Przegląd

Styl biurowy (smart casual, business casual, informal)

Niewątpliwie, szykując się do pracy, mamy z tyłu głowy jakieś ograniczenia, odnośnie tego, co możemy, a czego nie możemy na siebie założyć. Obowiązuje nas dress code, czyli pewien zbiór zasad dotyczących ubierania się stosownie do wykonywanej pracy czy okazji. Omawiając styl biurowy, będę korzystała trzech kategorii dress code’u – stroju nieoficjalnego, business casual i smart casual. Ale żeby wszystko było jasne, rozpocznę od osadzenia tych kategorii w kontekście całego dress code’u.

Rodzaje dress code’u (zestawienie opracowałam na podstawie Forbesa i Wikipedii):

Formal (oficjalny) – najwyższy stopień sformalizowania stroju, zasady noszenia są ściśle określone – na wieczór będzie to długa, balowa suknia dla kobiety, frak dla mężczyzny. Tradycyjne stroje, jak na przykład szkocki kilt, również wchodzą w skład tej kategorii.
Semi-formal (pół-oficjalny) – w dalszym ciągu wymagany jest bardzo elegancki strój, ale może to być już wieczorowa i niekoniecznie długa suknia dla kobiet i smoking dla mężczyzn.
Informal (nieoficjalny) – nazwa troszkę sugeruje rozluźnienie, ale w rzeczywistości jest to najsurowszy standard ubioru w biznesie (inna nazwa to business attire). Dla mężczyzn garnitur i krawat, dla kobiet komplet – żakiet i spódnica bądź spodnie lub żakiet i sukienka.
Business casual – elegancki ubiór, trochę mniej konserwatywny niż strój nieoficjalny. Nie ma wymagania noszenia góry i dołu z tego samego kompletu, mężczyźni nie muszą zakładać krawata.
Smart casual (swobodna elegancja) – bardziej dowolny niż strój nieoficjalny i business casual, ale w dalszym ciągu dobrany ze starannością i elegancki ubiór. Różnice między smart casual, a business casual zacierają się. W smart casual dopuszczane są jeansy, dla kobiet obuwie z odkrytymi palcami.
Casual (codzienny) – to, co nosimy bez żadnych ograniczeń i co pozwala nam wyrazić nasz styl.
Active attire – ubranie przeznaczone do uprawiania sportu.

Oczywiście, pod styl biurowy można podciągnąć trzy ze wspomnianych kategorii: informal, business casual i smart casual. Zawsze przed pierwszym dniem w nowej pracy warto zapytać, jaki jest dress code. Nie jest to absolutnie głupie pytanie, a pozwala uniknąć później wstydu. I nie chodzi tylko o przyjście do pracy w sportowych butach, kiedy wszyscy siedzą pod krawatem, ale też o założenie garsonki, gdy w pracy królują bluzki i jeansy. Obie sytuacje koszmarne, więc lepiej dopytać o dress code i o to, co przyjmująca nas do pracy osoba ma na myśli, bo ta interpretacja jaką podałam, może się różnić od wyobrażeń panujących w danej firmie.Angelina Jolie dress codeDress code na przykładzie strojów Angeliny Jolie – od lewej: informal, business casual, smart casual. W przykładzie ze strojem typu informal kolczyki powinny być dyskretniejsze lub należałoby je po prostu zdjąć. Źródła zdjęć: 1, 2, 3.

Strój nieoficjalny (informal)

Najsurowsza (z omawianych) kategoria dress code to informal – strój nieoficjalny. Zazwyczaj ta kategoria sprowadza się do uniformu, jaki obowiązuje w pracy i jest z góry określona przez pracodawcę. Ewentualnie, wymaga od pracownika stroju złożonego z eleganckiej góry i dołu z tego samego kompletu. Nie ma tu miejsca na finezję, a przemycanie swojego stylu do takiego ubioru nie jest mile widziane. Pracownik przez strój ma się identyfikować z firmą i reprezentować ją w kontaktach z klientem. W pewnym sensie, traci on swoją osobowość i styl na rzecz firmy. Osoba z zewnątrz ma stawiać znak równości między tym pracownikiem, a firmą w jakiej on pracuje. Strój ma podkreślać wyzbycie się znamion własnego stylu i dlatego ma być „bezoosobowy”, ma być prawidłowo odczytany przez każdego klienta. Nie brzmi to zachęcająco, ale dla mnie taki rodzaj dress code’u w pracy jest pod wieloma względami atrakcyjny.

Przede wszystkim można się zupełnie odciąć od swojej pracy. Przychodzisz do domu i po prostu przebierasz się w swoje ciuchy. Jesteś zdystansowana wobec tego, co zdarzyło się w pierwszej części dnia, gdy nie byłaś sobą, tylko musiałaś wcielić się w postać reprezentanta firmy. Od teraz możesz postawić całkowicie na swój styl i rozwijać go wedle swojego upodobania i stworzyć taką siebie, jaką zawsze chciałaś być. Ubieranie się do pracy jest łatwe i nie wymagające – tworzysz sobie w głowie kilka uniformów i ubierasz się według wypracowanego schematu, nie ma zbytniego głowienia się rano nad strojem. I wreszcie, masz dwie garderoby. Część pracownicza jest łatwa do skompletowania, bo rządzi się swoimi regułami, a część Twoja może być najbardziej szaloną, ekstrawagancką, kolorową i odjazdową garderobą, o jakiej tylko możesz pomyśleć. Dwoistość stylu można oczywiście postrzegać w kategoriach większych wydatków i konieczności dobrej organizacji, jednak przy odrobinie chęci możemy stworzyć niesamowitą szafę.

Business casual

Ta kategoria nie jest tak restrykcyjna jak strój nieoficjalny, ale w dalszym ciągu wymaga od pracownika profesjonalnego wyglądu. Tutaj można na przykład zastąpić marynarkę sweterkiem, ale trzeba pamiętać o schludnym wyglądzie i nie dać się ponieść luzowi. Jeansy nie są akceptowane. Kolory nie muszą już być tak stonowane i dyskretne jak przy nieoficjalnym stroju i można już przemycać, bardziej komfortowe od sztywnych mundurków, fasony ubrań. Ten standard stroju sprawdza się podczas „casual fridays” (w niektórych firmach pracownicy mogą w piątek ubierać się luźniej niż w pozostałe dni).

Zaletą tego standardu jest to, że można dodawać do niego elementy swojego stylu. Nie można oczywiście iść na całość, ale mamy tu miejsce na pokazanie w pewnym stopniu swojej osobowości. W dalszym ciągu podstawa stylu musi być elegancka – spódnica nie może być zbyt krótka, ale może nie być w stonowanym kolorze, nie ma też konieczności zakładania białej koszuli, można sobie pozwolić na gładką bluzkę (choć w niektórych firmach dalej wymagany jest kołnierzyk). W ramach tego standardu też są różnice w zależności od tego jak podchodzi się do polityki ubierania w danej firmie, dlatego zawsze trzeba pytać o dress code i jak on jest rozumiany.

Smart casual

Smart casual jest tak naprawdę stylem, który wszyscy inteligentni ludzie pracujący w biurze, przyjmują jako normę, nie koniecznie nazywając rzeczy po imieniu. Po prostu „się wie”, że nie chodzimy do pracy w japonkach czy z dekoltem do pępka. Jeśli „się nie wie”, możemy wnioskować o kulturze i inteligencji niewiedzącej osoby, ale możemy również wykazać się dobrą wolą i wytłumaczyć takiej osobie, jakie normy obowiązują w pracy.

