Przegląd

Styl maksymalizm

To co znalazłam w internecie, odnośnie maksymalizmu w modzie, wydaje mi się trochę zbyt jednowymiarowym odbiorem zjawiska. Dlatego sięgnęłam też po źródła opisujące maksymalizm w sztuce, dekoracji wnętrz i filmie, i na podstawie tego, sama sformułowałam pewne charakterystyczne dla nurtu cechy. Te cechy w modzie występują, ale mam wrażenie, że są trochę spłaszczone przez opisujących je i sprowadzone tylko do obecności haftów i mieszania wzorów, co jest rzeczywistością maksymalizmu, ale zarazem tylko małym odcinkiem tej rzeczywistości.

Nie da się ukryć, że minimalna stylistyka zawładnęła ostatnimi latami w modzie. Minimalizm jako zjawisko estetyczne był oczywiście znany dużo wcześniej, a swój renesans przeżywał w latach dziewięćdziesiątych, jednak to, co się ostatnimi czasy wyprawiało, śmiało można nazwać boomem na minimalizm. Po każdej takiej intensywnej hegemonii jakiegoś zjawiska następuje okres spadkowy i zwrot. Na wybiegach już to widać, na blogach i ulicach też powoli coś się zmienia. Ostatni sezon był wyjątkowo strojny. Idzie nowe.

Jak rozumieć maksymalizm w modzie? Jako reakcję na minimalizm. Raczej nie przeciwieństwo minimalizmu, tylko odpowiedź na minimalizm, jego następstwo. Trend minimalny był już chyba na siłę podtrzymywany przy życiu. Umówmy się: sieciówkom łatwiej jest wyprodukować i sprzedać najprostsze w formie gładkie topy niż strojne bluzki z ornamentami, naszyciami i haftami. W wypadku maksymalizmu istnieje prawdopodobieństwo nie trafienia w gusta większości klientów. Minimalizm sprowadzał tak naprawdę ubrania do podstawowej formy, którą wszyscy byli w stanie zaakceptować i znaleźć dla niej miejsce w swojej szafie.

Podając za Wikipedią: maksymalizm jest estetyką nadmiaru. Hasło przewodnie maksymalizmu to „więcej znaczy więcej”. Można je oczywiście przeciwstawiać słynnemu zdaniu minimalistów: „mniej znaczy więcej”. Maksymalizm to przepych, przekraczanie wizualnych granic, gromadzenie i zestawianie ze sobą nieoczywistych form, przesada. Podoba mi się opisywanie maksymalizmu odnoszącego się do sfery wizualnej (bo występuje on również w innych sferach sztuki) za pomocą słów: dekoracja, zmysłowość, luksus, fantasy.

Maksymalizm często objawia się różnorodnością i wielowątkowością. Film, który podałabym jako przykład takiego podejścia to Mulholland Drive w reżyserii Davida Lyncha. Mamy wiele wątków, które się zazębiają, mimo pozornego chaosu. Tak jak w filmie, tak i w modzie, każdy z tych wątków musi być na tyle ciekawy, by utrzymać widza/obserwatora przy ekranie/stylizacji. W maksymalizmie nie można sobie pozwolić na osłabienie roli jakiegokolwiek elementu całości.mulholland-driveKadr z filmu Mulholland Drive, źródło zdjęcia

To wcale nie jest tak, że maksymalizm żyje wyłącznie nieoczekiwanym miksem wzorów i kolorów. Wspaniałą cechą tego stylu jest to, że bierze sobie jakiś punkt zaczepienia i interpretuje go z ogromną, możliwie największą przesadą. Najlepszym przykładem obrazującym ten aspekt maksymalizmu, jest organizowana co roku gala The Metropolitan Museum of Art (MET Gala). Każdego roku wyznaczany jest motyw przewodni balu, a gwiazdy i projektanci interpretują go z rozmachem. Go big or go home (idź na całość albo idź do domu) – jeśli kierujesz się tą zasadą, twoja kreacja zostanie zapamiętana.rihanna met gala 2015Met Gala 2015, Rihanna w kreacji Guo Pei, źródło zdjęcia

Maksymalizm, może w swoim uporze i rozwijaniu danego tematu iść wręcz w kolekcjonerstwo, a tym samym również w konsekwencję. Kojarzycie na pewno „statement pieces”. To są takie elementy, które wyróżniają dany strój. Mogą to być biżuteria, dodatki, charakterystyczny krój, ulubiony wzór i tak dalej. Obiera się przynajmniej jeden element, który staje się znakiem rozpoznawczym i tak się go eksploruje, kolekcjonuje i staje się ekspertem w korzystaniu z niego, że po pewnym czasie jest się osobą rozpoznawaną po tym elemencie. Maksymalizm jest natomiast nazywany „statement clothing”. To znaczy, że cały strój ma robić takie wejście, tak zwracać na siebie uwagę, jak dotychczas tylko ten jeden element. Osiąga się to przez unikanie jakiegokolwiek tonowania stroju. Każdy element jest w pewnym sensie krzykliwy, choć połączenie tych krzykliwości ma być harmonijne.

Harmonijna przesada – tak bym ten styl najzwięźlej określiła. Jest w maksymalizmie jakiś brak powagi do swojego wizerunku i dziecinne operowanie nadmiarem tego, co się nam podoba. Jednakże efekty osiągane są przez działanie z rozmysłem. Minimalizm tłumi nasze instynkty „chcenia”. Maksymalizm pobłaża tym instynktom gloryfikując zbytek. Przykładem niech będzie zdjęcie z paryskiego mieszkania Karla Laggerfelda – głównego projektanta domu mody Chanel.karl lagerfeld paris libraryMieszkanie Karla Lagerfelda w Paryżu, źródło zdjęcia

Czyż nie widać na tym zdjęciu, że mieszkający tutaj uwielbia książki? Od podłogi, aż po sufit – książki, książki i jeszcze raz książki. Wszystko skupione wokół książek. Tu się najpewniej nie je, nie śpi, tu się czyta. Samo ułożenie książek jest dość oryginalne, nie stoją pionowo jak na większości regałów, tylko leżą poziomo, nie zmuszając do przechylania głowy w trakcie poszukiwań jakiegoś tytułu.

Nadmiar owszem, ale to nie znaczy, że maksymalizm jest tożsamy ze zwiększoną konsumpcją (może ją jednakże powodować, jak każdy inny styl). Tak jak przestrzegam przed stawianiem znaku równości między filozofią, a estetyką minimalizmu, tak nie mogę się zgodzić na równanie „maksymalizm=konsumpcja”. Jeśli przyjmiemy maksymalizm za styl życia, to jedyne do czego on zmusza, to wybieranie estetycznie bardziej skomplikowanych, bogatszych, kolorowych form, ale w żadnym razie nie determinuje zakupów ponad miarę.

