Kilka dni temu miałam chwilę wolnego i postanowiłam pochodzić po sklepach, z nadzieją, że znajdę sobie jakąś fajną bieliznę. Wchodzę więc do sklepu z bielizną, takiego w centrum handlowym, ale na pierwszym piętrze i niezbyt tłumnie odwiedzanego, mówię „dzień dobry” i zabieram się za oglądanie towaru. Wow, jestem zaskoczona, bielizna jest bardzo ładna, jest sporo rozmiarów z każdego modelu, na pewno sobie coś dopasuję. Buszuję więc w biustonoszach, wyciągam sobie potrzebne rozmiary, wieszaki w pewnym momencie już mi wylatują z rąk. A co w tym czasie robi sprzedawczyni? Dodajmy, sprzedawczyni z którą jestem w sklepie sam na sam i której głos słyszałam tylko w momencie niezbyt entuzjastycznego „dzień dobry”. Ogląda sobie za ladą jakiś komplet bielizny i zachowuje się jakby mnie tam nie było. No dobra, wybrałam co chciałam, idę jej pokazać wieszaki, mówię – przymierzę te cztery rzeczy, ona na to skina głową. Do przymierzalni trafiam sama, zapalam światło, a tam na lustrze duża naklejka „brafitting, nasza profesjonalna obsługa pomoże ci dobrać dla ciebie idealny biustonosz” (to parafraza, słowo w słowo nie pamiętam). Jak to przeczytałam to nawet pomyślałam, że może pani wbije mi się do przymierzalni, ale mój optymizm chyba mnie poniósł w złe rejony. Nic na mnie nie pasuje, nie będę się darła, żeby mi donoszono kolejne rozmiary, bo już i tak czuję się jak intruz, odkładam na ladę niepasującą bieliznę, mówię „do widzenia” i wychodzę. Kurtyna.

Nie mam zamiaru teraz jechać po tej pani i oceniać jej kultury osobistej. Mam jednak zamiar wyciągnąć z tej wizyty w sklepie pewną lekcję i zdiagnozować pewien problem, który zauważyłam już jakiś czas temu, a i czegoś mądrego się przy okazji nauczyć. Otóż: LUDZIE SĄ NIEMILI I NAWET NIE WIEDZĄ, ILE PRZEZ TO TRACĄ.

Zacznijmy od tego, co uznajemy za bycie miłym. W przytoczonej przeze mnie historyjce, sprzedawczyni była w mojej ocenie niemiła, ponieważ ja poczułam się olana. Celowo piszę, że ja poczułam się olana, a nie że ona mnie olała, bo nie chcę oceniać tej pani, tylko tę sytuację, którą znam jedynie ze swojej perspektywy. Do mojego dobrego samopoczucia przyczyniłyby się dwie kwestie:

– gdyby pani przybrała wobec mnie bardziej entuzjastyczną postawę (chociażby uśmiechnęła się, spojrzała mi w oczy, przerwała na chwilę czynność, której się oddawała, dała mi do zrozumienia, że wie o mojej obecności w sklepie)

– gdyby pani była bardziej aktywna i choć kilku procentach pomocna (jest mnóstwo kompromisów między natarczywym pytaniem co chwilę „w czym mogę pomóc”, a udawaniem, że klienta nie ma)

Co mogłoby się wydarzyć, gdyby zachowanie sprzedawczyni było inne?

– dobrałabym sobie odpowiednią bieliznę i zrobiłabym zakupy

– w przyszłych planach zakupowych uwzględniłabym ten sklep.

Co się nie wydarzyło i nie wydarzy przez to konkretne zachowanie sprzedawczyni?

– nie dobrałam bielizny, nie zrobiłam zakupu

– w przyszłych planach zakupowych nie uwzględnię tego sklepu.