Ten standard nie jest bardzo rygorystyczny, ale czegokolwiek nie zakładamy, musimy robić to z myślą, by wyglądać w „ogarnięty” sposób. Spokojnie mogłaby się tutaj sprawdzić sportowa elegancja czy french chic. Natomiast tak wyraziste style jak rockowy czy romantyczny są nie na miejscu w pełnej rozciągłości. Jak ze wszystkim w pracy, w ubieraniu się do niej należy zachowywać zdrowy rozsądek. Nie można na przykład obwieszać się biżuterią czy zakładać ubrań przeładowanych wzorami. Smart casual to elegancja, ale w zdecydowanie mniej nadętym wydaniu niż tylko garsonka, co nie znaczy, że wszystkie chwyty są dozwolone.

Poszczególne elementy, które pasują lub nie pasują do danej kategorii dress code’u, opiszę przy okazji postu pod tytułem: Styl biurowy (smart casual, business casual, informal) – kobiety. Najlepiej zrozumieć różnice między nimi, posiłkując się przykładami.

Czy pracowałyście kiedykolwiek w miejscu gdzie uniform był ściśle określony? Jaki jest dress code  w Waszym miejscu pracy? Czy są jakieś elementy stroju na które nie możecie sobie pozwolić w pracy, a bardzo byście chciały wprowadzić?

Wpisy w tym cyklu:
Styl biurowy – uniform
Styl biurowy – kobiety

KOMENTARZE

  1. almondcake

    Nie na temat, ale:
    Angelinie strasznie nie służą te czarne włosy.

    • Kasia Gryczana

      Fakt, wygląda zdecydowanie gorzej niż z jasnymi, ale wciąż atrakcyjnie. Magia Angeliny :)

  2. Aleksandra

    Ja do pracy moge spokojnie zalozyc dzinsy, ale np. moj maz musi zakladac spodnie od garnituru i koszule. Na szczescie w piatki ma tzw. ‚free dress day’ i wtedy moze zalozyc dzinsy i t-shirt:) Chociaz on w zasadzie nie narzeka, mowi ze dzieki temu nie musi sie zastanawiac w co by tu sie ubrac:))

    • Maria Autor wpisu

      Właśnie takie podejście miałabym, gdybym musiała ubierać się według tego standardu.

  3. iwona

    współczuję osobom, które muszą ubierać się do pracy w rzeczy, których nie założyłyby nigdy, gdyby nie wymogi firmowe. Jednak większość zwyczajnego dnia spędza się w pracy, nie sądzę że (zwłaszcza) jesienią i zimą po powrocie powiedzmy o 17-18 do domu mamy jeszcze tyle innych zajęć by mieć okazję do ubierania się w swoim stylu. Najczęściej taka osoba zrzuca tę nielubianą garsonkę i przebiera się w rzeczy domowe.
    Mi się akurat styl biurowy (nawet ten najbardziej formalny) bardzo podoba, więc nie miałabym problemu. Tzn. miałabym( jak zwykle) w okresie zimowym, bo jednak garsonka i szpilki przy minus 15 brzmi słabo.

    • Maria Autor wpisu

      No ale jednak jak garderoba jest dopracowana to nawet te ciuchy po domu mają jakieś znamiona naszego stylu :) Pozostają jeszcze weekendy, wyjścia do znajomych, jakieś inne okazje do spotkań, urlop, święta… Trochę tego życia zostaje do rozwijania własnego stylu :)

    • Dziadova

      Mój maż strasznie się przejmował, jak zmienił pracę i się okazało, że najmilej traktowanym strojem w dziale jest garnitur i krawat. Ale w sumie wybraliśmy wtedy dla niego jeden wełniany i drugi jedwab-wełna i co miesiąc miał inne podejście:
      -najpierw jęczał, że wszystko się gniecie, że co z tym w ogóle robić jak się poplami, bla, bla, bla
      -potem stwierdził, że nie jest źle, gdyby tylko ten krawat można było zdjąć
      -później zdarzało mu się zasiedzieć w garniturku
      -a teraz twierdzi, że gangol jest fajny i tak czy siak nie zakłada go tylko w góry, na rower i na plac zabaw ;)

      Ja chyba mam jednak bardziej przekorną naturę, bo kiedy miewałam dni, że spędzałam po 8 godzin w fartuchu, to długo prześladowała mnie potem awersja do (lubianej wcześniej) bieli ;)

  4. Karolina

    Hehe u mnie dress codem jest po prostu fartuszek czy jak kto wili kitel, a tak na poważnie, to cóż mnie się elegancja bardzo ale to bardzo podoba :)

  5. wera

    Ja na szczęście pracuje w małej firmie w której nie ma dres codu. Do pracy chodzę w jeansach, t-shirtach i bluzach /sweterkach. Mój szef ostatnio w firmie paradował w dresie :)
    Gdybym do pacy musiała chodzić w garsonce i obcasach – to chyba musiałabym zmienić pracę. Jako osoba nienosząca obcasów i najlepiej czująca się w trampkach i adidasach nie odnalazłabym się w korpo.

    • Lin

      Mnie też szlag by trafił, po prostu nienawidzę eleganckiego stylu. Wpadłabym pewnie w depresję, że nie mam kiedy nosić „normalnych” ubrań ;)
      U mnie ludzie ubierają się zwyczajnie, w balerinki, dżinsy i zwyczajne bluzki, ja trochę odstaję ale staram się nie wyglądać zbyt dziwacznie.

      • Anka

        No właśnie, tez nie znoszę stylu biurowego. Jakbym miała biegać w garsoneczce i na szpilkach, to czułabym się jak w przebraniu. Koszmar, jak jakaś dziunia. na szczęście w firmie w której pracuję nie wypada się ubierać w szpilki i garsonkę. Wyobraźcie sobie co by było, gdybym z biura została wezwana na rusztowanie w tej garsonce i szpilkach :) Ważne jest dla mnie to co Maria napisała, żeby nie odstawać od reszty. Nie tylko zbyt codzienny strój jest nietaktem, ale także nietaktem jest wystąpić w szpilkach, garsonce, jak wszyscy chodzą w dżinsach. Wtedy człowiek naraża się na śmieszność.

    • Karolina K.

      Pamiętam praktyki w banku, trzecia klasa technikum – to był koszmar
      codziennie nosić białą bluzkę i czarną spódnicę, a do tego buty
      zakryte na obcasie :/. Wtedy sobie powiedziałam – nigdy więcej
      i do dziś nie cierpię takiego ubioru. Zrobiłam studia artystyczne,
      w czasie ich trwania rozwinęłam swój styl, mocno inspirowany
      retro, momentami bardzo kolorowy. Lubię się tak nosić i bardzo
      się cieszę, że do pracy (pracuję w szkole) większość rzeczy
      mogę założyć (dlatego, że rzadko noszę głębokie dekolty
      albo miniówki, a ten strój wydaje mi się nieodpowiedni
      dla nauczycielki).

  6. verka

    U mnie króluje casual z tendencją do smart (sukienki, spódnice ołówkowe). Mój żywioł to bawełna i dzianina na górze oraz spódnice ołówkowe i spodnie rurki na dole. Czasem trochę modyfikuję w kierunku smart, ale jednak co sweterek, to sweterek, a z ładnym szalikiem, czy naszyjnikiem to już w ogóle :)

  7. m

    Gdy robiłam praktyki w Ośrodkach Pomocy Społecznej, bardzo mnie uderzało to, że część pracowniczek socjalnych przychodziła do pracy wystrojona chyba w każdą sztukę biżuterii, jaką miały w domach. Wielkie srebrne naszyjniki, grzechoczące kolczyki z kamieniami. Głównie młode, piękne, wyperfumowane tak, że czuć je było jeszcze przez kwadrans po ich spacerze korytarzem. I z taką stylówą przyjmowały niedojadających, bitych, ubogich interesantów. :) Dla porównania, w innym ośrodku wszystkie panie ubierały się bardzo skromnie, przy czym wszystkie były już po 40-tce.

