Inspiracja

Moodboard nr 12/2016 – Esencja

romantyzm

Źródło zdjęć: lookbook Ulyana Sergeenko Haute Couture SS2013 (zdj. Nick Sushkevich),  Sesja dla magazynu Lula FW2012 (zdj. Ellen von Unwercht), kampania Valentino FW2013 (zdj. Inez & Vinoodh), Pieter Claesz - Martwa natura z książkami i palącą się świecą (1627), perfumy, wzorzysta sukienka, półbutybotki, biała sukienkaczarna sukienka, granatowa sukienka

Nie jest mi wszystko jedno. Im bardziej dbam o to, żeby w swoich oczach wyglądać dobrze, tym bardziej siebie lubię. Doceniam każdy mały kroczek. Dla mnie założenie ładnej sukienki, mocniejszy makijaż, wyciskanie jeszcze więcej ze swojego stylu jest odnajdywaniem prawdziwego siebie. Dochodzeniem do esencji siebie. Moja esencja jest na pewno ciemna.

Jaka jest Twoja esencja?

KOMENTARZE

  1. Riverina

    Mario,
    ten dobór ubrań wygląda tak, jakbyś Ty się nie z tej epoki w dzisiejszych czasach znalazła 🙂

    • Maria Autor wpisu

      Inspiracja zawsze jest ostrzejsza niż rezultat, ale faktycznie, tutaj to puszczenie oka do bardzo dawnych czasów 🙂

      • wczerni

        Suknia Ulyana przypomina mi suknie z lat 30′ dziewiętnastego wieku.

      • Alex

        bardzo mi się podoba twój styl, coraz bardziej 🙂

  2. Aldona

    Przepiękny moodboard! Taki mroczny, kobiecy i jak dla mnie seksowny. Mogłabym założyć praktycznie wszystko z niego, łącznie z perfumami.
    Moja esencja? Kobiecość (sukienki, perfumy, makijaż, pomalowane paznokcie).

    • Maria Autor wpisu

      Super, to znaczy, że naprawdę lubimy podobne rzeczy. Taka sylwetka w zasadzie wydaje mi się bardzo prosta do zrealizowania – sukienka i botki na obcasie, do tego to się sprowadza, ale już dodanie odpowiednich perfum, gładkich włosów i mocnych ust może taki zestaw podkręcić.

  3. Madzia

    Skradłaś moje serce tymi sukienkami! Są piękne 🙂

    • Maria Autor wpisu

      Myślę, że każda z osobna wydaje się w miarę niewyróżniająca, no może oprócz białej, ale zestawione razem mają powera.

  4. Ewa Wiktoria

    Mogę się podpisać pod Twoimi słowami. Wygląd nie przyćmiewa mi wszystkiego, ale bardzo lubię tę sferę życia. Dodaje smaku. Moja esencja to ciemna, trochę surowa kobiecość. Moodboard świetny, a czarna, koronkowa sukienka jest fantastyczna.

    • Maria Autor wpisu

      To fajnie, teraz dopiero zdałam sobie sprawę, że przecież to jest koronka, a ja nie lubię koronek… Haha, najwyraźniej w tej sukience mi to wcale nie przeszkadza.

  5. Dordor

    Moja ciemna, ale z mocnym, czerwonym akcentem. Ten czerwony to taki mój kolor. Jak chcę zrobić dobre wrażenie, to zakładam czerwony żakiet lub sukienkę:)

    • wczerni

      Bardzo lubię czerwony, ale to trudny kolor. Wygląda pięknie ze złotem, z nagą skórą, ale już we wszelkich połączeniach, może poza beżem, mi nie pasuje. Z czernią zbyt ciemny, z bielą jak polska flaga. Ewentualnie z granatem i bielą. Ewentualnie. Do czego zakładasz czerwień?

      • Dordor

        Czerwień z bielą kojarzy mi się dokładnie tak samo, jak Tobie – z flagą 😉 Więc takie połączenie stosuję tylko wtedy, gdy te kolory nie są w podobnej ilości. Może być biała bluzka przy zapiętym żakiecie i ciemnych spodniach. Bardzo lubię styl marynarski gdzie czerwony łączę z granatowym dołem i bluzką w paski. Lubię też ciemny fiolet + bordo. Czasami w lecie zdarzało mi się łączyć czerwień z pomarańczem lub zgniłą zielenią. Poza tym czarny i szary jako kolory bazowe też dobrze się noszą razem z czerwienią. No i czerwień solo na sukience. Czasem, ze złotą biżuterią a czasem ze srebrną z kryształkami/perłami. Często w mojej szafie goszczą też czerwone dodatki – buty do granatowego płaszcza, szalik i czapka na zimę, czerwony pasek jest fajnym akcentem, a kolczyki z koralem często ubieram do ubrań z nutką folkową (np. z haftowanymi kwiatami).

        • wczerni

          Dodatki bez problemu, łączą się świetnie:) Gorzej z ubraniami. Ale to też pewnie kwestia typ urody. Czerwień z czernią mnie przytłacza. Czerwień solo i czerń solo już nie. Czerwień z pomarańczem?:) I ja to wyglądało? 🙂

          • Dordor

            Kwestia urody – dokładnie! Mnie żywe kolory rozświetlają. Co do połączenia czerwonego z pomarańczem – proszę bardzo: beżowe spodnie, pomarańczowy t-shirt z dekoltem i czerwony (taki stonowany) kardigan. Dobrze się w czułam, choć po redukcji szafy zostały mi jednak same neutralne t-shirty;)

            • wczerni

              Beż chyba trochę tonował całość:) Miałam wykładowcę, który zakładał właśnie np. czerwone spodnie do kolan, pomarańczową koszulkę, a do tego zielone skarpetki;) To już było za dużo.

