Opinia

Mili ludzie to silni ludzie

Kilka dni temu miałam chwilę wolnego i postanowiłam pochodzić po sklepach, z nadzieją, że znajdę sobie jakąś fajną bieliznę. Wchodzę więc do sklepu z bielizną, takiego w centrum handlowym, ale na pierwszym piętrze i niezbyt tłumnie odwiedzanego, mówię „dzień dobry” i zabieram się za oglądanie towaru. Wow, jestem zaskoczona, bielizna jest bardzo ładna, jest sporo rozmiarów z każdego modelu, na pewno sobie coś dopasuję. Buszuję więc w biustonoszach, wyciągam sobie potrzebne rozmiary, wieszaki w pewnym momencie już mi wylatują z rąk. A co w tym czasie robi sprzedawczyni? Dodajmy, sprzedawczyni z którą jestem w sklepie sam na sam i której głos słyszałam tylko w momencie niezbyt entuzjastycznego „dzień dobry”. Ogląda sobie za ladą jakiś komplet bielizny i zachowuje się jakby mnie tam nie było. No dobra, wybrałam co chciałam, idę jej pokazać wieszaki, mówię – przymierzę te cztery rzeczy, ona na to skina głową. Do przymierzalni trafiam sama, zapalam światło, a tam na lustrze duża naklejka „brafitting, nasza profesjonalna obsługa pomoże ci dobrać dla ciebie idealny biustonosz” (to parafraza, słowo w słowo nie pamiętam). Jak to przeczytałam to nawet pomyślałam, że może pani wbije mi się do przymierzalni, ale mój optymizm chyba mnie poniósł w złe rejony. Nic na mnie nie pasuje, nie będę się darła, żeby mi donoszono kolejne rozmiary, bo już i tak czuję się jak intruz, odkładam na ladę niepasującą bieliznę, mówię „do widzenia” i wychodzę. Kurtyna.

Nie mam zamiaru teraz jechać po tej pani i oceniać jej kultury osobistej. Mam jednak zamiar wyciągnąć z tej wizyty w sklepie pewną lekcję i zdiagnozować pewien problem, który zauważyłam już jakiś czas temu, a i czegoś mądrego się przy okazji nauczyć. Otóż: LUDZIE SĄ NIEMILI I NAWET NIE WIEDZĄ, ILE PRZEZ TO TRACĄ.

Zacznijmy od tego, co uznajemy za bycie miłym. W przytoczonej przeze mnie historyjce, sprzedawczyni była w mojej ocenie niemiła, ponieważ ja poczułam się olana. Celowo piszę, że ja poczułam się olana, a nie że ona mnie olała, bo nie chcę oceniać tej pani, tylko tę sytuację, którą znam jedynie ze swojej perspektywy. Do mojego dobrego samopoczucia przyczyniłyby się dwie kwestie:

- gdyby pani przybrała wobec mnie bardziej entuzjastyczną postawę (chociażby uśmiechnęła się, spojrzała mi w oczy, przerwała na chwilę czynność, której się oddawała, dała mi do zrozumienia, że wie o mojej obecności w sklepie)

- gdyby pani była bardziej aktywna i choć kilku procentach pomocna (jest mnóstwo kompromisów między natarczywym pytaniem co chwilę „w czym mogę pomóc”, a udawaniem, że klienta nie ma)

Co mogłoby się wydarzyć, gdyby zachowanie sprzedawczyni było inne?

- dobrałabym sobie odpowiednią bieliznę i zrobiłabym zakupy

- w przyszłych planach zakupowych uwzględniłabym ten sklep.

Co się nie wydarzyło i nie wydarzy przez to konkretne zachowanie sprzedawczyni?

- nie dobrałam bielizny, nie zrobiłam zakupu

- w przyszłych planach zakupowych nie uwzględnię tego sklepu.

Powiem Wam jedno. Ja się poczułam przez chwilę źle, ale wyszłam z tego sklepu, na chwilę usiadłam i pomyślałam sobie: a co jeżeli ktoś kiedyś pomyślał o mnie, tak jak ja o tej pani? Co jeśli ja kiedyś, nawet niechcący, sprawiłam, że ktoś odebrał moje zachowanie jako ignorowanie go czy bycie bucem?

maya angelou quoteGdy ludzie pokazują Ci jacy są za pierwszym razem, uwierz im. Maya Angelou

Napisałam kiedyś tekst o tym, jak nie należy się wstydzić tego, jak w danej chwili wyglądamy, jeśli odbiega to od naszego wyobrażenia nas samych czy standardu nad jakim pracujemy – Dyskomfort to przyjaciel. Z byciem miłym jest dokładnie tak samo.

