Dziewczyny, serdeczne dzięki za wszystkie linki pod poprzednim postem. Mam teraz strasznie zawalone dni i może w niedzielę uda mi się wszystko dokładnie przejrzeć, bo już widzę tam kilka wspaniałych perełek. Bardzo proszę o komentarze również pod tym wpisem, na pewno w wolnej chwili odpowiem. Takie napięcie i robienie różnych rzeczy poza blogiem sprzyja wbrew pozorom temu, by myśleć… o blogu. Mam nadzieję w poniedziałek podzielić się troszkę z Wami tymi przemyśleniami 🙂 PS. Jeszcze nie rodzę.

Zauważyłam w sobie jakiś czas temu dużą skłonność do użalania się nad sobą. Są takie rzeczy, które mi się w sobie nie podobają, ale nie potrafiłam na nie do tej pory spojrzeć na chłodno i obwiniałam za nie cały świat, a w sobie nigdy nie doszukiwałam się winy. Ja zawsze byłam tą biedną, pokrzywdzoną osobą, która w wyniku zewnętrznych sił znajdowała się w danym stanie i tak, a nie inaczej się czuła. To dotyczyło różnych sfer życia, ale dzisiaj chciałabym się skupić na wyglądzie.

Otóż my i tylko my mamy wpływ na swój wygląd. Jak już nie raz powtarzałam, rodzimy się z tym jednym ciałem, jednym gustem i jedną szansą na zaistnienie i zaprezentowanie siebie światu. Dlaczego by z tej szansy nie skorzystać, nie wycisnąć naszych możliwości na maksa? Dlaczego godzimy się na półśrodki i w rezultacie nie jesteśmy zadowoleni ze swojego wizerunku? Dlaczego postrzegamy się jako za grube, za brzydkie, za mało stylowe? Dlaczego nic z tym nie robimy i dlaczego nie znajdujemy w sobie motywacji do działania? I wreszcie dlaczego dokonujemy złych wyborów?motywacjapo lewej: Przeciwności, których doświadczasz dzisiaj, rozwijają siłę, która przyda ci się jutro. (źródło: fbwallpics.com)
po prawej: Powtarzaj za mną: potrafię to zrobić. (źródło: babydickey.com)

Właśnie „wybór” jest tu kluczowym pojęciem. Możemy wyglądać dokładnie tak, jak sobie tego życzymy, ale na naszej drodze pojawiają się pułapki, które oddalają nas od tego celu. Załóżmy, że chciałabym być szczupła. To jest bardzo realny i osiągalny cel. Nie jest on może łatwy do zrealizowania, ale na pewno przy odpowiednim zacięciu mam szansę na powodzenie. I pojawiają się małe problemiki, które mają skłonność do kumulowania się. Przychodzi moment zakupów i trzeba wybrać czy wrzucić do koszyka wodę mineralną czy kolę. Muszę się przyznać, że kocham smak Coca Coli i kiedy tylko jest gorąco, a ja na horyzoncie widzę lodówkę z puszkami koli zbyt długo nie jestem się w stanie opierać. I pozwalam sobie na to, na co doskonale wiem, że nie powinnam zważywszy mój cel: szczupłość. Gdy się racjonalnie popatrzy na którą stronę przechyla się szala ważności jest to prostu smutne. Sprawienie sobie tymczasowej przyjemności staje się dla mnie ważniejsze niż długoterminowa korzyść. I tak często jest z lodami, czymś słodkim, albo nawet czymś szybkim do zjedzenia na mieście. Potrzeba wygody oraz przyjemności „tu i teraz” sprawia, że dokonuję niewłaściwego wyboru.

Albo inny przykład. Znam osobę, która nie obchodzi się delikatnie ze swoimi włosami. Codzienna stylizacja tak osłabiła włosy, że zaczęły wypadać i teraz jest już z każdym dniem gorzej. Ta osoba ma oczywisty cel: poprawić kondycję włosów. Ale niestety żeby się za to zabrać trzeba zrezygnować z lokówki, lakieru, farby itd. i przejść na regularną pielęgnację. Racjonalnie podchodząc do problemu mamy wybór między starannie codziennie ułożonymi prześwitami na głowie, a zdrowymi włosami, ale bez stylizacji. Niestety jak do tej pory tryumfuje emocjonalne podejście, czyli „za żadne skarby nie mogę zrezygnować z farby do włosów i lokówki, bo brzydko bez tego wyglądam”.

Żeby nie było: mi zrezygnowanie z czarnej farby do włosów przyszło bardzo trudno. Mogłam to zrobić na kilka sposobów, ale postanowiłam uciec się do najtrudniejszego i ściąć włosy. Naprawdę nie żałuję i zapewniam, że gdybym mogła cofnąć czas zrobiłabym to samo. Jestem z siebie dumna, to była mądra decyzja. Włosy są dzisiaj zdrowsze, naturalne i stają się oczywiście coraz dłuższe.

Nie uczymy się lubić tego, co jest dla nas dobre, dokonujemy ciągle niewłaściwych wyborów, w których teraźniejszość przesłania nam to, co możemy osiągnąć w przyszłości. Jesteśmy leniwi, dążymy do krótkotrwałych przyjemności, myślimy, że nie możemy się obejść bez środków, które zapewniają nam piękny wygląd, ale nam szkodzą. Bardzo chciałabym zmienić takie podejście, przynajmniej u siebie. Chodzi o to, by uczynić samego siebie odpowiedzialnym, za to co się robi ze swoim wyglądem. To nie lokówka niszczy nasze włosy i nie kola pozbawia nas wymarzonej figury. To nasze podejście do kwestii wyboru jest destrukcyjne i odziera nas z marzeń.

Jakie dylematy i pokusy macie na co dzień? Czy nim ulegacie? Jak powstrzymać się od szkodliwych dla nas działań?