Opinia

Mili ludzie to silni ludzie

Kilka dni temu miałam chwilę wolnego i postanowiłam pochodzić po sklepach, z nadzieją, że znajdę sobie jakąś fajną bieliznę. Wchodzę więc do sklepu z bielizną, takiego w centrum handlowym, ale na pierwszym piętrze i niezbyt tłumnie odwiedzanego, mówię „dzień dobry” i zabieram się za oglądanie towaru. Wow, jestem zaskoczona, bielizna jest bardzo ładna, jest sporo rozmiarów z każdego modelu, na pewno sobie coś dopasuję. Buszuję więc w biustonoszach, wyciągam sobie potrzebne rozmiary, wieszaki w pewnym momencie już mi wylatują z rąk. A co w tym czasie robi sprzedawczyni? Dodajmy, sprzedawczyni z którą jestem w sklepie sam na sam i której głos słyszałam tylko w momencie niezbyt entuzjastycznego „dzień dobry”. Ogląda sobie za ladą jakiś komplet bielizny i zachowuje się jakby mnie tam nie było. No dobra, wybrałam co chciałam, idę jej pokazać wieszaki, mówię – przymierzę te cztery rzeczy, ona na to skina głową. Do przymierzalni trafiam sama, zapalam światło, a tam na lustrze duża naklejka „brafitting, nasza profesjonalna obsługa pomoże ci dobrać dla ciebie idealny biustonosz” (to parafraza, słowo w słowo nie pamiętam). Jak to przeczytałam to nawet pomyślałam, że może pani wbije mi się do przymierzalni, ale mój optymizm chyba mnie poniósł w złe rejony. Nic na mnie nie pasuje, nie będę się darła, żeby mi donoszono kolejne rozmiary, bo już i tak czuję się jak intruz, odkładam na ladę niepasującą bieliznę, mówię „do widzenia” i wychodzę. Kurtyna.

Nie mam zamiaru teraz jechać po tej pani i oceniać jej kultury osobistej. Mam jednak zamiar wyciągnąć z tej wizyty w sklepie pewną lekcję i zdiagnozować pewien problem, który zauważyłam już jakiś czas temu, a i czegoś mądrego się przy okazji nauczyć. Otóż: LUDZIE SĄ NIEMILI I NAWET NIE WIEDZĄ, ILE PRZEZ TO TRACĄ.

Zacznijmy od tego, co uznajemy za bycie miłym. W przytoczonej przeze mnie historyjce, sprzedawczyni była w mojej ocenie niemiła, ponieważ ja poczułam się olana. Celowo piszę, że ja poczułam się olana, a nie że ona mnie olała, bo nie chcę oceniać tej pani, tylko tę sytuację, którą znam jedynie ze swojej perspektywy. Do mojego dobrego samopoczucia przyczyniłyby się dwie kwestie:

– gdyby pani przybrała wobec mnie bardziej entuzjastyczną postawę (chociażby uśmiechnęła się, spojrzała mi w oczy, przerwała na chwilę czynność, której się oddawała, dała mi do zrozumienia, że wie o mojej obecności w sklepie)

– gdyby pani była bardziej aktywna i choć kilku procentach pomocna (jest mnóstwo kompromisów między natarczywym pytaniem co chwilę „w czym mogę pomóc”, a udawaniem, że klienta nie ma)

Co mogłoby się wydarzyć, gdyby zachowanie sprzedawczyni było inne?

– dobrałabym sobie odpowiednią bieliznę i zrobiłabym zakupy

– w przyszłych planach zakupowych uwzględniłabym ten sklep.

Co się nie wydarzyło i nie wydarzy przez to konkretne zachowanie sprzedawczyni?

– nie dobrałam bielizny, nie zrobiłam zakupu

– w przyszłych planach zakupowych nie uwzględnię tego sklepu.

Powiem Wam jedno. Ja się poczułam przez chwilę źle, ale wyszłam z tego sklepu, na chwilę usiadłam i pomyślałam sobie: a co jeżeli ktoś kiedyś pomyślał o mnie, tak jak ja o tej pani? Co jeśli ja kiedyś, nawet niechcący, sprawiłam, że ktoś odebrał moje zachowanie jako ignorowanie go czy bycie bucem?

maya angelou quoteGdy ludzie pokazują Ci jacy są za pierwszym razem, uwierz im. Maya Angelou

Napisałam kiedyś tekst o tym, jak nie należy się wstydzić tego, jak w danej chwili wyglądamy, jeśli odbiega to od naszego wyobrażenia nas samych czy standardu nad jakim pracujemy – Dyskomfort to przyjaciel. Z byciem miłym jest dokładnie tak samo.

Każdemu zdarzają się złe dni, nie wszyscy obracamy się w dokładnie takim towarzystwie w jakim byśmy chcieli, nie wszyscy pracujemy na wymarzonych etatach, nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli itd. Ale to właśnie w takich najtrudniejszych sytuacjach najbardziej o nas świadczy nasze zachowanie. Nie jest sztuką być miłym, kiedy wszystko jest cacy. Sztuką jest przełknąć gorycz i pracować nad sobą i nawet w najtrudniejszej sytuacji być świetnym człowiekiem. Takim, który nie patrzy z pogardą na innych.

Ile tracimy przez to, że pozwalamy naszemu złemu humorowi zawładnąć nad naszym zachowaniem? Sądzę, że przez opryskliwość, humorzastość i obojętność nie wiemy nawet o okazjach, które moglibyśmy wykorzystać na swoją korzyść. Że przez takie zachowanie omijają nas napiwki, jeśli jesteśmy kelnerami; prowizje, jeśli jesteśmy sprzedawcami; podniesienie oceny, jeśli jesteśmy uczniami; uśmiechy, jeśli jesteśmy w większej grupce ludzi; potencjalne randki, jeśli jesteśmy singlami; większa troska, jeśli jesteśmy pacjentami i wiele, wiele innych.

Przyznam się Wam, że dziewczyna choćby najpiękniej ubrana i uczesana, jeśli jest naburmuszona i ze znudzoną miną, ma dla mnie w sobie coś tak odpychającego, że jej piękny strój nie jest w stanie złego wrażenia zatrzeć. Lubię przebywać w towarzystwie osób, które się choć troszkę starają, żeby poprawić komuś nastrój lub mu pomóc. Mam wrażenie, że niestety serdeczność, staje się czymś deficytowym.

Dla mnie bycie miłym nie oznacza lizusostwa, przesadnej grzeczności czy braku asertywności. W mojej ocenie to raczej kwestia empatii – staram się, by inni czuli się dobrze w moim towarzystwie, ale nie utożsamiam tego z jakimś ogromnym poświęceniem czy dyskomfortem, a raczej z kontrolą własnego nastawienia. Ja lubię czuć, że mogę mieć wpływ na swoje nastawienie – w tym sensie bycie miłym nie jest wyrazem słabości, ale siły.

I jestem w stanie powiedzieć nawet, gdzie jest moja granica. Otóż jeżeli wyczuwam, że ktoś jest dla mnie niemiły, to w miarę możliwości po prostu unikam tej osoby. Niestety nie potrafię się we wszystkich przypadkach przemóc i odpowiadać na „niemiłość” „miłością”. Nigdy też nie dążę do konfrontacji i wylewania żalów. Natomiast, jeżeli chodzi o pierwszy kontakt – nie ma siły, żebym świadomie sprawiła komuś przykrość.

Jak to jest z Wami? Czy staracie się być miłym, czy nie ma to dla Was znaczenia? Czy możecie przywołać taką sytuację w której byłyście niemiłe i tego żałujecie? Wiem, że to trudne pytania i dosyć osobiste, zmuszające do przyznania się do błędu, ale może udałoby się nam wspólnie dojść do jakichś fajnych rozwiązań w kwestii pracy nad charakterem. Czy też macie wrażenie, że ludzie boją się być miłymi, by nie zostać posądzonym o bycie mięczakiem lub lizusem?

KOMENTARZE

  1. Nawiedzona Ula la

    Jestem miłą do czasu. Jak ktoś na mój uśmiech nieśmiały walczy to się wycofuje. Odnośnie bielizny. W mojej pobliskiej galergii mam sklep, gdzie panie stają na rzęsach by mi dobrać bieliznę. Mam nietypowy rozmiar i jak trafię model to kupuje od razu dwa- trzy komplety w różnych kolorach. Pierwszy raz byłam w szoku jak pani grzecznie zapytała czy może wejść i zerknąć na wybrany przeze mnie rozmiar, ale teraz oczekuje tego wszędzie. Niestety na wyjeździe trafiłam do sieci w innym mieście już nie bylo fajnie. Szkoda. Czyli sprzedaż w dużej mierze zależy od miłych i kompetentnych sprzedawców. Sporo badań było na ten temat, ale już się wystarczająco rozpisalam

    • Maria Autor wpisu

      No pewnie, że zależy. Gdybym naprawdę potrzebowała produktu to oczywiście bym tam tkwiła i nie zwracała na kobietę uwagi. Ale jak nie muszę, to nie użeram się z fochami 🙂

  2. Dordor

    Rozmawiałam kiedyś ze znajomymi którzy prowadzą firmy (strony internetowe i księgowość) na temat tego, jak negocjują stawki z klientami. Jeśli przychodzi do nich niemiła osoba, z którą już na wejściu widać, że współpraca będzie się układała ciężko, to na wszyscy na starcie doliczają kilka lub kilkanaście procent do stawki. Po prostu, żeby mieć motywację do pracy nad takim mało satysfakcjonującym zleceniem. Moim zdaniem, praktyka logiczna i podejrzewam, że może być powszechna. Krótko mówiąc: opłaca się być miłym! Dosłownie!

    • Maria Autor wpisu

      Ja słyszałam coś takiego, co na sobie również sprawdziłam, że jeżeli klient na początku ma jakieś wymagania nie z tej ziemi albo od razu negocjuje cenę, to później już będzie tylko gorzej. Rzecz jasna nie chodzi o praktyczne podejście do sprawy i załatwianie czegoś jak najlepiej, tylko o takiego swoistego focha, który wskazuje, że lepiej na pewno nie będzie. Cytat z grafiki jest tu najlepszą ilustracją sytuacji 🙂

  3. Magda

    🙂 Zgadzam się absolutnie. Niemal zawsze, gdy obsługa jest niemiła (w tym znaczeniu również niezaangażowana), wychodzę ze sklepu z pustymi rękami nawet, gdy na pierwszy rzut oka podoba mi się asortyment.

    Ja właśnie niedawno kupiłam bardzo świetnie dobrany biustonosz w małym sklepie w Warszawie, nie-sieciówkowym, ale znanym miejscem na mapie „brafittingowej” stolicy. Sprzedawczyni, młoda dziewczyna, przywitała mnie i od razu przystąpiła do pomocy. Gdy zobaczyła, jakie modele chcę przymierzyć, powyciągała wszystkie w podobnej stylistyce, których nawet nie zauważyłam. Zakupy zrobiłam, wyszłam w bardzo dobrym humorze i z kartą zniżkową, gdzie zapisany został też mój rozmiar, na okoliczność przyszłych zakupów 🙂

    • Maria Autor wpisu

      No właśnie, czasem się tej pomocy nie chce, ale niektórzy są tak uprzejmi i „troskliwi”, że potem się człowiek cieszy, że jednak uległ 🙂 Zawsze można powiedzieć, że się pomocy nie chce, ale to nie znaczy, że druga strona ma się w ogóle nie starać. Powiem nawet, że bardziej w relacji klient-obsługa liczy się staranie niż rezultat.

  4. K.R.

    Zaglądam tu od dłuższego czasu, ale pierwszy raz komentuję. Przy takim temacie trudno przejść bez dorzucenia swoich trzech groszy 😉
    Zgadzam się z każdym zdaniem. Sama staram się wyznawać zasadę ‚względem innych zachowuj się tak, jak sama chciałabyś być traktowana’. Daje to bardzo dużo satysfakcji, choć czasem ludzie biorą Twoje dobre zachowanie ‚zbyt’ osobiście i natychmiastowo oczekują przyjaźni. Jak widać umiar jest dobry we wszystkim.

    Na zakończenie podrzucę tylko znaleziony wczoraj plakat, który mam wrażenie idealnie pasuje do poruszonego tematu:
    https://scontent.fwaw3-1.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/13921148_1152620194803073_4822519378006944031_n.jpg?oh=0f6d2c58767717de09de2d6a511b1949&oe=585B3C3C
    Loesje ma wiele intrygujących haseł 🙂

    Pozdrawiam i życzę przyjaznego poniedziałku!

    • Maria Autor wpisu

      Bardzo fajna myśl na plakacie 🙂 Czytałam gdzieś, ale nie mogę sobie przypomnieć gdzie, artykuł o tym, że bycie miłym może być przez niektórych traktowane jako flirt. Z tymże moim zdaniem, to osoba, która bierze uprzejmość za flirt ma problem, a nie osoba oferująca uprzejmość.

      • mariadt

        No właśnie mój mąż jest zawsze miły i pomocny. Jedna dziewczyna z pracy (jedna o której wiem od kolegi) myślała, że ją podrywa. Zdziwiła się w pewnym momencie, w którym w przyjacielskiej pogawędce zaczął jej o mnie opowiadać (oczywiście w samych superlatywach ;)). Nie wiem czy chcę żeby zawsze był miły 😉

        • Maria Autor wpisu

          Gdybym była w takiej sytuacji, czułabym się fajnie. Jak mówię – to ona ma problem 🙂

        • Asia

          Opowiedziała ci, że myślała, że twój mąż ją podrywa? Dziwnie to brzmi.

  5. mialkotek

    Byłam kiedyś świadkiem zabawnej (?) sceny w sklepie z odzieżą indyjską. Sprzedawane tam stroje były dość specyficzne (bardzo kolorowe, rzadko dobrej jakości, dość przystępne cenowo) i klientela też szczególna, albo bardzo młoda, albo taka bardziej boho.
    Zdarzyło się, że w takim sklepie obsługiwała wyjątkowo niemiła sprzedawczyni, do której po pomoc zwróciła się klientka. Zapytała o coś, sprzedawczyni odwarknęła, spytała ponownie, znowu burknięcie. Pani niezrażona dalej pyta i od słowa do słowa dowiedzieliśmy się (wszyscy obecni w sklepie), że do sklepu sprowadziły ją poszukiwania stroju na wesele, a z kontekstu wynikło, że pani jest raczej z niewielkiej miejscowości i całkiem na poważnie dostrzegła w india shopie źródło eleganckich sukni na duże wyjścia.
    I wtedy stał się cud. Do sprzedawczyni dotarło, że klientka, na którą tak niegrzecznie warczała, naprawdę zamierza kupić jakieś lśniący cekinami kolorowe arcydzieło z górnego wieszaka, które się tam od lat kurzyło i jest trzy razy droższe od szmat poniżej i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zrobiła się miła i uważna.
    A ja, nawet po wielu latach, uśmiecham się na to wspomnienie 🙂

    • Maria Autor wpisu

      Hahaha, to jest chyba jeszcze gorsze niż totalna zlewka 🙂

  6. (nomen omen) Miła

    Kurczę, a ja mam problem z tym byciem miłą. Podejrzewam, ze gdybym była panią ze sklepu musiałabym się bardzo mocno przełamywać, żeby taką miłą osobą się stać. Powodem jest z jednej strony moja nieśmiałość, którą w tym wieku (28) powinnam już definitywnie zwalczyć, oraz jakiś brak wykształconych zachowań społecznych – głupio może to zabrzmi, ale mnie po prostu tego nie nauczono. Spacerując z synkiem po placach zabaw widzę jak matki uczą swoje dzieci takich społecznych zachowań – „powiedz dzień dobry pani” itd, i stwierdzam, że nie pamiętam aby uczono tego mnie.. Sama też na to nie wpadłam, dopiero teraz, w pierwszej pracy widzę jaki mam braki. Męczę się z tym, i staram przełamywać, uśmiechać się do obcych ludzi wchodzących do biura, proponować kawę itd, ale wiem , że wyczuwają w tym jakąś nieporadność i sztuczność. Inna sprawa, że zdarzają się osoby, do których od razu poczuję sympatię, „gadka” sama się klei i uprzejmości wszelkie przychodzą naturalnie. Sęk w tym, że nie powinnam traktować ludzi selektywnie, przynajmniej nie w życiu zawodowym. Bardzo zazdroszczę koleżankom z pracy, którym to wszystko przychodzi bardziej naturalnie.