Każdemu zdarzają się złe dni, nie wszyscy obracamy się w dokładnie takim towarzystwie w jakim byśmy chcieli, nie wszyscy pracujemy na wymarzonych etatach, nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli itd. Ale to właśnie w takich najtrudniejszych sytuacjach najbardziej o nas świadczy nasze zachowanie. Nie jest sztuką być miłym, kiedy wszystko jest cacy. Sztuką jest przełknąć gorycz i pracować nad sobą i nawet w najtrudniejszej sytuacji być świetnym człowiekiem. Takim, który nie patrzy z pogardą na innych.

Ile tracimy przez to, że pozwalamy naszemu złemu humorowi zawładnąć nad naszym zachowaniem? Sądzę, że przez opryskliwość, humorzastość i obojętność nie wiemy nawet o okazjach, które moglibyśmy wykorzystać na swoją korzyść. Że przez takie zachowanie omijają nas napiwki, jeśli jesteśmy kelnerami; prowizje, jeśli jesteśmy sprzedawcami; podniesienie oceny, jeśli jesteśmy uczniami; uśmiechy, jeśli jesteśmy w większej grupce ludzi; potencjalne randki, jeśli jesteśmy singlami; większa troska, jeśli jesteśmy pacjentami i wiele, wiele innych.

Przyznam się Wam, że dziewczyna choćby najpiękniej ubrana i uczesana, jeśli jest naburmuszona i ze znudzoną miną, ma dla mnie w sobie coś tak odpychającego, że jej piękny strój nie jest w stanie złego wrażenia zatrzeć. Lubię przebywać w towarzystwie osób, które się choć troszkę starają, żeby poprawić komuś nastrój lub mu pomóc. Mam wrażenie, że niestety serdeczność, staje się czymś deficytowym.

Dla mnie bycie miłym nie oznacza lizusostwa, przesadnej grzeczności czy braku asertywności. W mojej ocenie to raczej kwestia empatii – staram się, by inni czuli się dobrze w moim towarzystwie, ale nie utożsamiam tego z jakimś ogromnym poświęceniem czy dyskomfortem, a raczej z kontrolą własnego nastawienia. Ja lubię czuć, że mogę mieć wpływ na swoje nastawienie – w tym sensie bycie miłym nie jest wyrazem słabości, ale siły.

I jestem w stanie powiedzieć nawet, gdzie jest moja granica. Otóż jeżeli wyczuwam, że ktoś jest dla mnie niemiły, to w miarę możliwości po prostu unikam tej osoby. Niestety nie potrafię się we wszystkich przypadkach przemóc i odpowiadać na „niemiłość” „miłością”. Nigdy też nie dążę do konfrontacji i wylewania żalów. Natomiast, jeżeli chodzi o pierwszy kontakt – nie ma siły, żebym świadomie sprawiła komuś przykrość.

Jak to jest z Wami? Czy staracie się być miłym, czy nie ma to dla Was znaczenia? Czy możecie przywołać taką sytuację w której byłyście niemiłe i tego żałujecie? Wiem, że to trudne pytania i dosyć osobiste, zmuszające do przyznania się do błędu, ale może udałoby się nam wspólnie dojść do jakichś fajnych rozwiązań w kwestii pracy nad charakterem. Czy też macie wrażenie, że ludzie boją się być miłymi, by nie zostać posądzonym o bycie mięczakiem lub lizusem?

KOMENTARZE

  1. kk

    Polecam, mimo wszystko, spojrzeć na to z innej strony.

