nich chodzić, wyglądają przyzwoicie, ale nie chcę ich już ubierać na co dzień, do pracy czy na uczelnie. Dlaczego? Są już „niewyjściowe”, trochę wyblaknięte bądź zszarzałe, nie modne, infantylne, nie pasujące do mnie starszej o lat 15. Ale ile można mieć ciuchów do noszenia po domu, na „wydarcie”, bo jak dobre to szkoda wyrzucić, ale stare to głupio oddać?
    Może to nie wydaje się być jakimkolwiek problemem, ale chyba zbytni szacunek do ubrań mam w genach – szafa mojej Mamy wygląda tak samo. 10-15% względnie nowych ubrań, „wyjściowych” – reszta do znoszenia.
    Dodam, że nie jest to spowodowane kiepską sytuacją materialną, raczej przywiązywaniem dużej wagi do jakości.
    Co o tym sądzisz?

    • zagubiony omułek

      taka postawa raczej nigdy Ci nie zaszkodzi :) to logiczne, że 20paro latka (mniemam że tyle masz) nie ubierze ciucha z gimnazjum, no chyba że się jest od urodzenia miłośniczką konserwatywnej klasyki ;) w takim wieku przechodzi się zbyt wiele zmian, żeby ubrania mogły za nimi nadążyć. jeśli znajdziesz swój styl i uniwersalne kroje w których zawsze będziesz się czuć dobrze to nie będzie problemu ze jako 45 latka ubierzesz sukienkę którą kupiłaś w wieku lat 30. może co najwyżej takie magazynowanie wszystkiego jest trochę niezdrowe, musisz się nauczyć wyrzucać ;) jak oddasz do kontenera pck to raczej nie będziesz musiała się martwić ze uraczysz kogoś czymś niedzisiejszym i nieładnym, a nie będzie to to samo co wyrzucenie na śmietnik, bo ubrania zawsze zostaną w jakiś tam sposób przetworzone. swetry i bluzy moga się tez przydać w schronisku na wyściółki do bud.
      podziwiam tez za utrzymanie figury, ja bym się za żadne skarby świata nie zmieściła w coś z gimnazjum, nawet z liceum by bylo cięzko ;)

  12. maga

    Rzeczy to tylko rzeczy. Obce jest mi traktowanie przedmiotów z jakąś przesadną dbałością, po prostu szkoda mi na to czasu, a i głowy do tego nie mam. Owszem, kupuję raczej rzeczy dobrej jakości, nie niszczę ich bezmyślnie, ale też się nad nimi nie modlę i nie pielęgnuję każdej z nich jak jakiegoś skarbu. Tego samego staram się uczyć dzieci – to tylko przedmioty, nie warto przywiązywać do nich jakiejś szczególnej wagi. Rzeczy mają służyć nam, a nie my im. Dlatego pozwalam córce bawić się porcelanowymi filiżankami, widzę ile jej to sprawia radości i jak pomysłowa potrafi być w tej zabawie. A że jest ryzyko, że filiżanki się potłuką – no to się potłuką, to tylko filiżanki, nic więcej.

  13. Azarre

    Nigdy się nie zastanawiałam nad szanowaniem rzeczy. Te które lubię używam, noszę, dbam. Tych których nie lubię szybko się pozbywam. Wartość pieniężna nie ma tu większego znaczenia. Większość ubrań mam z lumpa co umozliwia mi duzą rotację ubrań (szybko się nudze jednak), pojedyncze sztuki, np kozuch czy glany, swoje kosztowały i są na lata.
    Nie ma u mnie tez czegoś takiego, że „to jest po domu” więc traktuję jak śmieć. Jeśli coś już sie nie nadaje na „wyjściowe” (u mnie akurat ubrania sa uniwersalne) to jest okazja zrobić coś szalonego grożącego usmaraniem się lub idzie na szmatki. Moje ubrania długo są „wyjściowe”. Właściwie aż wyglądają bardzo „niewyjściowo”. :P Chyba że wcześniej się znudzę.

  14. Alicja

    Droga Mario, od niedawna śledzę Twojego bloga i chciałabym podesłać Ci moje zdjęcie, żebyś poradziła mi wybrać odpowiedni dla mnie typ. Jestem prawie pewna, że to któraś zima…Jak mogę to zrobić? Pozdrawiam, Alicja

  15. Olga Cecylia

    Podejście „łatwo przyszło, łatwo poszło” jest mi zupełnie obce. Wszystkie przedmioty, które posiadam, darzę jakimś uczuciem – czy jest to koszulka, którą kupiłam za 5 zł w lumpeksie tylko po to, żeby w niej spać, czy buty, na które oszczędzałam przez dwa miesiące. Jest mi jednakowo przykro, kiedy któraś z tych rzeczy się zniszczy. Ich cena nie ma dla mnie znaczenia, ważniejsza jest WARTOŚĆ, a tę wszystkie moje rzeczy mają wysoką. Głównie dlatego, że są MOJE :-)

    PS. Niestety nie znalazłam komentarza, który polecałaś przeczytać :-(

  16. gosza

    dbanie o rzeczy które kupiłam sobie sama lub dostałam nie mówią o rzeczach pożyczonych mam wpojone od dzieciństwa… bo dla mnie to też oszczędzanie pieniędzy im dłużej mam jakąś rzeczy to po prostu nie muszę jej kupować a nawet jeśli taka rzecz już jest na mnie za mała albo nie modna to po prostu oddaje do fundacji, która zbiera ubrania =)

  17. Ola

    To może ja opowiem w jaki sposób zostałam ukarana. Dwa lata temu zakupiłam czarne spodnie w MNG, kosztowały po przecenie max 30zł. Szybko okazało się, że to spodnie idealne. Pasowały do adidasów i super szpilek, każdego dnia ubierając je na swoje 4 litery;) dostawałam komplementy na temat mojej figury i jak dobrze wyglądam. Spodnie nosiłam cały czas, nie dbałam szczególnie, że mogą się zniszczyć. W głowie świtało mi jedynie- były tak tanie, kupisz kolejne. Kiedy zdałam sobie sprawę w jakim strasznym stanie są owe spodnie, zaczęłam szukać podobnych hahahaha SZUKAM DO TEJ PORY i jeśli znajdę zapłacę za nie nawet 300zł i będę dbać…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

x