    • Maria Autor wpisu

      Wiesz co kochana, czy nie jest tak, że za bardzo się zdefiniowałaś w tej materii? W sensie tak mocno myślisz o sobie jako o nieśmiałej osobie, której nie nauczono tych społecznych zachowań, że stajesz się nią z dnia na dzień coraz mocniej, jakby utwierdzasz się tylko w tej tożsamości? To Ciebie nie definiuje, masz też inne cechy i z całą pewnością możesz wypracować w sobie społeczne zachowania, które nie będą dla Ciebie sztuczne. Moim zdaniem każdy człowiek może być miły, ale to nie znaczy, że każdy będzie miły w taki sam sposób. Dla przykładu: uśmiech nie musi być od ucha do ucha z wywalonymi zębami, ale można przybierać „dyskretne” miny, które świadczą o uprzejmości, nawet powiedziałabym „śmiać się tylko oczami”. Sądzę, że jesteś o krok od znalezienia prawdziwej „społecznej” siebie, a to dlatego, że jesteś siebie świadoma!

      • Miła

        Dziękuję Ci bardzo za odpowiedź i miłe słowa, masz zupełną rację. Dużo czasu poświęcam na analizowanie swoich zachowań, i rzeczywiście, jestem świadoma dzięki temu ich przyczyn ale jednocześnie utwierdzam się w nich. Zauważyłam nawet, że zakładam, że wyglądam na nieśmiałą/niedostępną – mój typ urody sprzyja takiemu postrzeganiu mojej osoby, ale jest przecież mnóstwo podobnych dziewczyn, które się tak jak ja nie zafiksowały 🙂 Chciałam napisać, że w znalezieniu prawdziwej „społecznej” siebie przeszkadza mi sytuacja mieszkania z mamą – tak jakbym ciągle pozostawała jedną nogą w okresie dzieciństwa (wtedy byłam nieśmiała chorobliwie), zdałam sobie jednak sprawę, że znowu robię to na co zwróciłaś uwagę – niepotrzebnie się w ten sposób definiuję, wynajduję przyczyny zamiast określać się na nowo . Dziękuję za mega trafną wskazówkę !

    • Angelika

      Również byłam osobą nieśmiałą, wręcz chorobliwie. Bardzo bardzo Ci polecam książkę prof. Phillip’a Zimbardo „Nieśmiałość”. W sieci można znaleźć wersję pdf. U mnie było tak – studiowałam na uczelni, na której miałam fajne stypendium, ale kierunek okazał się pomyłką. Zmieniłam studia, na nowej uczelni stypendium nie było, więc znalazłam pracę jako hostessa. Na początku było ciężko, nieśmiałość mnie paraliżowała. Ale zależało mi na tej pracy. Więc będąc w pracy odgrywałam rolę. Udawałam, że nie jestem nieśmiała, wcielałam się w postać fajnej przebojowej dziewczyny. Rozumiesz, co mam na myśli? Z czasem już nie musiałam grać 😉 Tylko rozmowy przez telefon wciąż sprawiają mi trudność, ale może z czasem i to uda mi się pokonać. Trzymam za Ciebie kciuki 🙂

      • Miła

        Dzięki, odgrywanie roli aż do skutku to dobra metoda, ale osoba introwertyczna trochę się przy tym męczy- tak już jest, i z tym się chyba nic nie da zrobić 🙂 Do niedawna myślałam, że kiedyś przestawię się na pracę w domu, ale z drugiej strony bycie wśród ludzi daje takie możliwości, że aż szkoda z tego zrezygnować. Myślę, że niedługo będzie już zupełnie po problemie, lepiej przepracować to późno niż wcale. Warto wykorzystywać czas młodości, liceum i studia na doświadczenia rozwijające społeczne umiejętności -mieszkanie poza domem rodzinnym, wyjazdy, pracę z ludźmi, u mnie ułożyło się trochę inaczej i mam w związku z tym troszkę pracy do nadrobienia, ale to wspaniałe wyzwanie, temat do pracy nad sobą. Fantastyczne jest określenie Marii „społeczna ja” i super jest zająć się kreowaniem swojego wizerunku – wizualnego i społecznego, tak by jedno z drugim szło w parze, wynikało z siebie, albo raczej z jednej spójnej wizji.
        p.s. z telefonami miałam problem jeszcze rok temu, pamiętam jak zbierałam się do pewnej rozmowy kilka dni, a gdy już do niej doszło zaczął mi się plątać język – teraz mogę na szczęście zapomnieć o takich sytuacjach, przećwiczyli mnie w pracy, skąd dzwoniłam w różne miejsca raczej w imieniu firmy niż własnym, to było właśnie takie wcielanie się w bycie miłą panią która dzwoni w takiej a takiej sprawie.. zaczęłam stosować takie podejście w życiu prywatnym, nadal nie lubię dzwonić ale tragedii nie ma 🙂 Pozdrawiam wszystkie już-nie-nieśmiałe i jeszcze-trochę-nieśmiałe 🙂

  7. Sliwka

    Świetny tekst! Do samozastanowienia :). Widzę różnicę w mentalności ludzi odkad zamieszkałam w UK. Anglosaska kultura bycia miłym dla kazdego, w roznych sytuacjach, prowadzenie tzw. ‚small talk’ oraz wszechobecny uśmiech na twarzy są niekiedy krytykowane przez inne nacje, natomiast jest to po prostu lepiej rozwinięty, lepszy i skuteczniejszy sposób komunikacji, dla mnie właśnie przejaw kultury. Dzięki Mario!

    • Maria Autor wpisu

      Zgadzam się. Będąc na Wyspach nie mogłam uwierzyć, że można obcym osobom na spacerze wczesnym rankiem mówić tak po prostu dzień dobry, pytać o nastrój, gadać o pogodzie 🙂 Dla mnie to było urocze!

  8. Lin

    Ja lubię takie „cichociemne” sprzedawczynie, zwłaszcza w sklepach z bielizną nie wyobrażam sobie żeby ktoś mi właził do przymierzalni i zaglądał w dekolt. Wolę samotnie szperać po wieszakach, wszelka pomoc sprzedawcy sprawia, że czuję presję aby coś kupić i często uciekam ze sklepu – a chciałabym jeszcze pobuszować.
    Sama jestem z tych „naburmuszonych”, unikam kontaktu wzrokowego, nie interesują mnie obcy ludzie ani small talk. Nie nawiązuję kontaktów sąsiedzkich, nie znam rodziców innych dzieci w przedszkolu, mam niewielką grupkę znajomych, a w pracy wiadomo – jak trzeba, to trzeba…
    Z drugiej strony nie sprawia mi problemu bycie miłą i uśmiechniętą podczas zakupów czy dla klientów w pracy, ponoć sprawiam wrażenie sympatycznej i życzliwej.

    Reasumując nie mam potrzeb, nazwijmy to, socjalnych. Nie mam ochoty poznawać nowych ludzi, nie mam ochoty rozmawiać ze sprzedawcą w sklepie, sąsiadem, inną matką na placu zabaw. Nie wiem po co, nie wiem o czym i nie wiem czy to normalne 😉

    • Maria Autor wpisu

      Rozumiem o co Ci chodzi i powiem Ci, że ja w sklepie też często chciałabym jedynie świętego spokoju, ale to wcale nie znaczy, że sprzedawca jest zwolniony z jakiegokolwiek starania. Jako człowiek jest całkowicie zwolniony, może robić co mu się żywnie podoba, być nadętym i humorzastym, ale ja od niego ucieknę. Jako sprzedawca natomiast, to powiem szczerze, że według mnie powinien zmienić pracę 🙂 Mi tylko i wyłącznie chodzi o staranie. Nie jestem z tych osób, które mówią innym, że mają się uśmiechać, rozmawiać, oddawać pokłony itd.

      • s

        Z tej drugiej perspektywy.To, że sprzedawca stoi za ladą, nie oznacza,że nic nie robi.Jest tam komputer, często należy wykonać określone raporty,przygotować towar do wyłożenia itd. Każda sieciowka ma określone standardy obsługi,tzn.nie wszędzie każą pytać klienta,czasem jest nakazane czekać, aż klient o coś zapyta:)

    • Małgosia

      Lin – jakbym czytała o sobie 😉 Pozdrawiam.

  9. Ewa Wiktoria

    W większości przypadków, bycie miłą, przychodzi mi naturalnie. Ogólnie jestem pozytywnie nastawiona do ludzi i traktuję ich tak, jak sama bym chciała być traktowana. Jednakże zdarza mi się być w pierwszym momencie średnio miłą (ale nie niegrzeczną). Po chwili reflektuję się i staram się nadrobić ewentualne złe wrażenie. Tak jak Ty Mario, też nie umiem (i również nie chcę), być miłą dla niemiłych. Bardzo do konfrontacji nie dążę, wolę unikać takich ludzi, ale jak ktoś „przegnie”, to potrafię powiedzieć szczerze co myślę. Niechęć do bycia miłym, by nie być posądzonym o bycie mięczakiem? Myślę, że ma to miejsce w wielu przypadkach. I potwierdzam Twoją tezę, że silni ludzie nie boją się być miłymi.

    • Maria Autor wpisu

      Bycie miłą do niemiłych to już wyższa szkoła jazdy, taka trochę zakrawająca o nastawienie buddyjskich mnichów 🙂

  10. fanka zielonej herbaty

    Czy ja Ci juz mowilam, ze Cie uwielbiam? Jestes przecudowna osoba i ciesze sie przeogromnie, ze na Ciebie trafilam! Wzbogacasz moje zycie na tylu plaszczyznach, ze to az nie do wiary 🙂

    Kolejny raz widze, jak duzy dystans masz do siebie i jaka wladze nad wlasnymi myslami i uczuciami. Szacun. Podziwiam to, ze nie osiadasz na laurach, lecz wciaz przesz do przodu, wciaz chcesz wiecej (w pierwszej linii od siebie).

    Mam podobne zdanie odnosnie bycia milym. Wypracowanie go zajelo mi kilka lat (!), ale teraz jestem po prostu szczesliwa 🙂 Postanowilam byc mila, czasem wbrew sobie. Nie cierpie z tego powodu wcale. Wiem, ze czasem kazdy z nas ma gorszy dzien, a czasem szwankuje komunikacja 😉 Mysle, ze wszyscy to znamy. Dodam tylko, ze bardzo czesto nasza interpretacja danej sytuacji jest oparta na wlasnym postrzeganiu i przez to bywa niesprawiedliwa. Dlatego oplaca sie byc nie tylko milym, lecz takze cierpliwym. I z ocenianiem poczekac, az glowa nam ostygnie 🙂

    Mario, bede w okolicy. Moze bysmy sie spotkaly?

    • Maria Autor wpisu

      Maila napisałam!

  11. viosna

    Świetny tekst. Porusza bardzo ważną sprawę, codzienny brak empatii. Bardzo fajnie ujęłaś temat.
    Ja chyba nie potrafię być niemiła. Brzmi mało skromnie, ale naprawdę nie chcę nigdy nikogo urazić. A i potrafią mi łzy stanąć w oczach, jeżeli ktoś, zupełnie bez żadnej przyczyny, powodu, nie znając mnie, sprawi mi przykrość, jest chamski. A ostatecznie i tak go usprawiedliwiam, że widocznie miał zły dzień, że wydarzyło się coś, że akurat na mnie odreagował.
    Nie wierzę, że ktoś jest niemiły z wyboru, że nie zważa na to, co czują inni.
    Jestem miła, ale za to bywam też dosadna, krytyczna i nie mam problemu z formułowaniem opinii, ale myślę, że można to pogodzić z byciem miłym i uprzejmym i po ludzku serdecznym.

    • Maria Autor wpisu

      No właśnie taki opisany rodzaj bycia miłym mnie osobiście najbardziej odpowiada. Zachowywanie się kulturalnie, empatia, ale również brak problemu ze szczerym powiedzeniem o swoich odczuciach i potrzebach.

  12. Agnieszka

    Witam;) Ja także podpatruję bloga od pewnego czasu i również jest to mój pierwszy komentarz. W takich sytuacjach, jak dziewczyny opisujecie, zawsze zastanawiam się jak takie sklepy na siebie zarabiają i tylko przewiduję im widmo rychłej likwidacji. Pozdrawiam i miłego popołudnia. Aga.

    • Maria Autor wpisu

      Myślę, że jak komuś zależy żeby sprzedać, bo na przykład ma prowizję czy jest właścicielem sklepu, to się stara. A jak ktoś jest wyzyskiwanym pracownikiem, ma często „wylane”. Choć ja tego nie rozumiem, bo nawet jakbym się czuła wykorzystywana przez pracodawcę, byłabym miła do klientów, co zresztą w swoim życiu przerobiłam 🙂 Pewnie trwa taka sytuacja do czasu, gdy właściciel się zorientuje…

  13. sila

    Każdemu kiedyś zdarzyła się taka sytuacja, o której piszesz, ale mnie zdarzyło się również poczuć olaną w internecie. Jeśli spodoba mi się jakiś blog, to sobie go czytam dogłębnie, wracam do archiwum, czasem tylko czytam dłuższy czas, a czasem mam ochotę coś skomentować i wtedy zawsze się witam, daję znać, że jestem nowa. I zdarzyło mi się, że autorka bloga nie pofatygowala się, żeby mi odpowiedzieć. Rozumiem, że jak ktoś ma wiele komentarzy, to nie jest w stanie na wszystkie odpowiedzieć, ale nową czytelniczkę chyba wypadałoby przywitać?

    • Maria Autor wpisu

      No niby tak, ale rzeczywiście czasem jest tego dużo, a niektórzy, w tym ja, mają taką głupią cechę, że chcą odpisać jak najlepiej, więc wolą nie robić tego od razu na szybko, przeciągają to i w rezultacie osoba komentująca lub pisząca maila czuje się olana. Okropna cecha, wynikająca z tego, że nie chce się być pobieżnym, a wychodzi się tak naprawdę na kogoś biernego. To jest trudne do skorygowania u siebie.

  14. Rheni

    Ja z kolei jestem często wyśmiewana, że kupuję kawę w Starbucksie. Że drogo, że zwykła kawa, że hipstersko itd., argumentów jest mnóstwo. A ja po prostu lubię tam być, bo zwykle pracują tam bardzo sympatyczni ludzie. 🙂

    • Maria Autor wpisu

      Jak to? W jakim sensie można to wyśmiać? Chodzi mi o to, jakim konkretnie tekstem ktoś Ci wylatuje, że kupujesz tam kawę?

      • Rheni

        „Pijesz to świństwo? Przecież to shit z Ameryki” 😉

  15. Dziadova

    Jeśli chodzi o pierwsze wrażenie, to w sklepie jedno ,,dzień dobry”, jedno zapytanie czego szukam i czy można pomóc i jedna normalna (w sensie bez focha) reakcja na to, co odpowiem zupełnie mnie urządza. A jeszcze bardziej, jak mi ktoś odpowie na ,,do widzenia!” – wówczas, uważam, jest nienagannie.
    Powyżej napisała osoba nieśmiała, która myśli, że ludzie postrzegają ją być może jako nieuprzejmą – wydaje mi się, że to już nie jest takie powszechne, współpracownicy w kontaktach oficjalnych zaczynają już widzieć, że ludzie są różni, że stanowczość, śmiałość, towarzyskość a uprzejmość to różne rzeczy i w typowej pracy wystarcza im grzeczność po prostu, a reszta to już ewentualny dodatek. Najciekawszym ewenementem i najprzyjemniejszym doświadczeniem zawodowym jest dla mnie praca w Norwegii – small talks są mile widziane, ale jak ich nie uprawiasz, to nikt nie stwierdzi, że buc z Ciebie. Można zadać pytanie, ale nikt się nie obrazi, jak odmówisz odpowiedzi. Nastroju w pracy nie musisz ukrywać, a na widok szefa śmiać się szeroko. Nie zrzucasz się na kwotę 1/4 wypłaty, bo syn przełożonego się żeni. Dopóki szanujesz pracę i czas swoje i innych, jest ok. Bajka.
    ~tylko, co to znaczy być miłym?
    Pseudo-spoufalania to cholernie nie lubię i niesamowicie mnie ono uwiera. Niby nie dążę do konfrontacji, ale jak sprzedawczyni w obuwniczym pyta, czemu nie posłałam dwuletniego dzieciaka do żłobka to mówię jej, że jak chce wiedzieć, to niech się ze mną umówi na kawę i ciastko, bo obcym nie odpowiadam na takie pytanie. 90% ludzi powie, że niemiła w tej sytuacji to ja jestem, nie ona, ale czy to naprawdę jest odpowiednie pytanie? Pewnie kwestia poglądów.