    Sama pracuje w sieciówce i większość ludzi tam pracujących to studenci którzy sobie dorabiają. Stawka jest niska, często robi się 12 h pod rząd z maksymalną przerwą 30 minut. Tam gdzie pracuje od razu wchodze, i muszę biegać- nie mam czesto nawet czasu zapoznać się z tym, co pojawiło się danej nocy na sklepie (a trzeba dodać że zmiany są co 2 dni, czasem nawet większości asortymentu).
    Wierzcie mi albo nie, ale po 10 h na nogach ma się już dość. Nie chcę też generalizować, ale większość klientów jest niemiła, mają często pretensje. Najczęściej wina nie leży w pracownikach ale w całej organizacji takiego miejsca pracy, gdzie zmiany personelu są gigantyczne (nie zostawia się kogoś na dłużej, bo to się nie opłaca) oraz zwykłej nerwówce (szybko, wciśnij jak najwięcej klientowi etc.). Takie szybkie i konsumpcyjne czasy.
    Jako pracownik też staram się być miła, bo oczywiście prostackie nie przystoi, ale czasem się już nie posiada siły i jest się obojętnym. Mimo wszystko miłe zapytanie też nie peszy.

    • anemonek

      Sprzedawczyni z wymienionego przykładu chyba aż tak bardzo się nie przemęczała, skoro oprócz Marii nie było tam żadnej klientki. Z reguły takie sklepy są pustawe i nigdy nie zdarzyło mi się, żeby nie pytano mnie, czy rozmiar dobry i czy donieść coś jeszcze. Co innego sieciówki odzieżowe, gdzie panuje rwetes i bywa wielu klientów, choć i tam z reguły są miłe sprzedawczynie i chętnie donoszą rozmiary.

    • Aleksandra

      Pracowałam w sieciówce w takim trybie jaki opisujesz i przyznam szczerze nie miałam sytuacji, w której miałabym tak ostentacyjnie olać klienta. Zawsze przynajmniej z uśmiechem powiedziałam „dzień dobry” i zaznaczyłam, że w razie pytań jestem w pobliżu. Szczerze to wolę już natrętne sprzedawczynie niż takie, w towarzystwie, których czuję się jak intruz.
      Pozdrawiam ;)

  2. Anna M.

    Bardzo pożyteczny wpis i generalnie się zgadzam, ekspedientka powinna zainteresować się klientem bo to jej praca, ale… Mario, przecież też mogłaś wykazać się inicjatywą i zagadać do ekspedientki, poprosić lub zapytać o coś. Ja tak robię, jeśli zależy mi na zakupie i jeszcze mi korona z głowy nie spadła. Zresztą może jestem inna bo lubię sobie sama szukać rzeczy w sklepie, bardzo nie lubię nadskakujących sprzedawczyń a jeszcze pokazywać im się w bieliźnie – to byłoby dla mnie osobiście krępujące. Pozdrawiam i życzę miłego dnia.

  3. Jovanka

    A ja mam jeszcze takie pytanie / refleksję: jestem miła i jestem nauczycielką. I często mam tak, że jednak muszę nawarczeć, albo zrobić coś niemiłego, żeby uczniowie traktowali mnie poważnie. I moje bycie miłym, to wg mnie nie słabość, a jednak młodzież czasem chce wchodzić mi na głowę. I czasem się waham czy w takich relacjach można być miłym i szanowanym jednocześnie?

    • anemonek

      Zgadza się. Bycie miłym, czy zwykła uprzejmość bywają odbierane jak słabość i zaczynają się próby zdominowania i skracania dystansu. A jeśli do tego jesteś młoda…

    • Ida

      Odniesienie do szkoły wydaje mi się nie być odpowiednie. Tam panują inne reguły i inna hierarchia – to nauczyciel stoi w niej wyżej. Nie można dać sobie wejść na głowę. Pamiętam, że najbardziej ceniłam nauczycielki, które zwykle przybierały raczej surową postawę, a od czasu do czasu bywały naprawdę miłe dla uczniów. Wtedy tę „miłość”, jak to sympatycznie Maria określiła, docenialiśmy jako uczniowie znacznie bardziej.

      • kreska soft summer

        Moja koleżanka nauczycielka kiedyś powiedziała uczniom – gdy mówili coś w stylu „pani nas nie kocha” – „kocham was miłością wymagającą”. To zależy od danej osobowości, ale myślę, że bycie miłym jako nauczyciel to życzliwość, brak krzyku (tzn. w sytuacjach awaryjnych może się pojawić, ale nie na każdej lekcji), nieobrażanie (żadnych epitetów), raczej uśmiech na dzień dobry, a nie krzywa mina (uczniowie widzą, że nauczyciel ich nie lubi albo swojej pracy). Żeby czuli się szanowani jako ludzie, ale dystans na pewno jest potrzebny. Trudna to rzecz jest.

