Poradnik

Precyzowanie stylu – część pierwsza (z dwóch)

Wiele razy pisałam o tym, że aby uzyskać spójny styl, niezbędna jest konsekwencja i odrzucanie kuszących stylowych alternatyw, niepasujących do nas. W wielkim skrócie powinno to wyglądać w ten sposób:

Na podstawie własnego gustu obieramy kierunek naszego stylu i konsekwentnie go realizujemy, opierając się kuszeniu przez inne style.

Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Jest tyle pięknych ubrań zarówno strojnych, jak i tych ujmująco prostych, co chwila pojawiają się różne pociągające trendy, kuszą nas kolory, które widzimy ładnie zaaranżowane na kimś innym, cudowne obrazki pobudzają naszą wyobraźnię przy okazji korzystania z internetu – ogromna ilość inspiracji zalewa nas codziennie na tyle skutecznie, że paraliżuje nas to przed wyborem tej właściwej, tylko naszej drogi. Jak to zrobić – jak obrać właściwy kierunek i nie oglądać się za siebie? Przedstawiam Wam skuteczną metodę, którą opiszę na swoim przykładzie, a która wcale nie jest trudna i rzuca światło na wiele spraw. Nazwałam ją: kluczowe pytania. A to dlatego, że polega ona na zadawaniu samej sobie właściwych pytań. Pozwólcie więc, że nakreślę Wam sytuację i precyzyjnie objaśnię, jakie to mają być pytania.

Ze swoim stylem jestem już na takim etapie, w którym do celu jest o wiele bliżej, niż dalej. Jestem w stanie wyodrębnić przynajmniej dwa swoje uniformy, mam wypracowany standard poniżej którego nie schodzę i mogę powiedzieć, że szukanie nowych rzeczy sprawia mi radość, bo wiem czego szukać. Zmieniają się warunki – waga ciała się waha, dochodzą co rusz nowe zakochania się w kolorach (teraz jak wiecie rządzi już bardzo długo zieleń), zdrowie czasem wymusza pewne zmiany, wyobraźnia dokłada nowych pomysłów itd. Ale ogólnie – kurs jest dobry. Mogę Wam więc powiedzieć, co było najtrudniejsze w dojściu do tego satysfakcjonującego stanu i co zrobiłam żeby to przezwyciężyć.

Otóż, podobało mi się tak wiele rzeczy, tak wiele haseł opisujących wymarzony styl byłam w stanie podać, że wydawało się to zbyt chaotyczne. Gdybym miała wszystkie pomysły realizować, nie wyszło by z tego nic spójnego. Wręcz mogłabym obdzielić stylem, który jest wypadkową tych pomysłów, kilka osób. Jak czegoś jest za dużo – inspiracji, pomysłów, wyobrażeń, haseł – to wychodzi z tego papka, a przecież chcemy niepowtarzalności, wyrazistości, konkretu. Trzeba było pozbyć się części tych elementów tak, żeby to, co zostanie było jak najautentyczniejsze i zarazem najbardziej pociągające (tak żeby nie żałować utraconych alternatyw).

Jeśli chcesz zdefiniować swój styl po prostu weź kartkę i długopis i pospisuj wszelkie hasła związane ze stylem, jakie tylko przyjdą Ci do głowy. Pisz tak, żebyś to Ty rozumiała, co masz na myśli, nie pisz pod kogoś. Wypisuj kroje, kolory, klimaty, osoby, filmy, kraje, trendy, muzykę – dosłownie wszystko, co Cię inspiruje. Stwórz taką naprawdę rozbudowaną listę rzeczy, które chciałabyś, żeby Cię wizualnie określały. Na tej liście będziemy bazować.jak znaleźć swój stylźródło zdjęcia: kaboompics

Oto moja metoda wypracowywania sobie stylu, bazując na stworzonej liście (będą trzy punkty):

1) Wyodrębniamy pewniaki

1) Każdy ma takie hasła opisujące styl, które są niezmienne. Takie, które są niepodważalne i którymi kierujemy się od bardzo dawna. Takie, które lubimy i których nie wyobrażamy sobie zmieniać. Te hasła nie muszą być zrozumiałe dla kogokolwiek poza nami. One określają nasze preferencje w bardzo stanowczy sposób. Przy zakupach, kierując się tymi hasłami, nawet kiedy na horyzoncie pojawia się coś pięknego, przeczącego tym hasłom, nie skusimy się na to. Te hasła w odniesieniu do nas są tak oczywiste, jak twierdzenie, że trawa jest zielona, a niebo jest niebieskie.