    • Maria Autor wpisu

      To rzeczywiście razi. Ja bym się czuła zażenowana będąc tak nadmiernie wyperfumowaną i wystrojoną nieskromnie w miejscu pracy. Nie doprowadziłabym do takiej sytuacji, a gdyby mi się raz nieświadomie zdarzyło, to na pewno bym tego nie powtórzyła.

  8. kaay

    A ja jestem nauczycielką w podstawówce i tak naprawdę nie wiem do końca jaki dress code w szkole obowiązuje, może macie jakieś doświadczenia? W pracy mam rozciągłość od rzeczywiście informal (starsi) do smart casual aż do mocno casual (młodsi)- niektórzy w trampkach i tshirtach. Sama jestem jeszcze przed trzydziestką i osobiście lubię wyglądać profesjonalnie, ale też wygodnie – sorry, praca z małymi dziećmi to też praca fizyczna – no i zachować swój styl (boho, grunge). Dlatego nie noszę obuwia sportowego ale jednak płaski obcas, zazwyczaj botki, bikersy, mokasyny, czasem mała koturna. Rurki, także jeansy i koszula – nie typowo biurowa ale we wzorki np, luźne bluzki i rozpinane swetry kimonowe bo taki krój lubię. Czasem prosta sukienka. Z biżuterią nie przesadzam – zawsze zegarek i bransoletka i ALBO naszyjnik albo kolczyki. Z jednej strony nie dałabym rady w takim informal biurowym stylu ale z drugiej drażni mnie niechlujne podejście do ubioru, zwłaszcza w miejscu w którym pracuje się z ludźmi.

    • Natalia

      Ja pracuję w gimnazjum i liceum i zauważyłam, że króluje casual. To, jak nauczycielki i nauczyciele przychodzą ubrane/ubrani do pracy, to kwestia indywidualna, choć wiadomo, że pewne zasady obowiązują (raczej nikt nie założy krótkich spodenek, nawet latem, ani bardzo głębokiego dekoltu). Chociaż dyrekcji nigdy, a przynajmniej ja o tym nie słyszałam, nie zdarzyło się przywołać kogokolwiek „do porządku”, to zauważyłam, że są osoby, które jednak nie dostosowują stroju do sytuacji (nauczycielka, która zakłada tiulowe szale i powłóczyste, tiulowe, złociste suknie, spódnice na tyle krótkie, że kiedy siada zakładając nogę na nogę, widać jej podwiązki). Niektórym panom zdarza się chodzić w tzw. „kamizelach” (wędkarskie kamizelki z kieszeniami), są też oczywiście osoby, które ubierają się w garnitury i garsonki, ale jednak w większości obowiązuje luz. Jak ktoś ma swój styl, nie boi się go pokazywać.

      Mi przez kilka lat pracy w szkole zdarzyło się przechodzić przez różne etapy stylistyczne, ale najczęściej jednak królują dżinsowe dzwony, tuniki zarówno wzorzyste jak i jednobarwne, koszule, swobodne żakiety, sukienki na spodnie, duże kolczyki, martensy/trampki/tenisówki, (rzadziej) buty na obcasie (max. 6-8 cm) lub koturnie. Oczywiście w sytuacjach bardziej oficjalnych (imprezy szkolne, konkursy, zakończenia/rozpoczęcia roku, itp.) – sukienki bądź spódnice z żakietem, buty na obcasie. Jeśli chodzi natomiast o makijaż, to z reguły maluję bazę (podkład+puder+róż+rzęsy) z jednym mocnym elementem. Są to albo czerwone usta, albo mocno pomalowane oczy.

      Ciężko byłoby mi się dostosować do stylu informal, bo to zupełnie nie moja bajka.

      • rawita

        Ja z kolei pracuję w szkolnictwie wyższym i mam wrażenie, że tutaj nie obowiązują żadne reguły. Można spotkać pracowników nawet w bojówkach, bardzo popularne są bluzy od dresu, zdarzają się też ultra krótkie mini. Legendarne są opowieści o profesorach, których nigdy nikt nie widział w swetrze innym niż zawsze i bez kamizelki wędkarskiej. Osobiście uważam, że jednak uczelnia trochę zobowiązuje, słuchacze wpatrują się w nas całe zajęcia i mają czas, żeby przeanalizować dokładnie każdy element garderoby i może to niedobrze, że nie ma wyraźnego dress codu, bo nie każdy ma wyczucie. Sama ubieram się w tym, co zawsze mroczno-eleganckim stylu, ale rezygnuję z najbardziej ekstrawaganckich elementów.

        • maryśka

          A propos tego, co piszesz – na studiach miałam zajęcia laboratoryjne z doktorem, któremu latem zdarzało się przyjść na uczelnię w krótkich (do kolan, albo chyba nawet ciut krótszych), jeansowych spodniach. Traciły na tym jednak jego wizerunek i powaga, bo ten strój bardzo mocno zwracał uwagę i wywoływał lawinę komentarzy. Szczególnie komicznie wyglądały te jego spodenki w zestawieniu z kitlem, który całkowicie je przykrywał i wyglądało, jakby zapomniał włożyć spodni ;)

          • Maria Autor wpisu

            Ja chyba mam za bujną wyobraźnię, ten obrazek już ze mną zostanie. Mam nadzieję, że teraz nie będę o tym myśleć za każdym razem jak zobaczę kogoś w kitlu :)

            • rawita

              Fajny przykład :) No właśnie, trzeba mieć ogromną charyzmę, żeby autorytet nie ucierpiał przy niefortunnie dobranym stroju :) Sama zaliczyłam raz niezłą wpadkę. Jechałam akurat pilnować studentów na pisemnym egzaminie wstępnych, ubrałam się jak to ja, w małą czarną do kolan, wysokie obcasy, ale jako że się strasznie spieszyłam, wsiadłam na rower. No i w drodze rozdarłam „rozpierdak” z tyłu w sukience, prawie do samych pośladków. Cały egzamin starałam się nie odwracać tyłem do piszących :D Do tej pory wspominam to z zażenowaniem.

        • Dziadova

          Ha, samo sedno. Naukowiec lub pracownik szkolnictwa wyższego to jednak lubi się ubrać ;)
          Miałam na obronie doktoratu na sali profesora w dżinsach i poplamionej dresowej bluzie i dwóch ,,wędkarzy”, a z kolei w poprzedniej pracy np. długowłosego, wykolczykowanego kolegę, który wiecznie chodził w czapce i szefową lubującą się w legginsach i ryzykownie krótkich bluzkach.
          Uczelnie i instytuty badawcze to faktycznie jest oaza osobliwości ;)

          • Magda

            Z wielkim sentymentem wspominam jednego z moich profesorów – od kwietnia do października w sandałach, przykrotkich dżinsach i jakimś rozlazlym tshircie :) i wiecznie z plecakiem. pomijam ze ilośc tytułów przed nazwiskiem powalała, niesamowicie mądry człowiek, jeden z najlepszych specjalistów w Pl z kilku biotechnologicznych dziedzin. Bardzo lubiany przez studentów. Mimo bardzo luznego stosunku do ubrania, wręcz nieadekwatnego, nikt nigdy nie oceniał go przez pryzmat hmmmm stroju ;) natomiast wędkarzy owszem :)
            Często widuje w urzędach panie ubrane w tshirty, pstrokato, z masa biżuterii i…..nie do końca mi to odpowiada.
            W mojej pracy noszę fartuch i bardzo tego nie lubię, bo kitel rujnuje odzież. Boczne szwy zaciągają włókna swetrowe i mechaca się expresem. Sztywny biurowy mnie przeraża ze względu na szpile:)

            • Agi

              Doskonale Cie rozumiem…. mam to samo, wszystkie ciuchy mam zniszczone w okolicy biustu i bioder, koszmar, nowy sweterek założony raz pod fartuch wygląda jakby miał sto lat.