        • Anuko

          Muszę na to odpowiedzieć. Jestem nauczycielem i staram się, żeby ta sytuacja hierarchiczna była jasna, ale nikogo nie upokarzała. Widzę jasno, że dzieciaki lubią być sprawdzane, bo to oznacza docenienie ich pracy/wysiłku. Uwielbiam chwalić, nie lubię karać. Zapewne dlatego bardzo źle reaguję, kiedy gdzieś ktoś wprowadza hierarchię w sytuacji, której tak nie postrzegam. Kiedyś dostałam minusa u lekarza (bo „dziki pacjent” – dokładnie tak zostałam określona – wpadł w nagłej potrzebie). Pani narysowała dużą krechę na mojej karcie. Natychmiast zmieniłam panią. Nie znoszę ekspedientek – strażniczek skarbu – które „mają” produkty i mogą je sprzedać lub łaskawie udzielają lub nie udzielają pieczątek na karcie stałego klienta – wydaje mi się to pozostałością po czasach słusznie minionych. Mam też doświadczenie pani, która z bardzo miłej zrobiła się obrażona po mojej uwadze, że krem, który kupiłam wcześniej kilka razy, w nowej wersji zmienił zapach. Według niej (nie nosiła go nigdy) zupełnie się nie zmienił i zawsze tak pachniał. Właściwie zarzuciła mi kłamstwo i niestety obawiam się, że ciężko to zniosłam.

  4. Ida

    Mario, chyba trafiłam w zeszłym tygodniu do tego samego sklepu. Ekspedientka nawet nie pofatygowała się, by odpowiedzieć mi dzień dobry. Nie kupię już nic w tym sklepie. Ze mną jest trochę tak jak w filmie „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz”, w kultowej scenie z kurczakiem i szmatą. Tu fragment, od 0:48 https://www.youtube.com/watch?v=LxjxqgMG6GE
    Obrażam się na takie sklepy ;) i nie wchodzę tam więcej.
    Sama staram się być miła dla ludzi. W życiu prywatnym, jeżeli nie otrzymuję odpowiedniej reakcji zwrotnej, to często unoszę się dumą i odpuszczam sobie kontakty. W życiu zawodowym nabrałam odpowiedniej odporności, od uprzejmości, empatii i dobrego kontaktu zależą moje zarobki.

  5. beata rozycki

    Pani Mario , trafne i prawdziwe Pani spostrzezenie co do zachowan ludzkich a takze sprzedajacych asystentek w sklepach,Wlasnie wczoraj wrocilam z Polski po wizycie wakacyjnej i wizytach w sklepach. Bywaja i takie panie sklepowe ktore w trakcie ogladania ubran przez klientke podchodza i w tym samym momencie porzadkuja uklad wieszakow pod nosem klienta, gdyz oczywiscie psuje im to ”porzadek ” sklepowy. Wyszlam natychmiast ze sklepu -ozywiscie jej strata bo np. moglabym cos kupic itd.
    A tak mowiac nawiasem Pani Mario -artykul swietny , psychologiczny ,prosimy wiecej;
    dziekuje -wierna fanka

  6. Agnieszka

    Mario, proszę o radę. Co myślisz o łączeniu srebra ze złotem? Zazwyczaj noszę srebrną, delikatną biżuterię i myślę o kupnie zegarka. Podoba mi się taki https://www.google.pl/search?q=Lorus+RG204KX9&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwia2KSo6rTOAhXB1ywKHfhtAXMQ_AUICCgB&biw=1366&bih=667#imgrc=YHp63w6tyY3chM%3A Myślisz, że bardzo by się to gryzło? Można to jakoś pogodzić? Pozdrawiam :)

    • Maria Autor wpisu

      Jak dla mnie to się w ogóle nie gryzie. Kiedyś myślałam inaczej, ale teraz łączę nie tylko srebro ze złotem, ale też srebro ze złotem i różowym złotem :) A wręcz powiedziałabym, że ma to nawet swój urok! PS. Ładny zegarek!

      • Agnieszka

        Dziękuję bardzo za odpowiedź :) Twój blog jest dla mnie inspirujący! Szczególnie moodboardy.