    • Maria Autor wpisu

      Spoufalanie się dla mnie nie jest w żadnym stopniu równoznaczne z byciem miłym. Chociaż niekiedy spotyka się takie osoby, tak bezpośrednie, że tego typu pytania wcale nie rażą. Nie wiem jak to nazwać, niektórzy mają taką aurę, otwartość w sobie, że nawet rzeczy wydające się jako intymne czy trochę dziwne do mówienia po dwóch minutach od spotkania przechodzą jako norma. Dla mnie to jest bardziej fascynujące niż irytujące 🙂

      • Dziadova

        Zgadzam się, ale jest ich tak mało… i nie używają sformułowań w stylu: ,,a nie lepiej by było…?”

  16. Tofalaria

    Spędziłam 2 tygodnie lipca w Szwecji na rowerach i przeżyłam szok kulturowy, na który złożyło się kilka elementów. Poza kulturą jazdy kierowców i ogólną czystością (brak psich kup, jak i brak wizualnego kociokwiku), wielkie wrażenie zrobił na mnie wszechobecny… UŚMIECH!
    Wcześniej słyszałam różne opinie na temat Szwedów – że są zdystansowani do obcych, zamknięci w sobie itd. Miałam wrażenie, że jest wręcz przeciwnie, przynajmniej w powierzchownych kontaktach. Normą jest wymiana uśmiechów lub skinięcie głowy z przypadkowo spotkanymi osobami – w ciasnej alejce supermarketu, w toalecie, w kuchni na kempingu, nawet na ścieżce rowerowej, wszędzie. Każdy próbuje nawiązać przynajmniej kontakt wzrokowy, oczywiście nie mówię tu o bardzo zatłoczonych miejscach. Kasjerzy w sklepach są bardzo mili (to na szczęście powoli zmienia się i u nas), podobnie obsługa jakichkolwiek zabytków, kempingów. Dzięki temu podróżuje się po prostu miło i chce się do tego kraju wrócić.

    • S

      Szwedzi są bardzo życzliwi 🙂 Jak sama zwiedzałam miasto, to ludzie zaczepiali mnie z uśmiechem skąd jestem, jak mi się podoba, polecali mi ciekawe miejsca, życzyli udanego pobytu. Przyznam, że tyle życzliwości i serdeczności co w Goeteborgu to chyba w żadnym innym miejscu nie spotkałam.

    • Maria Autor wpisu

      Chyba by mi się tam spodobało w takim razie. Mam wielką ochotę tam pojechać i się przekonać na własnej skórze.

      • Tofalaria

        Z drugiej strony mieszkająca tam od 25 lat Polka opowiadała, że nigdy nie była u nikogo w prywatnym domu, choć ma bardzo dobrą pracę i w miarę stałą paczkę współpracowników… Potwierdził to też mój mąż, który łącznie spędził na północy Szwecji kilka miesięcy na 3 wyjazdach służbowych. Jest miło, kawa z rana, każdy ma otwarte drzwi, każdy Ci pomoże z uśmiechem, ale nie ma tego kroku dalej, przełamania prywatnego dystansu. Czy komuś to odpowiada, czy nie, to już pewnie kwestia charakteru… Ale codzienność zdecydowanie miła.
        I z drugiego bieguna – byłam dziś w dużym, prywatnym centrum zdrowia, siedziałam na korytarzu próbując choćby nawiązać kontakt wzrokowy z maszerującymi w te i we wte pracownikami, nic z tego, każdy ma usta zacięte i wzrok skierowany w dal korytarza, aż mi się śmiać chciało. 😉 Znacie to?

        • katmaz

          Ludzie zerkają na siebie, ale kiedy drugi człowiek też spojrzy, nagle oboje uciekają (w popłochu!) wzrokiem gdzieś w bok, w dal, patrzą na buty. Albo widać wrogie spojrzenie.
          Ale ja sama, jako zdziczały i nieobyty odludek, też wysyłam chyba dość złowrogie sygnały całemu otoczeniu. Są to sygnały niewerbalne, jak lęk przed odezwaniem się i zacięta mina, oraz werbalne – czasem (zdecydowanie za często) nie umiem się zachować. A potem mi wstyd, szczególnie, jeśli moja „ofiara” odpowiada uprzejmością i nie traci panowania nad sobą. Mur rośnie, do cegieł dołącza zbrojony beton.

        • Dziadova

          Ja nie o Szwedach, tylko o ich sąsiadach, Norwegach. Kultura bycia życzliwym powalająca, ale za towarzyskich w naszym pojęciu, to raczej trudno ich uznać ( mówię o ogólnym ogóle, bo rzecz jasna, są wyjątki). Wydaje mi się, że trochę też sprzyja temu tradycja i swojego rodzaju przymus społeczny. W Polsce bardzo dba się o to, co pomyślą znajomi, dalsza rodzina, dużo współdzieli się z ludźmi z którymi się pracuje. W Norwegii za jedynie normalne i prawidłowe, uważa się to, że sobotnie popołudnie i wieczór spędzi się z domownikami (niekoniecznie w domu). Wskutek tego przyjaciół najłatwiej jest znaleźć wśród młodych osób, które się przeprowadziły i nie weszły w trwały związek albo starszych, których dzieci wyprowadziły się z domu, bo te grupy są znaaacznie bardziej otwarte. Tak czasem gdybam, że pewnie odsetek depresji i alkoholizmu ma coś wspólnego nie tylko z zimową ciemnością, ale też tym, że nie ma się osoby do zwierzeń. Myślę, że Szwedzi mogą być podobni.
          Chociaż nawiasem mówiąc, że i polskie pozwalanie do wkraczania obcych w życie i wtajemniczanie we wszystko (ze związkiem na czele), jest równie przesadzone, co i lęki zamorskich sąsiadów, że jak ktoś nie jest domownikiem, to przyniesie same problemy. Nacisk społeczny – ogólnie słaba rzecz.

  17. Jorun

    To jest problem kulturowy. Mam wrażenie że w polskiej rzeczywistości osoba która dużo się uśmiecha, jest uważana za niepoważną, a uprzejmość traktowana jako zachęta żeby wejść takiej osobie na głowę. Stąd powiedzenie o miękkim sercu twardej dupie. Osobiście bardziej odpowiada mi anglosaski styl bycia ( przez wielu Polaków odbierany jako obłudny) gdzie po prostu nie wypada burczeć na klienta, nie witać się itp. Niestety sama wielokrotnie byłam w sytuacjach gdzie uprzejmość powodowała eskalację konfliktu, a jak sama użyłam agresywnej retoryki okazało się że sytuacja jest jak najbardziej do rozwiązania, a w ogóle to jestem „swoja” i gdyby tak od razu to nie byłoby żadnego problemu. Dziwne to.

    • Maria Autor wpisu

      To już jest w ogóle porażka, że bycie agresywnym trafia bardziej niż uprzejmość. Tylko i wyłącznie świadczy o tych, na których musimy oddziaływać. Faktycznie, czasem jak jest się „normalnym” to buractwo uznaje, że może po Tobie jeździć. Tutaj rzeczywiście dobrałabym metodę do odbiorcy, gdybym była zmuszona coś ugrać 🙁

  18. Avarati

    Staram się być miła, jak muszę coś załatwić, jak ktoś jest dla mnie miłym – to normalne. Ale wszystko ma swoje granice. Jak ktoś włazi z butami w życie, narzuca mi własne poglądy, to staram się dyplomatycznie odpowiedzieć na zarzuty. Jednak czasami emocje są zbyt mocne, a ja należę do osób impulsywnych.

    Mama też omija pewien sklep z tkaninami, kiedy widzi tam naburmuszoną babę (bo inaczej nie da się jej nazwać), która uznała osoby lubiące kolor czerwony za zwichrowane psychicznie. Kiedy to powiedziała, to pociągnęłam mamę za rękaw i powiedziałam jej dobitnie, że właśnie straciła klientkę. Chciałam kupić piękną, czerwoną krepę wełnianą.

    • Maria Autor wpisu

      Nie wiem nawet jak to skomentować, ręce opadają. Ciekawe po co zamawia tkaniny w tym kolorze, krejzolka 🙂

      • Avarati

        Aleś ją podsumowała, haha 😀

        Mnie też opadły i portfele też. Wielka szkoda, bo miała świetne materiały i to dobrej jakości. Ale dla mnie ta marka już nie istnieje. To już wolimy pójść 10 minut dalej do sklepu, gdzie pani zna nas z imienia i potrafimy gadać pół godziny o byle czym i zawsze się interesuje tym, co mama uszyła. To jest podejście do klienta 🙂

  19. Kinga

    Zgadzam się całkowicie. Chociaż mniej mnie drażni, jak ktoś jest niemiły (może ma zły dzień, cokolwiek), staram się miło rozwiązywać wszelkie sprawy „publiczne” (zakup, załatwienie czegoś). To najzwyczajniej w świecie działa, kiedy wychodzimy do kogoś z uśmiechem. Z drugiej strony też nie każdy nadaje się do pracy z ludźmi (ja przez 8 godzin chyba nie byłabym w stanie podchodzić do każdego tak samo miło – a może to kwestia zawodowa?). Chociaż czułam się super, gdy studenci w ankiecie wpisali mi, że jestem życzliwa. Zawsze lepiej być życzliwym 🙂

    • Maria Autor wpisu

      Mili studenci 🙂 Uśmiech zazwyczaj zobowiązuje drugą stronę do postarania się. Lepiej zacząć dobrze, a potem ewentualnie dostosować się do niższego poziomu, niż zacząć źle i być później zawstydzonym, bo ta druga osoba jest przemiła.

  20. S

    Dziękuję za ten wpis Mario! Tym bardziej, że sama muszę pracować nad sobą, żeby uśmiech gościł częściej na mojej twarzy… Tak jak piszesz, na co dzień łatwo jest mi być miłą i empatyczną, ale w chwilach zmęczenia, rozczarowania jakąś sytuacją czy to pod wpływem stresu niestety zdarza mi się odwarknąć, strzelić focha. Coś strasznego, bardzo nie lubię tego u siebie i innych, ale u siebie boli mnie najbardziej. Mam świadomość, że w takich sytuacjach krzywdzę drugiego człowieka, niszczę jego radość – także od kilku lat jestem tego świadoma i staram się walczyć o lepszą siebie (a w efekcie lepszy, przyjaźniejszy świat, bo od naszego nastawienia zależy, jak go postrzegamy i jak reagują na nas inni). Agresja, złośliwość i pycha nie prowadzą do niczego dobrego.

    Ja też miałam podobną sytuację w sklepie, ale to był dla mnie poziom hard:
    Weszłam do sklepy z odzieżą i obuwie sportowym, też w centrum handlowym. Za ladą stoi młoda (18-19lat?) sprzedawczyni, coś tam sobie czyta. Mówię „dzień dobry”, nie odpowiedziała, lekko podniosła na mnie wzrok. Podchodzę do działu z butami, szukam czegoś dla siebie ale nie umiem się rozeznać w nazwach i modelach, więc proszę ją o pomoc („Czy mogłaby mi pani pomóc dobrać obuwie do treningu na sali?”). Z wielkim trudem i fochem na twarzy podchodzi do mnie, macha ręką na kilka modeli odpowiadając „któreś z tych się nadadzą”. Zanim zdążyłam podziękować i dopytać o cokolwiek, sprzedawczyni już zniknęła za ladą. W tym momencie byłam już zrezygnowana, ale nie odpuściłam, przeglądałam modele, szukałam swojego rozmiaru. Znalazłam jakiś but, nie mój rozmiar, pytam czy mają inne. Pani sprawdza, „nie mamy takiego rozmiaru”. Czy w takim razie z innych modeli miałaby pasujący na mnie rozmiar? – Foch na twarzy się pogłębił, usłyszałam: „Ale to musiałabym każdy model sprawdzać osobno w systemie”. To już był koniec mojej cierpliwości, aż tak zdesperowana nie byłam, żeby walczyć do upadłego o przymierzenie chociaż jednej pary butów. Jakby tego było mało, kiedy wyszłam ze sklepu ( moje „do widzenia” również nie doczekało się odpowiedzi) obróciłam się za siebie zobaczyć reakcję dziewczyny. Wtem z zaplecza wychyla się jeszcze inny pracownik i upewniając się, że nie ma nikogo w sklepie wyszedł do koleżanki na pogaduchy. Przyznaję, że to było rok albo dwa temu a ja pamiętam jakby to było wczoraj, byłam tak zszokowana zaistniałą sytuacją.

    Ten incydent w sklepie skłonił mnie do większych obserwacji w sklepach. Nie wiem czy moje wnioski są słuszne, może zbyt uogólniam i upraszczam: w mojej ocenie osoby ok. 18-20 lat mają problem z nawiązywaniem kontaktu z klientem, życzliwej rozmowy, nawiązaniu relacji. Często są jakby obrażone na świat. Może to kwestia jeszcze nie minionego „młodzieńczego buntu”? Albo brak przygotowania do dorosłości w domu i szkole? Może zabrzmię jak stara baba, ale jeszcze parę lat temu (no dobra, jakieś 10-15 lat) w szkole była trochę luźniejsza atmosfera, angażowano dzieci w różne aktywności. Praca w sklepiku, dyżury na korytarzach, praca w bibliotece, zastępowanie nauczycieli na zajęciach z młodszymi dziećmi – przez to wszystko przechodziłam od 4 klasy podstawówki do końca gimnazjum, teraz jest to nie do pomyślenia. W takich sytuacjach dzieci uczyły się wchodzenia w nowe role, kontaktu z obcymi ludźmi (spoza klasy), często starszymi od siebie.
    Dodatkowo myślę, że w sklepach pracownicy nie są odpowiednio szkoleni, przez co sami nie bardzo się znają na tym co sprzedają i boją się rozmowy z klientem.

    Pozdrawiam i jeszcze raz dzięki za wpis!

    • Maria Autor wpisu

      Hej, a ja zauważyłam, że młode osoby, które są brane na wakacje do pracy na kasach w supermarketach kompletnie mają wszystko gdzieś. Może to tylko ja mam takie spostrzeżenia i trafiłam nieszczęśliwie na takie przypadki, ale mam wrażenie, że oni się zachowują tak jakby ktoś im kazał w ten sposób dorabiać, a nie była to ich samodzielna decyzja… No nie wiem, z drugiej strony, pamiętamy zawsze lepiej i dłużej te złe przypadki, a te dobre chyba zapominamy, więc może nie jest tak źle.

      • S

        To też prawda, osoby miłe na co dzień traktujemy jako coś oczywistego i nie przywiązujemy aż takiej wagi. A jedna persona ze złym humorem zapada w pamięć na miesiące :/

  21. Zielona Herbata

    Jeśli chodzi o przyjaciół i obcych – zawsze jestem miła, jest to tak jakby mój naturalny stan. Nawet w najtrudniejszych chwilach kiedy doskwierały mi problemy osobiste to mimo wszystko uśmiechałam się do ludzi na zajęciach/w pracy, słuchałam ich. Nie byłabym nawet w stanie pokazać światu, że jest mi źle, mogę być tylko bardziej zgaszona niż zwykle. Czasami było to źródłem wewnętrznego konfliktu. Zderzając się z powszechnym chamstwem na mieście nie byłam pewna czy może nie powinnam takim samym chamstwem odpowiedzieć żeby poczuć się silniejsza czy może właśnie walczyć z tym moją pozytywną energią.
    Niestety w rodzinie jest inaczej 🙁 kiedy humor mi nie dopisywał, często się komuś „obrywało”, być może tak odreagowywałam moje frustracje ze świata zewnętrznego. Okropnie mi wstyd wtedy za moje zachowanie i pracuje nad tym, niczyją winą jest przecież mój zły dzień. Medytacja i oddychanie pomagają 🙂

    • Maria Autor wpisu

      Mam dokładnie to samo, niestety przy rodzinie pozwalam sobie niekiedy pokazać tę nieokiełznaną, samolubną twarz 🙁 Też staram się z tym walczyć.