Najbardziej widoczne elementy maksymalizmu w modzie:

  • inspiracja takimi epokami i okresami jak barok, art nouveau, lata 80-te
  • personalizacja mody – naszywki z imieniem, własnoręczne ozdabianie ubrań
  • duża ekspozycja logotypów
  • zdobienia: hafty, kokardy, cekiny, frędzle itp.
  • wzory, miksowanie wzorów
  • odważne kolory: neony, tęcza, nasycone barwy
  • optyczna iluzja, efekt 3D, hologramy
  • brak tła, wszystkie ubrania mają być pierwszoplanowe, nie ma basiców
  • specjalnie powiększone elementy w ubraniach – długie rękawy, szerokie nogawki, spodnie ciągnące się po ziemi, ogromne klapy, przerośnięte ramiona
  • wyrażanie siebie ubraniem, ubranie jako przedłużenie naszej osobowości

Tak jak minimalizm w bardzo kategorycznej odsłonie może prowadzić do nudy, tak maksymalizm jest zagrożony wejściem na terytorium kiczu. Zwłaszcza, gdy składowe elementy są łączone nie strategicznie, a przypadkowo.  Nie do końca w maksymalizmie chodzi o to, by obwiesić się sztuczną biżuterią czy nałożyć na siebie pierwsze lepsze kolorowe ubrania. Zamierzony efekt jest oczywiście łatwiejszy do osiągnięcia przy większym budżecie.

W kolejnych wpisach o maksymalizmie podam przykłady osób, które często ubierają się w  tym stylu oraz zaproponuję parę schematów ubioru. Co myślicie o maksymalizmie? Jakie macie odczucia w związku ze zmianą tendencji: z minimalistycznej na maksymalistyczną?

KOMENTARZE

  1. Ewa Wiktoria

    Maksymalizm z mieszkania Karła Lagerfelda wygląda super, ale ja mam natychmiast pytanie z praktycznego punktu widzenia: jak tam coś znależć? Chyba, że książki są poukładane wg alfabetu. Gdybym miała gosposię do odkurzanie tego zbioru, to jak najbardziej jestem za. Zmiana tendencji z minimalistycznej na maksymalistyczną, była do przewidzenia. To charakterystyczne, że zmiany następują, bo przecież trzeba klientów zaciekawić i wciągnąć w następne wydatki. Tak się „kręci” rynek. Co do maksymalizmu w modzie, to mogę pooglądać taki w wydaniu luksusowym. Do użytku dla mnie, na obecnym etapie, absolutnie nie. Jednakże ciekawa jestem kolejnych postów na ten temat. Teoretycznie i wizualnie to ciekawe zjawisko.

    • Maria Autor wpisu

      Zaryzykuję stwierdzenie, że gdybym sama te książki układała na półkach, po przejrzeniu ich, czytaniu, trzymaniu przez jakiś czas na nocnej szafce to bym nie miała jakichś większych problemów ze znalezieniem czegokolwiek :)

  2. Daria

    Myślę, że maksymalizm w ubiorze jest znacznie trudniejszy do osiągnięcia i bardzo łatwo jest przesadzić. W dodatku na pewno wymaga to od nas więcej czasu, uwagi, pieniędzy. Wielki podziw dla tych, którzy potrafią taki styl wypracować. Jednak do mnie mimo wszystko bardziej przemawia minimalizm :)

    • Maria Autor wpisu

      Podzielam zdanie, że ten styl jest trudny i że można przedobrzyć. On jest raczej wymagający w tym sensie, że wymaga większego planu i ścisłego określenia kierunków w jakich mamy z nim iść. Nie wyobrażam sobie tutaj przypadkowych zakupów, bo wtedy naprawdę można by było wpaść w konsumpcjonizm.

  3. Sali

    Szczerze,to podoba mi się ta powolna zmiana.Minimalizm jest świetny,łatwiejszy wnoszeniu dla wielu osób.Maksymalizm towarzyszy mi co najwyżej w formach ubrań,krojach.Miło zobaczyć taką zmianę wydaje mi się, że idealnym przykładem jest Balmain,który wydaje mi się dosyć mocno nie raz ocierać o nawet przesadne formy.

    • Maria Autor wpisu

      Ta zmiana jest o tyle dobra, że wnosi różnorodność. Basic będzie zawsze sprzedawany. Nie wierzę, że najprostsze ubrania kiedykolwiek znikną z wieszaków, po prostu będzie ich mniej, będzie większy wybór reszty.

  4. Biurowa

    Maksymalizm moim zdaniem to na przykład ta stylizacja:
    http://images.thesartorialist.com/thumbnails/2016/02/11416pitti1540IG.jpg

    Barok lub rokoko u mnie nie przejdzie. Taki spójny mix, jak w stylizacji powyżej już tak :)

    • Maria Autor wpisu

      Piękna stylówka, ile tutaj robi pikowanie na torbie dobrego!

      • Biurowa

        Jednak Chanel to totalna klasa. Szkoda, że w Polsce tak mało się zarabia, żeby sobie można bez wyrzeczeń kupić. Na zachodzie taka torebka to równowartość jednej lub dwóch pensji, a w Polsce – szkoda gadać…

  5. Ana @champagnegirlsabouttown

    Dla mnie maksymslizm w modzie to przede wszystkim ekscesy zon bankierow I roznych takich innych kowbojow w Londynie przed kryzrsem finansowym w 2008. To co sie wtedy dzialo w Londynie przychodzilo ludzkie pojecie i budzilo niesmak. Chyba juz nigdy nie bede w stanie rozdzielic maksymslizmu z tym wlasnie okresem. Vogue mial w zeszym roku caly reportaz pt „The return of show off fashion” ale chyba malo jeszcze widze to w modzie albo po prostu nie zwracam uwagi :)
    Ana
    http://www.champagnegirlsabouttown.co.uk

    • Maria Autor wpisu

      Albo wszyscy Ci ludzie, którzy mają ogromne pieniądze, ale gust jest powiedzmy „dyskusyjny”… Wille oligarchów, żony i córki bogaczy – maksymalizm jak dla mnie w najgorszym wydaniu.

  6. Lena

    Maksymalizm rzeczywiście wymaga dużo więcej wyczucia, łatwo można popaść w kicz i nakładów pieniężnych . Dla mnie do zaakceptowania tylko na wielkie wieczorowe wyjścia i to tylko w niektórych elementach garderoby, ale wtedy to może już nie maksymalizm. Pozostaję przy swojej prostocie łamanej dobrymi dodatkami.

    • Maria Autor wpisu

      Rzeczywiście inspirowanie się maksymalizmem to absolutnie nie jest maksymalizm. Tu się idzie tylko i wyłącznie na całość.

  7. Ania

    Myślę, że maksymalizm istniał i istnieje cały czas, w swoim nieco hermetycznym, równoległym świecie. Mało dostępny dla ogółu, dla przeciętnych ludzi, raczej z wyższej półki cenowej. A może też mało akceptowalny przez większość.

    Maksymalizm wynikający ze sposobu łączenia rzeczy o bogatej kolorystyce, fakturze i tak jak napisałaś z braku stonowanej bazy, służącej za tło, jest w moim odczuciu fascynujący.
    Uwielbiam patrzeć na ludzi „kolorowe ptaki”.
    Mniej rozumiem maksymalizm wynikający z przerysowania formy, niefunkcjonalny, karykaturalny.
    Bardzo możliwe, że modowa fala sinusoidalna wyniesie maksymalizm na szczyt, choć nie wydaje mi się, aby ten trend potrwał długo.
    Maksymalizm jest niszowy i niech taki pozostanie.

    • Maria Autor wpisu

      Na dłuższą metę to raczej nie zobaczymy go za dużo na ulicy, jedynie jakieś inspirowanie się nim. I dobrze. Coś tak skrajnego musiało nastąpić, żeby sieciówki nie miały wyjścia i podłapały chociaż jakieś elementy. Ileż można produkować białych t-shirtów i koszul? To zresztą też nigdy nie zniknie z oferty, ale przynajmniej wejdzie coś innego do wyboru.