  7. katto

    Często ludzie, którzy są niemili dla innych (opryskliwi, naburmuszeni, obojętni, wybuchający, groźnie milczący) nie zdają sobie z tego sprawy… Nie wiedzą z jaką energią wychodzą do ludzi i ich tym w pewien sposób obarczają.
    Z własnego doświadczenia zauważyłam, że oczekuję tego, by ktoś pierwszy był miły dla mnie – wtedy ja też się uśmiechnę. Jednak niedawno zrozumiałam, że przejęcie inicjatywy w temacie bycia miłym, uśmiechniętym i zaangażowanym daje mi lepsze samopoczucie i dobre kontakty z ludźmi.
    P.S. Twój blog jest pierwszym, który czytam regularnie. Wielki Szacun. Wiele się nauczyłam, za co bardzo dziękuję. A jeśli chodzi o lektury mam w bibliotece te same książki:-)

  8. alicia

    Wiekszosc zycia pracuje za granica. Najpierw w Anglii pare dobrych lat. Tam ludzie sa mili, usmiechnieci i slyszysz ciagle prosze i dziekuje, dzien dobry, dowidzenia, milego dnia. W Niemczech jest roznie. Zdarzylo sie nie uslyszec dzien dobry a nawet ‚co’ zamiast prosze. W Niemczech oceniaja po wygladzie, co nie zdarza sie w Anglii, bo milionerzy moga chodzic w podartych gaciach i w Anglii jak pokazujesz, ze masz kase to jestes Snob. W Polsce jestem raz na rok i to krotko (niestety). Duzo moich znajomych skarzy sie, ze ludzie sa nie mili i co ciekawe, coraz mniej kultury osobistej jest na zachodzie Polski i w duzych miastach. Regiony biedniesze Polski- wschod, ludzie biedniejsi milsi sa. Gdybym ja byla nie grzeczna w mojej pracy, stracilabym ja, a musze powiedziec, ze Niemcy sa wygodni, leniwi i sa przekonani, ze zawsze maja racje. Nie jest latwo, problemy, dume itp chowamy do kieszeni na czas pracy. A to co ja mysle osobiscie i prywatnie to jest moje :)

  9. laaba

    ja się odniosę do kwestii straty… ludzie często prowadzą jakieś biznesy,firmy i dziwią się,że im nie idzie,że coraz gorzej,że nikt nie kupuje…
    a samo miałam ostatnio taką sytuację…
    dzwonię do pewnego Pana po sznurek lniany,chciałam zamówić duże ilości.
    Pan rozmawia ze mną jak z bezczelnym natrętem,co mu d…ę zawraca.
    proszę o opis tego sznurka,grubość,długość etc…
    w końcu już nie chce mi się z nim gadać,bo mam dosyć wymuszania z niego informacji,których nie ma na swojej stronie internet,mimo tego,że oferuje sprzedaż.
    w końcu ostatkiem sił proszę o zdjęcie,może sama sobie coś na nim zobaczę.
    a Pan mi mówi,że może jak się zmobilizuje,to mi wyśle… ręce opadają.
    zdjęcia nie ma do dziś. sznurka u niego nie kupiłam. nie podzieliłam się z nim swoimi pieniędzmi i nigdy tego nie zrobię. nigdy go też nikomu nie polecę,bo co mam polecać…
    z opowieści wiem,że kiepsko mu idzie interes,chyba też dlatego chciałam u niego kupić,żeby być jego klientem…
    ale teraz już wiem dlaczego kiepsko mu idzie i mogę się domyśleć dlaczego innym idą kiepsko ich interesy. dlatego,że nie chce im się wysilać. może myślą,że im się powodzenie należy,a nie,że trzeba je sobie wypracować i czasem wznieść ponad swoje lenistwo,humory i niechęć

  10. terka

    A ja zaliczam się do tych niemiłych.Nie pozwalam”wózkowym” mamusiom wjeżdżać między hałdy kartonów i rozstawione palety z towarem i próbuję uświadomic potencjalnym klientom,że łatwiej i bezpieczniej zrobią zakupy w sklepie czy kiosku,a nie w hurtowni,która ma za zadanie obsługę „dużych” odbiorców.Niestety najwięcej obrażliwych komentarzy z tego powodu słyszę od młodych kobiet,które są tylko trochę starsze od mojej wnuczki.Że już nie wspomnę o określeniach typu”ta wredna stara baba”,którymi opisują swoje zakupy na Facebooku.Pozdrawiam serdecznie autorkę bloga ,a w ogóle to jej zazdroszczę tej pięknej sukienki z wielkim liściem.

