Poradnik

Jesteś spokojna czy dramatyczna?

Czasami przymierzamy piękną sukienkę i ona leży na nas jak ulał, ale jakoś nie czujemy się w niej w pełni prawdziwą sobą. Czasem coś co wydaje nam się brzydkie i niemożliwe do noszenia, na naszej przyjaciółce wygląda wspaniale. A czasem szykujemy się na jakąś ważną okazję i po zrobieniu makijażu i fryzury dochodzimy do wniosku, że ładniej wyglądałyśmy zaraz po wstaniu z łóżka w leniwy weekend. Dlaczego ta sama rzecz wygląda dobrze na jednej osobie, a drugą czyni karykaturą kobiety? Dzisiaj chciałabym porozmawiać o naszym modowym temperamencie. Być może ktoś będzie się tu doszukiwał podobieństw do podziału kobiecych ciał wg Kibbe, ale moją intencją nie jest absolutnie analizowanie czegokolwiek na podstawie kształtu ciała i twarzy, kolorystyki czy innych „twardych” cech wyglądu. Ja powołuję się wyłącznie na uczucie i intuicję, bowiem nie uważam, by dobieranie stylu w zależności od analizy kolorystycznej czy oceny typu sylwetki było kiedykolwiek zasadne. Styl ma moim zdaniem być ponad to.

Doszłam do wniosku, że można w naszych stylach dokonać bardzo prostej klasyfikacji. Część kobiet wygląda lepiej w spokojnych, a część kobiet w dramatycznych stylizacjach. Nie oznacza to, że trzeba zawsze podążać w jednym kierunku albo że w tym drugim wygląda się brzydko. Chodzi raczej o to, kiedy jesteśmy bardziej prawdziwymi wersjami siebie. Mam nadzieję, że uda mi się to wytłumaczyć na przykładach słynnych kobiet. Zauważcie, że one wszystkie wyglądają na każdym zdjęciu ładnie, jednak można wyróżnić to zdjęcie, które jest o wiele bardziej korzystne. Po lewej stronie zawsze wersja spokojna, po prawej zawsze dramatyczna. W nawiasie przy nazwisku ta wersja, która jest korzystniejsza.

Jennifer Lawrence (spokojna). Ewidentnie ta aktorka jest bardziej sobą na zdjęciu po lewej stronie. Jest naturalniejsza, bardziej zrelaksowana i swobodna. W dramatycznym wydaniu wydaje się być jak postać z obrazu. Sztywniejszy materiał i „sztywniejsze” włosy kierują ją trochę na tory matrony, a nie dziewczyny tak jak to jest na zdjęciu po lewej stronie.jennifer lawrenceźródło zdjęć: 1, 2.

Cate Blanchett (dramatyczna). Czy Cate Blanchett jest sobą w tych anielskich lokach, drapowaniach, miękkim materiale i kwiatach z materiału? Nie do końca ufam trafności tego wcielenia. Jest ładna, ale uroda aktorki rozmywa się wraz z subtelnością tej stylizacji. A po prawej stronie mamy posągową kobietę, która kobiecość interpretuje w silny i zdecydowany sposób. cate blanchettźródło zdjęć: 1, 2.

Monica Bellucci (spokojna). Czy Monice Bellucci są potrzebne grzywki, krawaty, falbaniaste rękawki wystające spod marynarki, długie kolczyki? Nie, im mniej tym lepiej, im większy relaks i brak starania, tym lepiej. Uroda tej aktorki jest tak zniewalająca, że wykorzystuje się ją w wielkich kampaniach reklamowych kosmetyków i strojnych ubrań, jednak zawsze największe wrażenie robią te jej zdjęcia na których jest prawie bez makijażu, ubrana w najprostsze ciuchy, w prostych włosach lub po prostu akty. Bardziej naturalniejsza jest jej spokojna wersja.monica bellucciŹródło zdjęć: 1, 2.

Rihanna (dramatyczna). Za każdym razem, kiedy widzę Rihannę w czymś zwiewnym, dziewczęcym lub słodkim mam wrażenie, że patrzę na kogoś, kto się przebrał, a nie ubrał. Znowu – uroda jest tak zniewalająca, że pewnie dla większości obserwatorów nie ma znaczenia jaki jest charakter jej stroju, jednak ja wolę patrzeć na Rihannę, która ryzykuje i która „robi wejście”, bo taka osoba jest dla mnie bardziej autentyczna. Od niej wręcz oczekuję podejmowania ryzyka i dziwię się, gdy jej strój jest zbyt konwencjonalny. Paradoksalnie, spokój w jej przypadku nie oznacza harmonii. rihannaźródło zdjęć: 1, 2.

Scarlett Johansson (spokojna). W przypadku tej aktorki różnica jest najbardziej znacząca. Obserwuję ją od początku kariery i nie mogę się nadziwić, że czasami w filmach wygląda tak wspaniale i melancholijnie, a na czerwonym dywanie niepotrzebnie chce sobie nadać pazura. Na przykład w filmie Czarna Dalia występowała w kostiumach z lat czterdziestych i w takiej estetyce wyglądała miękko i naturalnie. Tej aktorce bardziej służą rozwichrzone i naturalnie ułożone włosy, niż stylizowane żelem asymetryczne strzyżenia.scarlett johanssonźródło zdjęć: 1, 2.

Zauważcie jak dużo zależy od osoby, która dane ubranie nosi. Sukienka ze spokojnej wersji Cate Blanchett mogłaby spokojnie być dla większości osób wersją dramatyczną. To oznacza tylko tyle, że Cate może nosić najśmielsze z możliwych stylizacje, a jej uroda niczego się nie „zlęknie”. Podobnie postrzegam Tildę Swinton. Natomiast Rihanna w dramatycznej wersji ma sukienkę, którą można by było dopasować do spokojnej wersji większości osób. Tu z kolei charyzma jest tak ogromna, że najprostszym ubraniom dodaje dramatyzmu.

Jak widać dramatyczna wersja wymaga troszkę więcej pracy i mocnego akcentowania swoich atutów. Wersja spokojna jest bardziej wycofana i dyskretna. Czy są typy pośrednie? Oczywiście, że są. Powiem więcej: większość ludzi jest pośrednimi typami, ale zawsze skłaniamy się ku jednej ze stron. Są osoby które w pełni odkryły swój potencjał i podążają z powodzeniem w tylko jedną stronę. Przykłady takich osób -> dramatyczne: Dita Von Teese, Natalie Dormer, Charlize Theron; spokojne: Charlotte Gainsbourg, Diane Lane, Clemence Poesy.

Ja lubię siebie bardziej w odsłonie dramatycznej, ale kontrast u mnie nie jest tak widoczny jak w przypadku pań z przykładów. Myślę, że jestem w stanie naturalnie przeskakiwać do trochę spokojniejszej wersji siebie. Ale nie mogę z żadną z tych wersji iść na całość, muszę zawsze wypośrodkować. A Ciebie w którą stronę bardziej ciągnie: spokojną czy dramatyczną? Czy różnica u Ciebie między dramatyczną, a spokojną wersją siebie jest duża, czy bardziej płynna?