              • Dordor

                Dla mnie spodnie do kolan u wykładowcy to już za dużo 😉

        • kreska soft summer

          Czerwień najbardziej mi do szarości pasuje – w wersji stonowanej. W szalonej – z fioletem.

          • natlik

            Dla mnie latem bardzo fajne połączenie stanowiła czerwień z błękitem, ale nie takim rozbielonym, lecz dość intensywnym, czystym.

            • wczerni

              To jest właśnie takie połączenie, które bije mnie po oczach. Na mnie, nie na kimś 🙂 Nie jestem w stanie znieść na sobie więcej niż jednej intensywnej barwy, a i czerwień i blękit są intensywne. Dlatego zawsze łączę takie kolory z „tłem” czernią, bielą, ew. beżem, granatem, szarością.

              • Ewa Wiktoria

                Też znoszę na sobie tylko jedną intensywną barwę. Tylko u mnie, na ogół, reszta cała czarna.

                • natlik

                  Ja natomiast muszę przyznać nieśmiało, że latem takie połączenia kolorów jak czerwień+błękit, koralowy+aqua to coś co wyjątkowo dobrze mi pasuje, może dlatego że jestem wiosną (jasną lub czystą). Co nie zmienia faktu, że wolałabym dobrze wyglądać w kolorach które zapewniają bardziej „profesjonalny” efekt

      • Pstra Matrona

        Odezwe się tu bo bez czerwieni czuje się źle i bardzo żadko jej nie noszę. Też w połączeniu z samą czernią mnie przytłacza, ale w wersji czerń plus biel plus ewentualne szarość lub beż jest już super. Drugą moja ulubioną opcją jest z kobaltem i też stonowane czernią. Za to ciemne bordo lubię że złotem lub szarością, lub fioletem lub bardzo ciemną zielenią. Ale ta czysta czerwień z czarno-białym to mój nieśmiertelny klasyk. Nie jest za ciemno, nie ma flagi, idealnie.

        • Magda

          Czerwien to rowniez moj kolor. Moim zdaniem najlepiej wyglada rzeczywiscie solo, z nagt skora. Polaczenie z czernia tez mnie przytlacza, jest zbyt ostre. Ja proponuje poprobowac poloczyc czerwien z cielistym bezem i pudrowym, delikatnym rozem, to moje ostatnie odkrycie.

          • wczerni

            Widzę, e czerwień nie tylko dla mnie jest trudnym kolorem 😉 Kocham ją jako dodatek w małych ilościach – wtedy łatwo mi ją dopasować. Albo na dużej powierzchni z niczym więcej. To chyba właśnie to: problem nie w kolorze, ale w jego ilości.

          • natlik

            Czerwień plus pudrowy róż – podoba mi się to bardzo, muszę wypróbować:)

      • kaay

        Ja używam najczęściej czerwonego jako „wyjściowego” koloru – robi wtedy największe wrażenie moim zdaniem 😉 Lubię go bardzo z granatem albo kobaltem.

  6. Ana @champagnegirlsabouttown

    Piekna ta pierwsza sukienka a zawsze mi sie wydawalo, ze Ulyana to znudzona zona oligarchy 🙂 Moja essencja to kobiecosc w raczej surowym wydaniu, niewiele jest tu sukienek czy koronek, raczej koszule, meskie swetry.
    Ana
    http://www.champagnegirlsabouttown.co.uk

    • Maria Autor wpisu

      Dokładnie, a ja bym powiedziała, że Twoja esencja jest nonszalancka – pasuje mi to słowo bardzo do Ciebie 🙂

  7. wczerni

    Oczywiście mroczna. Ale to chyba oczywiste 😉 Suknia ULYANA SERGEENKO niesamowita. Zresztą w ogóle świetna kolekcja.

    • Beata

      To nie twój blog, o czym chyba zapominasz 🙂 Komentujesz częściej niż autorka, a to jej zdania jesteśmy ciekawi.

      • wczerni

        Beata,
        Maria zawsze odpowiada na wszystkie komentarze razem, więc pewnie jej odpowiedzi na komentarze zobaczymy wieczorem.
        Spójrzmy co napisałam: odniosłam się do pięknej sukni i faktu, że stroje wygladają jak nie z tej epoki i omawiam z Dordor kwestie łączenia czerwieni z innymi kolorami. Hmmm.. Faktycznie nie powinnam była tego robić…
        Cały urok bloga Marii, poza treścią wpisów oczywiście, polega na tym, że toczą się na nim ożywione dyskusje pomiędzy czytelnikami, w przeciwieństwie do wielu innych blogów, gdzie komentarze są tylko oderwanymi od siebie opiniami głównie w rodzaju „świetny wpis”.

      • Moniśka

        Ja tam jestem ciekawa i zdania Czytelniczek Marii:)

      • Maria Autor wpisu

        Beatka, jaka jest Twoja esencja? Bądźmy dla siebie miłe. Ja dzisiaj trafiłam normalnie na koniec internetów, gdzie kobity takie rzeczy wypisują, że mi się chyba mózg nie poskłada do jutra 🙂 Trzeba stanowczo unikać takich miejsc, ale to już inna historia.