  11. Szczęściara

    Miałam szczęście i rok temu trafiłam do małego sklepiku z bielizną w Kołobrzegu. Pani od wejścia była zainteresowana tym, by nam pomóc (byłam z siostrą). Kiedy byłam w przymierzalni, pani podawała mi różne biustonosze w moim rozmiarze. Pokazała jak zakładać biustonosz. Pytałam, czy skończyła kurs brafittingu, ale okazało się, że nie, to praktyka czyni mistrza. Kupiłam wtedy kilka staników, siostra też. Wyszłyśmy przeszczęśliwe! Poleciłam oczywiście ten sklep swoim znajomym. One też wracały stamtąd bardzo zadowolone i wiem, że polecały go dalej swoim znajomym. Dodam tylko, że pół roku temu też tam byłam i za chwilę wybieram się tam znowu, odległość nie gra roli (kilkadziesiąt km).
    Po przeczytaniu historii Marii, musiałam się podzielić swoją.

    • Anuko

      Takie panie pracują też w sklepie z bielizną na Kazimierza Wielkiego w Krakowie. Wow. Brawo dla nich. W innych miejscach bywa tak, że jednego dnia pani jest super, a innego hm. Tak mi się zdarzyło. Pani była świetna, przymierzyłam stos bielizny, nie kupiłam, bo tego dnia kupiłam sobie coś innego i sumienie tego nie zniosło. Dwa tygodnie później wróciłam, żeby jednak kupić. Pani zachowywała się poprawnie, ale jednak lekkie poczucie bycia intruzem się pojawiło. Kupiłam. Jest fajna rzecz. Cena niezła. Może pani coś się wydarzyło/jakiś telefon w ten dzień. Pewnie wrócę. Jak pojawi się potrzeba. Natomiast uprzytamniam sobie, jak ważne są emocje. Jak bardzo ułatwiają/utrudniają. Warto być miłym – drugi człowiek spokojniej przejdzie przez dzień. I ja przy okazji. Miły klient – fajnie być takim. Pamiętam jednego sprzedawcę, któremu niezwykle rozjaśniła się twarz – było warto. Akcesoria do komórek. Pan podładował mi komórę i sprzedał ładowarkę. Wyjęłam pieniądze i zaczęłam: „Jak ja nie lubię wydawać pieniędzy” – tu mina mu zrzedła – „ale u pana chętnie zostawię tę kwotę”. Człowiek naprawdę się ucieszył. I ja też przy okazji. Jednak dobre słowo ważna rzecz.

  12. Danusia

    Ech, może jestem jakaś dziwna, ale wprost uwielbiam zaangażowanie pań sprzedających bieliznę, lubię jak wchodzą ze mną do przebieralni, regulują fachowo paseczki („ta pierś jest nieco mniejsza więc proszę pozwolić, że wyreguluję ramiączko”- pozwalam z ochotą:) i inne takie. Zdaję się na opinie takich pań i po prostu im zawierzam. I czuję się taka zatroszczona. Rozumiem Cię Mario, zostać zignorowanym w sklepie z bielizną jest przykre.

    • Flowerfairy

      Wiem, o czym mówisz :) Też raz byłam w takim sklepie. Pani brafitterka wydała mi się na początku natrętna bo weszła do przymierzalni bez mojego wyraźnego zaproszenia ale szybko zobaczyłam że tak doskonale wie co robi że z radością poddałam się jej ;)