KOMENTARZE

  1. czekolada72

    Hmmmm, zaden mi nie pasuje – absolutnie nie jestem spokojna (i ulozona, ugladzona, bo z tym mi sie to kojarzy), ani dramatyczna. Ja jestem rozwichrzona, niespokojna, nieugladzona, „ptargana”, „obszarpana” 🙂 jakby to okreslic polaczenie cyganki z dziewczyna z sasiedztwa 🙂

    • Maria Autor wpisu

      Spokojna to właśnie nie jest ugładzona i ułożona, tylko bardziej wycofana tak jak napisałam, stawiająca na naturę, nie do końca dopracowana – może tak 🙂

      • kiwi

        Spokojna i przygaszona to cała ja:)

      • czekolada72

        Gdyby oprzec sie wylacznie o stylizacje Scarlett Johansson to tak – byłabym „spokojna” 🙂

  2. lu

    Będą na blogu opisane typy urody wg. David’a Kibbe? 🙂 Byłoby to przepomocne + określenie spokojnosci czy dramatycznosci tez tam jest :3

    • Maria Autor wpisu

      Sama nie wiem, nie chcę brnąć w jakieś klasyfikacje, bo tak nie do końca je czuję. Ale przewiduję jeden post, taki bardziej informacyjny. Na pewno nie wgłębianie się tak jak w przypadku analizy kolorystycznej.

  3. MamaJana

    Jestem bardziej typem spokojnym. Zawsze delikatny makijaż i naturalne fryzury, wtedy czuję się sobą. Trudno mi nawet powiedzieć jak wyglądam w wersji dramatycznej, ponieważ już dawno tak nie wyglądałam. Czuję się „spokojna”. Mam jednak takie zdjęcie z próbna fryzurą ślubną – przyjaciółka pomalowała mnie w wersji dramatycznej. Ilekroć patrzę na to zdjęcie wydaje mi się, że jestem „przebrana”, wygląda to dla mnie nawet groteskowo.

    • Maria Autor wpisu

      A no właśnie o to chodzi. Do ślubu zawsze fajnie iść będąc w pełni sobą, ale taką tylko o jeden kroczek do przodu 🙂

  4. Magda

    Ja mimo wszystko uwazam, ze to czy lepiej wygladamy w stylizacjach spokojnych czy dramatycznych jest determinowane przez typ sylwetki. Czesto same robimy to intuicyjnie, bez dodatkowej analizy. Mozemy sie uprzec, ze bedziemy ubierac sie prostzo, bedac blizej typu dramatycznego, ale wtedy nie bedzie takiego ‚wow’ jak we wlasciwie dobranym kroju. Zgadzam sie natomiast z Toba, ze styl zawsze jest ponadto. Dla mnie jest to swiadomosc tego w czym dobrze wygladamy polaczona z indywidualnymi upodobaniami, tzn. nie musimy nosic wszystkich krojow, ktore sa przyporzadkowane do naszego typu sylwetki. Dodatkowo mozemy przeciez przemycac inne elementy, ktore beda tworzyly nasz wlasny niepowtarzalny styl.
    Osobiscie wole wersje dramatyczne, w spokojnych wygladam statycznie.

  5. kreska soft summer

    Nie wiem, czy nie ma tu jakiegoś pomieszania. Bo czy jesteśmy prawdziwszą wersją siebie, to jest raczej własne odczucie, a nie osoby patrzącej.
    IMHO typ kolorystyczny ma tu coś do rzeczy, bo osoby o wysokim kontraście chyba mogą sobie pozwolić też na bardziej dramatyczne stylizacje. (A już systemy typu Kibbe całkiem mają coś do rzeczy, mnie to akurat przekonuje, ale Ciebie nie, więc o kolorach).
    Rihanna jak dla mnie zawsze dramatycznie wygląda. Zdjęcie Cate po lewej jest w ogóle jakieś niekorzystne, tu wygląda lepiej i została ta stylizacja wykorzystana do opisu typu, jakim jest ta aktorka http://www.truth-is-beauty.com/blog/style-identities-the-ethereal

    • Maria Autor wpisu

      Oczywiście, że najwięcej mamy do powiedzenia my sami, dlatego podkreślam, że na każdym zdjęciu kobiety wyglądają ładnie. Ale jest też tak, że czasem po prostu widać, że coś do końca nie iskrzy między ubraniem, a kobietą. Wybrałam takie Panie co do których jestem przekonana, że lepiej im po danej stronie, a kontrast między stronami jest wyrazisty. Kolory nie mają tu żadnego znaczenia, sylwetka też nie – brane oddzielnie. Wszystko jest spójną całością i tak to należy rozpatrywać. A poza tym bardziej sercem, niż rozumem 🙂

    • iwona

      jestem zimą, ale w wersji dramatycznej wyglądam….dramatycznie, hehe, teatralnie, dziwnie. Można się ubrać spokojnie, nawet jeśli będą to zestawy czarno białe. Ja nawet makijaż muszę mieć spokojny, a im go mniej tym lepiej. Ufryzowana, wymalowana i odstawiona czuję się jak pajac, jednocześnie zazdroszcząc innym kobietom takiego odpicowania 🙂

      Co do Kibbe, myślę że byłoby to bardzo pomocne, gdyby Pan Kibbe oceniał każdą kobietę, a nie kazał robić testów samemu. Ja nie potrafię obiektywnie odpowiedzieć na większość pytań; a jak obiektywne wobec siebie są kobiety to pokazały m.in. filmiki Dove. Sądzę, że widzę w lustrze zupełnie coś innego niż reszta świata.

      • Jolka

        Mi się wydaję ze każdy typ kolorystyczny może być spokojny lub dramatyczny.
        Ja jestem zimą i jestem typem spokojnym.
        Dlatego miałam kłopot ze zdiagnozowaniem swojego typu. Kolory które intuicyjnie wybierałam to zimowe czyste odcienie, ale nie mam takiej zdecydowanej, kontrastowej urody typowej dla zim. Zastanawiałam się więc czy jednak nie jestem latem.
        Skorzystałam z pomocy Marii (analiza kolorystyczna), ktora pomogła rozwikłać zagadkę 🙂 🙂

        Tak więc ja jestem zdecydowanie spokojną prawdziwą zimą 🙂
        Nie lubię być tak do końca „zrobiona”, jak się za bardzo „wyszykuję” to mam wrażenie ze lepiej wyglądałam przed całą procedurą.
        To nie znaczy też że noszę romantyczne stroje. Nie. Wybieram proste fasony.
        Ale często w ostatniej chwili przed wyjściem z domu ściągam z siebie jakiś dodatek, coś co sprawa że jestem za bardzo „zapięta na ostatni guzik”

      • kreska soft summer

        dlatego warto zrobić test z pomocą przykłądowych zdjęć
        mi wyszło dobrze z testu, pasuje mi ten styl

  6. Iza

    Dla mnie wniosek jest jeden: typ mdły powinien dodać sobie pazura i podkręcić look. Typ zmysłowy tego nie potrzebuje, lepiej wygląda na spokojnie, bo łatwo tu popaść w wulgarność.