Przykład takiego hasła u mnie: ciemne kolory. U mnie zawsze ciemne kolory górowały nad jasnymi i nie wyobrażam sobie, żeby ta sytuacja miała się kiedykolwiek zmienić. Nie lubię jasnych kolorów i nie przepadam za nimi na sobie. To nie znaczy, że nigdy przenigdy nie założę nic jasnego. To znaczy, że na zakupach nie skuszę się na jasną rzecz, bo nawet jej nie zauważę. Nie ładuję energii w szukanie czegoś jasnego, bo tak bardzo lubię ciemne. Nie jest to nawet kwestią nielubienia jasnego, jest to raczej kwestia kochania ciemnego.

Kolejny przykład takiego stanowczego hasła, trochę trudniejszy i wymagający sprecyzowania, by ktokolwiek poza mną dobrze je zrozumiał: prostota. Tłumaczę to hasło na potrzeby wpisu, bo tak naprawdę to ma być zrozumiałe tylko dla mnie – nie ma potrzeby, by ktoś inny wiedział, co ja rozumiem pod pojęciem prostoty. Przesadne zdobienie na ubraniu nie jest u mnie mile widziane, a jeśli już się pojawi to nigdy nie będzie towarzyszyło innemu przesadnemu zdobieniu. Jeśli więc wzór, to konkretny, duży i nie zestawiany z innym wzorem. Jeśli falbanka to na pewno w towarzystwie czegoś gładkiego. Żadnych łączek, drobnicy, przesady w ilości biżuterii, zbyt dużej ilości kolorów w jednym stroju i makijażu. Prostota w tym sensie, że w skrajnym przypadku jakiegoś zdobienia, zostanie ono zestawione z czymś wyjątkowo nieskomplikowanym. Jeśli zdobień jest więcej niż dwa, moje samopoczucie dzieli się na dwa, jakbym znikała pod tymi zdobieniami. Ale z kolei fantastycznie się czuję, ubrana najprościej jak można i z jakimś wyraźnym akcentem w postaci biżuterii albo wyraźnego wzoru.

Mam więc coś w rodzaju zasad i się do nich stosuję (tych zasad jest jeszcze parę, ale we wpisie umieściłam dwie przykładowe). Ty na pewno masz też takie zasady, które są dla Ciebie często tak oczywiste, że nawet nie pomyślałaś o tym, by je formułować. Na swojej liście podkreśl więc te rzeczy, które są niezmienne i w stu procentach pewne. Te rzeczy zostają na liście.

Gdy wyodrębnisz te najważniejsze zasady, możesz zająć się tym, co zniekształca Twój styl. Mam tu na myśli wszystko to, na co nie możesz się zdecydować. Tym zajmiemy się w punktach drugim i trzecim.

Dalsza część tego wpisu ukaże się w przyszłym tygodniu, ponieważ chciałabym przeczytać Wasze szczegółowe odpowiedzi na temat każdego z punktów.

Pytanie dla Was: jakie są Wasze niezmienne hasła dotyczące stylu? Podajcie przynajmniej dwa przykłady takich pewniaków.

KOMENTARZE

  1. Wendy

    Myślałam, myślałam i wymyśliłam:) Ale trudno wybrać 2 przykłady pewniaków. Najpewniejsze z pewnych to:
    1. Forma – mam w szafie np. 3 identyczne w fasonie ołówkowe spódnice, 3 identyczne w fasonie narzutki (dłuższe, idealne do tych spódnic), kilka bluzek o tym samym kroju (model Lui firmy Babell – kocham!), 2 pary spodni w identycznym fasonie – wszystko różni się jedynie kolorem. Tak że bywam dość często ubrana w bardzo podobny sposób, ale w innych kolorach.
    2. Kolor – kolory ziemi dla stonowanej jesieni. Dodatkowo jeszcze czerń. Czerń jest elegancka. Ale nie czerń od stóp do głów (wyjątek: mała czarna). Czarna jest np. bluzka pod swetrem-narzutką. I buty muszą być czarne. Ubrania są w jednolitym kolorze, bez wzorów, napisów itp.

