Zanim przejdę do Madonny, szybka stylówka z początku tygodnia. Kupiłam rewelacyjne sandałki, pokazywałam je na instagramie na instastories (trzeba kliknąć na kółeczko z moim zdjęciem, ale filmiki znikają po 24 godzinach). Nosiłabym częściej, ale jak na złość tylko jednego dnia była odpowiednia pogoda. Szybko więc wyciągnęłam kwiatową sukienkę, którą kupiłam w zeszłym roku. Tylko po południu już niestety trzeba było się przebrać…

Sukienka Asos
Buty Lasocki
Torebka vintage

Zazwyczaj na blogu piszę o kobietach, które mają wypracowany względnie niezmienny wizerunek. Jeśli ktoś trzyma się swojego stylu, bardzo mi tym imponuje, nawet jeśli ten styl do mnie nie przemawia. Nie mogę zaprzeczyć, że lubię konsekwencję. Ale potrafię również odnaleźć coś pociągającego w ludziach, którzy lubią się zmieniać i świadomie grać swoim wizerunkiem. Najbardziej wyrazistym przykładem takich ludzi są artyści, zwłaszcza piosenkarze, którzy na potrzeby nowych płyt, tras koncertowych, teledysków stają się nową personą. Niektórzy tą personą stają się tylko w warstwie wizualnej, a niektórzy zmieniają również sposób bycia, nastawienie do fanów, definiują na nowo styl muzyczny w obrębie, którego będą teraz tworzyć.

A spośród tych wszystkich artystów, którzy nie boją się zmian, Madonna zawsze pozostanie moją ulubienicą. Mam teraz coś w rodzaju zachłyśnięcia się tą osobą. Może nawet nie jej muzyką, ale bardziej kobietą, która (co jest dla mnie w pewnym sensie paradoksem) tak konsekwentnie zmienia swój wizerunek. Co mi szczególnie w niej imponuje, to sposób w jaki ona się wypowiada – jak jest konkretna i jak potrafi sprawić wrażenie, że nikt nie jest jej w stanie zranić lub urazić. Prawdopodobnie cenię w niej te cechy, bo sama ich nie mam 🙂

Szczególnie uwielbiam trzy wcielenia Madonny, wszystkie o dziwo, nie tak odległe czasowo i choć od siebie tak różne, to jednak w mojej ocenie spójne i pasujące do tej osoby. I wcale nie przeszkadza mi to, że one są bardzo dosłowne, bo żeby dotrzeć do dużego grona odbiorców, subtelności trzeba odłożyć na bok.

Madonna czarnowłosa, z wyraźnym zachwytem nad kulturą Japonii. W mocnych kolorach, lateksie, kimonie – dla mnie piękna. Już nie takie wiedźmowate klimaty jak we Frozen, które się podobało większości ludzi. Ale Nothing Really Matters akurat była najgorzej odebranym singlem z całej płyty, więc chyba tylko ja się zachwycam tą cząsteczką artystki.

Madonna silna, w gorsetach, skórach, w stroju przypominającym ten do jazdy konnej lub szermierki, z inspiracjami sado-maso. Bardzo często wraca do tego akurat wizerunku, a ja uważam go za wręcz naturalny dla niej. I moim skromnym zdaniem, na słynnym występie na rozdaniu nagród VMA w 2003, pan młody przyćmił dwie panny młode.

Madonna bardzo kobieca, taka trochę jeszcze w klimacie Evity. W kwiecistej sukience, kręconych włosach i szpilkach. Tu akurat kadr z teledysku Love Profusion, wyreżyserowanego przez Luca Bessona, z 2003 roku. Kocham teledysk, ale nie ze względu na te kiczowate wstawki, tylko przez to, że Madonna po prostu idzie. Mogłabym tak z godzinę gapić się na to, jak idzie…

Czy Wy lubicie jakąś artystkę, która często zmienia wizerunek? Jakie wcielenie tej artystki albo samej Madonny jest dla Was szczególnie pociągające?