    • Agata

      Niestety… muszę się zgodzić. Jestem spokojnym typem i tak to działa w moim przypadku. Jestem naturalną, niebieskooką blondynką o delikatnej urodzie i niedużych gabarytach. I wszystko super- lubię siebie taką, zaczęłam ubierać się w swoje kolory i myślę, że teraz jest w moim wyglądzie harmonia (choć jest to harmonia raczej matowa, spokojna). Chyba ogólne wrażenie jest właśnie troche mdłe. Owszem, ładnie bym się pewnie wkomponowała w krajobraz łanów zboża czy poranka w lesie ale w moich codziennych, miastowych raeliach jestem prawie zupełnie niewidoczna. Mam też taką obawę, że ludzie mogą mnie oceniać przez pryzmat spokojnej urody jako właśnie łagodną, cichą osobę. A ja lubie być właśnie intrygująca i waleczna! Cóż… pozostaje mi prezentować swoją zadziorność takimi środkami jak rozmowa lub czyny ;). Może ten miks (natrualnego, subtelnego wyglądu + śmiałych poglądów i niezależności) jest sam w sobie intrygujący? Mam taką nadzieję.

      • kreska soft summer

        Myślę odwrotnie. Jak się ma delikatną urodę, to się tak ubiera, a nie pazuruje, bo wtedy widać, że sztuczne to jest.
        Agato, intrygujące nie musi być zaraz dramatyczne i widoczne z kilometra.
        Sama zdecydowanie spokojny typ ubierania się jestem. Z natury jednak nie mam intuicji ani do kolorów ani do fasonów, więc analiza kolorystyczna czy podział na sylwetki to dla mnie wielka pomoc.

      • Jorun

        Wiem że to kuszące ale nie zmieniaj się w kogoś kim nie jesteś. Prawdziwa charyzma i charakter będą widoczne bez względu na wygląd.

    • Jorun

      Nie mogę się zgodzić, „podkręcony” typ spokojny będzie po prostu przebrany, uzyska efekt „starałam się za bardzo”. A poza tym o co chodzi z tym pazurem, czy każdy musi go mieć?

  7. Ewa Wiktoria

    Ja zdecydowanie typ spokojny. Czasem może jakiś mały kroczek w stronę dramatyzmu, ale nie jestem pewna czy to nie jest mój spokój (nadal jednak).

  8. Avarati

    Szczerze mówiąc, nad tym się nie zastanawialam. Chyba jestem jednym i drugim, lecz ciągnie mnie do dramatu, wyglądam na bardziej wyjściową. Czuję się lepiej, jak ubiorę się coś „mocniejszego” i bardziej efektownego, czyli np. pomaluję usta na ciemny fiolet i założę skórzany płaszcz z małą czarną i dużym szalem.

    A tak na marginesie, to denerwuje mnie ten cały Kibbe, bo mówi nam, że mamy się ubierać według figury, rezygnować z tego wzoru lub takiej biżuterii, a nie tak, tego chcemy. Nie zawsze mam ochotę na podkreślenie talii czy delikatną, romantyczną biżuterię. Poza tym, jak rozwiązuję test na typ urody, to zawsze wyskakuje mi soft classic, a jak czytam opis, to pasuje jak pięść do oka. Potem zaczęłam przeglądać inne typy i dzięki własnej dociekliwości wiem, że jestem typem romantycznym. Dobrze też wiedzieć, ze nie mając tej informacji, zawsze umiałam dobrze się ubrać 😉

    • Maria Autor wpisu

      Dziękuję. Mam takie samo zdanie o Kibbe. A, i Twój opis siebie jako bardziej dramatycznej jest dokładnie tym, co ja myślę również o sobie.

      • Magda

        Jesli ktos wie jak chce i lubi sie ubierac to nie sa mu potrzebne takie klasyfikacje. Chociaz czesto mozna dowiedziec sie z nich rzeczy, na ktore same bysmy nie wpadly. Ja Kibbe traktuje to jako wskazowke, a nie wyznacznik.

      • Deva

        Aparati, soft classic to romantyczna wersja klasyki. Chyba dobrze kombinujesz

        • Deva

          Przepraszam , Avarati, komputer podmienił

          • Avarati

            Spoko, nic się nie stało 🙂
            Jestem zbyt niska i zbyt kształtna, bym była soft classic. Także mam figurę klepsydry, więc romantic.

    • Magda

      co to testu to tez uwazam, ze jest zle skonstruowany. Mi z niego wychodzilo dramatic classic, a z opisow wychodzi flamboyant gamine.

  9. pilar

    mam wrażenie, że każda stylizacja w kategorii ‚spokojna’ jest z innej bajki (albo zwiewnie-romantycznie, albo naturalnie-sportowo, albo klasycznie-glamour itp.), za to kategoria ‚dramatyczna’ jest znacznie bardziej spójna.
    jeżeli chodzi o kategorie sylwetki, to myślę, że można to potraktować w charakterze inspiracji, być może cennej. no a jak nie pasuje, to przecież wiadomo, że nie trzeba słuchać się innych 🙂

  10. llellewyn

    Ja na co dzień wybieram spokój, ale zdarza mi się zaszaleć i dobrze się czuję z odrobiną dramatu.

    Co do zdjęć – te po prawej (oprócz Moniki Belucci) są z lepszym kontrastem, kolorami. Nie wiem, czy to zamierzony efekt, ale mi trochę przeszkadza – podkręca sztucznie dramatyczność i zaczęłam się zastanawiać, czy rzeczywiście jest to kwestia stylizacji, czy też samej jakości zdjęcia. Po krótkich poszukiwaniach (http://guestofaguest.com/wp-content/uploads/2014/01/cate-blanchett-style-1000km051013-13.jpg, http://i2.mirror.co.uk/incoming/article4174047.ece/ALTERNATES/s615b/Rihanna.jpg, http://www.magicdress.co.uk/153-579-thickbox/elastic-imitated-silk-scoop-neckline-red-long-dress.jpg, http://media1.popsugar-assets.com/files/2013/09/04/221/n/4981322/93fea088cdf913cf_179434235.xxxlarge/i/Scarlett-Johansson-put-her-d%C3%A9colletage-display-black.jpg) widzę, że jednak nie 😉

    • Maria Autor wpisu

      Dzięki, podmieniłam zdjęcie Lawrence, bo rzeczywiście było trochę przekłamane. Oczywiście nie było to celowe.

  11. Dominika

    O wiele lepiej czuję się wersji łagodnej idącej w kierunku romantyzmu i naturalności. Wtedy czuję się w 100% sobą. Jednak dokonaniu analizy kolorystycznej okazało się, że moja uroda udźwignie każdy najbardziej skrajny i ekstremalnie mocny kolor oraz stylizację. Przyznam się , że miło zobaczyć taką wersję siebie, tak zupełnie inną, dramatyczną. Patrzę wtedy na siebie jak na zupełnie inną, nieznaną mi osobę, po prostu obcą. Tak też odbierają to bliskie mi osoby. Taki wizerunek zupełnie nie koreluje z moim sposobem bycia i charakterem. Dlatego nie do końca wierzę w ideę trzymania się sztywnych ram i reguł poradników urodowych.

    • Maria Autor wpisu

      Próbowałaś nosić mocniejsze kolory, ale właśnie w romantycznym wydaniu? Godzić łagodną formę z mocną barwą?