    A poza tym jeszcze: buty na obcasach, delikatne kolczyki i złoty łańcuszek.
    I zdecydowane nie dla: kołnierzyków, żabotów, falbanek, żakietów, spodni w kant, dużych kolczyków, jakichkolwiek wisiorków,naszyjników.

    To chyba tyle. Cieszę się mocno, że wreszcie poznałam swój typ kolorystyczny i znalazłam swój styl.
    A to wszystko dzięki Twojemu blogowi. Dziękuję:)

    • Martyna

      Fantastyczne są dla mnie takie same fasony, nigdy nie rozumiałam potrzeby różnicowania na siłę szafy (pytania: po co ci to, kiedy masz już podobne?). No ale właśnie o to chodzi! Tworzysz tym samym swój styl, to bardzo miłe kiedy ktoś mówi: o, to takie twoje, ten kardigan czy sukienka!

  2. Joanna

    No to u mnie będzie tak: lepiej mniej, niewymuszona elegancja, naturalność, french chic, odrobina tajemnicy, sukienki, nienaiwny romantyzm, autentyczność, spójność, nasycone kolory, pewność siebie, ubrana-nie przebrana, zadbana cera i paznokcie, lekkość i zgrabność formy, umalowane usta, zaznaczona talia, rzeczy dopasowane-nie obcisłe, jedwab i wełna, klasyka z oryginalnym akcentem, równowaga.

  3. Sen Katarzyny

    Od dawna zbieram sobie te pewniaki i cały czas lista była dziwnie długa i nieskoordynowana (Włóczykij, lato w Prowansji, laska z irlandzkiego pubu, edgy professional i wiele innych), ale teraz mnie olśniło i już wreszcie WIEM. A wiem, że wiem, bo te pewniaki to nic innego jak istota mojej osobowości, czyli:

    1. spokój
    2. siła

    Ubraniowo to się przejawia przeróżnie. Gust ewoluuje, zmienia się moda i inspiracje, oswajam różne kroje i kolory, ale teraz wreszcie widzę tę nić przewodnią.

    Przykładowo:
    1. spokój: jasne neutrale, miękkie tkaniny, klimaty z domku w lesie, delikatny makijaż, wygodne ubrania, nic nie powinno drapać, ani cisnąć, naturalne tkaniny (ale drapiąca wełna, to już wielki niepokój), cisza, trampki, zamsz, w podstawówce sztruks i haftowane bluzki, zwiewne sukienki i spódnice, mgły, chodzenie po górach, wczasy pod gruszą, spacery z psem, ubrania w kratkę, wełniane skarpetki, rozpuszczone włosy

    2. siła: czarne botki na obcasie, rurki, kurtki skórzane i dżinsowe, ołówkowe spódnice, męskie koszule, idealnie leżące sukienki, mocno wytuszowane rzęsy, gładko sczesane włosy, zestawy monokolorystyczne, czerń, butelkowa zieleń, nonszalancja z nutką arogancji (a la Russel Crowe w „Dobrym Roku”), buty, które pozwalają na szybki krok, ubrania, które dają mi pewność siebie, dobra jakość, wielkie miasto, szybka jazda samochodem, jazda rowerem w obcasach.

    Zestawy, które faktycznie zakładam, zazwyczaj czerpią z obu tych nurtów, więc – mam nadzieję – nie wyglądam chyba aż tak schizofrenicznie :D

    Pozdrawiam, Mario! Świetny wpis i bardzo inspirujący blog – jest ze mną od dwóch lat i wieeele dał mi przemyśleń :)

    • Ax

      Fajne połączenie!

    • Martyna

      Fantastyczna esencja stylu!