        • wczerni

          A co to za miejsce było? 😉

          • Maria Autor wpisu

            Nie będę popularyzować. Ale ogólnie serwisy plotkarskie i jakieś strony oceniające innych ludzi, które napędzają się jadem, trzeba omijać. Przynajmniej ja muszę omijać, dla higieny psychicznej 🙂

      • Ania // Kosmeologika.pl

        Beata,

        wiele razy w komentarzach dziewczyny pisały, że dla nich dyskusje pod postami Marii są wręcz tak samo wartościowe jak same teksty – ja też się do tej grupy zaliczam. Niewiele blogów ma tak zaangażowane, inspirujące dyskusje w komentarzach.

        • kaay

          Absolutnie się zgadzam. Zawsze się ciesze jak widzę post Marii a potem cieszę się drugi raz, bo wiem, że za kilka godzin będzie pod nim kilkadziesiąt smacznych komentarzy 🙂 Marzy mi się wręcz jakieś forum USK 😉

      • hann

        lubię czytać komentarze „wczerni”, wartościowe są

        • wczerni

          Dziękuję hann 🙂 Przedstawię się zatem: mam na imię Agnieszka 🙂

    • Maria Autor wpisu

      Wiadomo, i dosyć silna 🙂 Przyznam, że jak oglądam te jej suknie, to one się naprawdę pięknie prezentują na modelkach i takich posągowych kobietach, ale mnie się zdaje, że takiego śmiertelnika jak ja, mogłyby one przytłoczyć 🙂

  8. kreska soft summer

    Piękny moodboard. Zgadzam się też z tym, co pod nim napisałaś – podobnie czuję. Staram się nie wychodzić z domu w czymś, co uznaję za brzydkie. Po domu też nie najgorsze łachy. Problem ostatnio, że jakoś wybitnie marznę i tu trudno czasem dobrze wyglądać.

    • Maria Autor wpisu

      Zgadza się. Ostatnio założyłam sukienkę i płaszcz i żałowałam po pół dnia. Zwodnicza pogoda, wygląda ładnie, ale daje w kość. Jednak kluczem jest dobra izolacja na górze – czapa i szalik 🙂

      • dl

        Czapka i szalik to jedno, ale polecam cieplutki wełniany płaszcz podszyty watoliną, też z wełny 🙂 Zawsze marzłam w zimę, ale teraz mogę chodzić w spódnicach i sukienkach i jest mi dość ciepło 🙂

        • Maria Autor wpisu

          A dziękuję za polecenie, właśnie nabyłam dzisiaj coś takiego, ale nic więcej nie powiem 🙂

        • Moniśka

          A gdzie kupiłaś? 🙂

          • dl

            Mam krawcową w rodzinie, więc zapłaciłam tylko za materiał, a ona wyczarowała resztę 🙂

            • Moniśka

              Tego sie obawiałam.

              • kreska soft summer

                Płaszcz mam wełniany, budrysówkę, ale bez ocieplenia niestety. Dziś z podkoszulką dało radę, a wygląd nie ucierpiał. Beret wełniany do tego, dwie pary rękawiczek, i dwa szale – jeden cienki jako apaszka do żakietu, na to wełniany.
                Ogólnie to jest jedna ze zmiana, jaka we mnie zaszła, takie decydowanie się, że nie ubieram się brzydko, bo miałam przedtem inne tendencje. Zmiana m.in. dzięki Tobie, Mario.

              • dl

                Początkowo chciałam kupić płaszcz, ale porządny, ocieplany albo bardzo gruby – żeby nie marznąć właśnie. Musiał być wełniany i bez udziwnień. Tylko tyle i aż tyle.
                Skapitulowałam po paru latach szukania i w tym roku wiedziałam, że dam go uszyć, na rynku nie ma rozsądnej alternatywy – poliester pół na pół z wełną to nie jest skład, który by mnie zadowolił, 80% wełny też nie. Jeśli ktoś jest w stanie wydać ok. 1000 zł na płaszcz lub więcej, uszycie go to lepsza opcja niż szukanie po sklepach, gdzie taki naprawdę dobrej jakości kosztuje 2x tyle i w górę.

  9. Eika

    Cudowne zestawienie, Mario. Robisz coraz piękniejsze moodboardy, tylko podziwiać.
    Takie czarne, sznurowane botki (chociaż niekoniecznie na obcasie) to mój klasyk, zawsze mam co najmniej jedną parę; właśnie Twój blog mi uświadomił że to nic złego, nie muszę nowych butów kupować coraz innych „bo takie już mam”. I to jest super.
    Moja esencja jest ciemna i mroczna, pewne rzeczy w szafie się zmieniają, ale ciemność pozostaje.

    • Maria Autor wpisu

      Takie buty wyglądają ślicznie, a pierwsze skojarzenie z nimi jakie mam to zespoły ludowe. I to jest uważam wspaniała sylwetka – te ogromne, „puszyste” spódnice i do nich takie botki sznurowane 🙂

      • Eika

        To piękna sylwetka. Najbardziej lubię zestawienie sznurowanych botków, prostych, czarnych rurek i mocno rozkloszowanego płaszcza, czyli bardzo podobnie do tego, co opisałaś.
        Mam jeszcze jedno skojarzenie z tym moodboardem: amerykańskie sceny z serialu Penny Dreadful. Trochę ze względu na klimat, a trochę na kolorystykę.

        • Maria Autor wpisu

          Wprawdzie nigdy nie oglądałam tego serialu, ale zdarzyło mi się go googlować i zawsze mi się podobały te obrazy. Jako inspiracja bardzo dobre, ale trochę zbyt ostre, by przekładać je 1:1.

          • wczerni

            Jeżeli nie widziałaś, warto zobaczyć. Serial ma niesamowity klimat, choć jeżeli znasz przedstawione tam historie w pierwotnej wersji, zmiany jakie wprowadzili mogą trochę irytować 😉 Mimo wszystko polecam i szkoda, że zakończyli go tak brutalnie.