  12. pstra matrona

    Ja zazwyczaj jestem zdecydowanie dramatyczna, ale latem kiedy temperatura jest naprawdę straszna nie wyobrażam sobie jak można się umalować, a mój typ dramatyczny bez makijażu wcale nie działa, bo mam bardzo jasną oprawę oczu, bladą cerę itd. Wtedy decyduję się na mój typ spokojny i uważam, że w nim też wyglądam bardzo dobrze, uwypukla on pewne cechy mojej urody, których na co dzień nie widać jak bardzo ładna cera, lubię też swoje jasne rzęsy przy ciemnych włosach. Pomiędzy tymi dwoma stylami jest przepaść w pierwszym jest to np. makijaż na porcelanową lalkę, bogato haftowana aksamitna marynarka, czarne szorty z frędzlami, złote rajstopy i dramatyczne czerwone buty z czubami, a w drugim przypadku białe sandałki, białe lniane szorty i biała koszulka polo. W tym drugim stylu czuję się bardziej sexy bo bardziej widać mnie niż ciuchy, ale do pracy bym tak nie poszła, bo czuję że wyglądam wtedy jak Ida i nie da się mnie traktować poważnie. To w sumie zabawne, że czuję że wyglądam niepoważnie w zestawie całkiem zwykłym, a bardzo profesjonalnie w jakiś złotych legginsach i kuriozalnych butach.

    • Maria Autor wpisu

      Fajnie się to czyta. Myślę, że nie byłoby głupie pokombinowanie i zastosowanie typu spokojnego także w czasie pozostałych pór roku. Bo mam po prostu wrażenie, że jesteś trochę zmęczona dramatyzmem 🙂

      • pstra matrona

        Myślałam o tym, ale nie lubię zmian, kupowania nowych ubrań itp. a wymagałoby to sporej rewolucji w mojej szafie wszystko jest idealnie dopasowane i prawie nie ma neutralnych ubrań wymagałoby to jakiejś dzikiej rewolucji i wprowadziłoby straszny chaos. Myślałam o takiej klasztornej, szarej sukience w stylu habitu, ale wtedy nie mam do niej butów, ani nic do okrycia a już tym bardziej płaszcza, czapki, torebki, już sama myśl o tym mnie męczy. Mimo tego dramatyzmu ramy tego co mogę dokupić do swojej szafy są bardzo sztywne i nie mam ochoty ich przekraczać. Latem jest łatwiej bo nie trzeba mieć tyle na raz na sobie, więc można eksperymentować.

  13. Joanna

    Świetny temat! Do tej pory nie patrzyłam na styl w taki sposób. Teraz już chyba wiem dlaczego sukienki, która jest przepiękna, ale jednocześnie dramatyczna nigdy nie ubrałam. Wisi w szafie, czasem ja wyciągam i podziwiam, bo bardzo mi się podoba, tak bardzo, bardzo. Ale jak ją ubieram czuję się jakoś nieswojo. Tak jakbym nie ja nosiła tą sukienkę, ale sukienka nosiła mnie. Dziękuję za ten wpis 😀

  14. Olga Cecylia

    Ciekawe spostrzeżenie!

    Przyznam, że miałam podobne myśli, kiedy poszłam kupować „suknię” ślubną. Cudzysłów dlatego, że zawsze – jeszcze zanim zaczęłam myśleć o ślubie – mówiłam o tej części garderoby jako o sukience, bo cały kontekst znaczeniowy sukni, z jej drapowaniami, usztywnieniami, halkami i kilometrażem tkaniny zupełnie do mnie nie przemawiał. Jak się okazało, słusznie – w „sukniach” wyglądałam jak doklejona w fotoszopie, zupełnie nie na miejscu. I tak samo się czułam.

    Chyba po prostu jestem bardziej typem „spokojnym” – może lepiej by tu pasowało angielskie słowo „casual”?

  15. Dziadova

    Zastanawiający wpis, ale bardzo takie lubię, bo przynajmniej mam jakieś ćwiczenie umysłowe na burzowe popołudnie.
    Tak z biegu, to bardziej przypisałabym siebie spokojnej wersji – bo w sumie, to nie lubię przesadyzmu. Chociaż gdybym miała założyć coś ,,normalnego” na wieczór to nie, nie, nie, o nie – muszę albo gołe plecy albo goły brzuch albo przynajmniej garnitur 😉 Z drugiej strony, jeśli dramat zakłada, że maluję się trzy godziny i tyleż układam włosy to jednak naturalna, na 200% 😉

  16. Jorun

    Czuję się oświecona po tym poście 🙂 Jestem zdecydowanie typem spokojnym. I oczywiście przez wiele lat nie mogłam się z tym pogodzić. Mam wrażenie że typ dramatyczny jest jakoś bardziej poważany, a typ spokojny jest uważany za nudny, „mdły” jak to ktoś nawet tu w komentarzach określił. Gwiazdy na czerwonym dywanie są zdecydowanie częściej w stylizacjach dramatycznych, na wesela, przyjęcia i inne uroczystości wręcz „nie wypada” wybrać spokojnej stylizacji. Oczywiście w stroju dramatycznym wyglądałam źle i nigdy nie rozumiałam co jest nie tak. Zresztą nadal mam problem jak ubrać się galowo i nie wyglądać na przebraną.

    • Magda

      Ja tez mam problem z galowym strojem. Niby biala koszula powinna byc w kazdej szafie, ale ja czuje sie w niej jak w gorsecie.

      • Jorun

        A ja ją lubię, tyle że do dżinsów i z podwiniętymi rękawami, mało galowo…

  17. Ania Autentyczny Copywriting

    Ja lubię siebie w wersji spokojnej (nie przestroonej) ale z pazurem. Całkiem klasyczne i proste ubrania jakoś mi się nie podobają na mnie. Zawsze szukam tego czegoś, odrobiny szaleństwa.

  18. gosza

    ale mi zabiłaś ćwieka Mario… teraz się będę zastanawiać cały dzień: spokój czy dramat….

  19. Ann

    Płynna.

  20. Zocha

    Kiedy tak o tym myślę, to zdecydowanie mi bliżej do wersji spokojnej. Im bardziej się staram wyglądać jakoś szczególnie, tym jest gorzej. No wersja spokojna u mnie oznacza po prostu prostotę – nie dla mnie koronki i zwiewne sukienki, lecz prosty t-shirt, gładka bluzka, luźny sweter lub tunika i wąskie spodnie. Biżuteria skromna, prawie niewidoczna i na ogół tylko jeden element – albo kolczyki, albo bransoletka 🙂

    Czasem chciałabym wyjść ubrana bardziej… wyjściowo. Ale się wtedy zwyczajnie męczę, nie jestem sobą, wszystko mnie drażni – nawet jeśli otoczenie mówi mi, że wow, że ładnie, że całkiem inaczej…