  8. Nina Wum

    Minimalizm (rozumiany jako styl ubierania, nie komponowania garderoby) wychodzi mi bokiem od dawna – mam wrażenie, że w tych obmiecionych z ozdóbek surowościach dobrze wyglądają tylko osoby o urodzie modelek. Postawienie nacisku na mnogość detali, świadomie zderzanie inspiracji, piętrzenie faktur i barw to taka zabawa, w której nie liczy się, czy jesteś młoda, śliczna, bujnowłosa i chudziutka. Liczy się osobowość. Maksymalizm może być wysztafirowany i nadęty jak u żony rosyjskiego oligarchy, ale może też być świetnym medium dla poczucia humoru nosiciela. Myślę tu np. o wspaniałych kreacjach Iris Apfel. Inna rzecz, że to rzeczywiście styl dla tych, którym chce się poświęcać swojemu wyglądowi bardzo wiele uwagi. A jego sieciówkowa wersja jak nic będzie rąbać po oczach bolesną tandetą (w końcu tam o to, żeby było tanio.)

    • Maria Autor wpisu

      No tak, w minimalizmie ubranie miało być tłem, żeby było widać kobietę. W maksymalizmie mamy ubranie jako przedłużenie osobowości. No ja nie wiem czy to będzie takie tandetne, sieciówki sobie dość dobrze radzą. Szczerze mówiąc to właśnie na tych najprostszych rzeczach bardziej widać ubytki na jakości, a na tych przekombinowanych zwraca się tak uwagę na formę, że jakość schodzi na drugi plan :)

      • iwona

        „W maksymalizmie mamy ubranie jako przedłużenie osobowości” – tak się powinna ubierać każda kobieta (i mężczyzna). I wtedy nie nazwałabym tego maksymalizmem, bo przedłużeniem osobowości może przecież być minimalizm.

        • Maria Autor wpisu

          Chodzi mi o to, że w minimalizmie z rozmysłem wybiera się prostotę, tak by nie ubraniem manifestować osobowość, a robić to swoim zachowaniem i charakterem. Natomiast maksymalizm jest związany z większą ekspresją i tym, że wizualnie pokazuje prawdziwych nas.

      • Nina Wum

        Ha, wierzę, że tak to widzisz. :) Mnie wszystkie białe bawełniane podkoszulki wydają się identyczne. Natomiast róznicę między grubym, mięsistym, bogatym aksamitem a cienkim biedniutkim welurem, czy między aplikacjami ze szkła, a tymi z plastiku – wychwytuję z dala i cała frajda na nic.

        • Maria Autor wpisu

          A to w takim razie rozumiem i przychylam się do tego, że tu też łatwo zniszczyć efekt przez tandetę i „taniość”.

  9. elbe

    Dla mnie istotne jest to, co napisałaś, Mario, o unikaniu tonowania w stroju i braku basic’ów oraz o granicy pomiędzy estetyką a filozofią. Poza tym, maksymalizm może mieć wiele wymiarów i niekoniecznie znaczyć musi pójscie na maksa na całym froncie. Są typy kolorystyczne, które najpiękniej wyglądają w szalonej i pełnej energii mieszance kolorów, podczas gdy innym o niebo lepiej pasuje monochromatyzm. W przypadku formy z kolei, niektóre archetypy wręcz wymagają tego całego nadmiaru koronek, falbanek i barokowej biżuterii. Ani sam minimalizm, ani maksymalizm nie są dla wszystkich. Ale piękne jest to, że ta różnorodność pozwala każdej z nas wcześniej czy później znaleźć elementy, które idealnie uzupełniają nasze szafy – jak nie teraz, to w następnym sezonie.

    • iwona

      Prawda? Czy wyobrażacie sobie naszą Macademian odzianą w minimalizm?

      • Maria Autor wpisu

        Pewnie na halloween to by było dla niej ciekawe i zaskakujące przebranie :)

        • Joanna

          hahahha.. minimalizm jako przebranie na Halloween, uśmiałam się :D

          idealnie podsumowany styl naszej blogerki ! ;>

    • Maria Autor wpisu

      Myślę, że można osiągnąć maksymalizm również spokojnymi kolorami, choć jako regułę napisałam kolory mocniejsze, bo tak się na ogół robi. No nie wiem, ja bym jednak zaryzykowała tezę, że każdy mógłby iść w każdą stronę, choć pewnie mógłby się czuć źle w danej opcji. Ale obiektywnie myślę, że miałby szansę wyglądać fajnie :)

      • Angelika

        Maksymalizm w „spokojnych” czy basicowych kolorach to Cruella De Mon w „101 dalmatyńczykach” ;)

  10. Catty

    Bardzo ciekawy post, rzeczywiście maksymalizm wchodzi do mody coraz mocniej. Uwielbiam patrzeć na przykłady – w modzie, w dekoracji wnętrz, ale tak jako styl na 100% to nie dla mnie. Ubieranie się ma być dla mnie szybkie i łatwe, tak samo dbanie o wnętrza (proste i praktyczne), małe odstępstwa oczywiście mile widziane ;)

    • Maria Autor wpisu

      No to zdecydowanie nie dla Ciebie. Tutaj trzeba poświęcać myśleniu o wyglądzie i kompozycji naprawdę sporo czasu. Dla mnie ten styl to wręcz jest styl dla strategów :)

  11. karolina

    moje pierwsze skojarzenie z maksymalizmem to oczywiście Macademian Girl, pamiętam ją jeszcze z początków blogowania i nie mogłam wyjść z podziwu za każdym razem, kiedy oglądałam zdjęcia z nowych wpisów. Ona ma to we krwi :) jeśli chodzi o projektantów, to Dior za czasów Johna Galliano… Bardzo też mi się kojarzy z maksymalizmem Rosja, ich architektura i sposób życia. Świecenie metkami, ‚odstawianie się’ nawet na zwykłe wyjście po bułki, przesadna hojność ;)

    • Maria Autor wpisu

      Świetne, naprawdę świetne skojarzenia.

    • Joanna

      czytając owe skojarzenia od razu pomyślałam o Ulyanie Sergeenko, której stylem często mam ochotę sie inspirować ..
      Pani Mario, czy to oznacza, że maksymalizm jest w jakimś stopniu moim stylem ? :)

      • Maria Autor wpisu

        Mario wystarczy :) A z jakiego powodu lubisz Ulyanę? Ja też ją lubię, ale mnie najbardziej podoba się u niej „surowa skromność” – tak bym to określiła. Z tego względu nie mogłabym siebie nigdy nazwać maksymalistką, bo to inny obszar u niej mnie interesuje stylu:)

        • Anna

          Mario , czy Ulyana Sergeenko to typ klasycznej, chłodnej pani lato? Przeglądam jej stlizacje i oczarowała mnie swoją dostojniscią :)

  12. Sławomira

    Podoba mi się powrót maksymalizmu, bo minimalizm estetyczny nigdy mi nie odpowiadał :) Ja lubię kolory i wzory, i dużo ozdób.

    • Maria Autor wpisu

      Przynajmniej będzie teraz sporo alternatywy do prostoty w sklepach.