  10. Yen

    O tak! Moja esencja byłaby równie ciemna, nie na darmo jestem DW :>
    Ale najmojszym kolorem burgund. I inne odcienie czerwieni.
    Buty z tego moodboardu to majstersztyk <3
    Najlepiej się czuję zresztą, kiedy moje ubrania mają retro-mroczną nutę w sobie- ale chodzi o taki dojrzały, elegancki, kobiecy mrok, a nie o agresywny i niechlujny subkulturowy styl 😉
    Wszystkie sukienki nosiłabym, ale w wersji "przed kolano", nie jestem wystarczająco wysoka. I białą nieco bardziej taliowaną.

    • Maria Autor wpisu

      Podpisuję się pod taką wersją mroku właśnie. Powiem Ci, że też niedawno odkryłam, że wersja rozkloszowana i troszkę nad kolanem fajnie mi służy. Teraz pokażę dłuższą sukienkę, ale mam zamiar się też pokazać w wersji nad kolano.

      • Yen

        Super, będę czekać 🙂
        Do takiej stylistyki chyba dobrze pasują dodatku z czarnego aksamitu.

  11. Theri

    Ta sukienka z motywem kwiatowym jest przecudowna ! Niestety zapewne poszerzyła by mi ramiona 🙁

    • Maria Autor wpisu

      Ten wzorek trochę niefortunnie jest w tym miejscu, ale z drugiej strony nie jest symetryczny i może miałoby to sens. Trzeba mierzyć.

  12. Moniśka

    Moja esencja jest granatowa:) Lubię być cała na gramatowo:)

    • Maria Autor wpisu

      To bardzo konkretna esencja, szczerze mówiąc zawsze podziwiam tak ukierunkowanych ludzi, którzy DOKŁADNIE wiedzą, co lubią 🙂

      • Moniśka

        Dziękuję:) Potraktuję te słowa jak prezent na mikołajki:)

  13. Nina Wum

    Piękne to. Taka kwakierka z „czarownic z Salem” unurzana w sosie z erotycznej obsesji.
    Moja esencja to także mrok – posupłanie psychiczne, duszna atmosfera, aberracje intelektualne (okultyzm) i emocjonalne (perwersja.) Bunt za wszelką cenę – drogi częściej uczęszczane sprawiają, iż nudzę się na śmierć.
    Zabawna rzecz, w stylu i sztuce uwielbiam takie klimaty namiętnie. Słucham teraz na ripicie Kinga Dude, faceta z tembrem jak wieko od trumny, który śpiewa o przegranych popaprańcach. Za to w codziennym życiu lubię mieć jak w mieszkaniu z Ikei: czysto, prosto i klarownie. 🙂

    • Maria Autor wpisu

      Czasem mnie przeraża ja umiesz czytać między wierszami. Nie chciałam tu dosłownie umieszczać niczego purytańskiego, ale coś w tych klimatach pierwsze pojawiło mi się w głowie. A poza tym różne vanitasy i inne tego typu 🙂

    • Yen

      „…unurzana w sosie z erotycznej obsesji.
      Moja esencja to także mrok – posupłanie psychiczne, duszna atmosfera, aberracje intelektualne (okultyzm) i emocjonalne (perwersja.) ”
      O to to! 🙂

  14. Zuzia

    Moje esencja ma miodno-złoty kolor i zapach sosnowych szpilek.

    • Maria Autor wpisu

      No więc właśnie przed chwilą zamknęłam oczy i ją sobie wyobraziłam 🙂 Przyjemna. A w ogóle zestawienie tych zieloności i złota to jest najpiękniejsze, co może być.

  15. Niepewna

    Piękne ubrania, bardzo inspirujący wpis, uwielbiam takie klimaty! Myślę, że moja esencja też jest dość ciemna (tu ukradkiem patrzę na swoją czarno-czarną szafę). 🙂
    Zauważyłam, że odkąd czytam tego bloga (czyli parę ładnych miesięcy), zaczęłam zwracać większą uwagę na mój styl i kolorystykę. Jednak mam duży problem. Z opisów typów urody najbardziej pasuje mi prawdziwa zima – mam szaro-zielone, raczej chłodne oczy, moja cera jest bardzo blada z wyraźnymi naczynkami i skłonnością do czerwienienia się, mam duże wory pod oczami, a moje usta są naturalnie czerwone. Jedynym problemem są moje włosy. Jestem ciemną, trochę szarawą myszą, więc to pasuje do zimy, ale końcówki moich włosów są cieplejsze. W mocniejszym świetle (zwłaszcze słonecznym) pojawiają się nawet złote refleksy. Nigdy nie farbowałam włosów i troche dziwi mnie ta różnica między ciepłym dołem a zimną górą. Czy z takimi włosami mogę być prawdziwą zimą? A może jestem raczej ciepłym typem lub jednym z tych neutralniejszych, zgaszonych? Proszę o pomoc!

    • Maria Autor wpisu

      Nie zwracaj uwagi na to jak wyglądają Twoje włosy, tylko patrz wyłącznie na to, jak Ty wyglądasz w kolorach danego typu. Jeśli najlepiej wyglądasz w kolorach prawdziwej zimy, to znaczy, że to Twój typ!