  4. maja

    „iriscendent effect
    „kroje „maly chlopiec”, „niepowazny mezczyzna”
    „czystosc

  5. Gosia Brzóska

    Bardzo fajnie, że zamieściłaś taki wpis. Miałam już listę skojarzeń, ale jest chaotyczna. Brakowało mi wyodrębnionych haseł opisujących wszystko razem. Wybieram ubrania instynktownie. Mój mąż mówi, że jeśli nie potrafi się czegoś wytłumaczyć, to się tego nie rozumie, a ja się z nim zgadzam. Myślałam przez kilka dni, od kiedy przeczytałam Twój wpis i na razie przyszły mi do głowy dwa uniwersalne hasła:
    1) Wyrazistość – fasony klasyczne, często związane z le chic a la francaise. Takie, które może nosić zarówno mężczyzna jak i kobieta, nie licząc bluzeczek, sweterków i sukienek, które zresztą też nie mogą być zbyt słodkie. Wyrazista jest dla mnie elegancja i prostota. Na wyrazistość stroju składa się biżuteria: mała lub duża, ale prosta. Wzory nie są dla mnie wyraziste; nawet za jednym malutkiem wzorkiem czuję się schowana.
    Wyraziste są mocne kolory. Mocna jest dla mnie biel, mocny i jasny jest dla mnie ciemny róż, bo rozświetla moją twarz i ożywia strój. Wyraziste są dla mnie wszystkie kolory lata, bo chociaż przyszarzałe, to rozświetlają moją cerę. Mogę założyć szare spodnie, fioletową bluzkę i szary płaszcz, ale do tego muszę mieć mocny szal, czarne buty i czarną torebkę. Smutny strój nie jest wyrazisty, więc ożywiam go mocnym kolorem (przykładowym różowym szalem). Wyrazisty strój składa się co najmniej z dwóch kolorów, ale zbyt wiele kolorów też go rozmywa. Dla mnie nie jest wyrazisty strój złożony z samych ciemnych albo samych jasnych kolorów. Jeśli biała sukienka, to z mocną biżuterią albo okularami przeciwsłonecznymi. Jeśli szare spodnie i płaszcz, to tylko biała koszulka i mocny szal. W wyrazistości zamyka się kolejne pojęcie:
    2) Czystość – nie ma czystości bez wyrazistości, nie ma wyrazistości bez czystości. Czysty strój jest zbudowany z prostych fasonów, wyrazistych kolorów i odpowiedniej biżuterii. Kolory nie mogą poszarzać mojej cery, bo nie będę wyglądać czysto. Czyste są dla mnie ubrania wygodne, uszyte z oddychających i przyjemnych tkanin, bo w innych się pocę, męczę i nie czuję się czysto. Czysty jest dla mnie prosty i nieprzesadzony makijaż, włosy niefarbowane lub farbowane na „naturalny” kolor (czyli taki, który gdzieś na świecie komuś na głowie wyrósł). Pielęgnując ciało robię to przede wszystkim dla czystości: czysta cera, czyste i błyszczące włosy, nawilżona i jędrna skóra jest dla mnie bazą czystego i wyrazistego stylu.
    Z niecierpliwością czekam na kolejny wpis i pozdrawiam Marię oraz wszystkie czytelniczki :)

  6. pilar

    U mnie to miks:
    1) french chic/gamine
    2) orient/safari
    Takie połączenie pozwala na dużo i jest bardzo moje.
    Coś jak tu: http://ubierajsieklasycznie.pl/wp-content/uploads/2013/09/styl-audrey-hepburn.jpg

  7. Ax

    Moje pewniaki to np. kolory jasne i średnie (mimo tego, że mam czarny płaszcz , czarne spodnie, buty i dodatki jednak czerń nie jest głównym elementem mojej garderoby);Wzory: Unikam pasków i dużych roślinnych wzorów (te roślinne nie pasują do mnie i się w nich źle czuję, mimo, że na innych często bardzo mi się podobają).