Powiem Wam jedno. Ja się poczułam przez chwilę źle, ale wyszłam z tego sklepu, na chwilę usiadłam i pomyślałam sobie: a co jeżeli ktoś kiedyś pomyślał o mnie, tak jak ja o tej pani? Co jeśli ja kiedyś, nawet niechcący, sprawiłam, że ktoś odebrał moje zachowanie jako ignorowanie go czy bycie bucem?

maya angelou quoteGdy ludzie pokazują Ci jacy są za pierwszym razem, uwierz im. Maya Angelou

Napisałam kiedyś tekst o tym, jak nie należy się wstydzić tego, jak w danej chwili wyglądamy, jeśli odbiega to od naszego wyobrażenia nas samych czy standardu nad jakim pracujemy – Dyskomfort to przyjaciel. Z byciem miłym jest dokładnie tak samo.

Każdemu zdarzają się złe dni, nie wszyscy obracamy się w dokładnie takim towarzystwie w jakim byśmy chcieli, nie wszyscy pracujemy na wymarzonych etatach, nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli itd. Ale to właśnie w takich najtrudniejszych sytuacjach najbardziej o nas świadczy nasze zachowanie. Nie jest sztuką być miłym, kiedy wszystko jest cacy. Sztuką jest przełknąć gorycz i pracować nad sobą i nawet w najtrudniejszej sytuacji być świetnym człowiekiem. Takim, który nie patrzy z pogardą na innych.

Ile tracimy przez to, że pozwalamy naszemu złemu humorowi zawładnąć nad naszym zachowaniem? Sądzę, że przez opryskliwość, humorzastość i obojętność nie wiemy nawet o okazjach, które moglibyśmy wykorzystać na swoją korzyść. Że przez takie zachowanie omijają nas napiwki, jeśli jesteśmy kelnerami; prowizje, jeśli jesteśmy sprzedawcami; podniesienie oceny, jeśli jesteśmy uczniami; uśmiechy, jeśli jesteśmy w większej grupce ludzi; potencjalne randki, jeśli jesteśmy singlami; większa troska, jeśli jesteśmy pacjentami i wiele, wiele innych.

Przyznam się Wam, że dziewczyna choćby najpiękniej ubrana i uczesana, jeśli jest naburmuszona i ze znudzoną miną, ma dla mnie w sobie coś tak odpychającego, że jej piękny strój nie jest w stanie złego wrażenia zatrzeć. Lubię przebywać w towarzystwie osób, które się choć troszkę starają, żeby poprawić komuś nastrój lub mu pomóc. Mam wrażenie, że niestety serdeczność, staje się czymś deficytowym.

Dla mnie bycie miłym nie oznacza lizusostwa, przesadnej grzeczności czy braku asertywności. W mojej ocenie to raczej kwestia empatii – staram się, by inni czuli się dobrze w moim towarzystwie, ale nie utożsamiam tego z jakimś ogromnym poświęceniem czy dyskomfortem, a raczej z kontrolą własnego nastawienia. Ja lubię czuć, że mogę mieć wpływ na swoje nastawienie – w tym sensie bycie miłym nie jest wyrazem słabości, ale siły.

I jestem w stanie powiedzieć nawet, gdzie jest moja granica. Otóż jeżeli wyczuwam, że ktoś jest dla mnie niemiły, to w miarę możliwości po prostu unikam tej osoby. Niestety nie potrafię się we wszystkich przypadkach przemóc i odpowiadać na „niemiłość” „miłością”. Nigdy też nie dążę do konfrontacji i wylewania żalów. Natomiast, jeżeli chodzi o pierwszy kontakt – nie ma siły, żebym świadomie sprawiła komuś przykrość.

Jak to jest z Wami? Czy staracie się być miłym, czy nie ma to dla Was znaczenia? Czy możecie przywołać taką sytuację w której byłyście niemiłe i tego żałujecie? Wiem, że to trudne pytania i dosyć osobiste, zmuszające do przyznania się do błędu, ale może udałoby się nam wspólnie dojść do jakichś fajnych rozwiązań w kwestii pracy nad charakterem. Czy też macie wrażenie, że ludzie boją się być miłymi, by nie zostać posądzonym o bycie mięczakiem lub lizusem?