          • pilar

            myślę, że zgoda na bycie oazą osobliwości to jedyny dress code jaki obowiązuje wśród naukowców i nie widzę w tym niczego niewłaściwego. taka specyfika pracy.

            • Anka

              mnie się to właśnie podoba na uczelniach, ta dowolność i „kreacja” zahaczająca o szaleństwo

            • Dziadova

              Też nie mam nic przeciwko brakowi dress codu. Właściwie to dość pozytywne, bo wejście do laboratorium i spędzenie tak kilku godzin w stroju, w którym człowiek nie czuje się ‚stuprocentowo sobą’ albo szukanie jakiegoś rozwiązania w najdalszych czeluściach głowy, kiedy coś uciska – brrrr ;)
              Tylko te plamy mnie jednak bolą ;) No bo jednak to już nie brak stylu tylko jakiś brak szacunku wobec ludzi, z którymi się pracuje. W moim odczuciu przynajmniej.

          • Karolina K.

            Coś w tym jest. U nas na wyższej uczelni w garniturze chodził
            profesor w starszym wieku. Młodsi różnie, najczęściej koszula
            i spodnie, ale zdarzali się tacy w polarach, bojówkach,
            i innych, wygodnych ubraniach. Studia artystyczne :).
            Na Polibudzie z kolei zauważyłam, że większość wykładowców
            chodzi w garniakach, a panie w garsonkach.

        • Inga

          W moim instytucie było zupełnie inaczej. Wszyscy wykładowcy zawsze mieli koszule i marynarki, spodnie różnie, jedni garniturowe, inni dżinsowe, ale zawsze długie i w miarę eleganckie, kobiety też odpowiednio. Zawsze dziwiły mnie opowieści o dziwnym ubiorze wykładowców, bo sama tego u mnie nie widywałam, a moja uczelnia w czołówce rankingów też nie była.

          • rawita

            To zależy od uczelni, a nawet od wydziału. Ja obskoczyłam trzy, w tym jedną średnią, a dwie pozostałe z czołówki rankingów i to w tej pierwszej najbardziej przykładano się do stroju. No, ale może ma rację Pilar, porządna nauka obroni się sama :)

    • makate

      Ja nie pracuje w szkole, ale w ramach pracy prowadzę zajęcia z dziećmi, przy czym część czasu spędzam też w biurze.Ogólnie rzecz biorąc nie obowiązuje u nas żadnych dress code, i choć zwykle jest mi to na rękę (nie przepadam np. za bardzo eleganckimi rzeczami), to czasem jest to też pewne utrudnienie – np. latem miałam pewien problem z tym co założyć a co nie. Sandały? Niby nic rażącego, ale z drugiej strony: kolorowe paznokcie i jeszcze lekka sukienka… miewałam wątpliwości czy jednak nie przekraczam jakiejś granicy ;)

  9. Ana @Champagnegirlsabouttown

    Pod klubem dla angielskich gentelmenow starej daty (nie, nie TAKIM klubem :) w Londynie pewnego upelnego dnia w lipcu zauwazylam tabliczke z napisem ” Ze wzgledu na ekstramalnie goraca pogode czlonkom klubu pozwala sie sciagnac marynarki” :)
    Ana
    http://www.champagnegirlsabouttown.co.uk

  10. Maria

    U mnie (małe biuro arch) pełen casulal. Jedna koleżanka mrok i rock, druga bardziej indianka, ja dzianiny i wygoda. Szef chodzi w dzinsach i t-shircie. Jeden jedyny raz kazał nam się ubrac profesjonalnie…jak robilismy sobie zdjęcia na stronę internetową ;)

  11. Marta

    Pracuję w firmie, w której nie obowiązuje żaden określony dress code – co sprowadza się jednak do tego, że większość instynktownie wybiera smart casual. Cieszy mnie to, bo nie cierpię marynarek – dla mnie są kompletnie niewygodne i w ogóle nie znoszę ich od zawsze. Może miałabyś ochotę przygotować moodboard dla osób, które muszą ubierać się elegancko, ale nie cierpią marynarek?:) Niby są sweterki ale wiesz… ile można. :)

  12. Biurowa

    Yes, yes, yes! Zabieram się do czytania :D

  13. blackalcea

    Dla mnie po rocku i artystycznym dziwactwie (a’la żona wikinga, albo gwiazda rocka) w plastyku, dziś najlepiej sprawdza się buisness casual/ smart casual + elementy lat 40 i 50 + italian chic. To chyba taka wypadkowa tego co noszę najchętniej. Informal od razu skojarzył mi się z pogrzebami – naprawdę nie można założyć broszki do tego ?

    • Maria Autor wpisu

      Można, ale trzeba z umiarem na te kwestie patrzeć. W pewnym sensie wszystko można, tylko że jeżeli jest komunikat z góry, że w pracy obowiązuje dany rodzaj dress code’u to nie można potem mieć pretensji, że strój będzie poddany ocenie, niekoniecznie pozytywnej.

      • Lane

        Osobiscie mysle ze w kazdej sytuacji mozna pokazac troche personalnosci jezeli ktos chce, ale trzeba miec wyczucie. Jezeli ktos ma glowe na karku i kompetencje to ubranie nie jest az tak wazne ale i tak warto upewnic sie ze inni widza nas tak jakbysmy tego chcieli. Jezeli ma byc bisness attire (te najbardziej formalne z biznesowych ubran) to lepiej zalozyc to co jest odpowiednie dla danego biznesu lub firmy. Nie widze nic zlego w broszce ale ta broszka nie moze byc tandetna, ona musi byc albo delikatna. Po prostu najbardziej scisly dress code maja firmy zwiazane z finansami, inwestycjami itd, i w tych firmach najczesciej obowiazuja ciemne garnitury i ubrania ktore sa ogolnie bardzo powazne i bez personalnosci. W innych przemyslach business attire nie jest az tak sztywny zeby sie o to martwic.

  14. Daria

    Pracuję od niedawna w urzędzie. Oficjalnego dress codu nie mamy, ze względu na to, że każdy wydział jest inny – jedni mają kontakt z klientami, inni w ogóle. Także widuję i panów i panie w pełnym „umundurowaniu” jak i jeansy i sweterki – wiadomo, wszystko w granicach zdrowego rozsądku. Osobiście preferuję smart casual, ale przyznaje, że ostatnio coraz bardziej mnie ciągnie do business (chyba dorastam;)) Planuje niedługo poszerzyć swoją garderobę o więcej elementów eleganckich (nadal królują w niej rzeczy, które nosiłam jako studentka), więc bardzo przyda mi się ten artykuł :) Może jakieś porady jak utworzyć bazę stroju do biura?

    • Maria Autor wpisu

      Tak, we wpisie o uniformach dla tego stylu będzie coś w rodzaju bazy :)

      • Daria

        Super! Czekam z niecierpliwością :)

  15. Sali

    Różnie z tym bywa masz racje.Moja mama w zależniści od pracy zmieniała styl o 360 stopni.Widziałam ewidentną różnice po między tym jak ubierała się do pracy w fundacji a jak do korporacji.Przy korporacji wiadomo czarny dół biała góra jednak nie w najbardziej formalnej wersji.

  16. Gosza

    u mnie króluje smart casual… ja sobie wyrobiłam taki zestaw że jeśli zakładam do pracy jeansy (granatowe bez żadnych przetarć) to wtedy wkładam jakąś koszulę np. niebieską lub pudrowy róż z kołnierzykiem i marynarkę a jeśli zakładam spodnie z materiału to wtedy dobieram jakiś sweter w serek z dobrej gatunkowo wełny…. czasem zakładam jednokolorowe sukienki =)

    • Maria Autor wpisu

      Dobra taktyka, myślimy podobnie, bo swego czasu też tak kombinowałam.