  22. BIK

    Mam absolutnie zero tolerancji dla nieprzyjemnych kelnerow/sprzedawczyn/panow z okienka i wszystkich innych osob, ktore sa niemile w profesjonalnych kontaktach. Moja zawodowa kariera zaczela sie od pracy przy odbieraniu telefonow na help desku (od zera do menedzera 😉 i to wlasnie tam nauczylam sie, ze moje humory, hormony i inne spazmy nie maja nic wspolnego z osoba, ktora dzwoni na nasza linie w poszukiwaniu pomocy. Wielokrotnie miewalam kiepskie dni, bywalam zla i zmeczona, ale zawsze staralam sie zachowywac profesjonalnie. I nie jest to wynik mojej naturalnej predyspozycji, bo nie naleze do grona osob, ktore z natury sa sympatyczne, oj nie. Mozna? Mozna. Dlatego nie godze sie na nieprzyjemne traktowanie i odwrotnie nagradzam profesjonalizm (zawsze, ale to zawsze prosze o przeslanie ankiety satysfakcji klienta, jesli osoba na infolinii prezentuje wlasciwa postawe). W zyciu prywatnym, raczej mnie nie obchodzi jak sie ludzie zachowuja bo raczej stronie od nieznajomych.

    • Maria Autor wpisu

      Praca na infolinii to chyba szkoła życia, prawda? Jak się słucha w necie niektórych nagrań, to po prostu głowa mała jak ludzie przerzucają na pracowników swoje frustracje.

      • Tofalaria

        Myślę, że niezły test na bycie miłym to to, w jaki sposób traktujemy (czasem namolnych) telemarketerów. 😉

  23. Kasia

    Świetny tekst – bardzo mi się podoba, bo trafia w moją filozofię, że należy być miłym dla ludzi, z którymi stykamy się na co dzień. I uważam też, że to jest temat, o którym powinno się mówić, bo wielu ludzi chyba w ogóle o tym nie myśli, a powinni. Zawsze podziwiałam dziewczyny (o dziwo, faceci chyba w ogóle nie mają tego rodzaju problemów, w sensie takich „humorów”, odnoszą się do wszystkich neutralnie), które dla wszystkich są miłe i uśmiechnięte, ot tak po prostu i staram się też taka być. Kiedy wchodzę do sklepu zawsze mówię dzień dobry, proszę, dziękuję, w pracy kiedy mijam kogoś na korytarzu uśmiecham się do niego itp. Uważam, że bycie niemiłym dla kogoś bo akurat ma się zły humor jest bardzo słabe, ale wydaje mi się to też bardzo polskie (choć bardziej jako przejaw odchodzącego systemu) – przypomnijmy sobie słynne panie na poczcie czy w urzędach 😉 Niestety obserwuję też tą „polską nieuprzejmość” przejawianą w stosunku do bliskich nam osób – czasem jak widzę na ulicy jak rodzice odnoszą się do swoich dzieci, albo małżonkowie/partnerzy do siebie to mam ochotę ich zapytać czy rzeczywiście kochają te osoby i czy według nich tak wygląda zachowanie w stosunku do kogoś kogo się kocha? Ukoronowaniem tego wszystkiego jest mój kolega z pracy, który ciągle gada przez telefon z żoną i strzela do niej teksty w stylu „Czy ty jesteś nienormalna?!” itp. Co dla mnie jest niewyobrażalne zarówno od strony tego, że mój narzeczony miał by tak mówić do mnie jak i od mojej strony – w życiu bym tak do niego nie powiedziała. I tak sobie właśnie myślę, że skoro jesteśmy takich rzeczy uczeni od małego (ile to razy na ulicy słyszy się jak rodzice w bardzo niemiły sposób strofują swoje dzieci) to nic dziwnego, że potem domyślnie zachowujemy się tak w stosunku do innych i nie widzimy w tym nic złego. A szkoda, bo ja na przykład naprawdę podziwiam osoby, które są dla wszystkich miłe, a z kolei mam bardzo złe zdanie o osobach „z fochem” na cały świat.
    Natomiast nie mieszałabym bycia miłym z rzeczami typu „small talk” czy zagadywaniem ludzi, jak to się tutaj przewinęło w komentarzach – dla mnie to jest domeną ludzi ekstrawertycznych i ja np. jako introwertyk mam z tym problem, ale nie dlatego że jestem niemiła, tylko po prostu nie wiem o czym mogłabym zagadać do osób, które słabo znam, natomiast zawsze chętnie się do nich uśmiechnę, zaleję im herbatę w kuchni w biurze itp.

    • Maria Autor wpisu

      Te dziwne odzywki do swoich dzieci, takie darcie się na nie, niepohamowane opieprzanie ich za wszystko wiążę z niecierpliwością. Okropna cecha, jakaś apodyktyczność, wszystko musi być robione od razu i po myśli takiej osoby, która tylko czeka, żeby się wyżyć na kimś, kto tego zupełnie nie rozumie.

      • katmaz

        W dodatku to strofowanie nie działa. Nawet, gdy taki rodzic chce nauczyć dziecko czegoś pożytecznego, np. sprzątania, uczenia się, bycia miłym, nie garbienia się i tak dalej – można wstawić dowolny powód do upominania, ma to marne szanse na efekt. Opieprzana osoba zareaguje buntem i negowaniem wszystkiego albo zamknięciem się w sobie, szczególnie, gdy nie wie o co chodzi, albo sfrustrowany opiekun zwraca uwagę w na maksa odpychający sposób. Często ten opiekun ma wizję, co dziecko ma robić, jak się zachować i tak dalej, ale nie raczy dziecka o swoich oczekiwaniach informować. Postawa „domyśl się”, widoczna także w relacjach z innymi dorosłymi. Wtedy wpada w jeszcze większą i bezsensowną frustrację, kiedy ta wizja się nie spełnia. A potem zdziwienie, że proces wychowawczy się nie udał i, oczywiście, jeszcze więcej pretensji. A dziecko jest jak ryba i głosu nie ma. Nie ma prawa okazać złości, która siłą rzeczy w nim narasta.

    • kreska soft summer

      Kasiu, może te osoby z fochem się takie wcale nie urodziły. Ktoś im kuku zrobił i tak reagują – co nie znaczy, że nie powinny tego w sobie zmienić. Ale to jest taka pewnie funkcja obronna, z której nie zdają sobie sprawy, to się automatycznie dzieje.

  24. Magda

    Ja zawsze staram się być miła choć staram się to chyba złe słowo. Po prostu jestem miła, mam to gdzieś zakodowane i robię to odruchowo, gdy podchodzi do mnie sprzedawca albo gdy to ja kogoś obsługuję w swojej pracy. Staram się doceniać zarówno ciężką pracę tych pierwszych, jak i usatysfakcjonować klientów mojej firmy. Uważam, że zachowanie osoby reprezentującej daną firmę wpływa na cały jej wizerunek w naszych oczach – czyli oczach klientów i dlatego powinna ona być miła i serdeczna wobec gości.

    • Maria Autor wpisu

      Wiesz co, używam słowa starać się, ponieważ czasem jesteśmy tak zmęczeni, tak sfrustrowani, że stawiamy swoje samopoczucie jako pierwsze i bardzo trudno jest się wtedy przełamać, żeby jeszcze pomyśleć o kimś innym.

  25. Juno

    Temat „bycia miłym” od wielu lat wprowadza pewien dyskomfort w moim życiu – w postrzeganiu mojej osoby przez siebie samą i przez innych ludzi. Dodatkowo miałam identyczną sytuację, jak ta opisana, niespełna tydzień temu. Mnie niestety bardzo potrzebny był nowy biustonosz, więc go wybrałam sama i… nie mogę go i tak nosić, ponieważ po dłuższym użytkowaniu uwierają mnie druty.

    Czasami mam wrażenie, że jeśli ktoś jest dla mnie niemiły/bezczelny/chamski, to ja to w jakiś sposób przyciągam. Sama nie jestem święta, humory mam jak w kalejdoskopie, ale zawsze mówię „dzień dobry” i „do widzenia”, używam zwrotów grzecznościowych, nie mówię wyniosłym tonem. To dla mnie taka podstawa. To nie musi być nie wiadomo jak szczere ,czy naładowane pozytywną energią – to po prostu przyzwoite zachowanie. I tego minimum oczekuję w zamian, lecz nie zawsze je dostaję.

    Później tłumaczę sobie, że jakbym stała za ladą te 8 czy 10 godzin, to pewnie też by mi język kołkiem stawał na każde dzień dobry i dziękuję i do widzenia. Za chwilę pojawia się jednak myśl, że jeśli ktoś tak bardzo nie lubi swojej pracy, to niech ją zmieni, nie każdy wszak musi umieć postępować z ludźmi. I tutaj jest zgrzyt. Sytuacja na rynku pracy nie rozpieszcza. Jak wielu ludzi nie pracuje w zawodzie, tylko bierze co jest? Jestem z małej miejscowości, która pustoszeje z roku na rok i zdaję sobie sprawę, że nie każdy ma szczęście spełniać się zawodowo. Do tego dochodzi kwestia wynagrodzenia. I po takim maratonie myślowym dochodzę do wniosku, że w bardzo smutnej rzeczywistości przyszło nam żyć, a niemiłe zachowanie ekspedientów wszelkiej maści jakoś przestaje uwierać.

    Sprawa wygląda inaczej jeśli takich „strzałów” dostanę więcej, z różnych stron, o różnym kalibrze, w krótkim czasie – w pewnym momencie moja cierpliwość i wyrozumiałość (a także chęć bycia miłą, tj. lubianą) drastycznie maleje. Bywa, że zniżam się do poziomu osoby sfochowanej, bądź zupełnie się wycofuję. Najgorzej czuję się, gdy mimo wszystko uważam, że wypada być miłym dla niemiłego. Wtedy czuję się jak mięczak, owszem. I nienawidzę tego uczucia. Ktoś wyżej napisał, że bycie miłym dla pewnych ludzi to sygnał do swobodnego wchodzenia na głowę tej miłej osobie. Niestety coś w tym jest.

    Sztuką, na razie dla mnie nieosiągalną, jest sytuacja, w której jestem na tyle pewna siebie, że każde chamstwo, każdą bezczelność czy zniewagę, potrafię zbyć uśmiechem.

    • Kasia

      Według mnie to, że ktoś jest zmęczony nie uzasadnia bycia niemiłym. Ja też bywam zmęczona w pracy, ale moim obowiązkiem jest dostarczyć konkretny produkt w określonym terminie i nawet jeśli pracuję już 12 godzinę, kolejny dzień z rzędu w takim trybie i jestem naprawdę zmęczona to nie zwalnia mnie z konieczności dokończenia tego, co muszę zrobić. Tak samo to, że ta pani jest w sklepie już 8 czy 10 godzin, nie sprawia, że może olać swoje obowiązki, a jednym z nich właśnie jest bycie uprzejmym dla klientów. Zresztą uważam, że to naprawdę nie jest jakiś nadludzki wysiłek.
      Zresztą pamiętam jak w liceum i na studiach zbierałam na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy – stałyśmy z koleżankami nieraz po 10-12 godzin, od samego rana, ale zawsze starczyło nam sił na uprzejme zagadywanie ludzi, uśmiech – z prostej przyczyny: zależało nam na tym, żeby jak najwięcej uzbierać, więc się starałyśmy – i chyba tutaj jest pies pogrzebany – kto się stara ten może i żadne zmęczenie ani inne czynniki nie mają tutaj znaczenia.

      • Kosmeonautka

        Ale „produktem” pani ekspedientki nie jest bycie miłym, tylko obsługiwanie klienta. Oczywiście nie znaczy to, że mają prawo być niemiłe, ale chodzi o to, że ta reguła dotyczy każdego: nie tylko ekspedientki, ale księgowej, mechanika, lekarza czy piekarza.

        A porównywanie WOŚPu do pracy zarobkowej też jest chybione. Na urlopie człowiek potrafi chodzić po górach i dziesięć godzin, bo to go pasjonuje, a stanie w sklepie raczej pasją nie jest. W gry komputerowe niektórzy klepią po dziesięć godzin z rzędu, ale to samo siedzenie przy kompie w zawodzie na przykład grafika czy architekta to też ciężka praca, a nie spełnianie swoich wewnętrznych potrzeb 😉

        Dlatego całym sercem jestem za wyrozumiałością. Zawsze gdy na końcu języka mam kąśliwą uwagę myślę o potencjalnym zmęczeniu, PMSie, problemach rodzinnych albo zdrowotnych i puf! nagle okazuje się, że negatywne myślenie o kimś nie było mi tak niezbędne do życia jak się mogło zdawać 😉 Niech mnie ktoś nazwie mięczakiem, proszę bardzo – w takim kontekście to tylko powód do dumy 🙂

        • Maria Autor wpisu

          Tak, wyrozumiałość – jestem jak najbardziej za. Ja też nie jestem z tych – proszę z kierownikiem. O matko, chyba bym nie spała w nocy jakbym miała kogoś tak wsadzić na minę. Jednak daję sobie prawo wyboru – rezygnacji z takiej osoby, no niestety, oceniam jej zachowanie jako niemiłe, może coś stoi za tym głębszego, może nie, ale tak naprawdę każdy ma swoją historię, ludzie toczą różne walki. Troszkę nie mogę się zgodzić z tym stawianiem na uprzywilejowanej pozycji klienta i robienia ze sprzedawców kopciuszków. Ostatecznie to jest prosta relacja w której uprzejmość jest istotna i jak dla mnie wymaga od obu stron.

  26. Annette ;-)

    Akurat tak się składa, że pracuję na pierwszej linii frontu, czyli w bezpośredniej obsłudze klienta i staram się swoich interesantów obsługiwać tak, jak bym sama chciała być obsługiwana. Wiadomo, jestem człowiekiem i czasem zdarza mi się na kogoś burknąć, ale i tak od stałych bywalców często słyszę, że dobrze, że na mnie trafili, a tamta druga pani, to lepiej nie mówić. Czy byłam kiedyś dla kogoś niemiła, a potem tego żałowałam? Tak, miałam taką sytuację i do dziś jest mi głupio.

    • Maria Autor wpisu

      Ja też kiedyś usłyszałam coś podobnego od kontrahenta i było mi cholernie miło 🙂

  27. Koczilla

    Na końcu posta pytasz – pośrednio – o nasze doświadczenia z niemiłymi ludźmi. Ja, trochę obok tematu, przyznam, że przestałam w tym blogu aktywnie uczestniczyć właśnie wtedy, gdy odniosłam wrażenie, że zachowałaś się nieprzyjaźnie.
    Skasowałaś dyskusję, w której brałam udział (tę na temat dzieci i zwierząt pod wpisem o stylu Brigitte Bardot) i nie wiem, jakie miałaś zdanie o niej, ale w kolejnym wpisie (o stylu romantycznym) umieściłaś zawoalowaną pochwałę futer.
    Od tamtego czasu nie komentowałam bloga, a dzisiaj zrobiłam to, bo wydaje mi się, że to zawsze dość ryzykowne posunięcie: przyjmowanie postawy mentora w miejscu, które rejestruje wszystkie nasze wzloty i upadki.
    Złośliwość miła z pewnością nie jest. Ale może to nie Ty taka byłaś, tylko ja to odebrałam i tak samo mogło być z panią ze sklepu. Ona – we własnym odczuciu – zachowywała się neutralnie, a Ty „się poczułaś”. Czasem ludzie są nie tyle niemili, co nie są entuzjastyczni i tak samo nie są obcesowi tylko asertywni.