      • Niepewna

        Dziękuję za odpowiedź! Myślałam podobnie, ale mam tendencje do rozkładania wszystkiego na czynniki pierwsze i przesadnego alizowania… 🙂 Ogólnie najlepiej czuję się w czerni, ewentualnie intensywnej, ale chłodnej czerwieni, jednak ostatnio myślę nad dodaniem sobie więcej koloru i stąd moje rozmyślania, co będzie do mnie pasować. Pozdrawiam 🙂

        • Maria Autor wpisu

          To pozornie tylko fajna cecha, wiem coś o tym. Czasem naprawdę lepiej zdać się na instynkt i być bardziej pewnym siebie i swojego postrzegania 🙂

  16. Sali

    Pierwsze zdjęcie na lewo u góry..CUDO.Ciekawy pomysł z tą esencja siebie,nigdy o tym nie myślałam jeżeli mam być szczera,ale zapewne byłoby to coś w stylu mrocznej chłopczycy.

    • Maria Autor wpisu

      To mi przyszło tak znienacka. Bo tak się u mnie ta ciemność powtarza, że słowo esencja wydaje mi się najbardziej odpowiednie.

  17. Avarati

    Piękny moonboard, nieco przypomina mi dzieła dawnych pokoleń, które nie były zalewane tajfunami informacji, nie musieli przetwarzać ogromu inspiracji i trendów. A przy tym byli ograniczeni w jakiś sposób… Ale tu wyczuwam silną i pewną siebie kobiecość, głębię i mrok. Światło przebija się jak przez dym… nieważne czy papierosa czy kadzidła. Chodzi o nutkę szarości i tajemnicy 🙂
    I też chylę czoła przed tym, jak przedstawiłaś po mistrzowsku swoją aurę. Nie potrafiłabym tego zrobić za pomocą paru obrazków.

    Moja esencja nie należy do najlżejszych i prostych. To przede wszystkim ciężar materiałów, butów kontrastujący z rozpuszczonymi włosami. Ciężka biżuteria i jedwabna bluzeczka. Czerń zestawiona z blond włosami i jasną skórą. Wiatr próbujący zrzucić burgundowy kapelusz z głowy. Perfumy opowiadające niezbyt delikatne historie.

    • Maria Autor wpisu

      Zabawne, bo właśnie o purytanach, jakichś środowiskach, które są wyizolowane, myślałam na początku i bardzo trafnie mi się czyta Twoje spostrzeżenie o tym ascetyzmie informacyjnym 🙂

      • Avarati

        Wyszło to przy okazji, kiedy rozmawiałam z babcią na temat minionej mody. Stwierdziła, że gdyby wiedziała tyle, co teraz, to nosiłaby długie włosy i dżinsy, tak jak ja. Ale skoro wszystkie dziewczyny miały krótkie włosy, to ona też musiała i czuła się z tym źle, ludzie brali ją za chłopaka. A tamta moda sprzyjała delikatnym chłopczycom w stylu Twiggy a nie Kate Moss.

        W każdym bądź razie ja bym naszej, współczesnej epoki nie zmieniła na żadnej inną. Długie kiece, gorsety, peruki, ciągle to samo? Nie dla mnie 😉

        • Maria Autor wpisu

          Ja też bym nie zamieniła, choćby ze względu na to, że mamy taki fantastyczny dostęp do inspiracji. Podobają mi się te klimaty ze zdjęć, ale życie we wspomnianych czasach byłoby pewnie udręką. Puścić oczko od czasu do czasu można 🙂

  18. Jorun

    Nie wiem gdzie znajdujesz te wszystkie piękne zdjęcia! Moodboard idealny na najmroczniejsze dni w roku i ma tę nutkę amiszowo-purytańską, którą tak lubisz. Mam bardzo podobną sukienkę do czarnej koronkowej, tyle że bez rękawów. Ostatnio znów spróbowałam ją nosić, o ile mam już jakąś koncepcję jaką górę do nie założyć, to problemem są buty. Wiadomo że szpilki pasują zawsze, ale ja bym chciała nosić ją już teraz, w zimę. I nie chcę efektu „Mazowsza”. Myślałam o glanach żeby też przełamać trochę jej słodycz i strojność, co sądzisz/sądzicie?
    Co do esencji, to moja jest morska. Morze, raczej w pochmurny dzień, szarości, granaty i gdzieniegdzie biel fali. Spokój, ukryta siła, lekka melancholia.

    • Maria Autor wpisu

      Tego typu półbuty jak te w moodboardzie będą pasowały przecież. Albo botki na słupku, niekoniecznie ze sznurowaniem. No ja z glanami bym tego nie łączyła, nie podoba mi się taki efekt!!!

  19. Jorun

    Zapomniałam napisać że modelka od Valentino wprowadziła mnie w niemałą konfuzję, byłam święcie przekonana że to Monika Kamińska z blackdresses!

    • Maria Autor wpisu

      Teraz i ja to widzę 🙂

  20. Ania // Kosmeologika.pl

    Moja esencja jest męska.

    Wciąż uczę się ją wydobywać w odpowiedni sposób (nie popadając w przesadę, w „babochłopizm”, nie gryząc jej z neutralnymi czy kobiecymi elementami…), ale to coś co uwielbiam. W sobie, w moim stylu, u innych.

    W sobie najmniej, bo jak wspomniałam – dopiero się tego uczę. Ale jak mi czasem wyjdzie, to… to jest to 🙂

  21. Maja

    Ta biala sukienka!. Kolaz jest przepiekny, choc moja esencja jest zdecydowanie jasna, czysta i polyskujaca:-)
    W sumie to jest w niej jeszcze cos w stylu oldschoolowego tatuazu, witraza, gaszczu zieleni i kiczu:-D

  22. Sylwia

    Piękny moodboard 🙂 Klimaty trochę wiktoriańskie, trochę styl gotycki z wyższej półki – cudo!