  13. makate

    Po przeczytaniu posta na fb zakrzyknęłam: O nie, tylko nie to! Jeśli już coś ma królować (nawet do znudzenia) to niech to będzie minimalizm.
    Moje spojrzenie na maksymalizm było mocno uproszczone, niemniej jednak nawet po lekturze całej notki mam taką myśl, że mogę podziwiać to jako pewien przejaw sztuki, ale nie wyobrażam sobie by ten trend stał się czymś powszechnym. Przy całej mojej niechęci do wszystkich „must have’ów” wydaje mi się że jednak bardziej strawny jest lekko nudny, skopiowany od kogoś minimalizm niż próby wejścia w maksymalizm gdy nie ma się wyrobionego gustu – bo to po prostu styl dużo trudniejszy.
    Chętnie będę podziwiać jego przykłady, mam nawet teraz przed oczami obraz koleżanki ze studiów, której styl mogłabym umieścić w tej kategorii. Ale na pewno nie jest to moja bajka, o czym przekonała mnie lektura tej listy konkretnuch elementów – chyba tylko ostatni punkt chciałabym widzieć u siebie ;)

    • Maria Autor wpisu

      Na szczęście będzie to po prostu się przekładało na większy wybór w sklepach. A tak naprawdę to może wyjść tylko na dobre osobom kochającym prostotę – uzupełnić ją jakimś ciekawym, kolorowym akcentem :)

      • makate

        W sumie to racja! Pewnie będzie tak jak napisał ktoś wyżej – bluzka z sieciówki z masą cekinów to będzie kicz, ale już to, że będzie więcej kolorów, a nie tylko te bazowe – to super sprawa dla każdego typu urody, który szuka tych swoich barw i ich nie znajduje.

  14. Karolina

    Skojarzyło mi się z Macademian Girl, nie obserwuje jej w ogóle ale tak zapamiętałam :) A maksymalizm, kto co lubi ale ja barok zostawiam barokowi a sama nadal będę uwielbiać proste rzeczy i ogarniać chaos jaki stworzyłam do tej pory :) A wpisy na ten temat chętnie poczytam :)

    • Maria Autor wpisu

      Dobre skojarzenie :) Zawsze można tę prostotę przełamać jakimś jednym, ciekawym elementem. Na pewno będzie to dla osób, które Cię znają zdziwienie, ale myślę że bardzo pozytywne.

  15. Natasza

    I o to mi chodziło. Mogę być minimalistką w kategorii filozofii życiowej, ale nie w dziedzinie estetyki. Mogę zmieścić swoje rzeczy w jednej walizce, ale będzie w niej bogaty, złoty naszyjnik.

    • Maria Autor wpisu

      Dobrze wiedzieć takie rzeczy – umieć je rozdzielać. Przez pewien czas naprawdę wydawało mi się, że większość ludzi słysząc słowo minimalizm od razu myśli o białych ubraniach i białych ścianach :)

    • Nina Wum

      Otóż to. Można mieć trzy pary czarnych spodni – albo jedną parę burgundowych jedwabnych, jedne dżinsy malowane ręcznie, które wyglądają, jakby Jackson Pollock się nad nimi potknął i jedne szerokie, marynarskie, szyte z bogatego żakardu w wypukłe wzory. Mnie ta druga opcja wydaje się o wiele bardziej ponętna.

  16. gosza

    maksymalizm wywołał we mnie uczucie niepokoju… mogę go podziwiać w sztuce, kinie czy architekturze ale w codziennym życiu lubię minimalizm, prostotę a nawet czasem nudę tym bardziej że w dzisiejszych czasach bardzo maksymalnie się żyje…

    • Maria Autor wpisu

      I ten trend też w pewnym sensie jest wynikiem tego maksymalnego „instagramowego” życia na pokaz. Gdzie trzeba się wyróżnić, być kolorowym i przebranym.

  17. olamari

    A ja jestem ciekawa czy jako przykład pojawi się Magda Gessler – to „maksymalizm maksymalny” czy jeszcze nie? Często niezbyt mi się podobają jej stylizacje, ale rzeczywiście przykuwają wzrok. I trzeba to umieć nosić z pewnością! W tym przypadku charakter i silna osobowość ma znaczenie, prawda?

    • kaay

      Ja też pomyślałam o Magdzie Gessler i o Macademian. Obserwuję tę drugą i podziwiam szczerze jako jedną z nielicznych polskich fashion blogerek. Osobiście nie ubrałabym się w większość jej stylizacji ale podpatruję np kontrastowe łączenia kolorów, robi to fenomenalnie :) A ja potrzebuję koloru i już. Z maksymalizmem kojarzy mi się też nowy styl Gucci. No i minimalizmu też mam dość. Jak Maria pisała: jako filozofia świetnie. Ale dla mnie zbyt smutny, zbyt nudny.

      • Maria Autor wpisu

        Jak pięknie, że to napisałaś – właśnie pan Alessandro Michele z Gucci jest uznawany za „winowajcę” tego powrotu maksymalizmu :)

        • kaay

          Tak! Uwielbiam jego współpracę z Florence Welch i to co robi z modą męską (Jared Leto).

    • Maria Autor wpisu

      Bardzo dobry przykład. Myślę, że ta osoba jeszcze nieraz nas zaskoczy :)

  18. wczerni

    Przypomina mi to stroje i olbrzymie kapelusze epoki edwardiańskiej. Jeżeli maksymalizm zastosuje się z wyczuciem efekt jest przepiękny. Chociażby peleryna Rihanny, którą prezentujesz na zdjęciu.

    • Maria Autor wpisu

      A to z kolei takie spokojniejsze ujęcie tego stylu, w zdecydowanie bardziej stonowanych kolorach :) Też piękne i efektowne.

  19. Nataliee

    U mnie minimalizm sprawdza się w życiu bardziej, bo jestem naturalnie „na ostatnią chwilę” i basic’i ratują mi tyłek. mówię tu o moich własnych basic’ach czyli koszulach z haftami w jasnych beżach i żółciach oraz czarnych lub białych body (odkryłam że to moja najukochańsza podstawa do tworzenia stroju). Gdybym miała-tak jak za bardzo dawnych czasów-szafę pełną okazałych i jedynych w swoim rodzaju ciuchów to nigdy bym nie wyszła z domu. Choć bardzo kocham rozbujałą wersję boho to praktycznie w życiu ogarniam je w wersji jak najbardziej prostej i jasnej, nie oszukuję się już.
    W stylistyce maksymalizmu podobają mi się koronkowe romatyzmy, a i w moich ukochanych bodach paskowane dekolty, które w moim odczuciu nie są minimalistyczne.

    • Maria Autor wpisu

      To zdecydowanie jest styl, który wymaga sporo czasu i planu działania. Raczej nie bierzemy przypadkowych rzeczy z szafy :)

  20. Klaudia

    A moje pierwszej skojarzenie z maksymalizmem to Iris Apfel :) I jestem pewna, że jej osoba w kolejnym poście zostanie poruszona, bo nie wyobrażam sobie zrobienia notki o osobach, które w tym stylu często się prezentują, bez Iris!