    • Maria Autor wpisu

      Oczywiście nie zrobiłam tego złośliwie – usunęłam wtedy tę dyskusję, bo musiałam być konsekwentna -> we wpisie zaznaczyłam, żeby gadać tylko o stylu tej osoby. Co masz na myśli w tym zdaniu: „To zawsze dość ryzykowne posunięcie: przyjmowanie postawy mentora w miejscu, które rejestruje wszystkie nasze wzloty i upadki”? Kto jest mentorem wg Ciebie? Ja? W Twojej dzisiejszej wypowiedzi nie rozumiem również fragmentu o futrach, w jakim sensie coś jest zawoalowane? Od razu proszę Cię też, byś napisała, czy uważasz, że trzeba na każdy temat mieć swoje wyrobione zdanie – czy oczekujesz od ludzi deklaracji typu jestem przeciw/jestem za noszeniem futer, jedzeniem mięsa, feminizmem, aborcją i podobnymi rzeczami o których często ludzie dyskutują i czy sama potrafiłabyś się opowiedzieć po każdej ze stron. Mam nadzieję, że to nie problem 🙂

      • Koczilla

        Mam na myśli to, że ten wpis uświadomił mi, że ocenianie, czy ktoś był miły, czy nie to w gruncie rzeczy ryzykowna sprawa. Tak naprawdę bierzemy wówczas pod uwagę wyłącznie swoje odczucia a nie czyjeś intencje. Są przypadki, kiedy czyjaś nieuprzejmość staje się oczywista: gdy ktoś używa obraźliwych słów albo z premedytacją robi nam na przekór.
        Kwestia przestaje być jednoznaczna, gdy ktoś zachowuje się obojętnie albo – jak w Twoim przypadku – posiada bardzo asertywną personę (chodzi mi tu o „wirtualny charakter”, bo Twojego prawdziwego nie jestem w stanie ocenić).
        Kojarzę dwa wpisy, w których Ty po prostu zrobiłaś to, co uznałaś za stosowne, a ja poczułam się z tym nieswojo. Jeden to „Jestem miła, ale…”, w których padło sporo ostrych słów i jeden bardzo dosadny cytat, a drugi to właśnie ten o stylu Bardotki. Jak sama twierdzisz, nie byłaś złośliwa i chciałaś jedynie trzymać się zasad, a ja i tak wyczułam dużą dozę niechęci. Może z kobitą z przymierzalni było podobnie? Nie chciała się narzucać i postawiła na „kontrolowaną obojętność”, ale ona i tak uderzyła Cię w nieprzyjemny sposób?
        Ten wpis jest o tyle ciekawy, bo skłania do refleksji, czym właściwie jest bycie miłym? Czy to entuzjazm? Czy generowanie emocjonalnego ciepła/wrażenia, że rozmówca czuje się „zaopiekowany”?
        Co do poglądów na tzw. kontrowersyjne tematy, szanuję ludzi, którzy otwarcie przyznają, że nie mają zdania, ale dlatego, bo temat jednak zgłębiają i widzą jego różne aspekty. Postawy „nie mam zdania, bo mnie to nie obchodzi” nie popieram. Uważam też, że faktycznie nie jest dobrze, gdy tematy budzące silne emocje pojawiają się w dyskusji przy okazji, na zasadzie prztyczka, czy wkładania kija w mrowisko. Dlatego jestem za tym, żeby ktoś, kto nie chce mieć shitstormu na blogu, nie pisał np. że współczuje norkom hodowlanym, ale i tak będzie używał kremu z ich tłuszczu (autentyk) lub sugerował, że futra są kobiece.
        Moje komentarze oczywiście nie są rzucaniem rękawicy. Lubię wchodzić na Twojego bloga, chociaż nie wiem, czy np. polubiłabym Ciebie (Mam nadzieję, że to nie było niemiłe? Nie miało być.)

  28. Unicorn Princess

    Hej. Na wstępie zapytam czy rozważałam kiedyś zainstalowanie disqus na blogu? Powiem szczerze, ze praktycznie tutaj nie komentuje (a prawie zawsze chce to zrobić), bo nie ma disqusa i praktycznie nigdy nie wiem, czy ktoś odpowiedział na komentarz, czy nie – jego brak troche utrudnia dyskusje i interakcje 😉

    A teraz na temat tekstu – ja za każdym razem, kiedy przyjeżdżam do polski, jestem zaskoczona czy nawet urażona zachowaniem wielu osob. Ktoś na ulicy mnie potrąci, przeciska sie w sklepie i nie powie nawet przepraszam – nawet cmoka z dezaprobata! Tak samo mam, kiedy wejdę do jakiegokolwiek polskiego sklepu tutaj, sprzedawca nie raczy powiedzieć nic, a produkty z oburzeniem ciska o ladę. Ale czy takie sytuacje nie są po prostu głupie? Czy nie lepiej powiedzieć „o przepraszam” i sie uśmiechnąć? Cos takiego od razu rozładowuje sytuacje i irytująca rzecz jak ktoś wpadający na nas albo my wpadający na kogoś jest powodem do uśmiechu, co nieraz poprawiło mi humor. Myśle, ze jeszcze troche potrwa zmiana mentalności w Polsce, to, o czym piszesz to taka mała spuścizna po PRL-u.

    • Maria Autor wpisu

      A tam na dole pod komentarzem jest okienko: „Powiadom mnie mailowo o odpowiedziach na ten komentarz”. Ja z kolei praktycznie nie komentuję jak ktoś ma disqusa 🙁 Wydaje mi się to za dużo zachodu.

    • Kasia

      Do „Unicorn coś tam”:”Kiedy przyjeżdżasz do Polski”, z wielkiej litery się pisze nazwę państwa, szanowna księżno. Jestem ciekawa, dlaczego tak krytykujesz, że u nas jest tak źle, a już komentarz o spuściźnie PRL-u jest zupełnie kuriozalny. Mam 52 lata i wychowywałam się w PRL-u. Moim zdaniem wtedy ludzie byli dużo bardziej kulturalni i spokojni. Polecam nie przyjeżdżać do nas, skoro tu ci się nie podoba.

      • Anka z Alp

        o, proszę, Kasia dała idealny przykład na „niemiłośc” i potwierdziła tylko tezę Unicorn Princess…

  29. Aniela

    Bycie miłym – staram się aby było moją dewizą, niestety rozbiłam się dziś o NFZ i trzy Panie z rejestracji. To nic że po wypadku i na cito pacjent musi znać swoje miejsce. Uśmiech znikł mi z twarzy gdy na moje pytanie o termin wizyty u ortopedy na cito uzyskałam połowę września 2016. Gdy zapytałam czy nie ma czegoś wcześniej bo bardzo boli a na ostrym dyżurze nie mogli mi pomóc uzyskałam opryskliwą odpowiedz że mogę sobie kupić apap albo iść prywatnie. Poczułam się jakby ktoś wylał na mnie wiadro pomyj. Wyszłam usiadłam na ławce trzęsąc się ze złości i zwróciłam uwagę na staruszeczkę której nikt nie chciał pomóc z otwarciem drzwi. Każdy pacjent ze wściekłością wychodził i nikt nie widział tej kobiety. Spojrzałam na swoją sytuację z innej strony też przed chwilą wyszłam i jej nie widziałam. Byłam zbyt zdenerwowana by zwrócić uwagę. Pomogłam jej i dostałam najpiękniejsze „dziękuję Pani bardzo” poparte uśmiechem. Złość i bezsilność pękły jak bańka mydlana.
    Trzy niemiłe kobiety były w stanie wyprowadzić kilkanaście ludzi z równowagi samym swoim zachowaniem. Mnie rozbroiła ta starsza Pani ale pozostałe osoby ze swoją złością poszły dalej. To jest jak kula śnieżna. Może warto czasem nieco odczekać i odpuścić przy kontaktach z osobami nieżyczliwymi, niemiłymi itd.

    • Maria Autor wpisu

      Oj, bardzo przykra sytuacja, współczuję. Dobrze, że to przerwałaś. Warto sobie jednak zawsze wtedy mówić, że to jest tymczasowa niedogodność. Jeśli wiadomo, że coś nie jest na stałe, łatwiej to przetrwać.

      • Aniela

        Jaki jest NFZ każdy wie, bardziej chodziło mi w tej całej sytuacji o obserwację jak czasem bardzo skupiamy się na sobie że nie dostrzegamy innych i sami zarażamy się złością. Jak bardzo czujemy się dotknięci jak ktoś potraktuje nas nie tak jakbyśmy sobie tego życzyli a potem ten zły nastrój eskaluje i przenosi się na kolejne osoby.

  30. Cicha Woda

    Przypomniała mi się przy tym poście „Ida sierpniowa” i jej eksperymenty z uśmiechem na ulicy 🙂
    Coś w tym jest, że jak Polak się uśmiecha znaczy,że jakiś wariat;)
    Ze sklepami mam podobnie. Jak ktoś mnie nie widzi lub wielce zajęty jest ploteczkami z koleżanką to wychodzę. Sklepów teraz, że hohoho.
    Co do samego bycia miłym to ostatnio przekonałam się, iż to bywa mało skuteczne w tzw. administracjach i u wszelkiej maści specjalistów. Z przykrością stwierdzam, że dopiero jak przestałam być miła to ktoś potraktował mnie poważnie i sprawa, która się wlokła ok 3 miesiące, została załatwiona na drugi dzień po tym jak zrobiłam awanturę.

    • Maria Autor wpisu

      To jest dla mnie cholernie smutne, że czasem argumenty siłowe, prymitywne bardziej przemawiają do OSOBY 🙁

  31. ika

    Czytając komentarze, doszłam do wniosku, że zyjemy w ogólnie dość niesprzyjających warunkach do bycia miłym. Tym bardziej powinno być to dla nas wyzwaniem i motywatorem do zmian na lepsze.
    Ja, odkąd bardziej zaczęłam zwracać uwagę na aspekt savoir vivre w codziennym życiu, ale także na to, by po prostu piękniej (estetyzm) i lepiej jakościowo (slow life) żyć, bardziej pracuję nad tym, by codziennie być miłą, życzliwą i uprzejmą. Uważam, że to nie tylko świadczy o nas i naszej kulturze osobistej, ale najzwyczajniej w świecie sprawia, że nasze życie jest przyjemne i dobre. A mamy je tylko jedno i jest za krótkie, by marnować je z naburmuszoną miną 😉
    Nie do końca jeszcze wiem, jak reagować na chamstwo, które mnie niestety czasem spotyka – bo nie chcę schodzić do poziomu atakującego, ale nie mam też ochoty być ofiarą.

    • Maria Autor wpisu

      Jak się da to uciekać, gdzie pieprz rośnie 🙁

  32. Ax

    No niektóre sprzedawczynie nie są fajne, to samo tyczy się innych zawodów serwisowych i ludzi siedzących obok w pociągu.(Moje ostatnie przeżycie w pociągu to dwie dziewczyny, który czesały swoje długie do pasa włosy, zrzucając te wyrwane grzebieniem na podłogę, później spryskiwały je lakierem a na koniec pryskały się dezodorantem). Ale są też miłe wyjątki i takie cieszą podwójnie. Wolę ignorantki niż nachalne sprzedawczynie gdybym już miała wybierać;). Staram się być jednak wyrozumiała i nie oczekiwać że będą czytały moje myśli. Rozumiem, że nie zawsze jest chemia między ludźmi, że nie zawsze ma ta osoba wszystkie kompetencje. Ale jak mi zależy na czymś bardzo to po prostu mówię ekspedientce czego chcę i patrzę jak zareaguje. Cóż, czasami trzeba sobie usługę „wziąść“. Jak na razie to zawsze było ok. Nigdy nie spotkałam się po „zaanimowaniu“ sprzedawczyni do pomocy z odmową albo opryskliwą reakcją ale gdyby się pojawiła to nie będę omijać sklepu dużym łukiem tylko poproszę o rozmowę z szefem. Myślę, że poważnym przedsiębiorcom zależy na dobrych opiniach klientek i klientów, dlatego taka rozmowa pewnie nie pozostanie bez konsekwencji. Myślę, że dzięki otwartej krytyce firma zyskuje szansę na poprawienie serwisu i na rozwój. Natomiast staram się zawsze uprzejmie dziękować i wyrażać swoje zadowolenie kiedy spotka mnie jakieś doradcze dobrodziejstwo, bo sama wiem jak czasami jedno miłe słowo potrafi podratować beznadziejny dzień, no i też pochwały motywują może ludzi pracujących w obsłudze do trzymania wysokiego poziomu, o który ciężko jeśli spojrzeć też z drugiej strony, jacy niektórzy klienci są.
    Natomiast z tym cytatem się nie zgadzam, bo pierwsze wrażenie jednak często myli.

    • Maria Autor wpisu

      No dobrze, ale czy to właśnie nie przeczy idei wyrozumiałości, taka rozmowa z szefostwem? W pewnym momencie tak się przepełnia czara goryczy, że jak rozumiem wyrozumiałość idzie precz?

      • Cicha Woda

        Tylko z drugiej strony patrząc, jak właściciel sklepu/firmy ma pozyskać informację, że osoby, które zatrudnia są niekompetentne/niemiłe/nieprofesjonalne? Nie wszędzie jest możliwość oceny jakości usług, poza sklepami internetowymi.

        • Ax

          Jeszcze nie byłam w takiej sytuacji, żeby musieć rozmawiać z szefem bądź szefową sklepu. Zrobiłabym tak w przypadku pojawienia się jakiegoś czarnego scenariusza ale jak czarny musiałby on być to na szczęście nie wiem, bo nie miałam okazji. Myślę, że moja postawa nie wyklucza bycia wyrozumiałą osobą. Przecież można rozróżniać i stopniować swoją własną linię tolerancji i wyrozumiałości i to, że gdzieś się ta linia kończy nie świadczy o zaniku wyrozumiałości tylko raczej o przejawie posiadania zdrowych granic. Gdybym się musiała za każdym razem obawiać, że ktoś okrzyknie mnie mianem niewyrozumiałej w sytuacji kiedy zaistniał w moim odczuciu jakiś horror podczas zakupów to musiałabym w podobnych sytuacjach żyć permanentnie w stanie zagrożenia, bo w zasadzie nie dawałabym sobie prawa do żadnych granic chcąc być wyrozumiałą, prawa do integralności osobistej i każdy mógłby sobie deptać po moich wartościach, wkraczać w mój prywatny świat i definiować jak się mam zachowywać, żeby ta osoba była moim zachowaniem w pełni ukontentowana.

          • S

            Myślę, że złożenie skargi jest ok kiedy coś ewidentnie narusza Twoje prawa, np. przy nie przyjęciu słusznej reklamacji albo nie uznaniu pierwszeństwa w kolejce do lekarza (dawcy, kombatanci itp.), przy oszustwie ze strony personelu i przy ewidentnym zaniedbaniu (wystarczy przyjść do izby przyjęć i zobaczyć co tam się czasem dzieje), złej realizacji zamówienia i chamskim potraktowaniu (zwłaszcza w restauracji – miałam już taką sytuację kiedy prawie składałam zażalenie do menadżera, ale spieszyłam się na spotkanie i finalnie olałam sprawę), odmowa sprzedaży towaru wbrew prawa… Trochę takich sytuacji można nazbierać, ale to nie mieści się w kategorii „pani była niemiła”, musi być coś więcej, jakieś zaniedbanie. Wiadomo, że sam brak uśmiechu i odpowiedzenia „dzień dobry” nie jest podstawą do roszczeń. Taka jest moja wizja 😉

          • Cicha Woda

            Wiadomo, każdy ma swoje granice. I oczywiście jest różnica między byciem niemiłym, a byciem chamem.
            Wychodzę z założenia, że ludzie traktują nas tak, jak na to pozwolimy.

  33. Monika

    Czy istniałaby możliwość przeprowadzenia analizy kolorystycznej przez maila? Oczywiście wyślę zdjęcia i dodam istotne informacje. Mogę prosić ewentualnie pani maila? Być może jest gdzieś tu uwidoczniony, a ja go po prostu przeoczyłam. Cała ja.

    • Maria Autor wpisu

      Ja już Monika po prostu nie robię analiz.

  34. Kosmeonautka

    Kurczę, to ja chyba będę wyjątkiem i powiem, że takie podejście niezbyt mi się podoba… Zacznę od tego, że bardzo często czytam narzekania (zwykle wyrażone w o wiele mniej kulturalnej i konstruktywnej formie) na to, że coś komuś się należało, ale ktoś inny nie wyszedł z inicjatywą – nie zaproponował, nie zapytał… „A ja się prosić nie będę”.