  17. mt

    Ja też bardzo chętnie usłyszałabym jakieś porady dla nauczycieli. Każdy wygląda, jak mu się podoba. Trudno jest bo
    – dzieciaki lubią modne stroje i wyraźne charaktery,
    – nigdy nie wiadomo z kim będziemy rozmawiać,
    – dość wygodnie by móc swobodnie dyżurować na przerwach.
    Nie wiem, nie wiem.

    • Zagatka

      Ja też bym chętnie poczytała o najlepszych strojach dla nauczycieli. U mnie w pracy pełna dowolność, jednak chciałabym wyglądać profesjonalnie, a jednocześnie bez nadęcia i wygodnie przede wszystkim.

      • kreska soft summer

        Może łatwiej sobie to wyobrazić od strony negatywnej? Podstawowa zasada: nie ubierać się seksownie do pracy. Żadnych mini czy dekoltów wielkich, nie pokazywać bielizny, nie odrywać ramion. Uczniowie zwracają uwagę na strój – a nie ma on grać pierwszych skrzypiec. Nie chodzi chyba nauczycielce o to, żeby podziwiali jej biust czy koncentrowali się na wyrazistej czy wydającej dźwięki biżuterii. A jeśli o to jej chodzi, to powinna przemyśleć, czy jej się miejsca nie pomyliły.

        • Lane

          Dobrze powiedziane. Nauczyciel moze pokazac charakter jak chce, ale musi tez zastanowic sie jak chce zeby dzieci go postrzegaly. Jezeli przyjdzie w dresach to dzieci inaczej beda go widzialy, jezeli zalozy marynarke do jeansow to inaczej. Ubranie powinno byc business casual lub casual. Buty powinny byc wygodne, moga byc na lekkim obcasie a moga byc tez balerinki. Mozna zalozyc swetr albo inne rzeczy ale nie zakladac dekoltow, mini, lub odkrywac ramion.
          Jezeli nauczyciel nie ma silnego charakteru lub charyzmy to ubranie to jeden z tych dodatkowych sygnalow ktore wplywaja na to jak jest odbierany. Jezeli nauczyciel nie ma dla siebie szacunku aby ubrac sie odpowiednie to jak moze oczekiwac ze dzieci beda mialy do niego szacunek?

  18. Angelika

    Podczas studiów licencjackich pracowałam jako hostessa/konsultantka kosmetyczna w różnych drogeriach, od „zwykłych”, po te „lepsze”, od past do zębów, przez kremy po ekskluzywne perfumy. Przy mniejszym prestiżu mogłam sobie pozwolić na jeansy, sportowe buty, rozpuszczone włosy + do tego koszulka firmowa, które bywały różne.
    Przy większym prestiżu wymogi były dość sztywne – czarne spodnie, ale nie rurki lub czarna prosta spódnica do kolan, czarne płaskie buty z zakrytymi palcami (nosiłam baleriny), koniecznie spięte włosy, jeśli kolczyki to dyskretne, naturalny delikatny makijaż (i nie mogło być ani za mocno, ani zupełnie bez), paznokcie albo niepomalowane, albo french albo lakier bezbarwny + koszulka firmowa, która była najczęściej czarna lub biała, jeśli było zimno to pod nią mogłam włożyć czarny długi rękaw. Taki uniform, ale dobrze mi się tak pracowało, nie musiałam się przejmować czy dobrze wyglądam ;)

  19. Margita

    Jestem prokuratorem i ubieram się do pracy w stylu buisness casual. Jestem w zawodzie od prawie 15 lat i kobiety ubrane odpowiednio do zajmowanego stanowiska mogłabym policzyć na palcach obu rąk niestety. U mężczyzn jest z tym trochę lepiej, ale też nie rewelacyjnie.

    • Magda

      Ojej ale masz robotę :) właśnie u facetów jest łatwiej bo nie wieszają (raczej) po sobie biżuterii, nie przepadają za pstrokatymi kolorami i chyba proste formy najbardziej im odpowiadają. Nie chce generalizowac, to moja subiektywna obserwacja.

      • Lane

        U panow chyba najwiekszy problem ze zle skrojonymi spodniami i wygniecionymi koszulami.

  20. Małgosia

    Dobrze, że poruszyłaś ten temat, Mario. Pod względem doboru stroju do okazji jestem bardzo pedantyczna i zawsze staram się wyglądać odpowiednio. Jakieś 97% osób wokół mnie (moje najbliższe otoczenie) zdaje się kompletnie ignorować najbardziej podstawowe zasady dotyczące stroju w danym miejscu i czasie. Mnie to mocno razi. Żyjemy w dziwnych czasach, kiedy nawet najbardziej niechlujny strój nazywany jest codziennym, casualowym. Takie powszechne niedbalstwo oparte na regule: taki mam styl, a tak naprawdę to mi się nie chce. Ja tego nie rozumiem i nie popieram.

    Co innego ubieranie się ładnie, ale niestosownie do okoliczności. Podczas mojej ostatniej sesji pani doktor przeprowadzająca egzamin była ubrana w biały t-shirt spod którego prześwitywał różowy biustonosz. Ja bym się spaliła ze wstydu wiedząc, że na mój dekolt patrzy ok. 300 osób. Natomiast strój Angeliny z drugiego zdjęcia jest podobnym do mojego codziennego looku na uczelni. Przy czym ja zakładam buty płaskie i staram się, aby było bardziej młodzieżowo. Od razu dodam, że występuję w roli studentki :-)

    • Inga

      Mam tak samo. Lubię się ubierać odpowiednio do okazji, ale wokół siebie ciągle widuję osoby ignorujące pewne reguły, bo „mają inny styl” lub „mamy XXI wiek i teraz już tak nie trzeba”.

    • Lane

      Studenci nie maja mundurka wiec nie powinnas narzekac, moze to Ty nie jestes ubrana stosownie skoro 97% studentow wyglada inaczej.

  21. Izabella

    Obecnie jestem na etapie poszukiwania pracy i w jednym miejsc, w które chciałam wysłać CV była informacja, że obowiązuje (w skrócie) taki informal. Nie było w tym nic dziwnego, w sumie trudno było by, żeby w takim miejscu obowiązywały inne standardy, ale ta informacja jakoś mnie na chwilę zmroziła. I trochę zaczęłam się zastanawiać nad przyszłością i nad tym, czy na pewno chcę spędzać (chociaż urywek) życia w miejscu, gdzie do końca nie będę sobą.
    Jestem jak najbardziej za przestrzeganiem zasad obowiązujących w ubiorze, czy to w pracy, czy na uczelni, w kościele, czy teatrze itd i sama zawsze staram się ich przestrzegać, ale ostatnio próbuję też przemycić wszędzie część siebie. Gdybym musiała pracować w miejscu gdzie obowiązuje konkretny, nie pasujący do mnie dress code, na pewno bym się go trzymała. Ale pewnie czułabym też, że to miejsce nie do końca dla mnie.

    • Lane

      Moj kolega pracowal w HR banku, mial dress code ktorego nie lubil, wiec zmienil na firme w ktorej dress code nie ma. Nie wiem jaki masz zawod ale idz popracuj w tej firmie (o ile Cie zatrudnia), zdobedziesz doswiadczenie i sobie zmienisz prace. Dress code moze byc wyzwalajacy. Jezeli wiesz ze wszyscy musza ubierac sie tak samo to pomaga zaoszczedzic czas i pieniadze na ubraniu.