  21. Małgosia

    Dochodę do wniosku, że można wyróżnić trzy modowe typy:
    1) 100% minimalizmu
    2) 100% maksymalizmu
    3) mieszanka minimalno-maksymalna (różne proporcje).
    Uważam, że jestem tym trzecim typem. Nie wyglądam super w kompletnie ascetycznych ciuchach, ale uroku nie dodaje mi też przepych. Jestem gdzieś pomiędzy, myślę, że bardziej min. niż max., ale te „mocne” elementy jednak powinny się u mnie pojawiać. Jeszcze nie rozgryzłam w czym dokładnie ten maksymalizm powinien się u mnie przejawiać. Ostatnio stwierdziłam, że wyglądam ładnie w koronce, więc staram się ją włączyć do garderoby. Myślę, że to jeden z takich kroków ku maksymalizmowi.
    Widzę, że w moim pojmowaniu mody i tego, co mi pasuje, co lubię i co chciałabym nosić zachodzą ogromne zmiany. To niesamowite, bo wracając do tej koronki, to jeszcze 2 lata temu powiedziałabym, że nigdy w życiu. Wydaje mi się, że w życiu chyba trzeba przejść trochę przez minimalizm i maksymalizm, aby na koniec stwierdzić, co nam w duszy gra. Bo mało jest osób, które wiedzą takie rzeczy od razu. Ja jeszcze aż tak siebie nie znam, więc teraz staram się więcej eksperymentować i obserwować co z tego wyniknie.
    Pozdrawiam serdecznie :-)

    • Maria Autor wpisu

      W pełni się z Tobą zgadzam, nie warto się tak kategorycznie zamykać, nie próbując nawet niektórych rzeczy. Ja miałam tak samo z roślinnymi wzorami, których kiedyś kategorycznie sobie odmawiałam, a teraz są one moimi ulubionymi :)

  22. Gosia Brzóska

    Mario, a czy Ty się skusisz na maksymalizm? :)

    • Maria Autor wpisu

      Jako osoba, dla której zawsze było naturalnym ubranie się prosto i przełamanie tego jednym dobitnym elementem, żeby zrobić wrażenie, raczej się nie skuszę, by iść na całość. A Ty?

      • Gosia Brzóska

        Jest to ciekawe wyzwanie, ale musiałabym za dużo zmienić. Zabawne, bo Twój post o maksymalizmie zbiegł się w czasie z moim, o obawach związanych z porzuceniem surowego stylu :)
        https://gosioblog.wordpress.com/2016/09/19/o-torebkach-rozwazania/

        • Maria Autor wpisu

          No tak, widać od razu, że to by była zmiana o 180 stopni :) Ja bym wzięła czarną torebkę jednak, bo jeśli potem będziesz tęskniła do kolorów typu zieleń lub niebieski to burgund nie będzie tak świetnie pasował. Wiem, bo przerabiałam coś podobnego… Chyba, że będziesz się tych czerwonopodobnych konsekwentnie trzymać jako dodatków :)

          • Gosia Brzóska

            Bardzo lubię burgund, ale wczoraj zajrzałam do szafy i znalazłam zapomniany t-shirt w tym kolorze. Kupiłam go 2 miesiące temu i zawsze przegrywał z czernią/bielą :) Uświadomiłam sobie, że zawsze jak kupię coś w tym kolorze, to kończy tak samo jak rzeczona koszulka.
            Dziękuję, że wyraziłaś swoje zdanie na ten temat :)

            • Gosia Brzóska

              Swoją drogą torebka z kolażu jest piękna i w wersji czarnej nawet bym się nie wahała, ale kosztuje 600 funtów!!! To zdecydowanie nie na moją kieszeń. Będę szukać podobnej.

  23. Blackalcea

    Dita von Teese, czy jej styl oprócz retro/vintage to nie maksymalizm ? W sumie nigdy nie byłam minimalistką, kocham vintage, ciekawe formy, kolory, wzory. Jak zobaczyłam pierwszy pokaz Alessandro Michele dla Gucci od razu wyczułam że idzie nowe, tamta kolekcja była wspaniała (oprócz papci Jessici Mercedes i Sary Boruc, bo to najsłabszy element z tego pokazu :)

    • Maria Autor wpisu

      Tak właśnie, jego uważa się za winowajcę :) Nie wiem, raczej Dity bym tu nie wskazywała jako przykładu. Nie sądzę, by u niej to był czynnik wiodący, jak napisałaś – bardziej będzie to retro/vintage, a czasem przy okazji wygląda to jak pójście na całość :)

  24. pstramatrona

    Wow! W końcu ubieram się w jakimś stylu! Mario bardzo dziękuję Ci za ten wpis, przedstawia on to co czuję i myślę o ciuchach w najdrobniejszych szczegółach. Mogę się podpisać wszystkimi kończynami pod każdym zdaniem. W takim stylu jak pisała wyżej Nina najbardziej lubię, że to nie nasz przyrodzony z natury wygląd wychodzi na pierwszy plan, ale pewien rodzaj inteligencji. Bardzo nie lubię zwracać uwagi na swoje ciało i w tym stylu ono staje się niemal niewidzialne. Co do odpowiedników maksymalizmu w sztuce myślę, że jest to przede wszystkim opera- synteza sztuk w ich pełnym rozkwicie i tak jak z operą: jeśli jest pozbawiona smaku chociaż w jednym szczególe staje się nieznośnie wręcz tandenta, ale jeśli wszystkie elementy skomponowane są z równym smakiem i talentem to nic nie może równać się jej sile. Mam nadzieję, że Twoje wróżby się sprawdzą, bo w końcu będę królową mody, będę mogła dokupić jakieś ciuchy i nie ma dla mnie na ulicy nic gorszego niż adidasy, więc nawet jeśli nie będzie lepiej to przynajmniej będzie ciekawie w najgorszym przypadku zabawnie. Jeszcze w kwestii ilości kasy wydawanej na ciuchy, to wcale nie musi być tak że trzeba nie wiadomo ile wydać, można mieć mało rzeczy i tworzyć z nich maksymalistyczne zestawy. Ważne żeby bardzo dobrze wiedzieć czego się chce i być ogarnietym i poukładanym zarówno co do zakupów jak i swojej szafy. Nigdy nie kupuję przypadkowych rzeczy, mam szalone tabele w których rozpisuje zestawy wraz z takimi szczegółami jak kolory eyelinerów i w porównaniu z kobietami, które znam mało wydaję na ciuchy i problem typu „co na siebie włożyć ” mam tylko przed okresem, ale wtedy godzinę wybieram smak twarożku. Wbrew pozorom nie trzeba mieć nawet jakoś uregulowanego trybu życia- jestem cały czas na walizkach, przemieszczam się między miastami kilka razy w tygodniu i w moim planie dnia są bardzo różne aktywności pomiędzy, którymi nie mogę się przebrać. Myślę, że to działa tak że kiedy ubieramy się w takim stylu każde nasze ubranie jest bardziej uniwersalne co do okazji, wszyscy wiedzą że tak się ubieramy i nieco dziwny strój w danej sytuacji przestaje być przypadkową wtopą, a staje się jasnym celowym działaniem. To wbrew pozorom bardzo podobne do mundurka.

    • Maria Autor wpisu

      No dziękuję Ci bardzo, bo myślałam, że może moje wyobrażenie jest bardzo wyidealizowane, a jednak to prawda. Trzeba dużo tutaj myśleć, planować, rozpisywać. Od samego początku byłam przekonana, że raczej nie jest to kwestia przypadku. W tym kontekście zdecydowanie zgadzam się na łączenie słów – inteligencja, osobowość i maksymalizm :)

    • Catty

      Fajny komentarz :) Jak czytałam post Marii, to właśnie myślałam sobie „aha, coś dla pstrejmatrony” ;)

      • Marrus

        Ja to samo od razu, myślę sobie: to na pewno będzie coś dla pstrej matrony, Niny Wum i Avarati.

