Pewnie każda z nas ma takie swoje kosmetyczne pozycje, które od lat pozostają niezmienne albo są takimi pewniakami, że w różnych sytuacjach do nich często wracamy. Chciałam Was dzisiaj zachęcić do tego, żebyście podzieliły się nazwami takich produktów, a ja z chęcią pokażę Wam swoje kosmetyczne hity. Bardzo proszę, by w komentarzach nakreślić również, dlaczego dany kosmetyk tak na Was dobrze działa. Np. w przypadku podkładu, zaznaczyć jaką macie skórę, bo może dany produkt nie nadawać się dla kogoś o skórze innego rodzaju niż Wasza.

Mam sporo kosmetyków, które lubię, ale te trzy po prostu kocham.

Dwa z moich trzech hitów odkryłam stosunkowo niedawno, natomiast jeden z nich znam już od lat i jak do tej pory nie trafiłam na nic, co mogłoby z nim konkurować. Zacznijmy.tusz do rzęs lancome

Podkład Revlon, Nearly Naked, odcień Vanilla 120

Raczej nie czułam nigdy potrzeby, by używać podkładu. Byłam przyzwyczajona do kolorytu swojej skóry na twarzy, ale pamiętam, że pod którymś ze starszych postów, ktoś mi napisał, że twarz za bardzo się odcina od reszty ciała i że źle dobrałam podkład. A byłam na zdjęciu bez jakiejkolwiek tapety 🙂 Po prostu moja twarz jest różowa, szyja żółta, a reszta ciała ma odcień, który określiłabym jako oliwkowy.

Gdy zaczęłam na instagramie dobierać szminki do typów urody, uznałam, że trzeba ujednolicić kolor ciała, zakryć niedoskonałości tak, żeby szminki były na pierwszym planie. Więc znalazłam dla siebie podkład, co nie było wcale takie proste.

Miałam dwa warunki, które musiał spełniać ten kosmetyk i wiedziałam, że tutaj kompromisów nie będzie.

1) Podkład musi być lekki, wręcz niewyczuwalny. Jakakolwiek tapeta odpada.

2) Podkład musi mieć kolor dokładnie taki, jak ma moja szyja (nigdy, przenigdy nie będę pokrywać szyi podkładem)

I znalazłam, po wielu próbach, właśnie ten Revlon, który te dwa warunki spełnia. Chciałam na początku iść w kierunku kremów BB, ale większość z nich wyglądała na mojej twarzy pomarańczowo. Nearly Naked natomiast jest leciutki, nie ma żadnego problemu z nakładaniem (używam gąbki) i zlewa się idealnie z szyją, więc mogę nakładać go tylko na twarz.

Tusz do rzęs, Lancome, Hypnose Custom-Wear Volume

Niektóre tusze są ordynarne – nie cierpię tego. Nie cierpię sklejania rzęs i grudek na szczoteczce, lubię za to rozczesane, długie rzęsy, wyglądające jak u człowieka, a nie u lalki. I zazwyczaj nie ma aż takiej tragedii, gdy się używa drogeryjnych tuszów, ale jak się przerzuci na ten najlepszy, to później trudno zrezygnować z takiego standardu. Pamiętam, że pierwszy raz doceniłam Hypnose, oglądając zdjęcia z jakiejś imprezy. Ktoś zrobił mi zdjęcie „od dołu”, gdy patrzyłam w górę i to było WOW. Rzęsy wyglądały bardzo subtelnie – jak piórka, ale były długie i ładnie podkręcone. Byłam oczarowana, żaden tusz potem nie dał mi takiego rezultatu.

Szminka w kredce, Golden Rose Matte Crayon nr 08

Moja ulubiona szminka. Po pierwsze kolor jest idealny – ciemny róż, trochę podchodzący pod fiolet, ale w zależności od intensywności aplikowania można uzyskać naturalny albo dramatyczny efekt. Po drugie forma kredki pozwala się bardzo łatwo i precyzyjnie pomalować. Po trzecie matowe wykończenie, które dla mnie jest najkorzystniejszym – w błyszczykach wyglądam trochę „płasko”. I do tego świetna cena. Na co dzień używam tej szminki zamiennie z odcieniem nr 10. W dziesiątce jestem taka spokojna i naturalna. W ósemce żyleta 🙂

Wasza kolej. Proszę o Wasze hity, piszmy o kosmetykach kolorowych. Pamiętajcie, żeby dodać kontekst. Jeżeli polecacie szminkę, opiszcie w skrócie, że jesteście delikatną blondynką, macie piegi, lubicie siebie w błyszczyku itp.