  22. Ania

    Wydaje mi się, że garsonki na szczupłych osobach wyglądają sexi, natomiast na okrąglejszych postarzają. Takie są moje odczucia, dlatego w pracy i na co dzień chodze w jensach i sweterkach.

  23. Gillian

    A ja mam pytanie dotyczące rajstop. Jacyków w swojej ksiażce też obszernie porusza temat dress code’u, sztywnych zasad itd. i jedyna rajstopa, jaka dopuszcza, to jest cienka cielista, nawet zimą. Pytanie do osób, które w pracy muszą być mocno osadzone w dress codzie – jak sobie z tym radzicie? Czy do czólenek w banku nie zakłada się nigdy grubszej rajstopy? Jak to technicznie rozwiązać zimą, kiedy się np korzysta z publicznego transportu?
    Ja osobiscie nie znoszę marynarek i żakietów, więc cieszę się, że nie muszę ich nosić na co dzień ani od święta. Poprosiłabym jednak również o propozycje zastępstw – wyobrażam sobie sweterek z jakimś podkreśleniem ramion, zwlaszcza, że mam szerokie i lepiej wyglądam, jak je lekko podkreślę (w sensie „zaostrzę”), a nie zaokrąglę.
    Pół życia zawodowego spędziłam w fartuchu i to jest fajna opcja, zwłaszcza, ze dobrze skrojony fantastycznie podkreśla sylwetkę, nie deformuje jej. Kolory też są teraz możliwe wszystkie – odchodzi się od bieli, tak nietwarzowej dla wielu osób. Ja miałam jasnoszary z białymi lamówkami i wyglądał elegancko i świetnie pasował do mojego typu urody.
    I jeszcze jedna mała uwaga do jakiegoś wpisu wczeniej – wyrażenie „zmienić sie o 360 stopn” pozbawione jest logiki, bo to znaczy okręcić się wokół własnej osi i wrócić w to samo miejsce. Mówi się „zmiana o 180 stopni” :)

    • Biurowa

      Nosić ciepłe kozaki, zmieniać na czółenka w pracy. Innego wyjścia nie widzę, gdy się ma takie obostrzenia ;)

      • Anka

        Kozaki nie starczą. Muszą być jeszcze ciepłe gacie, żeby nie podwiało

        • kreska soft summer

          I te gacie w pracy ściągać i wkładać do torebki…
          Bardzo mi marzną uda i kolana, nie ma mowy żebym do spódnic w kolano nosiła w zimie cienkie rajstopy. Dojeżdżam pociągiem, marznę na dworcach, potem idę pieszo. Średnio mam nawet buty gdzie w pracy schować. A rodzaj pracy taki, że elegancka powinnam być.

          • Anka

            A nie ma możliwości trzymać eleganckich ciuchów gdzieś w pracy? A do pracy jechać w ciepłych spodniach, ubrana na cebulkę, dopiero w pracy się przebierać?

            • kreska soft summer

              Mam w pomieszczeniu w pracy biurko, półki otwarte na książki i szafkę, gdzie są kubki i kawa, z pomieszczenia korzysta kilka osób. Jest jeszcze stojak – wieszak na okrycia wierzchnie, mój szef tam czasem marynarkę trzyma. Nie wyobrażam sobie takiego przebierania w pracy, bo przeważnie biegnę z/na pociąg, więc nawet nie mam czasu.

              • Anka

                To pozostają tylko spodnie wełniane i rajstopy pod spód zimą :)

                • Lane

                  Rajstopy nie nosi sie pod spodnami, rajstopy nie grzeja tylko uciskaja i obnizaja krazenie przez co jest jeszcze zimniej. Sa przeciez specjalne kalesony/getry ocieplajace na zime. Polecam.

              • Lane

                Jezeli buty musisz zmienic to sobie pod biurkiem stawiaj albo do szuflady wloz. Rajstopy moga byc grube, jak jest bardzo zimno to przeciez jest najbardziej sensowne rozwiazanie.

    • KlejiKajli

      Słowo „rajstopy” nie ma odmiany w liczbie pojedynczej, tak jak słowo „perfumy”. Więc nie „jedyna rajstopa” a „jedyne rajstopy” ;-)

  24. Deva

    Mario, super, czy pomyslałabyś o książce o tym…. Wielu szefów z ulga zakupiłyby ją dla swoich pracowników. Mój znajomy ręce załamuje nad samowolką oitfitową w swojej firmie i zupełnie nie wie, jak poruszyć ten temat… Zdarzają się adidasy do plisowanych spódnic, przeraźliwe mini, baletki, wiszące poszarpane dżinsy i bluzeczki z nadrukami niemożliwymi. Firma jest consultingowa.

  25. pstra-matrona

    Poznałam kiedyś człowieka, który miał wytatuowaną twarz- był muzykiem- zapytałam, dlaczego to zrobił, odpowiedział mi, że po to żeby nigdy nie pracować w miejscu, które ograniczałoby jego wolność. Nie miałam wtedy za wiele lat, ale bardzo do mnie to przemówiło i myślę, że mój styl jest trochę takim tatułarzem na twarzy. Nie sądzę, żeby ktoś mnie przyjął do pracy nawet do sklepu nie mówiąc o jakimś biurze. Na szczęście mam świetną pracę, gdzie jest to atutem nie wadą. Nie uważam, że oficjalne stroje są brzydkie, wręcz przeciwnie bardzo mi się estetycznie podobają, ale zmuszanie ludzi do ich noszenia na konkretnych stanowiskach jest dla mnie obrzydliwe. Najbardziej mdli mnie jak widzę kobiety w wysokich obcasach do tych oficjalnych strojów. W jaki sposób idiotycznie, niewygodny but, którego jedynym celem jest uczynienie sylwetki bardziej sugestywną seksualnie ma wpłynąć na bardziej profesjonalny wygląd noszącej go osoby? Nigdy nie poszłabym do pracy, w której wymagają ode mnie noszenia obcasów, czułabym się jak prostytutka, chyba że mężczyźni również mieliby je nosić, albo byłaby to praca, w której istotnie chodzi, o to że mam być seksowna- tancerki w nocnym klubie czy hostessy. Mogłabym do pracy nosić garnitur, ale nigdy te idiotyczne przebranka dla kobiet. Ołówkowa spódnica? Cieliste rajstopy? Czemu to ma służyć? Na pewno nie skupieniu się na intelektualnych kompetencjach noszącej to osoby.

    • Anka

      No właśnie, zmuszanie do obcasów jest obrzydliwe. Nie wyobrażam sobie nosić szpilek do roboty, bo nie wolno mi ich nosić ze względów zdrowotnych chociażby. Szpilki deformują stopy nawet u zdrowych osób.

      • kreska soft summer

        No właśnie nie jestem pewna, czy szpilki są konieczną częścią wizerunku biznesowego? Obcas tak, ale nie za wysoki i przecież może być słupek. Nigdy w życiu nie nosiłam szpilek i nie mam zamiaru, bo mi zdrowie miłe. Obcasy to nie to samo co szpilki. 10-cm szpilka sie na pewno do pracy nie nadaje.

        • pstra matrona

          Ale tu chodzi bardziej o zasadę: dlaczego kobieta ma nosić do pracy buty na jakimkolwiek obcasie skoro mężczyzna nie musi a nawet nie powinien. Myślę, że wyobrażenie sobie korpopanów albo np posłów na tych nawet stabilnych 6 cm słupkach najbardziej oddaje kuriozalność tej sytuacji.