  25. pstramatrona

    I jeszcze co do maksymalizmu polecam poczytać o Evie i Adele, chyba nawet wyszła po Polsku książka. To para, która robi sztukę ze swojej obecności i ich stroje są jednym z najistotniejszych elementów. Ich barokowość sprawia, że płeć performerów niemal znika (są to kobieta i mężczyzna) co dla mnie jest jakimś wzruszająco pięknym ideałem. Warto poczytać/ pooglądać ich organizację garderoby, te rozpiski i tabele rozposane na miesiące naprawdę robią wrażenie!

  26. Kobiecym krokiem przez życie

    Maksymalizm odbieram jako coś trudniejszego do osiągnięcia w taki sposób, by nie wyszło kiczowato. Jest z pewnością ciekawy i barwny, ale trzeba umieć go okiełznać. Ja zmierzam w stronę minimalizmu, ale z pewnością nie takiego skrajnego. Lubię mocny kolor, wzory, printy, trochę biżuterii, ale moim strojom daleko do przepychu, zdecydowanie lepiej czuję się w tzw. prostocie:-). Iris Apfel to osoba, która zdecydowanie kojarzy mi się z maksymalizmem. Jestem ciekawa Twoich dalszych przemyśleń na ten temat, po minimalizmie to fajna odmiana poczytać o czymś estetycznie odmiennym:-), pozdrawiam.

    • Maria Autor wpisu

      Obejrzyj sobie ostatnie kolekcje Celine i zobacz jak tam zmienia się podejście do minimalizmu. W zasadzie można powiedzieć, że nastąpiło już zmęczenie tym tematem nawet tam :)

  27. Danusia

    Tak ładnie o tym piszesz Mario. To mi poszerza jakąś ogólną perspektywę patrzenia na rzeczywistość. Ułatwia zrozumienie pewnych zjawisk. Z ciuchami może niewiele ma wspólnego, chociaż trochę też. Inaczej też spojrzałam na Mulholland Drive, może jeszcze raz obejrzę, choć do tej pory nie zdecydowałam się na to , z uwagi na jedną scenę, która niemal zatrzymała mi akcję serca z przerażenia.

    • Maria Autor wpisu

      Dziękuję, a cóż to za scena. Bo mnie przeraziła ta bezdomna, umorusana osoba i sceny z kowbojem na początku. Ale potem, z każdym kolejnym seansem było już tylko lepiej :)

  28. Jorun

    Jestem jak najdalej od tego stylu jak tylko można, nie moja bajka, ale nie mogę się doczekać wpisów na ten temat. Zawsze fascynowali mnie ludzie ubierający się maksymalistycznie (nawet nie wiedziałam że można tak to nazwać). Mam wrażenie że maksymalizm jest dla koneserów, ludzi oddychających modą i bardzo skupionych na estetyce, po prostu wyższa szkoła jazdy. Liczę że z Twoją pomocą uda mi się zajrzeć za kulisy tego stylu i choć trochę zrozumieć „jak oni to robią”. Czy do maksymalizmu też będą uniformy czy to wykluczone z samej definicji stylu?

    • Maria Autor wpisu

      Jeszcze nie zrobiłam uniformów i tak się zastanawiam jak to ugryźć, bo rzeczywiście wymagałoby to sprowadzenia zestawów do jak najprostszych elementów. To się chyba naprawdę wyklucza :)

      • iwona

        Mario, uniformem mogłoby być kilka przykładów trafnego łączenia wzorów. Przyszła mi do głowy Olivia Palermo; ostatnio mam wrażenie, że posuwa się w swoich strojach za daleko (za daleko od tego w czym dobrze wygląda a za blisko przerysowania w złym tego słowa znaczeniu), ale moim zdaniem ubiera się dość bogato (nie mam na myśli kasy) i robi to ze smakiem.

        • Jorun

          To samo mi przyszło do głowy, zamiast gotowych zestawów ubrań, może kilka algorytmów co jak z czym łączyć i jak nie przesadzić.

      • Pstra Matrona

        Nie przychodzi mi wprawdzie do głowy żaden uniform, ale już takie sprawy jak podstawowe zasady łączenia wzorów można uznać za taki uniformowy element. Mam sporo takich swoich prywatych prostych zasad jak to, że fajnie wygląda wzór geometryczny z kwiatowym w tych samych kolorach, że haftowana tkanina welurowa wygląda dobrze z gobelinową, że żeby łączyć dwa podobne wzory muszą być albo w różnych kolorach albo wyraźnie różnych rozmiarach, żeby się nie wydawało że miały być takie same, a nie są. Mam też jakąś listę swoich pseudoneutrali czyli rzeczy, które mimo że są szalone pasują mi do wszystkiego jak welurowe baisiki, proste złote lub srebrne ubrania czy np czarne boa z piór. Dzięki nim moja szafa nie składa się z zestawów, których elementów nie wykorzystuje poza nimi ale przypomina trochę kapsułę. Nie wiem ile z tych zasad jest uniwersalnych a ile przystaje tylko do mnie, ale sądzę że szczególnie w tym stylu nieodzowne są klasyczne zasady harmonii i kompozycji, bo o wiele łatwiej o błąd.

  29. Pola - Odpoczywalnia

    Bardzo fajne jest to, że chociaż blog nazywa się ubieraj się klasycznie, to pokazujesz różne style i nie idziesz tylko w kierunku tych bezpiecznych i trochę oklepanych już zasad, typu mała czarna, biała koszula i ołówkowa spódnica, i french chic.
    Maksymalizm wcale nie musi być kiczowaty i mnóstwo osób fantastycznie wygląda w piórach, koturnach i kolorach – noszą je po prostu jak drugą skórę. Coraz częściej za to widzę dziewczyny wyraźnie zainspirowane Kasią Tusk, i jakoś po nich widać, że to właśnie „zainspirowane” jest.

    Pozdrawiam:)
    PS Ach i uwielbiam te Twoje filmowe porównania! Bardzo przemawiają:)

    • Maria Autor wpisu

      Dzięki Pola, moje pojmowanie terminu „klasycznie” jest proste – każdy ma swoją klasykę i raczej nie należy się do niej wtrącać :) Buty sportowe też mogą być klasykiem moim zdaniem.