  21. anna sa

    Jako pierwsze pokazały mi się zdjęcia Scarlett. Byłam przekonana, że duży dekolt, czarna długa upinana suknia i duży kolorowy naszyjnik to wersja dramatyczna. A krótsza, mniej ozdobna sukienka i brak biżuterii tyczy się wersji spokojnej. Po przeczytaniu postu, zrozumiałam jednak Twój sposób rozumowania 🙂 Teraz jest moda na taki rodzaj dramatyzmu (zazwyczaj asymetryczne sukienki, gładkie fryzury, ciemne usta), który wydaje mi się zapoczątkowała Lady Gaga, a może raczej zainspirowała swoimi ostrymi, kosmicznymi kreacjami. Jest on też swoistym nawiązaniem do estetyki lat 90-tych. Pięknie pasuje on np. Rooney Marze, ale na jej siostrę (Kate Marę) w podobnych stylizacjach nie mogę patrzeć (szczególnie na te przygładzone włosy). Nie wiem czy to kwestia wspomnianej mody, czy chce się bardziej upodobnić do siostry (której kariera bardzo się ostatnio rozwinęła). Porzucając naturalność i romantyzm na rzecz takiego stylu, moim zdaniem bardzo dużo traci. Też często patrząc na aktorki w filmach uważam, że świetnie wyglądają, a to co robią w życiu prywatnym ze swoim wyglądem często jest nieporozumieniem (Rachel McAdams zwykle w filmach jako brunetka <3 zwykle w życiu jako blondynka). Wg mnie Julia Roberts lepiej wygląda w spokojniejszych wersjach siebie, tak samo Salma Hayek. Naturalne wydaje mi się, że w w większości posiadaczki m.in pięknych, gęstych loków (włosów), kobiecych kształtów czy dziewczęcych uśmiechów powinny unikać prostych ostrych form i mroku, związanych z omawianym typem dramatycznym. Ja raczej skłaniam się do spokojniejszej wersji siebie, czasami z dekoltem, szpilkami i mocnym makijażem (na większe wyjścia), bo jak się okazuje te cechy stylizacji nie muszą być dramatyczne 😉

    • Maria Autor wpisu

      Omg, Rachel McAdams jako blondynka jest super moim zdaniem 🙂

  22. Sara

    Dla mnie „Spokojny” to bardziej „Naturalny”, „Swobodny”, bo jednak ta miękkość i nieuczesanie mogą mieć temperament. Lepiej mi w takim właśnie miękkim, nieuczesanym stylu. 🙂 Z tego powodu niestety nie mogę nosić pięknego gotyckiego płaszcza, bo nie czuję się w nim do końca sobą.

    • Maria Autor wpisu

      Starałam się tak dobrać słowa, żeby każdy mógł pod nie swoje własne cechy podporządkować. I absolutnie może być tak, że ten sam element będzie u dwóch osób w różnych kategoriach. U mnie na przykład nieuczesanie byłoby raczej objawem dramatyzmu, a ulizanie spokoju – prawdopodobnie inne osoby mogą to widzieć na sobie inaczej 🙂

  23. Ewa

    U mnie to dość płynna granica, przeważa chyba jednak dramat. Tyle, że objawia się raczej w szczegółach typu makijaż, dodatki. Wcześniej nie myślałam o tym w ten sposób ale bardzo to było widać, gdy wybierałam okulary. W takich spokojniejszych, zrównoważonych oprawkach, albo bardziej kobiecych wyglądałam jakoś nie do końca, nawet jeśli pasowały do twarzy, dopiero takie bardziej wyraziste, nerdowskie „zagrały”.
    Krój ubrania może być zrelaksowany, lubię jak mi wygodnie, ale jednocześnie potrzebuję zrobić sobie ten dramatyzm właśnie dodatkami. Mocna szminka, ciężki zegarek, wyraziste buty. Tyle, że ja dramatycznie raczej nie rozumiem jako strojnie. To taki bardzo prosty dramatyzm.

    • Maria Autor wpisu

      Oczywiście, na niektórych takie proste linie, surowe ubrania mogą być jak najbardziej dramatyczne. A na niektórych spokojne 🙂

  24. Marvja

    Z ciekawości sprawdziłam o co chodzi z tym Kibbe i te wyniki testu całkowicie nie pasują do mnie :/ pomyłka totalna

    Co do Twojego wpisu, ciężko mi stwierdzić czy jestem bardziej spokojna czy dramatyczna … hmm … źle się czuję w zbyt uczesanych włosach, ale makijaż lubię już mocniejszy, choć na mnie np czerwona szminka wygląda bardzo naturalnie i mało rzuca się w oczy. Zawsze źle wyglądałam w ostrych cięciach włosów i zbyt sztywnych ubraniach, takich zbyt eleganckich i dorosłych. Wolę dużą i widoczną biżuterię, trochę w cygańskim stylu, nie pasuje mi taka delikatna prosta od jubilera. Taka wyglądająca na drogą. Wracając do makijażu, usta mogę malować mocno nawet na soczystą czerwień i jest to mój makijaż codzienny, ale oczy, które mam duże i wyraziste lubię zostawiać tylko z tuszem lub nawet bez niego. Umalowane, z pociągniętą kreską i cieniem wyglądają bardzo dobrze ale jednak już czuję się w nich trochę przemalowana. Więc chyba jestem jednak bardziej spokojna niż dramatyczna.

  25. Azarre

    Ze mną to różnie. Zależy czy całe ciało mam ubrane – wtedy mogę próbować wyglądać grzecznie i delikatnie. Bo jak już widać moje tatuaże, a mam ich już trochę, to tylko drapieżne ciuchy do mnie pasują. 😛 Chociaż z twarzy wyglądam jak nastolatka to należę raczej do pań „dramatycznych”. 😀

    • Maria Autor wpisu

      Ooo, Azarre nie znałam Cię z tej strony, a jakie masz tatuaże? Co dla Ciebie znaczą?

  26. asdfgh

    Pierwszy raz słyszę o tej typologii wprowadzonej przez Kibbego. Miałam nałożyć odżywkę na włosy, ale zaczytałam się, poszukałam i oczywiście nie wiem, jaki mogłabym mieć typ urody, ale rozbawiło mnie to, że ten, o którym myślę, że jest mój „zabrania” mi noszenia dokładnie tego, co mi się podoba. Z drugiej strony – dobrze by było wiedzieć, jaki ma się ten typ, by traktować to jako wskazówki. Boże, gubię się, a jestem własnie na etapie wyszczuplania sylwetki i zapisuję sobie różne inspiracje modowe w folderze, ale co jeśli nie będę w tym wyglądać dobrze? Smutek, rozpacz.

    • Maria Autor wpisu

      Hehe, jak się wyszczuplisz to tylko sukienki bandażowe i topy odsłaniające brzuch 🙂 Nie ma co kombinować.

  27. nina

    Te „spokojne” stylizacje kojarzą mi się bardziej z minimalizmem, a dramatyczne to taka wersja „na bogato”-bogaty kolor, krój czy dodatki, rozumiem Mario doskonale, o co Ci chodzi, ale trudno to do końca opisać słowami 🙂 ja właśnie miałam taki przebłysk jak byłam z koleżanką na tym samym weselu, ona martwiła się, że ma prostą granatową sukienkę a wyglądała przepięknie 🙂 , ja za to byłam „na bogato”, kolory, które bardziej rzucają się w oczy, groszki na sukience, każda z nas wyglądała ładnie, dobrze się czułyśmy w swoich ubraniach, ale gdybyśmy się zamieniły to wcale by już tak dobrze nie było 😉