  8. Zuzanna

    Chciałabym tylko dodać od siebie mała rade, która w moim przypadku byla strzalem w 10. Już dawno próbowałam, tak po prostu, siąść i spisac cechy mojego stylu. Wbrew pozorom okazało sie to bardzo trudnym zadaniem. Byly spore różnice między tym, co mi sie podoba ogólnie, najlepiej na kimś innym a tym, co sama najchętniej nosze, jak wygladam na codzień. Co mi pomoglo? Jak pewnie wiele dziewczyn, kolekcjonuje inspirujace obrazki z internetu. Kolekcjonuje, za duże słowo. Po prostu, kiedy widze jakiś obrazek, jakaś stylizacje, zdjecie dziewczyny na ulicy, na widok której myśle, że to jest takie ‚moje’- ciach, zapisuje.
    Pewnego dnia otworzyłam folder i zdjecie po zdjeciu przegladalam i zapisywalam jedno-dwa słowa, które najlepiej opisywaly przedstawiony na nim styl. Po kilku zdjęciach dostawialam kolejne kreseczki do najcześciej powtarzajacych sie pojec. Tym sposobem porownalam to, co mi sie wydawało, że wiem o własnych preferencjach z tym, co wybieram intuicyjnie i co rzeczywiście najbardziej do mnie pasuje.
    Polecam taka zabawe. Pozdrawiam, Zuza

    • Martyna

      Ja tak samo! I bardzo dobry efekt to dało, bo oprócz zapisywania po jakimś czasie również przeglądałam moje zasoby i szybko byłam w stanie wyodrębnić co było „zachcianką”, chwilową fascynacją spowodowaną korzystnym zdjęciem, a jakie są stałe elementy przewijające się w moich znaleziskach.

      Kiedyś, pamiętam, zrobiłam całą tabelę z inspiracjami i próbowałam na tej podstawie wyodrębnić co jeszcze powinnam sobie kupić żeby zbliżyć się wyglądem do dziewczyn podziwianych na zdjęciach – nie była to dobra metoda ;)

  9. Sylvia

    1. Wygoda. Niekrępujące ruchów fasony blisko ciała.
    2. Wysoka jakość, dobre naturalne materiały.
    od lat szafa pełna takich samych ubrań, podobne kolory i fasony. Jakoś samo wychodzi. Idę po coś do sklepu i wracam z nowszą wersją ulubionego ciucha nawet jeśli w założeniu miało to być coś innego.

  10. Derekcja

    Mokasyny z grzywką, krótkie paznokcie, białe półtrampki (tego lata testowałam rozmaite i jednak naprawdę uniwersalnie, ponadczasowo i na zasadzie „codzienne ubranie” czuję się w białych. Zresztą rozpracowałam, dlaczego Conversy nie są dla mnie wygodne i wydają mi się przereklamowane), zamsz, wełna – dzianina, ołówkowe spódnice, fryzura (bardzo konkretna, wszyscy ci styliści fryzur nie są mi w stanie od chyba 15 lat zaproponować nic lepszego), bluzki koszulowe bez kołnierzyków, kowbojki o wysokości sztybletów, małe dekolty, elementy militarne (bojówki, kurtki jak na poligon), mały skórzany plecak miejski (wyhaczyłam taki, który wygląda ze wszystkim idealnie, w sumie lepiej niż niejedna torebka), markowy zegarek (bez niego czuję się goła – damski, złoty, z prostokątną kopertą), ten sam pierścionek od Byczewskiego noszony już chyba ze 20 lat, rękawy ¾ i 7/8 (jak są normalnej długości to i tak podciągam jak chłop idący z kosą w pole), trzewiki do kostki Birkenstocka (z chwilą ich założenia nic już nie jest takie samo), rozpinane swetry (do kości biodrowej lub do pół uda), kurtki dżinsowe w nietypowym kolorze (Nigella Lawson często występuje w podobnych), spódnice do pól łydki, w sezonie jesienno-zimowym coś w rodzaju tiszerta czarnego lub granatowego z długim rękawem – absolutna baza. Jeśli coś uciska w pasie lub poniżej – odpada. Wygoda. Ciepło. Jak najmniej warstw. Od roku przymierzam się do kupienia walonek Zdar – mają zaporową cenę, w sumie zniechęca mnie kupowanie przez Internet (chodzę dużo z psem, dla którego śnieg jest substancją psychoaktywną, a jednak cieplej w nogi niż w walonkach w niczym nie będzie).
    Kontrapunkt. Kolory – róż, amarant, czerwień, biel. Asymetria. Fasony – spódnica gotycka od Laury Ashley – czarna, z irlandzką koronką, lejąca się z bioder, kurtka zamszowa jak zdarta z Indianina, mokasyny z frędzlami, biżuteria, perfumy, czarna spódnica z Solara z oczojebnymi elementami (z czasów, kiedy Solar trzymał jakość). Czasami jedynym kontrapunktem są ekstrawaganckie buty.
    Najbardziej komfortowy, codzienny strój to dla mnie taki, który założyłabym na pierwsze spotkanie z obcą kobietą (mam koleżankę, która na damski wieczór przychodzi obwieszona biżuterią, z dekoltem do wzgórka łonowego, zlana perfumami do niemożliwości i z rzęsami à la Rogaś z Doliny Roztoki. Strzeż mnie, bogini, przed czymś takim).

