Na początek bardzo chciałabym podziękować za wszystkie komentarze pod ostatnimi tekstami. Dopiero teraz wracam do internetowej rzeczywistości i doceniam, że mimo iż mnie jakiś czas nie było, ciągle pisałyście i aktywnie uczestniczyłyście w życiu bloga.

W sobotę, 19-ego lipca kończyłam rankiem wpis, który ukazał się w ten poniedziałek. Chciałam się przygotować i zostawić Wam posty na wypadek gdybym musiała poleżeć trochę w szpitalu. Zaraz potem pojechałam na kontrolne KTG do szpitala i już z niego tego dnia nie wróciłam. Zosia urodziła się przed północą, nie bez komplikacji i problemów, ale w zasadzie wszystko skończyło się happy endem. Niestety musiałyśmy zostać obie dłużej w szpitalu i dlatego tak na dobre to można powiedzieć, że jestem w domu z nią od weekendu.

Jak tylko na nią spojrzałam to mój świat się po prostu przeobraził w coś, czego nigdy nie znałam, nagle wszystko pozostałe stało się nieważne, a sprawy które wydawały mi się problemami zaczęły być jakimś nieistotnym dodatkiem do życia, który przecież rozwiąże się bez mojego zamartwiania się o to. Przez cały czas pobytu w szpitalu nawet nie przyszło mi do głowy odpisywać na smsy, czy zaglądać na bloga, bo nawet jak Zosia spała to siedziałam i się na nią gapiłam 🙂 Jestem tak naprawdę, naprawdę szczęśliwa…

I teraz jak już jestem jakiś czas w domu to też ciężko mi było przysiąść do komputera i sprawdzać bloga, ale jak tylko to wreszcie zrobiłam to poczułam w sobie jeszcze więcej siły i motywację, żeby pisać dalej. Zosia jest bardzo grzeczna i widzę, że nie będzie żadnych problemów z dalszym pisaniem, także zapewniam Was, że blog będzie dalej istniał. Muszę się jednak dobrze zorganizować jeżeli chodzi o opiekę nad dzidziusiem i dlatego potrzebuję zdjąć z siebie tę mobilizującą presję trzech postów tygodniowo. Będę teraz pisać jak pozostali blogerzy w nienormowany sposób, ale wszystkie posty będą zapowiadane na moim facebooku, więc nie sądzę, by cokolwiek Wam uciekło. Absolutnie chęci do pisania bloga mi nie ubyło, wręcz przeciwnie. Moje myśli często skręcały w kierunku bloga i mam różne koncepcje tego, co mogłabym jeszcze tutaj dodać. Nie wyobrażam sobie pisania „na odwal”. Gdyby takie coś mi się kiedykolwiek przydarzyło to po prostu zamknęłabym stronę. Za dużo mnie to pracy kosztowało, żeby zejść z jakości.

Dotychczas było bowiem tak, że posty były przygotowywane na bieżąco, nie robiłam niczego na siłę i nie tworzyłam zapasowych tekstów. Tak też będzie dalej, ale po prostu nie umiem przewidzieć jak to wyjdzie czasowo. Będę się starała codziennie wygospodarowywać czas na pisanie i wierzę, że przyniesie to niezłe plony. Jestem też sama po prostu ciekawa jak to będzie nie być pod presją czasu i czy jestem w stanie udźwignąć „ciężar” zarządzania stroną bez tej presji. Wierzę, że tak i że już nie potrzebuję tej dyscypliny.

Tak sobie również rozmyślałam o tym czy pokazywać Zosię na blogu i doszłam do wniosku, że nie mogłabym za nią podejmować decyzji. Poza tym blog w żaden sposób nie zmienia swojego charakteru i dalej będzie traktował o modzie (nie musicie się bać, że zasypię Was przepisami albo jakimiś złotymi radami dotyczącymi rodzicielstwa). Jedyne osobiste wątki jakie pojawiają się na blogu dotyczą mojej osoby, a z tematu mody zbaczam jedynie w dwóch kierunkach – motywacji i dekoracji wnętrz, a i tak zawsze staram się to z modą wiązać. Tak więc jest oczywiste, że Zosia z blogiem nie ma nic wspólnego.

Dobra, nie zanudzam, od razu publikuję i idę się cieszyć Zośką.