  30. Kotołak

    Uuuuu… Powrót plastiku… Niedobrze… ;)
    Za to moja złota długa spódnica haftowana w gotyckie litery i ornamenty będzie jak znalazł na nowy sezon ;)

    • Maria Autor wpisu

      I kwiatków, i ornamentów, i haftów… Nie jest tak źle :)

  31. Sabina

    Przykładem tego stylu mogłaby być Macadamian Girl :)

    • Maria Autor wpisu

      Mogłaby być jego ambasadorką :)

  32. Kamila

    Pięknie opisany styl :) mam cichą nadzieję, że chociaż na trochę wróci do łask, żeby można było upolować coś ciekawego.
    Mam natomiast problem, z którym nie mogę sobie poradzić. Iris Apfel kiedyś powiedziała, że jeśli ktoś nie lubi swojego ciała, to nie będzie lubił swoich ubrań. Zawsze miałam delikatną nadwagę, ale kiedyś znacząco schudłam i zaczął pociągać mnie nurt minimalistyczny, surowy, proste formy, motyw capsule wardrobe, ciuchy oversize + skromne dodatki i inne…a potem przytyłam. I już te oversize, proste bluzki, brak ozdób plus moje dodatkowe kilogramy męczą mnie, źle w nich wyglądam, wtapiam się w tłum, coraz bardziej nie lubię swojego ciała… i nie wiem co ze sobą zrobić. Od 3 lat staram się stworzyć funkcjonalną garderobę, jednak coś mi ciągle nie pasuje. Teraz kiedy osiągnęłam estetyczny minimalizm, o jakim marzyłam, stwierdziłam, że to chyba nie moja bajka, wydaje mi się, że uwidacznia wszystkie moje dodatkowe kilogramy, zamiast je maskować… Aktualnie, nie mając już pomysłu na siebie, chodzę cała ubrana na czarno, a to jeszcze bardziej mnie dobija… Kiedyś lubiłam maksymalizm, chodziłam wystrojona i mimo niedoskonałości wydaje mi się, że czułam się w miarę dobrze. Zainspirował mnie komentarz pstrejmatrony, w którym napisała, że też nie przepada za pokazywaniem ciała a w maksymaliźmie prawie go nie widać. Jedna z moich ciotek, ze sporą nadwagą, zawsze chodziła obwieszona biżuterią, a kiedy zapytałam jej po co tyle tego nosi powiedziała „te świecidełka odwracają uwagę od mojej grubości” … i faktycznie to działało :) Tylko jak stworzyć małą i funkcjonalną szafę w maksymalistycznym wydaniu? Uwielbiam estetyke Balmain (zwłaszcza kolekcję z H&M), trochę rock, trochę biker… jak wyciągnąć z tego coś wspólnego, uniwersalnego, co podkreśli atuty i odwróci uwagę od niedoskonałości i dodatkowej warstwy grzewczej?

    Ps. Mario, uwielbiam Twojego bloga, pokazujesz zupełnie inne spojrzenie na modę, dzięki Tobie nie wstydzę się publicznie powiedzieć, że moda to jedno z moich zainteresowań, bo to coś więcej niż ciuchy z sieciówek.
    Ps 2. Masz świetne czytelniczki, zawsze po przeczytaniu nowego wpisu, zjeżdżam na dół i z wypiekami na twarzy czytam komentarze :)

    • Maria Autor wpisu

      Dziękuję za miłe słowa. Fajne jest to, że masz prostą podstawę, bo szafa w prostym stylu to skarb. Tu nic nie trzeba wyciągać – Twoje upodobania wydają mi się bardzo spójne. Powolutku gromadzić charakterne dodatki. Szukać żakietów, płaszczy w militarnym stylu z wielkimi złotymi guzikami, strojnych naszyjników tzw. statement necklace, ciężkich butów z widocznymi metalowymi elementami, jakichś elementów ze skóry np. legginsów i nosić je z czarną obszerniejszą górą, mocno podkreślać oko ciemnym eyelinerem – powoli przygotowywać się do „wyostrzenia” stylu. Myślę, że fajnymi inspiracjami mogą by Kim Kardashian, Maja Sablewska, Emmanuelle Alt -podpatrywać jak one dobierają dodatki, jakie są kluczowe elementy w ich stylizacjach. Nie myśleć o stylu w kategoriach minimalizm maksymalizm, tylko skupić się na swoich kluczach – rock, militarny.

  33. Anka z Alp

    Ja zupelnie inaczej rozumiem minimalizm. NIe zgadzam sie, aby zredukowac go do ubran basicowych, w 3 kolorach i najlepiej gladkich. Dla mnie w minimalizmie chodzi o mniej, ale lepiej jakosciowo. Mniej ilosciowo. Znam minimalistki, ktore maja capsule warderobe, ale nie uswiadczysz tam ani jednej gladkiej koszulki! za to sa cekiny, zdobienia, faktury i kolory!takie minimalistki-maksymalistki ;)

    • Kamila

      Wlasnie takie cos , o czym piszesz chcialabym osiagnac… kiedys myslalam, ze posiadanie bazowych ubran, prostych form i tak dalej mnie uszczesliwi, ale to jednak nie to. Chcialabym zobaxzyc Twoje kolezanki :)

    • Jorun

      To o czym piszesz brzmi bardziej jak minimalizm -filozofia, podejście do życia. Minimalizm estetyczny to jednak trochę co innego.

  34. rawita

    Super Mario, że piszesz o maksymalizmie! Już nie mogę się doczekać kolejnych postów. Tym bardziej, że maksymalizm jest mi zdecydowanie bliższy niż minimalizm, pomimo tego, że garderobę mam niemal monochromatyczną. Preferuję czerń, ale lubię rzeczy, które rzucają się w oczy: skomplikowane fasony, drapowania, aplikacje, hafty, ekstrawaganckie buty. To cała ja. Rzeczywiście, ostatnio marki odzieżowe odchodzą o minimalizmu. Gdy byłam ostatnio w zarze rzuciły mi się w oczy metaliczne, skórzane ramoneski, haftowane żakiety. Sama wybrałam ostatecznie taki http://www.zara.com/pl/pl/kobieta/marynarki/aksamitna-marynarka-w-stylu-wojskowym-c756615p3807520.html . Chyba wpisuje się w „bogaty” trend.

    • Maria Autor wpisu

      Super, bardzo ładny! Podoba mi się też na modelce w połączeniu z białą koszulą. Ja też lubię jak ta czerń ma w sobie coś takiego bardziej dekoracyjnego i cieszę się, że to wraca.

  35. goldie

    Maksymalizm jest piękny i bardzo pociągający, chociaż głównie na poziomie intelektualnym. Wydaje mi się, że częściowo w taki sposób byłam ubierana jako dziecko: aksamitne sukienki, błyszczące buciki, welurowe leginsy np w panterkę, albo we wzór białego tygrysa, miałam nawet sztuczne futerko. Ogólnie bardziej w klimacie małej księżniczki niż różu itp. Później poszłam do szkoły i zaczęła się faza dresów :D myślę, że dziś mogłabym się ubierać w stylu maksymalistycznym, ale musiałabym wymienić większość zawartości szafy, bo mam praktycznie tylko czarne ubrania i kilka par jeansów. Moje maksymalistyczne perełki to na pewno: tiulowa spódnica w kolorze wina, czarno-biała spódnica wyglądająca jak skóra węża, zielony bomber z naszywkami, wianek ze sztucznych kwiatów czy złoty naszyjnik.
    Inne moje skojarzenia z maksymalizmem to:
    -Indie a zwłaszcza klimat z bollywood; -Rosja była już wymieniana w komentarzach, według mnie nie tylko Rosja, ale ogólnie wschód. Byłam w sierpniu przez dwa tygodnie w ukraińskiej Odessie i momentami taki klimat był bardzo odczuwalny, np wnętrze opery, dworce kolejowe- byłam przejazdem w małym mieście, które wyglądało dosyć biednie i brzydko, ale poczekalnia na dworcu byłam zrobiona na bogato, zdobione sufity a nawet sztuczne palmy!, stylistyka cerkwi, stacje metra w Kijowie, czy nawet galeria handolwa gdzie na wejściu widać olbrzymią karuzelę z figurami ludzi normalnej wielkości, co według mnie wyglądało creepy. Muszę przyznać, że to wszystko zrobiło na mnie bardzo duże wrażenie, chociaż nie do końca pozytywne;
    -polska szlachta, sarmaci- to już taki maksymalizm życiowy :)
    – może dziwny przykład, ale moja mama robiąca przetwory na zimę, kiedy w domu jest bardzo dużo owoców