    • Maria Autor wpisu

      W punkt. O to chodzi 🙂

  28. Gillian

    Bardzo ciekawy wpis! Szczególnie dla osoby na początku drogi do własnego stylu (pomimo wieku:-)). Zmusza do myślenia,więc myślę i myślę.I dochodzę do wniosku, że najbardziej przekonuje mnie to, co napisała któraś z dziewczyn powyżej-że typ bardziej dramatyczny lepiej się prezentuje w wersji spokojnej i na odwrót.Oczywiście dramatyczny w rozumieniu”wyrazisty” lub „charakterystyczny”. Ja podobnie jak kilka z moich poprzedniczek mam problem z posiadaniem niektorych zbyt wyrazistych cech-wzrost,bardzo dlugie nogi(ale dosc masywne,umiesnione),szerokie ramiona, ostre rysy twarzy, czarne brwi. Unikam marynarek, sukienek o kroju nawet princeski, nie wspominajac o bardziej szykownych, bo zaraz mnie ktoś pyta,co to za okazja, w mini i szortach wygladam tak,jakbym skladala sie z samych nog,pół biedy gdyby były ładne,a one są blade i mają dużo pajączków,więc nie ma czym się chwalić. Dodatkowo sprawę komplikuje to, że jestem zgaszonym latem, więc każde uwypuklenie tych charakterystycznych elementow przytłumia całą resztę.tak więc ja muszę być spokojna bo czuję się zbyt dramatyczną:-)

    • Maria Autor wpisu

      Eh, no tak to na pewno nie można patrzeć. To nie jest kwestia reguł, bardziej charakteru. To nie do końca uroda tylko determinuje. Po prostu widać prawdziwość we wszystkim co robimy. Jak się ktoś dobrze czuje w luźnym ubraniu to nie będzie wyglądał ładnie w bluzce zapiętej na ostatni guzik i obcisłym żakieciku.

  29. Deva

    Ja w dramatycznym wydaniu jestem nie tylko straszna ale co najgorsze śmieszna i kuriozalna..i zaobserwowałam , ze w takim wydaniu podobam sie tylko osobom nieżyczliwym i niechętnym … Osoby które mnie lubią, nie cierpią mnie w wydaniu dramatycznym i odradzają te klimaty.
    Coś w tym jest…

  30. Ania

    A ja jestem spokojno-dramatyczna, gdzies pomiedzy 🙂 Lubie odrobine dramatyzmu typu koronka, barokowe detale, mocny kolor, fredzle, polysk, cekiny. Ale nie podoba mi sie „total look”, styl mroczny, barokowy, gotycki albo a’la Dita von Teese. A z drugiej strony – uwielbiam styl romantyczny i zwiewne, delikatnie sukienki 😉

    Co do typologii Kibbe – ja jestem typem Theatrical Romantic i ta informacja zmienila moje zycie, ze tak sobie pozwole zazartowac 😉 Juz wiem, czemu przez wszystkie lata czulam sie szaro-myszowata. Probowalam stylu klasycznego, minimalistycznego, preppy, boho, eklektycznego a’la Rosie HW albo Rachel Bilson. Podobaly mi sie na kims, a ja nie czulam sie zachwycajaca. Teraz wiem, ze te ubrania byly za bardzo casualowe albo za bardzo dramatyczne. Zawsze cos „nie gralo”.

    Nie sluza mi luzne, oversizowe fasony, bo mam na maksa kobieca figure – z mocno wcieta talia i szerokimi biodrami. Nie sluzy mi make up-no make up i rozwichrzona fryzura, bo moja uroda potrzebuje wiecej kontrastu, wyrazu, dopracowania. Nie sluza mi gladkie, proste, klasyczne fasony a’la french chic. Sluzy mi styl kobiecy, ale delikatnie podkreslony: prosty sweterek z pagonami, koronkowymi elementami albo perelkami, botki ze sprzaczka albo delikatnymi detalami, ubrania podkreslajace figure, duze i „bogate” naszyjniki. Wreszcie czuje sie soba i powoli kompletuje garderobe. W koncu nie mam dylematow na zakupach i nie mam problemow z nadmiernymi zakupami i tonami ciuchow, ktore zalegaly mi nawet z metkami (!) w szafie, bo nigdy ich nie ubralam.

    Jezeli ktos ma problem ze znalezieniem wlasnego stylu, to polecam zainteresowac sie typami Kibbe 😉 Piszecie, ze podobaja wam sie inne style niz prezentuje wasz typ Kibbe. Ja tez tak mam – uwielbiam styl klasyczny i french chic. Ale kazdy styl mozna „przerobic” na swoj. Ja w typowym uniformie french chic wygladam okropnie! Wiec ten sztandarowy sweterek w paski musze miec dopasowany, spodnie musza miec delikatne marszczenia na biodrach, a do tego zakladam jakis wyrazisty naszyjnik albo duze kolczyki 🙂 Do tego baleriny z kokardka albo delikatna koronka, bo w takich zwyklych, prostych, bez detali wygladam jak w butkach-gumiaczkach.Czysty klasyk a’la Grace Kelly i Jackie O jest dla mnie zbyt surowy – spodniczka zamiast olowkowej musi byc tulipanem albo z zakladkami a do tego jakas ladna, duza bizuteria albo mocniejszy makijaz.

    Warto chociaz sprobowac przerobic swoj ulubiony styl na ten zgodny z naszym typem fizjonomicznym. Kto wie, moze bedziemy czuc sie lepiej w swojej skorze, a miksujac kilka styli stworzymy swoj, niepowtarzalny? 🙂

    Przepraszam ze sie tak rozpisalam, ale moze zachece kogos do wglebienia sie w typy Kibbe!

    • anna

      właśnie po Twoim wpisie zacznę się wgłębiać!;)
      dzięki

      • Konstancja

        ja właśnie dzisiaj też odkryłam, że jestem typem Theatrical Romantic i wszystko co powyżej napisałaś brzmi bardzo znajomo! 😉 miałam ostatnio fascynację klasycznymi krojami, french chic w czystym wydaniu właśnie, to podczas babskich pogaduch usłyszałam od koleżanek jak to w liceum się świetnie ubierałam, długie spódnice w kwiaty, koronki, jakieś ciekawe detale (nie jako krytyka, tylko tak sobie wspominałyśmy) i pomyślałam sobie, że chyba pora wrócić do korzeni, bo wówczas ubierałam się tak zupełnie intuicyjnie, bez śledzenia blogów czy najnowszych wydań magazynów. Przychodzę z Theatrical Romantic czas zacząć. 😉

  31. Mlle Catherine

    U mnie bywa to różnie. Na co dzień zdecydowanie pasuje do mnie wersja spokojna, ale od czasu do czasu lubię pokazać pazur w stylizacji i wówczas bardziej skłaniam się ku dramatyczności. Swoją drogą to ciekawe, nigdy się nie zastanawiałam nad tym, co takiego sprawia, że dwie kobiety w takich samym stylizacjach wyglądają różnie. Zawsze zrzucałam to na urodę i sylwetkę. Pozdrawiam

  32. bognyprogram

    Ja chyba jestem ‚spokojna’. Chociaż ciągnie mnie często do różnych udziwnień, to staram się ich unikać, wydaje mi się, że krzykliwy kolor mnie tłamsi, a ostre wzory podkreślają ostre rysy (nochal konkretnie ^^). Faktycznie, jedna sukienka włożona przez dwie różne osoby czasem jest nie do poznania 🙂
    Od razu przypomina mi się Demi Moore z doklejonym ciałem naszej Rubikowej. http://assets.nydailynews.com/polopoly_fs/1.419548.1314526542!/img/httpImage/image.jpg_gen/derivatives/article_970/alg-demi-moore-model-split-jpg.jpg
    Pierwsze co pomyślałam to ‚ale wiochę odwalił ten magazyn’, ale drugie… Demi lepiej wyglądałaby w tej sukience z powodu tej charakternej buzi, ciemnych włosów i większej energii.