    No a mnie, kurza twarz, zalewa jak takie coś czytam 😉 Uważam, że w każdej tego typu sytuacji wystarczy poprosić o pomoc i nikomu korona z głowy nie spadnie. Milion razy byłam na różny sposób olewana, ale takie sytuacje jak wyżej opisana przez „S” praktycznie nie zdarzają mi się, bo zazwyczaj prośba o poradę kończy się wręcz za dużym zamieszaniem wokół mojej osoby, co jest drugą skrajnością 😉

    Na przykładzie bielizny: mam wybitnie mały biust, więc strasznie ciężko jest mi dobrać sobie biustonosz. W Esotiq jest tak, że niektóre miseczki A się na mnie nadają, inne są o połowę za duże, a wiele modeli zaczyna się od B. Więc ja nigdy nie mam cierpliwości do przedzierania się przez cały asortyment sklepu samotnie i proszę po prostu o brafitting. Póki co w żadnej z trzech filii się nie zawiodłam 🙂

    • Maria Autor wpisu

      Spoko, zawsze można poprosić, no jasne. To już by była kwestia mojego wyboru, owszem mogłam tak zrobić. Chcę tylko powiedzieć, że problem dostrzegam bardziej w tym, że ktoś kto powinien się nie stara. Kiedyś usłyszałam od jednego z wykładowców taką opinię, że jeśli starsza osoba chce usiąść w autobusie to powinna poprosić i nie byłoby problemów. No ja się z tym nie zgadzam. Moim zdaniem powinno się ustąpić miejsca takiej osobie, co oczywiście nie wyklucza tego, że ona może zapytać. Żeby jeszcze dobitniej przedstawić swój punkt widzenia: uważam, że asertywność (poproszenie o pomoc) nie jest obowiązkowe choć jest super, ale uprzejmość (ustąpienie w autobusie, pomoc klientowi) są w cudzysłowie obowiązkowe.

      • Kosmeonautka

        No to juz wiadomo skad roznica w naszym podejsciu – ja uwazam, ze jest dokladnie odwrotnie! 🙂 Czasami brak asertywnosci w dzisiejszym swiecie wydaje mi sie byc prawie niepelnosprawnoscia…

      • ika

        Usłyszałam kiedyś zdanie „w życiu dostajesz to, o co masz odwagę prosić”. Zaczęłam stosować i nie czekam już na mannę z nieba. Jeśli czegoś potrzebuję, to o to proszę, nie czekam aż ktoś się zaoferuje z pomocą, bo zwykle tak się nie dzieje. Dlatego jestem po stronie Kosmeonautki 😉 Dzisiaj każdy jest zbyt zapatrzony w siebie, by myśleć o innych.

  35. Konstancja

    Bardzo mądre słowa, Mario. Odkąd pracowałam kilka miesięcy w gastronomii zawsze staram się być miła dla osób obsługujących mnie we wszelkich usługach, choć z drugiej strony moje wymagania wobec nich także wzrosły – wiem, że uśmiech nie kosztuje wiele, a naprawdę można tym absolutnie podbić klienta i przykryć wszelkie inne niedogodności, wystarczy tylko chcieć. Podobnie uśmiech i kilka słownych ozdobników typu dziękuję, przepraszam, miłego dnia potrafi zmiękczyć, na co dzień zazwyczaj twarde, serca osób pracujących w urzędach. Opłaca się być miłym – dla innych i samego siebie. To fajny styl bycia, polecam każdemu.

    • Maria Autor wpisu

      Pełna zgoda, mam takie same przemyślenia. Jak kogoś uprzejmość nie skruszy, to też w pewien sposób świadczy o tej osobie i o tym, jakiego rodzaju argumenty do niej przemawiają.

  36. Pstra Matrona

    Bardzo się zgadzam. Chociaż z drugiej strony jakoś rzadko dotyka mnie to, że ludzie są niemili. Chyba jestem mało wrażliwa, bo ktoś musiałby mnie chyba w zwymyślać żebym dostrzegła, że może nie jest zbyt miły. Pewnie na tekst o kupieniu Apapu w kolejce do ortopedy doceniłabym poczucie humoru hamskiej baby i śmiałabym się z jej dowcipu. Przez to mogę być postrzegana jako słodka idiotka, która daje sobie wleźć na głowę, ale z drugiej strony tak strasznie nie lubię takiego rzygania negatywną energią, że wolę już udawać, że deszcz pada kiedy ktoś na mnie pluje. Sama jestem bardzo miła i wesoła wobec wszystkich z czysto egoistycznych powodów, jeśli mam nawet najgorszy dzień świata, ale powiem pani w sklepie że ma piękne paznokcie, a ona się do mnie promiennie uśmiechnie to czuję się potem jednak trochę lepiej.
    Co do bycia miłym i nie miłym przez sprzedawców, jestem od miesiąca w Kanadzie i ludzie są po prostu cudowni, chyba jeszcze nigdzie nie spotkałam tak uprzejmych, radosnych ludzi. Pojechałam też na 3 dni do Nowego Yorku i przeżyłam szok przeciwnego bieguna. Jeśli ktokolwiek uważa, że ludzie w Polsce są hamscy niech jedzie do NY. Hitem byli meksykańscy kelnerzy, któży stali nad grupą dziewczyn i darli się żeby się szybciej decydowały. A kiedy ja z siostrą zamówiliśmy vege burgera i zupę zwyzywali ja od szkieletów, które nic nie jedzą i nawet frytek nie zamówiły. Ja osobiście myślałam, że pęknę ze śmiechu, byli wręcz groteskowi.

  37. Estera

    Jako (była już) ekspedientka mogę od siebie powiedzieć, że i obsługiwanie miłych klientów jest o wiele przyjemniejszą pracą. Nawet jeśli ktoś jest na początku dość opryskliwy, to wierzcie na słowo – uprzejmością i dobrocią ludzie się zarażają. 🙂
    Dodatkowo wszystkim, którzy chcieliby nauczyć się bycia miłym, a także podstaw dobrych relacji międzyludzkich z całego serca polecam książkę ,,jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi” Dale’a Cernegiego. 🙂

    • anemonek

      O tak! Przeczytałam tę książkę jako nastolatka i myślę, że jej przesłanie ciągle jakoś we mnie tkwi. Nie lubię nadmiernego patosu, ale to jedna z tych zmieniających życie książek. Chyba wrócę do niej i przekonam się, jak teraz ją odbieram.

  38. Aga

    Kiedyś starałam się być miła dla każdego, ale powoli mi to przechodzi. Kilka razy zdarzyło się, jak to już zostało wspomniane, że ktoś potraktował to jako flirt, a kiedy indziej jako chęć przypochlebienia się. Po latach uznałam, że nie wszyscy muszą mnie lubić, tak jak ja nie muszę lubić wszystkich, nie muszę starać się przypodobać ani zabiegać o sympatię. Po prostu jestem, a na to, jak ktoś mnie odbiera, paradoksalnie nie mam wpływu, choćbym stawała na rzęsach. Czym innym jest praca z klientem, w której od uśmiechu zależy zysk, a czym innym kultura osobista, którą powinien posiadać każdy, bez względu na zawód.

  39. Nina Wum

    Jako młoda dziewczyna nie miałam ambicji „bycia miłą”. Samo słowo kojarzyło mi się fatalnie: z jakąś zahukaną oportunistką, ciepłą kluchą, przysłowiowym krzywym drzewem, na które każda koza wejdzie. Z czasem zrozumiałam, że istnieje coś takiego jak siła spokoju; innymi słowy, że można być jednocześnie silną, niewywrotną – i życzliwą ludziom. Odtąd staram się jak mogę powściągać swą krótką cierpliwość i wybuchowy temperament. Duże zasoby życzliwości rezerwuję na kontakty z osobami pracującymi w usługach – wiem, jaka to koszmarna harówka, a nadąsani lub awanturujący się klienci czynią ją jeszcze cięższą. Ostatnio zaczęłam zastanawiać się, czy aby nie formuję swoich komunikatów do bliźnich zbyt ostro. (Zapewne śmiejesz się teraz, Mario.) Dotąd wychodziłam z założenia, że jak kogoś od mojej bezpośredniości du…sza rozboli, to znaczy, że ma za miękką – ale być może inni ludzie zasługują na trochę więcej miłosierdzia? 😀 Proces zmiany trwa. Czasem idzie mi z tym lepiej, czasem gorzej. Staram się minimalizować straty; w swoje najgorsze dni unikam interakcji z ludźmi, bo wiem, że nic dobrego (dla nich ani dla mnie) z tego nie wyniknie.

    • Agata

      Ja tam lubię takie osoby jak Ty Nino! Chociaż miłosierdzie (hahaha…. trafne słowo :D) to prawdopodobnie też dobry kierunek.

  40. Ania

    Dla mnie bycie miłą to ogólne zmartwienie kobiet, ciągle chcą, żeby było miło, bez problemów, bez konfliktów i z uśmiechem. Myślę, że to jakaś nasza wada genetyczna potrzeba bycia miłą i żeby inni byli mili dla nas. Przeżywamy złą obsługę (czyli kontakt z obcą osobą u której chcemy wydać własne !!! pieniądze), potrzebujemy do tego relacyjnej otoczki, ciepłych emocji, uśmiechu u obcych ludzi, żeby samej dobrze się poczuć. Tak odbieram większość komentarzy.
    Nie lubię miłych kobiet, mam bardzo złe doświadczenia z takimi ciągle uśmiechniętymi i miłymi, unikają konfrontacji, co tu w komentarzach też wychodzi, nie potrafią wprost mówić ani o swoich potrzebach, ani o oczekiwaniach, nie potrafią rozwiązać najprostszego konfliktu, natomiast bardzo je przeżywają emocjonalnie i co robią? Potrzebują uzyskania wsparcia od innych kobiet i opowiadają o całym zdarzeniu i może nie byłoby to złe, gdyby w ten sposób nie powstawały plotki, a problem i tak nie jest rozwiązany. Wole otwartość i transparentność w kontaktach.
    Ania

    • adven

      Tak, tak, zwracanie uwagi na serdeczność w przestrzeni publicznej to taka babska fanaberia, taaak, taaaak. I co, poprawiłas sobie samopoczucie, że jesteś inna niż wszystkie?

    • hania

      Zgadzam się kompletnie ! Chciałam napisać dokładnie to samo.
      A od ludzi w sklepach nie oczekuje specjalnej życzliwości – zakładam, że bycie miłym w takich miejscach to przeżytek, gdyż sama pracowałam w pewnym takim miejscu i naprawdę – cięzko jest byc empatyczną, miłą osobą i umilać innym czas w sklepie codziennie, w którym się nie jest docenianym i zapewne mało płacą (jak w większości sieciówek). Jeżeli kogoś pracę się szanuje, to i on szanuję innych ludzi (przez szanowanie rozumiem dobrą płacę i stosunek klientów do sprzedawców) Dla tej ‚niemiłej’ pani to pewnie nudna codzienność ten sklep – może trafiłaś na zły dzień? Może szef jest okrutny? Niewiadomo. Ale na pewno nic nie da przejmowanie się nad tym, ‚co by było gdyby ta pani była super miła..’ Nie widzę w tym sensu, poza tym zawsze można było ja poprosić o tą usługę.
      Kompletnie nie widzę problemu.

    • Angelika

      Myślę Aniu, że mylisz pojęcia. Rozumiesz bycie miłą jako bycie „grzeczną dziewczynką”, uśmiechniętą laleczką itd. Tymczasem dyskusja tyczy tutaj bycia miłym w rozumieniu – uprzejmym, kulturalnym. Nie mogę zgodzić się z żadnym z Twoich zarzutów. Nie unikam konfrontacji, mówię co myślę, jestem asertywna, bezpośrednia, nie ” przeżywam”, że ktoś był dla mnie niemiły, nie mam potrzeby, aby wszyscy mnie lubili i generalnie uważam, że jeśli ktoś mnie nie lubi to jego strata. Ale jestem miła – tj. uprzejma i kulturalna. Nawet wobec osób, których nie lubię i wiem, że one nie lubią mnie. Nie jestem księżniczką, korona mi z głowy nie spadnie. Naszym zachowaniem wobec innych sami sobie wystawiamy świadectwo.

      • Ania

        Angeliko, sama zastanawiałam się nad tym jak rozumiem określenie „bycie miłą” i widzę w tym dwa aspekty: jeden w sytuacjach społecznych kiedy stykamy się z obcymi sobie ludźmi( sklepy, urzędy itp) i wtedy uśmiech i kulturalne zachowanie powoduje, że łatwiej jest nam się poruszać w takich sytuacjach wolimy kiedy pani za ladą jest uśmiechnięta. I druga kwestia ( przynajmniej ja ją tak widzę) kiedy „bycie miłą” dotyczy już ludzi ( przede wszystkim kobiet) nam już znanych z którymi przyszło nam na co dzień funkcjonować i pod określeniem „bycia miłą” ukrywa się cechy charakteru, które w sytuacjach społecznych nie pomagają a utrudniają i współpracę i współżycie- czyli brak umiejętności rozmowy i rozwiązywania problemów o czym pisałam wyżej.
        Ania

    • Agata

      Hej Ania – ja też, tak jak hania, zgadzam się z tym co napisałaś. Rozumiem co miałaś na myśli i uważam, że to co napisałaś jest fajnym rozwinięciem tematu, który zaproponowała Maria. To jest faktycznie bardzo niebezpieczne kiedy bycie miłym skutkuje postawą bezkonfliktową. I oczywiście, że jedno z drugiego nie musi wynikać ale jednak często tak się dzieje. Ja osobiście najbardziej szanuję osoby, które nie wahają się doprowadzać do konfrontacji i ta perspektywa podowuje, że nie zależy mi tak bardzo żeby wszyscy byli dla mnie mili.
      Chociaż oczywiście jeśli sprowadzimy post Marii do banału „czy lejpiej być miłym czy niemiłym” to odpowiedź brzmi „miłym”. Tylko, że banał to banał a blog Marii nigdy nie był banalny. Mario, Twoje posty zmuszają do refleksji:).

  41. Gosza

    mam taką pracę w której oprócz moich merytorycznych umiejętności bardzo liczy się moja kultura osobista i własnie to „bycie miłym” nie w sposób lizusowski, nie natrętny i co najważniejsze nie sztuczny… nie ukrywam, że bardzo się cieszę kiedy słyszę od osób: „Pani jest taka miła, w niektórych urzędach Panie są takie niedostępne a tu jest naprawdę bardzo bardzo miło i fachowo”. Myślę, że bycie miłym to właśnie takie tworzenie pozytywnej, przyjacielskiej i otwartej atmosfery wokół siebie najwidoczniej Mario, „Twoja” Pani w sklepie nie chciała jej tworzyć =) ale jak to zwykle bywa są dwie strony medalu. Jest grono ludzi którzy moje „bycie miłą” postrzegają tako moją własną słabość, uległość czy brak umiejętności postawienia się w odpowiednich sytuacjach ba nawet postrzegają mnie jako osobę gorszego sortu (mocne słowo modne ostatnio) od siebie i dają mi to mocno odczuć. Oczywiście ich zachowanie zupełnie nie wpływa na moją własną ocenę i natomiast zawsze gdzieś wychodzą kompleksy tych osób. Ale pomimo wszystko warto być miłym i bardzo lubię kiedy ludzie czuja się dobrze w moim towarzystwie.
    Ps. Idę w sobotę na weselicho z osobą na której bardzo mi zależy i strasznie się cieszę dlatego się dziele swoją radością pozdrawiam Was wszystkie =D

  42. Kasia | Droga do minimalizmu

    Z przytoczonego fragmentu można pomyśleć o dwóch rzeczach – rzeczywiście o byciu miłym, ale też o tym, że nie wszyscy nadają się na sprzedawców. Handlować trzeba umieć. Jak sama zauważyłaś, ani nic nie kupiłaś, ani w tym sklepie już nic nie kupisz. Na nic ogromne akcje marketingowe, jeśli sprzedawcy nie będą umieli zachęcić klienta do zakupu.
    Z drugiej strony kiedy jakiś czas temu udałam się po poradę profesjonalnej brafitterki byłam nawet zadowolona, do czasu. Może i dobrała dobry rozmiar, wzór i w ogóle, ale jakoś tak mi teraz nie pasuje nosić tego push-upa 😉 Szukam więc dalej.