  23. kaay

    Zazdroszczę Ci tego mroku i wielu z Wam, z tego co widzę…Na mnie zbyt przytłaczająco. A sukienka we wzory piękna! Moja esencja to ostatnio konsekwentnie kolory zorzy polarnej na tle granatowo-czarnego nieba i śniegu 😉 Witalność, czystość.

  24. Blackalcea

    Ciężko mi powiedzieć jaka jest moja esencja. Coś nieco vintage, trochę retro, zahaczając o epokę wiktoriańską, czasy belle epoque i dekadentyzm przełomu wieków po art deco. Nie wiem czy mogę to jakoś określić, ale celuję w mroczne nieco gotyckie klimaty. Zapachami to Alien Thierry Mugler, i Narciso Rodriguez for her latem (w sumie lubię wszystkie zapachy tej marki), Opium YSL. Słucham sporo zimnej fali, rocka gotyckiego, indie, metalu.
    O tu jest moja tablica z ‚mrocznymi/gotyckimi’inspiracjami https://pl.pinterest.com/blackalcea/lucretia-my-reflection/

    Mario co do tego moodboarda to polecam mini serial Jane Eyre z 2006, jestem prawie pewna że spodoba Ci się. To 4 odcinki po 1 godzinie chyba, wciąga i są piękne sceny, widoki, kostiumy, klimat, XIX wieczna Anglia 🙂

    • kreska soft summer

      O, moja ulubiona Jane Eyre. Książkę czytałam nie wiem ile razy. Mnie się chyba bardziej podobają stroje głównej bohaterki z wersji 2011. Ale klimat w 2006 genialny jak najbardziej.

    • maryśka

      Jestem fanką Twojej tablicy na pintereście! I podbijam polecenie Jane Eyre – widziałam chyba wszystkie wersje i ta jest dla mnie najlepsza, świetnie oddaje klimat książki. Ciekawa jestem, czy oglądałaś, a jeśli tak, to co sądzisz o wersji z Fassbenderem? U mnie ostatnia, tak przesycona emocjami scena wywołała histeryczny wręcz śmiech.

  25. edka

    Crystal noir Versace mam i lubię – to chyba jedyne perfumy z orientalną nutą, które nie przyprawiają mnie o ból głowy i mdłości… może to za sprawą pieprzu, który lekko świdruje w nosie, napowietrza i odświeża – lubię perfumy, które mają w składnikach pieprz, ale najbardziej te lekkie, odświeżające z odrobiną ciepła lub słodyczy (nie łatwo takie znaleźć eh).

    Ciekawe to i piękne jak ludzie się różnią… u mnie wszystko stało się zupełnie odwrotnie – kiedy byłam w stanie stanąć przed lustrem kompletnie sauté, bez makijażu, układanych włosów, jak po wyjściu spod prysznica, albo po wstaniu rano z łóżka – i powiedzieć sobie wtedy, że się lubię i akceptuję ze wszystkimi niedoskonałościami – to dopiero wtedy zaczęłam zajmować się „opakowaniem”. W myśl zasady, że jak się kogoś lubi to się o niego dba, o jego wygodę, samopoczucie..

    Jaka jest moją esencja? Myślałam nad tym już przy poprzednich podobnych Twoich wpisach.. wiele się u mnie zmieniało i pewnie jeszcze zmieni, ale na ten moment powiedziałabym, że moja esencja jest.. organiczna. A dokładniej określiłabym to jako organic purity – organic rozumiane jako związane z naturą, naturalność, pewna sielskość, wygoda i purity jako czystość, świeżość, lekkość, jasność, prostota. Wizualizując to kobieta w bieli siedząca na łonie natury w pozycji lotosa i pachnąca jak powietrze po burzy, w którym unosi się zapach drzew i kwiatów 😀

  26. Dalia

    Mario, piekne są Twoje moodborny. W jakim programie je robisz?

    • Dalia

      moodboardy oczywiście. Przepraszam ☺

  27. Ax

    Przepiękny moodboard. Styl z praktycznych względów nie mój, ale przyznam, że zawsze zawieszam oko na takich pełnych i misternie wykonanych sukniach. Na jakąś wieką galę założyłabym z przyjemnością, ale moje życie na razie nie zapowiada się tak barokowo. Moja esencja jest dyskretna z elementem baśniowym:).

  28. Pstra Matrona

    Pięknie! Szalenie podobają mi się takie nastroje i w ogóle kobiety, które w takim stylu wyglądają właśnie mroczne, surowo i dojżale a nie plastikowo i jak zbuntowane nastolatki, bo to nie tylko kwestia ciuchów ale też osobowości i urody noszącej ja bym wyglądała jakbym szła na konwent fantasy, nawet w bardzo minimalistycznej wersji takiego stylu. Ostatnio myślę o kupnie takich butów czy może ktoś orientuje się gdzie można je nabyć w wersji na obcasie do 3 cm poza sklepami z ludowym obuwiem tanecznym? Trochę się obawiam zamawiania butów bez mierzenia.
    Moja esencja jest krzykliwa i migotliwa, jest kalejdoskopem w którym zmienia się wszystko nie tylko układy ale też wzory i barwy ale wszystko pozostaje w idealnym geometrycznym układzie, wszystko w niego wpada i wpasowuje się w porządek.

    • maryśka

      Nie ma się czego bać, wiele sklepów oferuje darmową wysyłkę i zwrot, więc jeśli coś będzie nie tak, można odesłać i nic na tym nie tracisz:) Moje ulubione pary butów są zamawiane przez internet, a też początkowo miałam takie opory, jak Ty. A kiedy wymyślamy sobie różne kombinacje parametrów, które stacjonarnie nie występują, internet jest jedyną nadzieją na ich znalezienie.