  13. Dorota

    Bardzo ciekawy post. Rozumiem poczucie olania, sama niestety czasami reaguję na takie sytuacje podobnie, tj. obrażam się i wychodzę. W mojej ulubionej cukierni pracuje bardzo niemiła osoba. Nie skupia się na tym, o co się ją prosi i jeszcze ma pretensje, że nie dość jasno powiedziało się czego chce (jest agresywna). Na początku myślałam, że może to ze mną coś jest nie tak i mówię jakoś niewyraźnie, ale po czasie zauważyłam, że innych klientów traktuje tak samo. Ostatnio po jej kolejnym zgryźliwym komentarzu zachowałam się podobnie, zastosowałam bierną agresję. Nie padło żadne niemiłe słowo, ale weszłam już bez uśmiechu i traktowałam ekspedientkę jak zło konieczne, co na pewno dało się odczuć. Po fakcie zaczęłam się nad tym zastanawiać i w sumie było mi głupio za moje zachowanie. Z jednej strony uważam, że fajnie by było, gdyby wszystkie ekspedientki były miłe, ale z drugiej strony to jednak od siebie powinnyśmy wymagać najwięcej. Obrażenie się i wyjście ze sklepu nie jest miłym zachowaniem. Tak samo niemiłe jest potraktowanie kogoś brakiem uśmiechu, nawet jeśli robimy to w odpowiedzi na jego złe zachowanie. Jeśli nawet ktoś nad olewa, zawsze można samodzielnie poprosić o pomoc, uśmiechnąć się, zażartować na rozładowanie sytuacji itp. Sprzedawca też człowiek – może być zmęczony, mieć gorszy dzień, jakieś kłopoty osobiste. Nasza reakcja na czyjeś złe zachowanie też świadczy o nas. Teraz radzę sobie w ten sposób, że staram się nie traktować niemiłej osoby jak mojego wroga, tylko wyobrażam sobie w niej np. moją mamę czy siostrę, które mają gorszy dzień lub czymś się martwią. Szczęśliwi ludzie nie są opryskliwi, olewający i niemili. Mogę się założyć, że gdybyśmy wiedzieli dlaczego dana osoba tak się zachowuje, to wtedy na 100% sami zachowalibyśmy się bardziej empatycznie i z większą troską. A nie można tego zrobić tak od razu, bez posiadania konkretnej wiedzy? Łatwo jest oczekiwać od kogoś, że powinien być miły pomimo złego dnia i przeciwności, ale trzeba być w tych wymaganiach konsekwentnym i też być serdecznym dla innych pomimo tego, że ktoś nas olewa lub jest agresywny.

  14. bu

    „be kind, not nice” – w tym wszystkim ani Ty, ani sprzedawczyni nie zrobiłyście nic, by pomóc sobie ulepszyć dzień. Jasne, ona była w pracy i m i a ł a o b o w i ą z e k być miłą, bo w końcu za to jej płacą. Ale sama piszesz o tym, że sztuką jest być miłym, gdy się jest rozdrażnionym. Jak wyglądałaby ta sytuacja po Twoim „czy mogłaby mi pani pomóc?” – tego nie wie nikt. Czasami to ludzi bardzo wybudza z letargu.

    • Flowerfairy

      Zgadzam się. Każda relacja międzyludzka wymaga obustronnej pracy.

  15. Flowerfairy

    To pierwszy tekst, który przeczytałam na tym blogu i od razu wiem, że znalazłam swoje miejsce :)

    Opowiem o swoim doświadczeniu z „miłością” :) Jestem introwertykiem. Mój introwertyzm ma dosyć zaawansowaną postać… ;) Dodatkowo moja twarz „w stanie spoczynku” jest klasycznym przykładem RBF (resting bitch face) ;) Od około dwóch lat pracuję nad sobą: dużo czytam o rozwoju, przeszłam roczną psychoterapię i to wszystko przyczyniło się do zwiększenia samoświadomości, wewnętrznego spokoju oraz empatii wobec innych. Dzięki temu wszystkiemu chętniej uśmiecham się do ludzi i uważniej słucham. Moja metamorfoza wewnętrzna zeszła się w czasie z przemianą zewnętrzną – zaczęłam nosić szpilki, garnitury i sukienki zamiast dotychczasowych jeansów, t-shirtów i plastikowej biżuterii (jestem wykładowcą i mam 30 lat…). Moje dwie obecnie przewodnie zasady to: „po co ubierać się brzydko skoro można ubierać się ładnie” oraz „po co być niemiłym skoro można być miłym” :) I to się sprawdza. Nic nie kosztuje a ile daje korzyści. Dzięki zmianie stroju jestem postrzegana jako bardziej profesjonalna oraz dostaję mnóstwo komplementów. Dzięki temu czuję się lepiej i mogę tę pozytywną energię podawać dalej w postaci „miłości” :) Jestem bardzo dumna z tego jakim jestem teraz człowiekiem. Kosztowało mnie to bardzo dużo pracy ale teraz wiem że BYŁO WARTO. Teraz może być tylko lepiej :)

  16. Catty

    Wartościowy post, już wcześniej o tym myślałam, ale chcę bardziej wdrażać w życie ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

x