  33. Nataliee

    Pomimo miłości do cygańskich i etno dodatków, jakoś zawsze równoważę wszystko delikatnym makijażem i naturalnymi włosami. Więc mimo że mam dwie subiektywne wersje siebie: i dramatyczną i spokojną, to moja dramatyczna i tak będzie się chyba mieścić w kategorii spokojnej dla ogółu z obiektywnego punktu widzenia 😛
    A w kolażach różnice w Cate Blanchett i Scarlett są powalające.

  34. Małgosia

    Zdecydowanie bardziej skłaniam się ku wersji dramatycznej aniżeli spokojnej w swoim wyglądzie: zarówno jeśli chodzi o ubrania, jak i makijaż. Mogę nawet zaryzykować stwierdzenie, że przyjmując spokojną wersję siebie i tak troszkę ją udramatyczniam (nie zawsze, ale jednak :D).

  35. Natalka

    Mam problem ze zdefiniowaniem siebie. Jestem na etapie poszukiwania siebie i swojego stylu. Ciężko to idzie 🙁
    Na co dzień wybierałam zazwyczaj dość proste stylizacje, bez żadnych fajerwerków, ale to raczej z wygody niż ze świadomego wyboru. Nie wiem natomiast w jakiej wersji lubią mnie inni.
    Ostatnio fascynują mnie dziewczyny, które wybierają męskie stylizacje, jak Ruby Rose. W wersji kobiecej i takiej zrobionej wygląda dla mnie przeciętnie. Jak tysiąc innych dziewczyn. W wersji bardziej męskiej – cudownie. Ma pazur, jest pociągająca, przyciąga uwagę.
    https://www.youtube.com/watch?v=EFjsSSDLl8w Świetny filmik

    • Cicha Woda

      filmik szok, dzięki

  36. Ada

    Właśnie ten post porusza problem z którym chciałam przyjść do Ciebie 🙂 Po wieloletniej obserwacji doszłam niedawno do podobnych wniosków jak Ty, z tym spokojem i dramatyzmem. Zauważyłam mianowicie, że im bardziej elegancko jestem ubrana tym gorzej wyglądam. Moja twarz gdzieś ginie, nawet pomimo prób ratowania się trochę mocniejszym makijażem. Wszelkie „kanciaste” ubrania, które nie układają się gładko (luźne/oversize), albo z kolei nie są całkiem dopasowane, sprawiają, że wyglądam dziwnie. Mam na myśli np. żakiety, marynarki, spodnie w kantkę, eleganckie spódnice z grubszych materiałów, itp.
    I tu pojawia się mój wielki problem. Na co dzień ubieram się w stylu grunge, bardzo lubię łączyć ze sobą elementy kobiece, jak sukienki czy spódnice, z luźnymi swetrami, męskimi koszulami, martensami. Często chodzę w wielu warstwach ubrań, co tworzy takie ogólne wrażenie luzu. Akceptuję tylko ciemne i chłodne odcienie. Coś w tym stylu:
    http://www.groszki.pl/groszki/51,111696,14432152.html?i=13
    https://www.google.pl/search?q=grunge+styl&rlz=1C1AFAB_enPL453PL453&espv=2&es_sm=93&biw=1511&bih=741&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=omSdVZqVLOKvygPMxa7QCw&ved=0CAYQ_AUoAQ&dpr=0.9#imgrc=YhRTEVcHrdrK2M%3A
    https://www.google.pl/search?q=grunge+styl&rlz=1C1AFAB_enPL453PL453&espv=2&es_sm=93&biw=1511&bih=741&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=omSdVZqVLOKvygPMxa7QCw&ved=0CAYQ_AUoAQ&dpr=0.9#imgrc=kmjAbxNFy2SLJM%3A

    Niestety moja praca wymaga ode mnie stroju biurowego, muszę wyglądać dosyć elegancko, może nie tak jak w banku, ale jest to zawód tzw. zaufania publicznego i niestety… Codziennie kiedy wbijam się w spódnicę i marynarkę część mnie umiera 🙁 Wyglądam w pracy tak nieciekawie i tak źle się w tym czuję, że sprawia mi to prawdziwy dyskomfort. I tu pojawia się moja wielka prośba – co byś mi radziła zrobić, jak mogę zaznaczyć swój styl, albo zmodyfikować ten biurowy uniform, tak żeby poczuć się bardziej komfortowo? W pracy czuję się wiecznie przebrana a nie ubrana…
    W ogóle myślę, że to byłby świetny pomysł na wpis – jak przemycić swój styl do pracy 😉
    Pozdrawiam i proszę o pomoc!

  37. makate

    Odpowiedź jest dla mnie prosta – jestem dużo bardziej sobą w wersji spokojnej. Dramatyzm sprawia ze źle się czuję, wyglądam nienaturalnie i trudno mi być sobą. Wiem, bo parę razy próbowałam;) roznica jest u mnie dość widoczna i dlatego nawet wtedy gdy trochę bardziej idę w kierunku dramatyzmu wiem że lepiej nie przesadzać. Myślę że to co u mnie jest w połowie drogi między tymi skrajnosciami, u wielu osób byłoby wersją spokojną:) i uwielbiam Jennifer w tej jej spokojności!

  38. Carrie

    Oj Mario, dalaś mi dziś do myślenia.. Dzięki 🙂
    Dramatyczne mają mocniejsze „wejscie”, to o ich ciuchach się mowi, ich kreacje się analizuje, one są muzami, wyznaczają trendy, etc
    Spokojne są bardziej kompatybilne, ich osobowość determinuje styl, dlatego latwo jest przewidzieć w czym będzie się dobrze wyglądać i latwo przy tym stylu przez lata nie zmieniać szafy.
    A ja jestem Ciepla. Mam tak cieply typ urody, że on determinuje wszystko. Ludzie mnie na wejściu lubią, nie muszę za bardzo się starać, jak mawia moja Sis, każdy przychodzi się przy mnie ogrzać. Łatwo jest mnie zgasić, latwo przedobrzyć. Dobry przyklad z okularami, przymierzylam z 500 serio zanim znalazłam takie, ktore mnie nie przytlaczały. Z konieczności garderoba na tej samej zasadzie-ubranie nie może dominować, kolor jest tlem dla mnie, tak samo faktura materialu. Nie dla mnie dramat i tragedia, ale już barok ok, złoto sprawia, że wchodze i mogę holdy odbierać. Srebro rozmywa mi rysy i figurę. Jednak kolor mnie determinuje bardziej niż forma

  39. Nina Wum

    Blade lato ze mnie, ale zdecydowanie jestem dramatyczna. To pewnie kwestia wyrazistych rysów twarzy, ale też mojego „hałaśliwego” temperamentu. Mam metr sześćdziesiąt z minutami, ale rozmówcy często mówią mi, że wyglądam na wyższą. A to tylko dlatego, że mówię niskim, pewnym, donośnym głosem i szeroko gestykuluję.
    W prostych, wyluzowanych ubraniach jest mi bardzo wygodnie (komu nie?), ale na dłuższą metę czułabym się w nich niedokończona albo wręcz zaniedbana. Do dzinsów i prostego T-shirtu muszę założyć z kilogram wisiorów i bransoletek, żeby nie mieć (subiektywnego zapewne) wrażenia, że wyglądam jak mdła sierotka.