      • Pstra Matrona

        Tylko właśnie w tych sklepach nie można zwracać bo buty są robione dla Ciebie. Zamówiłam tak kiedyś przepiękny płaszcz od Kasi Zapały i okazał się w zupełnie innym kolorze niż się spospodziewałam i go nie noszę. No i od tamtej pory trochę się boję.

        • maryśka

          To fakt, jeśli zamawiasz coś, co jest personalizowane, zwroty nie wchodzą w rachubę. A próbowałaś na portalach typu eobuwie, czy zalando? Tam też można trafić na coś nieszablonowego.

  29. Magda

    Mario ja z innej beczki. Ciągle szukam sukienki w kolorze pasującym do mojego typu. Celuje w prawdziwą wiosnę. Czy ta opcja nie będzie klucila się z jasną cera
    http://www.tallinder.com/pl/pl/woman/all/dresses/pm627-93x/ladies-dress
    Szukam sukienki codziennej i również bardziej na okazję przydałaby się ale głównie widzę czernie a w tym kolorze jest mi bardzo niekorzystnie.

    • Maria Autor wpisu

      Oooo, śliczna. Bierz, powinna być super do jasnej cery.

    • Blackalcea

      http://ubierajsieklasycznie.pl/slynne-kobiety-o-typie-wiosny/ Pewnie widziałaś ten wpis. I pod prawdziwą wiosną jest fajny opis. Myślę że sukienka z linku jest zbyt zgaszona, smutna. Nie myślałaś może o odcieniu szafiru, albo ciepły atramentowy niebieski, o coś w takim kolorze jak tutaj Christina Hendricks jako Joan Holloway https://pl.pinterest.com/pin/171136854563667960/ Co do czerni może nieodpowiednio dobierasz makijaż – ten typ do czerni i ciemnych kolorów powinien się mocniej umalować, znaleźć róż i szminkę, ale to tak na moje oko i to co znalazłam na przykładzie sławnych kobiet mających ten typ urody, sama bym taki chciała 🙂 Może czerwień, albo jakaś zieleń ? No i niekoniecznie jednolity czy matowy kolor, trochę błysku, połysku służy wiosnom. 🙂

      • Magda

        O dziękuję a podpowiedzi. Ten szafir bardzo do mnie przemawia ale trudno mi znaleźć sukienkę w tym kolorze. Zdecyduję się na tą z tallinder (słowo Marii było decydujace) zawsze można odesłać jeśli kolor będzie nietrafiony.

        • Maria Autor wpisu

          Daj znać jak w rzeczywistości wygląda ten odcień, bo ja w przeciwieństwie do Blackalcea nie postrzegam tego koloru jako zgaszony i smutny!

          • Magda

            Ok. Zamawiam dziś i jak dojdzie, odpiszę tu pod komentarzem.

          • Magda

            Tak jak obiecałam, sukienka dotarła wiec dzielę się wrażeniami. Kolor piękny, nie przytłacza. Świetnie by się prezentowała w zestawieniu ze szminką w podobnym odcieniu. Niestety odsyłam bo rozmiar za duży i góra jest na mnie zbyt obszerna. Poszukiwania trwają dalej. Zaczynam rozważać czerń no tu większy wybór. A może ktoś ma sukienke z Risk – Slim fast, zastanawiam się czy materiał nie jest cienki i zbyt opinający.

  30. kreska soft summer

    Aaa, o esencji miało być, a ja o zimie. Moja esencja to rzeczy dopasowane, gładkie lub z drobnym wzorem, raczej ciemne niż jasne, chłodne odcienie. W klimacie coś między guwernantką, amiszką, dziewczyną z sąsiedztwa a ochotą bycia kobietą z wyglądu nowoczesną. Ponadto coś matowego, burzowego i spokojnego zarazem. I coś jak zielona herbata w dużym granatowym kubku, ręcznie malowanym. I jak pełen słońca krakowski Rynek.

  31. Dziadova

    Bardzo mocny i wyrazisty jest ten moodboard. Czytam Ciebie od dość dawna i chociaż zawsze widziałam siłę, to myślę, że teraz to już siła do kwadratu. Powiedz mi, maksymalna prostota jeszcze Cię pociąga, czy jednak ostatnio świadomie wprowadzasz więcej detali? Pytam, bo znacznie rzadziej zaglądałam przez jakiś czas i muszę przyznać, że i na blogu i na Instagramie robisz takie wrażenie, że kojarzysz się z mocnym, wytrawnym winem pełnym niuansów i aromatów – w każdym razie wydaje mi się, że jest u Ciebie bardziej ,,bogato”.

    Moje dążenie do esencji, to myślę, przede wszystkim, próbowanie zgrania jak w mechanizmie: http://previews.123rf.com/images/marcovarro/marcovarro1206/marcovarro120600080/14187057-Macro-shot-of-the-interior-of-an-old-watch-Stock-Photo-watch-pocket-cogs.jpg
    Lubię powtarzanie podobnych elementów, faktur, kolorów, wolę stare zadbane niż nowe.

  32. natlik

    Świeżość. Jasne delikatne lub czyste kolory, fasony kobiece, ale nienachalne, włosy naturalne, makijaż-minimum czyli podkład i korektor, ale wyraźny kolor na ustach.