  43. Moniśka

    Kiedys nie mialo dla mnie znaczenia, czy ktos jest dla mnie mily, bylam zamknieta na emocje innych.
    Pozniej sie to zmienilo i jestem mila albo neutralna-jak facet. To taki nawyk. Bardzo lubie siebie mila. Ale u mnie jest to do czasu. Jesli ktos wykorzystuje to, wyznaczam granice albo uciekam od takiej osoby.
    I podobnie uwazam, jak ktos wyzej zauwazyl, ze bycie milym w Polsce jest traktowane jako naiwniactwo i zaproszenie do wyzywania sie.
    Bardzo doceniam takie miejsca jak ubierajsieklasycznie.pl za mila atmosfere. Wlasnie o to mi chodzi w zyciu, zeby porozmawiac na temat w sympatyczny sposob.
    Dziekuje Ci Mario, ze cos takiego tworzysz. I uwazam, ze jestes bardzo silna, skoro umiesz wyznaczyc granice i byc mila nadal 🙂
    Bardzo zaluje, ze nie ma u nas takich miejsc w moim zawodzie, tzn.w pipingu. Zadanie pytania generuje odpowiedz, ze kazdy glupi powinien to wiedziec. Natomiast np. na amerykanskich stronach juz zadne pytanie nie jest glupie. A ja osobiscie uwazam, ze u nas inzynierowie „wykladaja sie” na najprostrzych rzeczach.

  44. Azarre

    Mnie wkurza jak ekspedientki w drogeriach trzęsą się nad jakąś starszą panią przez pół godziny i próbują jej wcisnąć jak najwięcej (a babcia za każdym razem pyta o cenę i odkłada na półki), gdy ja tym czasem CHCĘ coś kupić i próbuję je o coś zapytać, a one mi każą poczekać. Albo kiedy sprzedawcy, czasem niewiele starsi ode mnie, traktują mnie jak dziecko i mówią do mnie „ty” (nie dlatego, że chcą stworzyć iluzję przyjaźni z klientem, tylko dlatego, że traktują mnie z góry). Zdarza się, że myślą, że jestem o wiele młodsza niż jestem i biorą mnie za nastolatkę, ale to już zupełnie inna bajka. Albo jak ktoś przede mną kupuje coś drogiego i jest traktowany przez sprzedawcę jak królowa Anglii, odchodzi, podchodzę ja z uśmiechem a sprzedawca patrzy na mnie jak by chciał mnie zabić, bo wzięłam tylko bułki za 5zł…
    To nie jest kwestia złego dnia. Chyba, że wszyscy sprzedawcy mają zawsze zły dzień, to by się zgadzało.
    Ja na obsługę nie zwracam uwagi, mam ważniejsze kryteria. Ale daje im do zrozumienia, że nie życzę sobie olewania mnie, że nie jestem dzieckiem, które przyszło po lizaka. Przede wszystkim staram się jednak zarażać uśmiechem i dobrym humorem, staram się traktować ich jak ekspertów w tym co robią a wtedy chętnie dzielą się wiedzą i pomagają jak mogą, by udowodnić mi, że się nie mylę. 😛 Szczególnie panowie. 😉
    Jednak mistrzem jest mój Narzeczony. Tak każdego zagada, że wszyscy się do niego wylewnie uśmiechają i chcą z nim porozmawiać – sprzedawcy, ludzie w kolejkach, nawet przechodnie. 🙂

  45. olamari

    Aż wrze na blogu! Ja staram się być miła dla ludzi a jeśli oni się nie starają to powtarzam sobie: 1. nie lubią tej pracy a nie mogą innej znaleźć 2.mają beznadziejnego szefa 3.musieli wysłać chore dziecko do przedszkola, bo nie mogą wziąć zwolnienia 3.brakło pieniędzy na ratę kredytu 4.są poważnie chorzy…..Nie zawsze to pomaga- tak naprawdę to niestety niemili ludzie najczęściej uważają , że są tak wspaniali, wyedukowani (nie po to studiowałam, żeby mną jakiś nieuk pomiatał), no fantastyczni po prostu i tylko nikt ich jeszcze nie odkrył. „JESTEM TEGO WARTA” -oczywiście nie tego co mam ,tylko tego co chcę i tego, co mają inni. Niektórzy wierzą w hasła reklam!

  46. olamari

    I tak w ogóle to najlepsza metoda na niemiłych sprzedawców to niekupowanie u nich! Ja tak robię od lat i chociaż mnie to dużo kosztuje ( bo np muszę chodzić dalej) nie waham się, bo zauważyłam, że ich niezadowolone miny się do mnie przyklejają i psują mi potem dzień!

  47. Kasia

    Niedawno miałam taką sytuację: poszłam na umówioną wizytę do laryngologa (od kilku dni słabo słyszałam, jakiś stan zapałny w uchu czy coś) i okazało się, że gabinet zamknięty, pani sobie poszła wcześniej do domu. Poszłam obok, do gabinetu terapeutek i pytam o lekarza, zdenerwowana, przejechałam na próżno pół miasta. Ale wyszłam z tamtąd ze śmiechem, ale nie radości tylko dlatego, że panienka powiedziała mi, że na nią krzyczę i nie będzie ze mną rozmawiała. Wyszłam z kretyńskim uśmiechem, no tak, przecież jestem głucha i jej to mówię….. głośno, bo siebie nie słyszę. Absurd.

  48. Izabella

    Ja przekonałam się na własnej skórze, że nie będę robiła zakupów w sklepach, gdzie pracujące panie nie są miłe. Kiedyś w pewnym dobrym polskim sklepie z polskim obuwiem natknęłam się na dwie pracownice, które zlustrowały mnie wzrokiem i postanowiły udawać, że mnie – potencjalnego klienta – w tym sklepie po prostu nie ma. Wyszłam i wstąpiłam do innego polskiego sklepu z polskim obuwiem – i stamtąd wyszłam z torbą zakupów. Masz gdzieś moją osobę jako klienta, ignorujesz moją obecność – nie zostawiam pieniędzy w sklepie z taką obsługą.

    • Agata

      A ja z kolei mam w nosie panie ekspedientki. Jeśli szukam danego towaru np. butów to zachowanie ekspedientki mnie nie zniechęci – będę kręcić się po sklepie tak długo jak długo będzie we mnie nadzieja na udane zakupy.

      • Izabella

        Mnie skutecznie zniechęca. Jeśli wchodzę do sklepu z torbą innej, niekoniecznie obuwniczej firmy, i słyszę niby mimowolnie rzucone „ojej, w sklepie K. są wyprzedaże, nawet bieda się tam wybiera” albo „tacy młodzi ludzie, a tak kosztowne torebki mają, albo pasożyty na bogatych rodzinach żerujące, albo d*** dają” to naprawdę nie mam ochoty przebywać dłużej w danym sklepie i zostawiać tam moich pieniędzy. 🙂

        • Moniśka

          O kurcze, jak to? To bardzo obrazliwe, bardzo.

  49. Luiza

    Dzień dobry.
    Ale poruszająca dyskusja.
    Nie zgadzam się z przewodnim cytatem. Myślę, że w Polsce (skąd wciąż ktoś wyjeżdża „zszokowany” naszą nieuprzejmością) lepszym podejściem jest dawanie szansy na bycie uprzejmym. Ludzie są często niemili tak naskórkowo, odruchowo, choć mają serce na dłoni. I często na uprzejmość dopiero po chwili reagują uprzejmością.
    Leżałam na patologii ciąży z okropnymi pacjentkami i beznadziejnym personelem. Nie aspirowałam do bycia aniołem uprzejmości, raczej też czort ze mnie wyszedł. Drugiego poranka, nad ranem, kiedy jedna z sióstr zmierzyła mi temperaturę, odruchowo się do niej uśmiechnęłam i powiedziałam dziękuję. A ona tak stanęła przy moim łóżku i powiedziała trochę do mnie, trochę do siebie: dziecko, gdybym miała więcej takich pacjentek, to sprawy tu by wyglądały inaczej.

    To są wszystko banalne historie, sklepy, rejestracje enefzetowskie, infolinie. Ale tak jak szlag nas może trafić na pół dnia z powodu czyjejś naburmuszonej miny, tak możemy zmienić komuś dzień na udany. I w Polsce spróbujmy to zrobić ponownie, uodporniając się na porażki.

    • Basia Czy

      Amen

  50. marsell

    Moi rodzice przez kilkanaście lat prowadzili mały osiedlowy sklepik. Mieliśmy stałych klientów, zawsze tych samych, rzadko kiedy pojawiał się ktoś przypadkowy. Mama ogromną uwagę przykuwała do stosunku do klientów. Była zawsze uśmiechnięta i pogodna. Problemy, ból, złe samopoczucie chowała gdzieś głęboko pod płaszczem uśmiechu i uprzejmości. Ludzie bardzo to cenili. A ja, pracując tam jeszcze jako nastolatka, chłonęłam to jak gąbka. I bardzo lubiłam to w sobie (wciąż lubię). Ludzie uważają mnie za kogoś pogodnego, często się uśmiecham. Ale… jest pewne ale: Wpojoną przez mamę, zasadę bycia sympatyczną przeniosłam zbyt szybko do życia osobistego. Zawsze uśmiechnięta… Niestety pod „sklepowym uśmiechem” potrafiłam schować wszystko, nawet w stosunku do najbliższych mi osób. Mężczyzna, z którym wtedy byłam w związku nauczył się to wykorzystywać. Nieważne co zrobił, nigdy nie przepraszał – wiedząc, że ja i tak będę się uśmiechać. Potrafiłam wiele ukryć pod tym uśmiechem. Gdy od niego odchodziłam był zdziwiony: „Co jest nie tak? Przecież jesteś zadowolona. Zawsze jesteś uśmiechnięta!” Nieważne, że nie zauważył nawet, że od miesięcy ze sobą nie rozmawiamy… przecież się uśmiechałam.
    Na szczęście zrozumiałam, że sama robię sobie tym krzywdę. Teraz jestem dojrzalsza i bardziej świadoma niż wtedy. I udało mi się wyznaczyć sobie „granice” mojej uprzejmości. Wciąż gdziekolwiek wchodzę robię to z uśmiechem. W sklepach (teraz już będąc tylko klientką) staram się być uprzejma w stosunku do ekspedientek, które uwierzcie mi nie mają łatwej pracy, ale wymagam od nich tego samego. Usilnie wierzę w pierwsze wrażenie – a tu uśmiech ma podwójną moc. Nauczyłam się jednak, że w życiu osobistym muszę otaczać się ludźmi, przed którymi nie muszę niczego ukrywać pod uśmiechem… i dzięki temu uśmiecham się naprawdę szczerze!

    I tego nam wszystkim życzę: szczerego uśmiechu i świadomej uprzejmości!

    PS. to mój pierwszy komentarz na Twoim blog, więc skorzystam z okazji – choć mamy dość odmienne style uwielbiam Cię Mario 🙂

  51. kk

    Polecam, mimo wszystko, spojrzeć na to z innej strony.

    Sama pracuje w sieciówce i większość ludzi tam pracujących to studenci którzy sobie dorabiają. Stawka jest niska, często robi się 12 h pod rząd z maksymalną przerwą 30 minut. Tam gdzie pracuje od razu wchodze, i muszę biegać- nie mam czesto nawet czasu zapoznać się z tym, co pojawiło się danej nocy na sklepie (a trzeba dodać że zmiany są co 2 dni, czasem nawet większości asortymentu).
    Wierzcie mi albo nie, ale po 10 h na nogach ma się już dość. Nie chcę też generalizować, ale większość klientów jest niemiła, mają często pretensje. Najczęściej wina nie leży w pracownikach ale w całej organizacji takiego miejsca pracy, gdzie zmiany personelu są gigantyczne (nie zostawia się kogoś na dłużej, bo to się nie opłaca) oraz zwykłej nerwówce (szybko, wciśnij jak najwięcej klientowi etc.). Takie szybkie i konsumpcyjne czasy.
    Jako pracownik też staram się być miła, bo oczywiście prostackie nie przystoi, ale czasem się już nie posiada siły i jest się obojętnym. Mimo wszystko miłe zapytanie też nie peszy.

    • anemonek

      Sprzedawczyni z wymienionego przykładu chyba aż tak bardzo się nie przemęczała, skoro oprócz Marii nie było tam żadnej klientki. Z reguły takie sklepy są pustawe i nigdy nie zdarzyło mi się, żeby nie pytano mnie, czy rozmiar dobry i czy donieść coś jeszcze. Co innego sieciówki odzieżowe, gdzie panuje rwetes i bywa wielu klientów, choć i tam z reguły są miłe sprzedawczynie i chętnie donoszą rozmiary.

    • Aleksandra

      Pracowałam w sieciówce w takim trybie jaki opisujesz i przyznam szczerze nie miałam sytuacji, w której miałabym tak ostentacyjnie olać klienta. Zawsze przynajmniej z uśmiechem powiedziałam „dzień dobry” i zaznaczyłam, że w razie pytań jestem w pobliżu. Szczerze to wolę już natrętne sprzedawczynie niż takie, w towarzystwie, których czuję się jak intruz.
      Pozdrawiam 😉

  52. Anna M.

    Bardzo pożyteczny wpis i generalnie się zgadzam, ekspedientka powinna zainteresować się klientem bo to jej praca, ale… Mario, przecież też mogłaś wykazać się inicjatywą i zagadać do ekspedientki, poprosić lub zapytać o coś. Ja tak robię, jeśli zależy mi na zakupie i jeszcze mi korona z głowy nie spadła. Zresztą może jestem inna bo lubię sobie sama szukać rzeczy w sklepie, bardzo nie lubię nadskakujących sprzedawczyń a jeszcze pokazywać im się w bieliźnie – to byłoby dla mnie osobiście krępujące. Pozdrawiam i życzę miłego dnia.

  53. Jovanka

    A ja mam jeszcze takie pytanie / refleksję: jestem miła i jestem nauczycielką. I często mam tak, że jednak muszę nawarczeć, albo zrobić coś niemiłego, żeby uczniowie traktowali mnie poważnie. I moje bycie miłym, to wg mnie nie słabość, a jednak młodzież czasem chce wchodzić mi na głowę. I czasem się waham czy w takich relacjach można być miłym i szanowanym jednocześnie?

    • anemonek

      Zgadza się. Bycie miłym, czy zwykła uprzejmość bywają odbierane jak słabość i zaczynają się próby zdominowania i skracania dystansu. A jeśli do tego jesteś młoda…

    • Ida

      Odniesienie do szkoły wydaje mi się nie być odpowiednie. Tam panują inne reguły i inna hierarchia – to nauczyciel stoi w niej wyżej. Nie można dać sobie wejść na głowę. Pamiętam, że najbardziej ceniłam nauczycielki, które zwykle przybierały raczej surową postawę, a od czasu do czasu bywały naprawdę miłe dla uczniów. Wtedy tę „miłość”, jak to sympatycznie Maria określiła, docenialiśmy jako uczniowie znacznie bardziej.

      • kreska soft summer

        Moja koleżanka nauczycielka kiedyś powiedziała uczniom – gdy mówili coś w stylu „pani nas nie kocha” – „kocham was miłością wymagającą”. To zależy od danej osobowości, ale myślę, że bycie miłym jako nauczyciel to życzliwość, brak krzyku (tzn. w sytuacjach awaryjnych może się pojawić, ale nie na każdej lekcji), nieobrażanie (żadnych epitetów), raczej uśmiech na dzień dobry, a nie krzywa mina (uczniowie widzą, że nauczyciel ich nie lubi albo swojej pracy). Żeby czuli się szanowani jako ludzie, ale dystans na pewno jest potrzebny. Trudna to rzecz jest.