    • Maria Autor wpisu

      Wschód to na pewno dobry kierunek poszukiwać tego stylu. I oligarchowie, którzy chcą koniecznie pokazać jak są bogaci :)

  36. pilar

    To moje! :) Prozaiczna przyczyna jest taka, że po prostu lepiej wyglądam w maksymalizmie niż minimalizmie. Poza tym pozwala on na większą zabawę i nieskrępowaną twórczość, co dla mnie jest kluczowym elementem ubierania się. W moim przypadku nie wynika z braku akceptacji ciała, a raczej ze zrozumienia co mu dobrze służy :)

  37. Avarati

    Mario, dziękuję za wyrażenie tego, co wielu osobom przychodzi z trudem. Na poziomie intelektualnym, w podejściu do ubioru u mnie panuje minimalizm, stawianie na jakość, wolę kupić jedną dobrą parę butów niż 4 gorszej jakości. Ale styl minimalny to nie moja bajka.
    Znam kobiety (między innymi Ciebie), które potrzebują tylko koszuli, spodni i ładnej torebki, żeby wzbudzić zachwyt. Ja, niestety (albo stety), do nich nie należę. Powiem szczerze, że w stylu minimalistycznym wyglądam… nudno i bez wyrazu, powiem bez ogródek. Muszę dobrać do tego jakiś efektowny szal/kapelusz, w wersji ostatecznej kolorowe kolczyki. Musi być akcja, musi być coś szalonego. Bardziej zachwycają mnie szalone pomysły Donatelli Versace, Balmain czy Roberta Cavalli niż kunsztowne projekty Bossa czy Victorii Beckham :) Nie raz zostałam wyśmiana, no bo: „Wersacze to kicz dla blachar”, aż zrobiło mi się przykro. Ale takie projekty są tworzone z myślą o kobietach, które nijako wyglądają w prostych sukienkach :)

    Myślę, że można przy takim stylu uniknąć efektu kiczu, pod warunkiem, że będziemy umiejętnie dawkować elementy dodatkowe, opracujemy najpierw dobrą bazę (do czego nieustannie dążę), będziemy zwracać większą uwagę na materiały, co jest ważne ;) Ramoneska z prawdziwej skóry będzie wyglądać o wiele bardziej efektywnie niż z pseudoskóry, zaś panterka na jedwabiu będzie prezentować się z klasą, nie tandetnie :)

  38. Ana

    Tak! Maksymalizm + folk – jak to pieknie wyglada! przywiozlam sobie z Rosji w tym roku wielka czape futrzana wyszywana w ludowy wzor no cos pieknego :) do tego w komplecie rekawiczki… no i obowiazkowo 2 wielkie szale z fredzlami z kwiatowym wzorem. Uwielbiam :)

  39. Ola

    Powrót „przesady” był oczywisty;)
    zawsze musza przyjść zmiany…….
    Ogromnie mnie to cieszy, ponieważ uwielbiam obserwować ludzi na ulicach a teraz będzie co:D
    Osobiście byłam i jestem minimalistką, obojętnie co było modne.
    W kolorach i printach ginę, podstawowe ubrania w trzech kolorach plus dodatki, które są forma ciekawe- podkreślają mnie.
    Przy nadchodzących trendach to już będę bila po oczach swoją prostotą haha

  40. Ax

    Hej, czytałam z przyjemnością. Jak dla mnie-fascynujący temat. Bardzo podoba mi się modowy ekstremalizm czy to w wesji minimal czy maksymalnej. Bo to jest charakterystyczne, mocne, konkretne. Lubię sobie popatrzeć, pozachwycać się, podziwiać i myśleć. Lubię jak styl daje do myślenia. Czyni człowieka trochę zagadkowym poprzez jego nietuzinkowość, oryginalność. Maksymalizm oferuje szerokie pole do popisu dla osób, które potrafią. Sama jednak jestem raczej wypośrodkowana, lubię od czasu do czasu jakiś bardziej ekstrawagancki dodatek, jednak nie codziennie i nie tak dużo.

  41. ika

    Bardzo mnie cieszy ten zwrot w stronę maksymalizmu – o ile minimalizm, jako narzędzie do usuwania nadmiaru rzeczy ze swojego otoczenia bardzo mi się podoba i jest mi bliski, o tyle minimalizm estetyczny zupełnie do mnie nie przemawia. Zawsze ciagnęło mnie do rzeczy strojnych, nietuzinkowych, nieco ekscentrycznych. Uwielbiam estetykę baroku, ale też secesji, no i antyczną, która może nie jest bardzo maksymalistyczna, ale zdecydowanie odbiega od kanciastego i uproszczonego do granic możliwości minimalizmu. Kocham żakardy, ciekawe faktury, zdobne wzory, aplikacje, dekoracyjne detale. Niestety, mimo wielu prób, nigdy nie wyglądałam dobrze w minimalistycznych, uproszczonych krojach. Zdecydowanie nie jest mi z nimi po drodze.
    Również nie stawiam znaku równości pomiędzy maksymalizmem a konsumpcjonizmem. Uważam, że wcale nie potrzeba mieć wielu ubrań, żeby odnaleźć się w tym stylu, ani nie potrzeba wymieniać szafy, nawet po szale na minimalizm. Wystarczy kilka wyrazistych ubrań i dodatków, by uzupełnić bazę, którą się ma. Ja w maksymalizm ‚idę’ raczej na większe okazje. Mam jedną piękną, złotą sukienkę z żakardu, z bardzo obfitym dołem z koła, do której uszyłam sobie sutaszową kolię z kryształami Swarovskiego – ten zestaw zawsze robi wrażenie i jest na maksa maksymalistyczny ;-)

  42. Amatorka Cooltury

    Z tymi książkami to uważam, że ich akurat nigdy nie jest za wiele ;-)

  43. Nina

    Cieszę się, że ulice znów się nie co ożywią. Już nie mogę patrzeć na te same zielone parki, czarne bluzki i spodnie. Serio. Jestem gdzieś między minimalizmem a maksymalizmem. Z jednej strony pociąga mnie prostota i taka sterylność stylu, ale w rzeczywistości nie czuję się w tym dobrze. Wyrosłam z tego, żeby ubierać się jak wszyscy. Uważam, że strój jest tym, co chcemy powiedzieć światu o sobie. Jeśli ubierasz się w jakiś sposób, to nie tyle ukazujesz własną osobowość w znaczeniu globalnym, ale raczej podkreslasz jakąś wybraną cechę. Np. styl biurowy ma podkreślić profesjonalizm, wzbudzać zaufanie; styl sportowy wyluzowanie itd. W stylistyce minimalistycznej czuję się smutno i nijak, czuję się jakbym zapomniała czegoś z domu. Na co dzień łączę proste bazy z czymś bardziej wyszukanym, w różnym znaczeniu tego słowa. I właśnie to słowo „wyszukany” jest dla mnie istotą, takim jądrem maksymalizmu. Chodzi o to, że faktycznie ten styl nie oznacza jakoś bardzo rozbuchanego budżetu, ale wymaga też o wiele więcej uwagi, nakładu pracy i czasu niż prostota.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

x