  33. pilar

    Hehe, fajna zabawa 😀
    Moja esencja to małe zwierzątko – łasica albo wydra. Zwinne, futrzaste i nieprzewidywalne. Przykrótkie spodnie, małe sweterki, cętki, wzorki i krótkie włosy. Mocna kreska nad okiem, minimum makijażu. Codziennie inne perfumy.

  34. hann

    nie wiem, chyba nadal szukam, nie wiem co moje a co narzucone nieco, co wynika z potrzeby a co z dopasowania, ale poszukiwania są fajne i uwielbiam jak się tu wzajemnie inspirujemy

  35. Justyna

    Świetne!

  36. Justyna

    Świetne!

  37. ika

    Jedyna odpowiedź, która przyszła mi na myśl, brzmi: NIE WIEM. Mam co prawda +/- określone swoje klasyki, mniej więcej styl do którego chciałabym dążyć, ale to wszystko jest jeszcze bardzo nieostre. Widzę roźdźwięk, między tym co mi się podoba, a tym co do mnie pasuje, podobnie między zawartością mojej szafy a tym, co powinno się tam znaleźć. Nie umiem szukać ubrań zgodnych z koncepcją, mam wrażenie że w sklepach nie ma tego, czego szukam albo po prostu nie zwracam na takie rzeczy uwagi. Muszę uruchomić w sobie stylowego i zakupowego terminatora, żeby jakoś tę esencję wydobyć.

  38. Mila

    Jeszcze do niedawna, czyli do minionego lata, byłam całkiem zadowolona ze swojego stylu. Pracowałam w korporacji, w której trzeba było przestrzegać dress code’s, który nie był może strasznie drakoński, ale jednak narzucał pewne ograniczenia. W każdym razie, udało mi się wypracować paletę ulubionych kolorów (granat, ciemna zieleń, czerń, szarości oraz delikatny róż, do którego zaczęłam się powoli przekonywać jakiś czas temu po tym, jak uświadomiłam sobie, że bardzo mi do twarzy w tym kolorze). Miałam też ustaloną jakąś tam bazę, może niezbyt imponującą, ale spójną, która składała się z czarnych prostych spodni, czarnych półbutów, prostej bluzki w jakimś jaśniejszym kolorze, a na to wszystko sweter (zapinany lub nie – lubię oba rodzaje). Do tego biżuteria, zazwyczaj ta sama, czyli czarna bransoletka i i srebrny naszyjnik. Odkąd jednak przeprowadziłam się do Stanów, zauważyłam, że wyglądam coraz bardziej niespójnie. Studiuję, pracuję w uniwersyteckim centrum wsparcia technicznego i, krótko mówiąc, znowu zaliczam się do tzw. „dzieciaków”, chociaż jestem przed trzydziestką :). Zazwyczaj chodzę w adidasach, dżinsach, t-shirtach i jakichś bluzach na wierzch, ale niezbyt mi się to podoba. Styl, który sobie wymyśliłam w czasach „korporacyjnych” zarzuciłam, bo mam pracę, w której można się ubrudzić (np. gdy muszę zanurkować pod czyimś biurkiem), dużo się przemieszczam w ciągu dnia, no i do tego dochodzą same studia. Czasem nie ma mnie w domu po kilkanaście godzin dziennie. W efekcie, zamiast wyciskać ze swojego stylu, ile się da, zamieniłam się w trochę takiego niechluja (przynajmniej w moich własnych oczach). Oczywiście nadal mam swoje dawne „korporacyjne” ciuchy, które jednak są na tyle uniwersalne, że można je nosić nie tylko do pracy w korporacji, ale jakoś przestało mi się chcieć. Gdyby jeszcze kilka miesięcy temu ktoś mnie zapytał, czym się inspiruję przy wyborze ubrań i biżuterii, to bez wahania odparłabym, że mężczyźni (w sensie ubraniowym: półbuty, proste spodnie, swetry) oraz Bliski Wschód (ale nie taki super rozbuchany, tylko raczej pustynny, spokojny). Teraz to już sama nie wiem :). Strasznie się rozpisałam, ale uznałam, że napisanie o tym pozwoli mi uporządkować moje ubraniowe problemy :).

    • Maria Autor wpisu

      To wszystko naprawdę siedzi w naszych głowach. Ja też miałam taki okres w którym mi się ani trochę nie chciało i pozwoliłam sobie na takie rozleniwienie. A to naprawdę negatywnie wpływa na samopoczucie. Wystarczy jeden mały kroczek do przodu, żeby podnieść swój standard. Stawiać taki kroczek co miesiąc, a już uzbiera się nam kilka kroczków, może nawet duży krok. Zamienić t-shirt na gładki top, dorzucić łańcuszek na szyję, umalować mocniej rzęsy – to są małe sprawy, które przybliżają nas do dobrego czucia się ze sobą 🙂

      • Mila

        T-shirty z napisami to samo zło. Wcześniej nie miałam żadnego, a po przeprowadzce nazbierało mi się ich 5 w ciągu 4 miesięcy. A to sama sobie kupiłam, bo miały fajny napis, a w korpo nie mogłam czegoś takiego nosić, a to na uniwersytecie rozdawali t-shirty z logo szkoły etc. Niby wygodne, niby nie najgorzej w nich wyglądam, a jednak pod koniec dnia czuję się w nich jakaś wymięta, niestylowa i, co najgorsze, niespójna :). Ale przynajmniej miałam okazję uświadomić sobie, że nie dla mnie one :). Niedługo przyjeżdżam na święta do kraju, z konieczności mogę wziąć niewiele ubrań – stwierdziłam, że wezmę te moje dawne, „korporacyjne” i będę je nosić.

Odpowiedz na „natlikAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

x