          • kreska soft summer

            Nie myślę tak. Równie dobrze mężczyźni mogli by się oburzać, że muszą krawaty (a kogoś to ściska i czuje się uwięziony), że muszą marynarki w upale, a kobiety mogą lżej się ubrać.
            Obcas dla mnie ma od 1-2 cm. Nie do pracy (zresztą nie wiem co czego, bo niewygodne dla mnie) są balerinki te całkiem płaskie. Tu są inne http://www.lady-and-the-dress.com/baleriny/

            • pstra matrona

              Ale krawat i marynarka nie eksponują seksualnych cech, tylko są innego rodzaju idiotycznym wymysłem. Obcas 1-2 cm jest normalny, w męskich butach jest taki sam, ale stewardessa do pracy takich butów założyć nie może.

              • kreska soft summer

                OK, stewardessą mnie przekonałaś – w tym sensie, że są takie zawody.

                • iwona

                  w stroju bardzo formalnym dla kobiet wymagany jest obcas 4-5 cm, nie mniej i nie więcej. Wyższe są na wieczór, a niższe to już strój tzw. swobodny.

      • Catty

        Co do butów na obcasie, mam taką samą opinię jak pstra matrona – pomijając względy zdrowotne, nigdy nie podobały mi się szpilki czy inne buty na obcasie, tak samo jak kobiece nogi w takich butach. I przypuszczam, że nie byłabym w stanie pracować w firmie, która wymagałaby noszenia obcasów :P Mam tylko problem, co zamiast nich założyć do spódnicy czy sukienki (w mojej pracy dżinsy są na nie, a materiałowe spodnie w kant to coś czego raczej nigdy w życiu nie założę :D). Kiedy jest zimno, wybór prosty – botki lub kozaki, kiedy gorąco – sandały, chociaż wolałabym nosić w pracy zakryte buty, a co pomiędzy? Szukałam balerin, ale na takie wąskie i nietypowe stopy jak moje, baleriny chyba nie istnieją :( Najczęściej kończyło się więc na tenisówkach, ale trochę mi się gryzą np. z rajstopami, spódnicą i bluzką z kołnierzykiem (na szczęście nie mam kontaktu z klientem ;)) Jakieś pomysły?

        • Lane

          Dlaczego materialowych spodni w kant nie zalozysz nigdy? Jest bardzo duzo spodni wygodnych i ladnych z kantem. Mozna kupic welniane, lniane, dziane, waskie, szerokie. Mozna miec czarne, szare, granatowe, lub nawet w kolorze, w kratke… bardzo duzo opcji tylko trzeba byc otwartym i szukac dobrze skrojonych spodni. Tak jak jeansy trzeba mierzyc i mierzyc az znajdziesz idealne tak samo z innymi spodniami.
          Ja tez butow na obcasie praktycznie nie nosze. Mam buty z 2-3cm obcasem i wiekszego juz nie zaloze. Mam tez plaskie buty, to znaczy takie z obcasem 1cm. Takie tez mozna nosic do spodni lub do spodnicy, musza miec tylko ladny fason. Polecam poszukac, nie musza byc to tradycyjne rozwiazania skoro takie najwyrazniej nie lubisz.

    • zagubiony omułek

      świetnie to podsumowałaś, mam takie same odczucia. słyszałam kiedyś od znajomego, że jego koleżanka pracuje w firmie, w której nawet latem kobiety muszą mieć zestaw spódnica+rajstopy, a w biurze jest oszklony sufit i temperatura dochodzi do 40 stopni – dodatkowo jest to praca typowo przed komputerem, bez kontaktu z klientem, każdy siedzi w swoim boksie i na dobrą sprawę nikt ich nie widzi w tych strojach. absurd.

  26. Anka

    Tak sobie myślę, że chętniej nosiłabym mundur niż dress code w pracy. Przy dress code trzeba kombinować, a ja nie lubiąc tego stylu nie miałabym na to ochoty. Na pewno lepiej czułabym się w mundurze policyjnym, wojskowym niż w mundurku korporacyjnym. Mundur przynajmniej jest oczywisty – wszyscy równi rangą mają taki sam.

    • kreska soft summer

      Trochę tak. Ale jak patrzę na poliestrowe i wyraźnie słabej jakości ubrania kolejarzy spółki, którą jeżdzę, to wolę kombinować.

  27. Ewa Wiktoria

    Podoba mi się styl biurowy, chyba każdy. Najbardziej smart casual. Jest to styl bliski temu, co noszę na codzień. W pracy noszę tzw.odzież medyczną (obecnie w różnych kolorach) plus crocsy. Rozumiem jednak, że dla osób ubierających się w innych stylach, taki biurowy może być męczarnią. To tak jakby mi ktoś kazał chodzić np. w boho.

    • Anka

      To ja! Twoje przeciwieństwo. Kocham boho + elementy eleganckie, męczę się w typowym stylu formalnym. Myślę, że to fajne, że się tak różnimy :)

      • Ewa Wiktoria

        Mi boho bardzo się podoba, ale na kimś. Do mnie po prostu nie pasuje. Czułabym się jak przebrana. Czasem patrząc na kobiety tak ubrane, zazdroszczę im, że ja tak nie mogę.

        • Anka

          Mi często podoba się nieskazitelna, minimalistyczna elegancja ze szczyptą nowoczesności, ale na kimś. Ja w takim stylu czułabym się przebrana, trochę jak dziunia jakaś, bo nie mam „eleganckiej duszy”. Natomiast stylu boho od stóp do głów nie mogę nosić, raczej elementy etno wplatane w proste kroje. Nadmiar mnie przytłacza, mimo, że jestem ciemną jesienią. Jak zakładam na przykład duży etniczny naszyjnik, to dobieram do tego prostą jednokolorową sukienkę, w miarę płaskie, nieformalne buty, ogromną torebkę. Według Kibbe jestem Dramatic Classic i w takich krojach wyglądam najlepiej, ale wewnętrznie nie lubię klasyki i muszę ją przałamywać elementami etno.

  28. Tofalaria

    Odprowadzałam ostatnio kogoś na Okęcie i widziałam śliczną dziewczynę chyba ze straży granicznej (oliwkowy kombinezon). Wyglądała zjawiskowo, aż się obejrzałam. Ładnemu we wszystkim ładnie. ;)

  29. Karierownia

    Dodam jeszcze z racji zainteresowania wizerunkiem i etykietą w biznesie: styl informal robi najbardziej profesjonalne wrażenie, a niektórzy uznają wręcz noszenie prze kobiety spodni i marynarki z różnych materiałów za poważną gafę. Warto pamiętać przy okazji bardzo, bardzo ważnych spotkań :)

  30. kwiaciarka

    Bardzo dla mnie bieżący temat. Zastanawiam się ostatnio nad najlepszym dress code’m w mojej pracy. To dość specyficzne miejsce: więzienie. Pracuję jako psycholog w bezpośrednim kontakcie z osadzonymi. Część kadry to pedagodzy i psycholodzy, część strażnicy, część administracja typu finanse, obsługa prawna. Administracja nosi umundurowanie zwykłe, strażnicy zwykłe lub polowe a kadra pedagogiczno-psychologiczna nosi się od buisness casual’u po casual. Występujemy więc w środowisku mundurowym, ale bez mundurów. Jesteśmy dla osadzonych ludźmi (teoretycznie) wspomagającymi ich zmianę. Przełożeni widzą nas czasami jako „urzędników państwowych” i oczekują czegoś na kształt buissnes casual. Mnie się wydaję, że to tworzyłoby zbyt duża barierę w stosunku do podopiecznych (ona musi być, ale nie za duża). Stawiałabym na smart casual. Dżinsy i marynarka, spódnica i sweter, koszula i spodnie. Chyba wykluczyłabym sportowe buty, rzeczy nazbyt kobiece czy świecące, kolorowe tipsy czy nadmiary biżuterii. Ale jestem ciekawa co Wy o tym myślicie.

    • Ewa Wiktoria

      Ja się zgadzam. Mam podobne odczucia, jeśli chodzi o ubiór w takiej pracy. Trzeba wytonować, ale nie wyluzować.