    • mary

      Mozna gdzies Cie ogladac/czytac? Jestem pozytywnie oszolomiona tym opisem! :)

  11. Gosza

    hmm prostota to raz, ciemna góra jaśniejszy dół, niezadęcie…

  12. Martyna

    (styl)
    Naturalny styl – ale bez frędzli, zamszowych kamizelek i łapacza snów, są zbyt dosłowne, choć uwielbiam na innych – prosty, przywodzący na myśl naturę. Bezwysiłkowy, łatwość łączenia ubrań. Minimalistyczny z akcentem na naturę. Antystyl – plastikowe disco, brokat, neony i cekiny.

    Skojarzenia: las, spacer, jeziora, rzeki, łąka, piknik na kocu, podróż pociągiem i podziwianie widoków za oknem, mgła nad jeziorem, spacer z psem po lesie, grzyby, ognisko. Kubek herbaty, drewniany domek, książka, pachnąca świeczka lub kąpiel, relaks, ubranie jako coś przyjemnego. To kojarzy mi się najpiękniej i to chciałabym, aby ubranie mi przypominało – nie mam na myśli przebrania się za leśnego stwora, ale drobne akcenty.

    (kształty)
    Lekkość. Fruwające, lekkie, lejące materiały (wiskoza, modal), takież kardigany, szale, topy, najlepiej powiewające w okolicach bioder. Miękkość materiałów, dużo swetrów.

    Sylwetka maksymalnie zmiękczona, ewentualnie miękka + dobry fason płaszcza (płaszcze!) nadający formę. Podwinięte rękawy, delikatność. Kaszmiry, wełna, rzeczy przyjemne w noszeniu. Zbluzowane topy. Dopasowane doły. Swoboda ruchów, wygodne buty zapewniające stabilne i szybkie przemieszczanie się. Żadnych kołnierzyków, stójek – nigdy, tym samym rezygnacja z klasycznych koszul, kołnierze uwielbiane jedynie w płaszczach. Pięknie podkreślony kształt biustu pod bluzką, ładnie zaznaczone pod ubraniem pośladki, ale nigdy obcisłości.

    (kolory)
    Wszystkie odcienie szarości. Granat. Niebieskości. Może trochę różu, fioletu bądź ukochanej morskiej zieleni jako akcent. Stonowane, raczej ciemne.
    Wzorów – brak. Jedynie kwiaty, łączka, ale na ciemnym tle lub motyw liści. Paski i krata zbyt “sztywne”, nie mają tej miękkości i lekkości – może to zmieni się z czasem, bo podobno odmładzają. Olbrzymia słabość do folkowych wzorów i haftów. Nigdy czerń przy twarzy, a jeśli się zdarzy obowiązkowo z rozświetlającym srebrnym naszyjnikiem.

    (uniform)
    Czarne rurki + czarne botki + dowolna góra. Czarne rajstopy + czarne botki + dowolna sukienka. Oraz ulubiony + stonowane ubranie pod spodem + kardigan. Latem praktycznie to samo, jednak buty cieliste i brak rajstop.

    (dodatki)
    Skóra. Skórzana torebka i skórzane buty. Biżuteria tylko srebrna. Drobny błysk, bardzo subtelny, drobne bransoletki, które nadają błysku, ale żadnej tandety i cekinów. Ozdoby skromne. Wyraziste: dwa etniczne naszyjniki lub kawałek drewna na metalowym łańcuszku. Pięknie starzejąca się skóra, pięknie starzejące się jeansy. Paski też znoszone, wyrobione na szlufkach. Szale, oczywiście luźne, miękkie i lejące się.

