Jeżeli jesteś:

– zaganiany
– zmęczony
– przytłoczony
– niespokojny
– niezdecydowany
– wiecznie poszukujący
– zapracowany
– gnuśny
– cierpiący
– zniewolony

to jest na rynku książka, która MOŻE CI POMÓC. Jeżeli natomiast słyszałeś kiedyś o minimalizmie i chciałbyś dowiedzieć się o nim czegoś więcej, a może nawet zacząć z nim przygodę to ta sama książka NA 100% CI POMOŻE.

Od dawna miałam ochotę na przeczytanie czegoś sensownego o minimalizmie. Czegoś, co nie sprowadziłoby tego zjawiska do białego koloru w ubiorze czy zostawienia na półce w łazience tylko jednego kosmetyku. I właśnie w zeszłym tygodniu mi się to udało. Kupiłam bardzo rozsądnie napisaną książkę – „Minimalizm po polsku” Anny Mularczyk-Meyer.minimalizm po polsku

Wielu moim czytelnikom autorka jest znana jako Ajka, prowadząca świetnego bloga – Prosty blog. O ile na blogu pojawiają się często wpisy do szpiku kości osobiste, tak książkę może przeczytać dosłownie każdy, kto ma ochotę na zrozumienie czym jest minimalizm, a może trafniej: czym minimalizm nie jest. Absolutnie nie trzeba być stałym bywalcem na stronie Ajki, żeby książka sprawiła radość.

Książka się bardzo fajnie rozkręca. Z każdym słowem wnika się głębiej i głębiej w istotę rzeczy. Ajka prowadzi za rączkę laików i cierpliwie tłumaczy, że minimalizm nie jest dla każdego, że nie warto się do niczego zmuszać, tylko żyć harmonijnym życiem, nawet jeżeli dla ciebie harmonia oznacza nieustanne zakupy. W minimalizmie absolutnie nie chodzi o bezmyślne pozbywanie się rzeczy, ale o poszukiwanie takiego stanu umysłu, który powie nam, czego tak naprawdę potrzebujemy. Swoją drogą uwzględnia się przedmioty, którymi się otaczamy, ale powinniśmy myśleć także o takich aspektach życia jak finanse, hobby, praca, przyjemności i co najważniejsze czas. To w tych obszarach możemy dzięki minimalizmowi nauczyć się właściwego i satysfakcjonującego gospodarowania prowadzącego do niezależności.

Przyznam, że książka poruszyła mną w kilku miejscach, w jednym nawet uroniłam łezkę (rozdział Proste przyjemności). Ajka pisze tak lekko i nie gmatwa, że nawet z dzidzią na ręku połknęłam lekturę w dwa dni.

Dla mnie największą zaletą tej pozycji jest fakt, iż ona odświeża mi lub w niektórych momentach naświetla rzeczy, które ja wiem, tylko jakimś cudem (pewnie przez rozleniwienie) zapominam o nich lub je ignoruję. Bo to jest tak jak ze stylem: fajnie poznać coś nowego, ale najfajniej przekonać się, że to, co nam się podoba jest teraz na topie. I wychodzi na to, że minimalizm to pojęcie bardzo względne i dla każdego skala minimalizmu może być różna. Nie musisz mieszkać bez dywanów i książek, żeby prowadzić proste życie.

A tytuł książki jest bardzo trafny – absolutnie nie ma tam jakichś wydumanych francuskich pojęć, nie są opisywane domy w stylu skandynawskim, czy jakieś buddyjskie obrzędy. Autorka zajmuje się polskimi realiami, cofa się nawet do PRL-u i tam szuka źródła naszego konsumpcjonizmu. Ajka jest konkretna, podzieliła książkę na poszczególne sfery w naszym życiu i opisuje jak w każdej z nich można osiągnąć upragnioną prostotę.

Wiem, że wiele osób tutaj liczy się z moim zdaniem, dlatego serdecznie polecam Wam tę książkę. Ja byłam bardzo zadowolona z zakupu – kupiłam ją w Matrasie, kosztowała 34,90. Opłacałoby się dać za nią wiele więcej 🙂