    • kreska soft summer

      Myślę, że dobrze kombinujesz. Rzeczy nazbyt kobiece nigdzie służbowo nie pasują, a zbytni dystans psychologowi też nie.

    • Lane

      Tez mysle ze dobrze myslisz. Jedynie nie nosilabym spodnicy do wiezienia.

  31. Cosima

    Mario, poradż proszę jak ubrać się na ważny ustny egzamin państwowy- czy akceptowalna będzie granatowa sukienka-tuba z białymi przeszyciami (długość trochę za kolano, dekolt bardzo skromny, żadnych koronek etc.) oraz granatowy żakiet? Czy konieczne są buty na obcasie (nie lubię, mam ewentualnie eleganckie buciki na niewielkiej koturnie- nosek do szpica i oczywiście zakryte palce i pięta- ale one są czarne)? Czy mogą być eleganckie granatowe płaskie buty? Czy rajstopy powinny być cieliste czy czarne? A może powinnam trzymać się zasad informal? Z góry dziękuję za rady :-)

    • Maria Autor wpisu

      Nie wiem co to za egzamin, ale jeżeli ubierzesz się elegancko i będzie widać, że się starasz dobrze wyglądać, to o wtopie nie ma mowy. Chodzi o to, żeby Twój rozmówca widział, że podchodzisz poważnie do sprawy, a sposób w jaki piszesz sugeruje, że tak jest. To co opisujesz wydaje mi się odpowiednie, buty oczywiście też, rajstopy cieliste bym założyła, jak najbliższe kolorowi skóry.

    • Lane

      Buty moga byc plaskie ale musza byc eleganckie i czyste, to najwazniejsze. To co opisujesz tez uwazam ze moze byc.

  32. kasia

    A ja uważam, że Clair Underwood wygląda genialnie i wcale nie nudno.

  33. Karolina

    Mario, szkoda, że dopiero dziś przeczytałam ten wpis!
    Od kilku lat prowadzę blog o swoich lekcjach (jestem polonistką). To dość niszowa twórczość, mimo iż nauczycieli mamy przecież tak wielu! Ostatnio, dość spontanicznie, zainspirowana sytuacją z życia wziętą, napisałam co nieco o stroju nauczyciela do pracy. Odzew przeszedł moje najśmielsze oczekiwania – na blogu i nauczycielskiej grupie na fb. Nauczycielki chętnie wypowiadały się na ten temat. Zapraszam do lektury tych komentarzy – warto! Sporo mówi się o ubiorze do pracy, mając na myśli – do biura. Natomiast o ubiorze nauczycielki/nauczyciela nie czytałam nic sensownego…
    Nie będę tutaj rozwijała tego tematu, gdyż myślę nad nim intensywnie, no i sporo o tym napisali sami zainteresowani. A może kiedyś przeczytam o tym i u Ciebie? :)

  34. Yennefer

    Ja pracuję na uczelni publicznej i noszę się w stylu smart casual. Jeżeli wiem, że będę miała jakieś spotkania i zebrania to wybieram strój bardziej elegancki, w stylu business casual. Teraz, gdy jestem w ciąży, ubieranie się stanowi dla mnie o wiele większe wyzwanie niż wcześniej ;) Ale jakoś daję radę, chociaż nie ukrywam, że pozwalam sobie na trochę więcej luzu w stroju, np. do codziennego ubrania dodaję elementy boho czy rockowe, bo są fajnym urozmaiceniem stroju, a nie chcę specjalnie na czas ciąży kupować nowych ciuchów, raczej staram się wykorzystywać wszystko to z mojej szafy, w co się jeszcze mieszczę ;) ;) ;) Na razie jakoś daję radę :D :D :D

    Jednak to co widzę na uczelni nie napawa mnie optymizmem. Coraz bardziej zanika umiejętność czy też poczucie ubierania się stosownie do miejsca i okazji. I to zarówno wśród pracowników, jak i studentów. U kobiet najbardziej rażą mnie cienkie leginsy przez które prześwitują niczym nie osłonięte pośladki albo zbyt seksowny i wyzywający strój, u mężczyzn niechlujny strój – powyciągane koszulki, podarte swetry, brudne spodnie, dresy… No i brak higieny osobistej, niektórzy ludzie po prostu śmierdzą :/ Przykre…, i bardzo niekomfortowe dla otoczenia…

    Pozdrawiam, Yenn

    PS. Mario, bardzo miło było mi Cię poznać i spotkać w poprzednim tygodniu :) Może kiedyś powtórzymy to spotkanie w bardziej zaplanowany sposób? :D :D :D

  35. fanka zielonej herbaty

    Nie jestem pracownikiem biurowym, wiec nie musze stosowac sie do wymagan rygorystycznego dress codu. Intryguje mnie jednak „smart casual”, bo to zwrot, z ktorym spotykam sie coraz czesciej. Mogloby sie wydawac, ze nie ma nic prostszego, niz ubrac sie wg. tych zasad, tymczasem okazuje sie, ze i tutaj czeka sporo pulapek.
    Niecierpliwie wygladam dalszego ciagu!

  36. Ginger

    Cześć, wiem, że nie na temat (no może troszeczkę), ale kupiłam taki płaszcz: http://www.promod.pl/kobiety/plaszcze-i-kurtki-puchowe/plaszcze-zimowe/welniany-plaszcz-damski-ciemny-bez-R3240049753.html i zastanawiam się nad odpowiednim szalem (niewełnianym). Jak myślicie, jaki kolor będzie pasował? Dodam, że mam rude włosy i w czerni przy twarzy nie wyglądam dobrze ;)

    • Ewa Wiktoria

      Ja do płaszczy w tym kolorze uwielbiam szaliki w angielską kratę. Może trochę oklepane, ale czy klasyka nie jest taka właśnie (kocham klasykę, żeby ktoś nie pomyślał, że to przytyk w jej stronę)?

  37. Pensjonarka

    kiedy chodziłam do pracy w mundurze muszę przyznać, że było naprawdę fajnie – nie musiałam się zastanawiać nad tym w co się ubrać :)
    teraz mam w pracy business casual i w sumie też nie narzekam, lubię klasyczne ubrania i dobrze się w nich czuję.
    Natomiast kiedy miałam codziennie na sobie mundur to były wytyczne odnośnie wszystkiego – koloru paznokci, makijażu, koloru rajstop, kolczyków, ilości pierścionków (2 pierścionki lub obrączka i pierścionek), klasyczny zegarek, żadnych bransoletek, łańcuszków (chyba, że ukryte pod ubraniem), klasyczne, gładkie, czarne, skórzane buty nie niższe niż 5cm i nie wyższe niż 9cm oficjalne a pokładowe nie niższe niż 2 cm i nie wyższe niż 5 cm. Do teraz pamiętam :) i szczerze mówiąc jak teraz patrzę na niektóre osoby u mnie w pracy (szczególnie w casual fridays, kiedy jest prawdziwa rewia mody…) to takie restrykcyjne zasady dotyczące ubioru są całkiem fajne, bo jak ktoś nie wie musi się po prostu dostosować.

  38. Gosia Brzóska

    W Polsce zawsze pracowałam w miejscach, gdzie obowiązywał najzwyklejszy smart casual, w jednej pracy też, a dodatkowym wymogiem była spódnica u kobiet i koszula u mężczyzn. Obecnie jestem w Anglii i zakładam do pracy rzeczy do znoszenia i buty magazynowe, a mój strój ozdabia żarówiasta kamizelka :D Robię wszystko co w mojej mocy, żeby ten stan rzeczy się zmienił, ale jak na razie bardzo mi brakuje wychodzenia do ludzi w ładnym ubraniu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

x