    (makijaż)
    No make-up make-up na co dzień, czasami dopracowany do perfekcji, by wyglądać najkorzystniej jak to możliwe bez efektu maski, delikatność, rozmyte linie (żadnych eyelinerów, ostrych krawędzi). Raczej róże do policzków, delikatna kreska, ale już mocno wytuszowane rzęsy. Kobiecość i walka o świeży wygląd.
    Włosy falowane, roztrzepane, nigdy na gładko, wystające kosmyki i baby hair dookoła głowy, włosy zawsze upięte.
    Typ chłodne lato.
    Zapach leśny, naturalny, kwiatowy, uniseks – ostatnio Florabotanica. Czasami In2U lub Paris Balenciagi, bo przypominają męskie.

    Świeżość. Miękkość. Prostota.

  13. Joanna

    Mój sposób krok po kroku : 1. Wybrałam ulubione ubrania, w których wyglądam dobrze, czuję się komfortowo i były często w użyciu. 2. Podzieliłam je wg tematów. Tematy te mają robocze nazwy, (nazwy firm to tylko luźna inspiracja) np. „Wojsko i safari”, „Angielska wieś – Ralph Lauren”, „czerwień-granat-biel – Hilfiger”, „bladości -beże-róże”.
    3. Wpisałam do tabelek. Tabelki składają się z części letniej i zimowej, oraz mają kolumny na to co już jest kupione i z tym czego brakuje.
    W zasadzie jak coś chcę kupić to zastanawiam się do jakiej grupy może należeć, żeby wiedzieć z czym będę łączyła tę nową rzecz. Nie jest to całkiem spójna szafa, raczej ma kilka grup, ale niektóre rzeczy nie potrzebują być szczególnie dopasowane do jakiegoś stylu (np. letnie sukienki), a niektóre potrzebują być w zestawie. Zrezygnowałam całkiem z polarów (na rzecz wełnianych swetrów i marynarek), „adidasów” (ale kupiłam wysokie kalosze na deszcz), spodni dresowych (dżinsy są wystarczająco przeciętne), kurtek przeciwdeszczowych sportowych (kupiłam stylowy sztormiak ze sznurkami i drewnianymi kołeczkami). Większość moich rzeczy to ubrania codzienne, bo większość życia to zwykłe dni. Jak się człowiek uprze to się da: udało mi się np. kupić „planowane” klasyczne czarne oficerki ze skóry (włoskie) za mniej niż 150zł w internetowym sklepie z obuwiem dziecięcym. Dużo ubrań kupuję w SH ale tam też trzeba kupować rozsądnie.

  14. Olga

    Niebardzo lubię pisać na facebooku, więc napiszę tutaj a propos zieleni i tego, co do niej. Wydawało mi się zawsze oczywiste, że złoto, dopóki (zaledwie wczoraj) nie zobaczyłam tego w salonie Kruka: http://wkruk.pl/kolczyki/kolczyki-vocalise-w-kruk,id-70893. To stara kolekcja, więc pewnie nie odkrywam Ameryki, ale postanowiłam podzielić się z panią i czytelniczkami:) Są nieziemskie.
    Pozdrawiam

  15. Joanna

    Mario, zrobiłam to ćwiczenie i okazało się niespodziewanie głębokie, jak tak podłubać chwilę. Wyniknęły mi tylko dwie sprzeczności (co mnie cieszy) i mam taki wniosek, że sprzeczności w preferowanym stylu są odbiciem konfliktów wewnętrznych. Rozłożyłam to sobie na czynniki pierwsze i wiem, co mnie w tych konkretnych sprzecznościach pociąga i co z nich wybrać, żeby to było bardziej „moje”. Może nie do końca o takie wnioski Ci chodziło, ale ja mam terapeutyczne skrzywienie zawodowe i widocznie musiałam w ten sposób :) Wnioski bardzo cenne!

    • Joanna

      Aj, miałam zamiar to napisać pod wpisem ze sprzecznościami… Szkoda, że nie można edytować.

    • Maria Autor wpisu

      A możesz troszkę uchylić rąbka tajemnicy, co konkretnie takiego wyszło?

  16. Pingback: Przekrój listopada

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

x