        • Anuko

          Muszę na to odpowiedzieć. Jestem nauczycielem i staram się, żeby ta sytuacja hierarchiczna była jasna, ale nikogo nie upokarzała. Widzę jasno, że dzieciaki lubią być sprawdzane, bo to oznacza docenienie ich pracy/wysiłku. Uwielbiam chwalić, nie lubię karać. Zapewne dlatego bardzo źle reaguję, kiedy gdzieś ktoś wprowadza hierarchię w sytuacji, której tak nie postrzegam. Kiedyś dostałam minusa u lekarza (bo „dziki pacjent” – dokładnie tak zostałam określona – wpadł w nagłej potrzebie). Pani narysowała dużą krechę na mojej karcie. Natychmiast zmieniłam panią. Nie znoszę ekspedientek – strażniczek skarbu – które „mają” produkty i mogą je sprzedać lub łaskawie udzielają lub nie udzielają pieczątek na karcie stałego klienta – wydaje mi się to pozostałością po czasach słusznie minionych. Mam też doświadczenie pani, która z bardzo miłej zrobiła się obrażona po mojej uwadze, że krem, który kupiłam wcześniej kilka razy, w nowej wersji zmienił zapach. Według niej (nie nosiła go nigdy) zupełnie się nie zmienił i zawsze tak pachniał. Właściwie zarzuciła mi kłamstwo i niestety obawiam się, że ciężko to zniosłam.

  54. Ida

    Mario, chyba trafiłam w zeszłym tygodniu do tego samego sklepu. Ekspedientka nawet nie pofatygowała się, by odpowiedzieć mi dzień dobry. Nie kupię już nic w tym sklepie. Ze mną jest trochę tak jak w filmie „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz”, w kultowej scenie z kurczakiem i szmatą. Tu fragment, od 0:48 https://www.youtube.com/watch?v=LxjxqgMG6GE
    Obrażam się na takie sklepy 😉 i nie wchodzę tam więcej.
    Sama staram się być miła dla ludzi. W życiu prywatnym, jeżeli nie otrzymuję odpowiedniej reakcji zwrotnej, to często unoszę się dumą i odpuszczam sobie kontakty. W życiu zawodowym nabrałam odpowiedniej odporności, od uprzejmości, empatii i dobrego kontaktu zależą moje zarobki.

  55. beata rozycki

    Pani Mario , trafne i prawdziwe Pani spostrzezenie co do zachowan ludzkich a takze sprzedajacych asystentek w sklepach,Wlasnie wczoraj wrocilam z Polski po wizycie wakacyjnej i wizytach w sklepach. Bywaja i takie panie sklepowe ktore w trakcie ogladania ubran przez klientke podchodza i w tym samym momencie porzadkuja uklad wieszakow pod nosem klienta, gdyz oczywiscie psuje im to ”porzadek ” sklepowy. Wyszlam natychmiast ze sklepu -ozywiscie jej strata bo np. moglabym cos kupic itd.
    A tak mowiac nawiasem Pani Mario -artykul swietny , psychologiczny ,prosimy wiecej;
    dziekuje -wierna fanka

  56. Agnieszka

    Mario, proszę o radę. Co myślisz o łączeniu srebra ze złotem? Zazwyczaj noszę srebrną, delikatną biżuterię i myślę o kupnie zegarka. Podoba mi się taki https://www.google.pl/search?q=Lorus+RG204KX9&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwia2KSo6rTOAhXB1ywKHfhtAXMQ_AUICCgB&biw=1366&bih=667#imgrc=YHp63w6tyY3chM%3A Myślisz, że bardzo by się to gryzło? Można to jakoś pogodzić? Pozdrawiam 🙂

    • Maria Autor wpisu

      Jak dla mnie to się w ogóle nie gryzie. Kiedyś myślałam inaczej, ale teraz łączę nie tylko srebro ze złotem, ale też srebro ze złotem i różowym złotem 🙂 A wręcz powiedziałabym, że ma to nawet swój urok! PS. Ładny zegarek!

      • Agnieszka

        Dziękuję bardzo za odpowiedź 🙂 Twój blog jest dla mnie inspirujący! Szczególnie moodboardy.

  57. katto

    Często ludzie, którzy są niemili dla innych (opryskliwi, naburmuszeni, obojętni, wybuchający, groźnie milczący) nie zdają sobie z tego sprawy… Nie wiedzą z jaką energią wychodzą do ludzi i ich tym w pewien sposób obarczają.
    Z własnego doświadczenia zauważyłam, że oczekuję tego, by ktoś pierwszy był miły dla mnie – wtedy ja też się uśmiechnę. Jednak niedawno zrozumiałam, że przejęcie inicjatywy w temacie bycia miłym, uśmiechniętym i zaangażowanym daje mi lepsze samopoczucie i dobre kontakty z ludźmi.
    P.S. Twój blog jest pierwszym, który czytam regularnie. Wielki Szacun. Wiele się nauczyłam, za co bardzo dziękuję. A jeśli chodzi o lektury mam w bibliotece te same książki:-)

  58. alicia

    Wiekszosc zycia pracuje za granica. Najpierw w Anglii pare dobrych lat. Tam ludzie sa mili, usmiechnieci i slyszysz ciagle prosze i dziekuje, dzien dobry, dowidzenia, milego dnia. W Niemczech jest roznie. Zdarzylo sie nie uslyszec dzien dobry a nawet ‚co’ zamiast prosze. W Niemczech oceniaja po wygladzie, co nie zdarza sie w Anglii, bo milionerzy moga chodzic w podartych gaciach i w Anglii jak pokazujesz, ze masz kase to jestes Snob. W Polsce jestem raz na rok i to krotko (niestety). Duzo moich znajomych skarzy sie, ze ludzie sa nie mili i co ciekawe, coraz mniej kultury osobistej jest na zachodzie Polski i w duzych miastach. Regiony biedniesze Polski- wschod, ludzie biedniejsi milsi sa. Gdybym ja byla nie grzeczna w mojej pracy, stracilabym ja, a musze powiedziec, ze Niemcy sa wygodni, leniwi i sa przekonani, ze zawsze maja racje. Nie jest latwo, problemy, dume itp chowamy do kieszeni na czas pracy. A to co ja mysle osobiscie i prywatnie to jest moje 🙂

  59. laaba

    ja się odniosę do kwestii straty… ludzie często prowadzą jakieś biznesy,firmy i dziwią się,że im nie idzie,że coraz gorzej,że nikt nie kupuje…
    a samo miałam ostatnio taką sytuację…
    dzwonię do pewnego Pana po sznurek lniany,chciałam zamówić duże ilości.
    Pan rozmawia ze mną jak z bezczelnym natrętem,co mu d…ę zawraca.
    proszę o opis tego sznurka,grubość,długość etc…
    w końcu już nie chce mi się z nim gadać,bo mam dosyć wymuszania z niego informacji,których nie ma na swojej stronie internet,mimo tego,że oferuje sprzedaż.
    w końcu ostatkiem sił proszę o zdjęcie,może sama sobie coś na nim zobaczę.
    a Pan mi mówi,że może jak się zmobilizuje,to mi wyśle… ręce opadają.
    zdjęcia nie ma do dziś. sznurka u niego nie kupiłam. nie podzieliłam się z nim swoimi pieniędzmi i nigdy tego nie zrobię. nigdy go też nikomu nie polecę,bo co mam polecać…
    z opowieści wiem,że kiepsko mu idzie interes,chyba też dlatego chciałam u niego kupić,żeby być jego klientem…
    ale teraz już wiem dlaczego kiepsko mu idzie i mogę się domyśleć dlaczego innym idą kiepsko ich interesy. dlatego,że nie chce im się wysilać. może myślą,że im się powodzenie należy,a nie,że trzeba je sobie wypracować i czasem wznieść ponad swoje lenistwo,humory i niechęć

  60. terka

    A ja zaliczam się do tych niemiłych.Nie pozwalam”wózkowym” mamusiom wjeżdżać między hałdy kartonów i rozstawione palety z towarem i próbuję uświadomic potencjalnym klientom,że łatwiej i bezpieczniej zrobią zakupy w sklepie czy kiosku,a nie w hurtowni,która ma za zadanie obsługę „dużych” odbiorców.Niestety najwięcej obrażliwych komentarzy z tego powodu słyszę od młodych kobiet,które są tylko trochę starsze od mojej wnuczki.Że już nie wspomnę o określeniach typu”ta wredna stara baba”,którymi opisują swoje zakupy na Facebooku.Pozdrawiam serdecznie autorkę bloga ,a w ogóle to jej zazdroszczę tej pięknej sukienki z wielkim liściem.

  61. Szczęściara

    Miałam szczęście i rok temu trafiłam do małego sklepiku z bielizną w Kołobrzegu. Pani od wejścia była zainteresowana tym, by nam pomóc (byłam z siostrą). Kiedy byłam w przymierzalni, pani podawała mi różne biustonosze w moim rozmiarze. Pokazała jak zakładać biustonosz. Pytałam, czy skończyła kurs brafittingu, ale okazało się, że nie, to praktyka czyni mistrza. Kupiłam wtedy kilka staników, siostra też. Wyszłyśmy przeszczęśliwe! Poleciłam oczywiście ten sklep swoim znajomym. One też wracały stamtąd bardzo zadowolone i wiem, że polecały go dalej swoim znajomym. Dodam tylko, że pół roku temu też tam byłam i za chwilę wybieram się tam znowu, odległość nie gra roli (kilkadziesiąt km).
    Po przeczytaniu historii Marii, musiałam się podzielić swoją.

    • Anuko

      Takie panie pracują też w sklepie z bielizną na Kazimierza Wielkiego w Krakowie. Wow. Brawo dla nich. W innych miejscach bywa tak, że jednego dnia pani jest super, a innego hm. Tak mi się zdarzyło. Pani była świetna, przymierzyłam stos bielizny, nie kupiłam, bo tego dnia kupiłam sobie coś innego i sumienie tego nie zniosło. Dwa tygodnie później wróciłam, żeby jednak kupić. Pani zachowywała się poprawnie, ale jednak lekkie poczucie bycia intruzem się pojawiło. Kupiłam. Jest fajna rzecz. Cena niezła. Może pani coś się wydarzyło/jakiś telefon w ten dzień. Pewnie wrócę. Jak pojawi się potrzeba. Natomiast uprzytamniam sobie, jak ważne są emocje. Jak bardzo ułatwiają/utrudniają. Warto być miłym – drugi człowiek spokojniej przejdzie przez dzień. I ja przy okazji. Miły klient – fajnie być takim. Pamiętam jednego sprzedawcę, któremu niezwykle rozjaśniła się twarz – było warto. Akcesoria do komórek. Pan podładował mi komórę i sprzedał ładowarkę. Wyjęłam pieniądze i zaczęłam: „Jak ja nie lubię wydawać pieniędzy” – tu mina mu zrzedła – „ale u pana chętnie zostawię tę kwotę”. Człowiek naprawdę się ucieszył. I ja też przy okazji. Jednak dobre słowo ważna rzecz.

  62. Danusia

    Ech, może jestem jakaś dziwna, ale wprost uwielbiam zaangażowanie pań sprzedających bieliznę, lubię jak wchodzą ze mną do przebieralni, regulują fachowo paseczki („ta pierś jest nieco mniejsza więc proszę pozwolić, że wyreguluję ramiączko”- pozwalam z ochotą:) i inne takie. Zdaję się na opinie takich pań i po prostu im zawierzam. I czuję się taka zatroszczona. Rozumiem Cię Mario, zostać zignorowanym w sklepie z bielizną jest przykre.

    • Flowerfairy

      Wiem, o czym mówisz 🙂 Też raz byłam w takim sklepie. Pani brafitterka wydała mi się na początku natrętna bo weszła do przymierzalni bez mojego wyraźnego zaproszenia ale szybko zobaczyłam że tak doskonale wie co robi że z radością poddałam się jej 😉

  63. Dorota

    Bardzo ciekawy post. Rozumiem poczucie olania, sama niestety czasami reaguję na takie sytuacje podobnie, tj. obrażam się i wychodzę. W mojej ulubionej cukierni pracuje bardzo niemiła osoba. Nie skupia się na tym, o co się ją prosi i jeszcze ma pretensje, że nie dość jasno powiedziało się czego chce (jest agresywna). Na początku myślałam, że może to ze mną coś jest nie tak i mówię jakoś niewyraźnie, ale po czasie zauważyłam, że innych klientów traktuje tak samo. Ostatnio po jej kolejnym zgryźliwym komentarzu zachowałam się podobnie, zastosowałam bierną agresję. Nie padło żadne niemiłe słowo, ale weszłam już bez uśmiechu i traktowałam ekspedientkę jak zło konieczne, co na pewno dało się odczuć. Po fakcie zaczęłam się nad tym zastanawiać i w sumie było mi głupio za moje zachowanie. Z jednej strony uważam, że fajnie by było, gdyby wszystkie ekspedientki były miłe, ale z drugiej strony to jednak od siebie powinnyśmy wymagać najwięcej. Obrażenie się i wyjście ze sklepu nie jest miłym zachowaniem. Tak samo niemiłe jest potraktowanie kogoś brakiem uśmiechu, nawet jeśli robimy to w odpowiedzi na jego złe zachowanie. Jeśli nawet ktoś nad olewa, zawsze można samodzielnie poprosić o pomoc, uśmiechnąć się, zażartować na rozładowanie sytuacji itp. Sprzedawca też człowiek – może być zmęczony, mieć gorszy dzień, jakieś kłopoty osobiste. Nasza reakcja na czyjeś złe zachowanie też świadczy o nas. Teraz radzę sobie w ten sposób, że staram się nie traktować niemiłej osoby jak mojego wroga, tylko wyobrażam sobie w niej np. moją mamę czy siostrę, które mają gorszy dzień lub czymś się martwią. Szczęśliwi ludzie nie są opryskliwi, olewający i niemili. Mogę się założyć, że gdybyśmy wiedzieli dlaczego dana osoba tak się zachowuje, to wtedy na 100% sami zachowalibyśmy się bardziej empatycznie i z większą troską. A nie można tego zrobić tak od razu, bez posiadania konkretnej wiedzy? Łatwo jest oczekiwać od kogoś, że powinien być miły pomimo złego dnia i przeciwności, ale trzeba być w tych wymaganiach konsekwentnym i też być serdecznym dla innych pomimo tego, że ktoś nas olewa lub jest agresywny.

  64. bu

    „be kind, not nice” – w tym wszystkim ani Ty, ani sprzedawczyni nie zrobiłyście nic, by pomóc sobie ulepszyć dzień. Jasne, ona była w pracy i m i a ł a o b o w i ą z e k być miłą, bo w końcu za to jej płacą. Ale sama piszesz o tym, że sztuką jest być miłym, gdy się jest rozdrażnionym. Jak wyglądałaby ta sytuacja po Twoim „czy mogłaby mi pani pomóc?” – tego nie wie nikt. Czasami to ludzi bardzo wybudza z letargu.

    • Flowerfairy

      Zgadzam się. Każda relacja międzyludzka wymaga obustronnej pracy.

  65. Flowerfairy

    To pierwszy tekst, który przeczytałam na tym blogu i od razu wiem, że znalazłam swoje miejsce 🙂

    Opowiem o swoim doświadczeniu z „miłością” 🙂 Jestem introwertykiem. Mój introwertyzm ma dosyć zaawansowaną postać… 😉 Dodatkowo moja twarz „w stanie spoczynku” jest klasycznym przykładem RBF (resting bitch face) 😉 Od około dwóch lat pracuję nad sobą: dużo czytam o rozwoju, przeszłam roczną psychoterapię i to wszystko przyczyniło się do zwiększenia samoświadomości, wewnętrznego spokoju oraz empatii wobec innych. Dzięki temu wszystkiemu chętniej uśmiecham się do ludzi i uważniej słucham. Moja metamorfoza wewnętrzna zeszła się w czasie z przemianą zewnętrzną – zaczęłam nosić szpilki, garnitury i sukienki zamiast dotychczasowych jeansów, t-shirtów i plastikowej biżuterii (jestem wykładowcą i mam 30 lat…). Moje dwie obecnie przewodnie zasady to: „po co ubierać się brzydko skoro można ubierać się ładnie” oraz „po co być niemiłym skoro można być miłym” 🙂 I to się sprawdza. Nic nie kosztuje a ile daje korzyści. Dzięki zmianie stroju jestem postrzegana jako bardziej profesjonalna oraz dostaję mnóstwo komplementów. Dzięki temu czuję się lepiej i mogę tę pozytywną energię podawać dalej w postaci „miłości” 🙂 Jestem bardzo dumna z tego jakim jestem teraz człowiekiem. Kosztowało mnie to bardzo dużo pracy ale teraz wiem że BYŁO WARTO. Teraz może być tylko lepiej 🙂

  66. Catty

    Wartościowy post, już wcześniej o tym myślałam, ale chcę bardziej wdrażać w życie 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

x