  40. Inga

    Ja zdecydowanie jestem typem dramatycznym. Ubrana na spokojnie czuję się niewidoczna. Nawet moje spokojniejsze wersje są trochę dramatyczne. Może to ma też jakiś związek z tym, że jestem ciemną zimą. Zauważyłam też, że nie potrafię wyglądać niewinnie. Co najwyżej mogę wyglądać nijak, jeśli założę coś kompletnie niepasującego do mojej urody.

  41. Leni

    Mario, ciuchy ciuchami, style stylami, ale jaką Ty ciekawą osobą jesteś. No, musiałam to napisać, po prostu musiałam 🙂

  42. Aleksandra

    Śledzę Twojego bloga już od dłuższego czasu i naprawdę podziwiam Twoją wiedzę na temat ubrań i stylizacji. Nie przypuszczałam, że może istnieć tyle teorii na ten temat 🙂

    Sama wolę siebie w wersji dramatycznej – kontrastowe kolory, proste formy, bez zmiękczeń i podkreślone usta – to jest to w czym czuje się najlepiej i to jest styl, który dodaje mi pewności siebie.

    Pozdrawiam!

  43. Kosmeonautka

    Świetny post i baaaardzo ciekawe spostrzeżenia komentatorek! To niesamowite ile do treści Twoich postów wnoszą dyskusje dziewczyn pod nimi – nie znam chyba drugiego takiego bloga!

    Zasadniczo intuicyjnie stosowałam ten podział – dla mnie kobiety od zawsze były albo bardziej dziewczęce, albo bardziej kobiece. Twoje ujęcie tej teorii kupuję w stu procentach, a przykłady też unaoczniły mi parę ważnych rzeczy. Dobra robota 🙂

    Sama jestem typem spokojnym. Nie znam teorii Kibbego (i chyba nie będę jej googlać dopóki nie przygotujesz tego „informacyjnego” posta, o którym wspomniałaś wyżej), ale z tego co rozumiem z komentarzy – zapewne zaklasyfikowałby mnie do typu dramatycznego 😉 Mam ostre rysy twarzy i figurę z szerokimi biodrami, wąską talią, długimi nogami i tak dalej. Tymczasem jako kolorystyczny typ soft summer oraz jako nieogarnięta, zabiegana studentka okropnie czuję się w dramatycznych zestawach, tylko biżuterię lubię bardziej wyrazistą. Typ spokojny to cała ja 🙂

  44. Tyene

    No nie wiem… Ja mam bardziej restrykcyjne podejście do analizy kolorystycznej. Nie po to analizowałam się którą porą jestem by potem nie trzymać się swoich najlepszych kolorów. Zwłaszcza, że ja w ogóle się nie maluję! Dla mnie nie ma sensu domalowywanie sobie nowej twarzy do koloru spoza palety… Np. czarny. Wyglądam w nim źle i nie chcę do niego malować sobie mocniej oczu.
    Jestem Ciemną Jesienią i wiedząc jakie kolory są dla mnie najlepsze na inne po prostu przestałam patrzeć, nie widzę ich. W sumie to podobają mi się tylko moje kolory i sam fakt, że są dla mnie wyjątkowo korzystne sprawia, że na kolory spoza palety nawet nie patrzę.
    Nie do pomyślenia dla mnie jest by ubrać się w kolory np Jasnego Lata czy Czystej Zimy, bo w pierwszym przypadku wyglądałabym jak trup, a w drugim zniknęłabym pod tymi kolorami. A jak już pisałam – nie lubię malowania się pod kolor.
    No chyba, że ktoś w mocno się maluje…. Ale w jego przypadku analiza kolorystyczna nie ma sensu.
    Ja nie maluję się wcale, nigdy, bo lepiej wyglądam bez makijażu. Stąd we mnie chęć by mocno trzymać się swojej palety, bo wiem, że te kolory wydobędą ze mnie to co najlepsze 😉
    Kolejny plus jest taki, że znając swoje najlepsze kolory nie błądzę po sklepach bez celu, a po prostu zmierzam prosto do swoich kolorów. Zaoszczędza to dużo czasu. Mój styl staje się też bardziej zdefiniowany, a nie jakiś misz masz.
    Moje najlepsze kolory to: granat, bardzo ciemny brąz, burgund, oberżyna, bardzo ciemna zieleń. I tyle 😉 Wiem, czego chcę, wiem które kolory mi pasują, w których wyglądam tak dobrze, że nie muszę się malować 🙂
    Biały to mój najgorszy kolor, moja twarz robi się w nim brudna i generalnie lata i jesienie tak mają z tym kolorem. A w czarnym zmieniam się w niewidoczną, wycofaną myszkę.

    A co do Kibbe. Nie polecam robienia testu, tylko przeczytania każdego typu z osobna. Ja jestem Theatrical Romantic. Dzięki temu, że wiem znam swoje asy, najlepsze fasony. I stosuję je. I jestem zadowolona. Bo to też wiele ułatwia i pomaga zdefiniować styl 😉 I przykładowo – za nim w życiu nie założyłabym nic oversize.

    Ktoś może powiedzieć, że się ograniczam, ale ja uważam inaczej. Dzięki temu, że wiem w czym wyglądam najlepiej, że wiem czego szukać czuję się wyzwolona 🙂 Nie błądzę 🙂
    No i prosta sprawa – to w czym wyglądam najlepiej podoba mi się najbardziej.

    • Avarati

      Przecież czarny powinien pasować z definicji do intensywnej jesieni.
      A jeśli chodzi o kolory, to nikt nie zmusiłby mnie do chodzenia w szarościach, lawendach, brudnych różach i słodkich błękitach. Jako stonowane lato wolę siebie w mocniejszych turkusach, morskich i pruskich błękitach, wiśniowej i burgundowej czerwieni. A także w czerni i bieli (po to są te wszystkie gadżety, żeby nosić swoje ulubione kolory bez szwanku). Ale każdy ma prawo interpretować swoją urodę jak chce 🙂

      A co do Kibbe, to zgadzam się zupełnie. Mi test chciał wcisnąć Soft Classic, a jestem Romantic. Wystarczyło spojrzeć na Marylin Monroe i wszystko było jasne.

      • elam

        Piszę to po raz kolejny (ale mam nadzieję, że mi wybaczycie), że stonowane lato to zbyt szeroko pojmowany typ. Zdecydowanie lepiej w tym przypadku sprawdza się analiza z 16 typami kolorystycznymi, gdzie wymienione przez Ciebie morski błękit, wiśnia, burgund to idealne kolory dla ciemniejszego z dwóch podtypów zgaszonego lata. Piszę z własnego doświadczenia, ja również w wyszarzałych jasnych fioletach, szarościach itp. wyglądam źle, a jestem stonowanym latem.

        • Avarati

          Nic się nie stało 🙂 Znam podział na szesnaście podtypów, ale mnie wszystkie testy zaliczają do tej jaśniejszej strony mocy. Chodzi o to, że wszystkie brudne róże i fiolety dobrze mi robią, ale niezbyt dobrze się czuję psychicznie z tak mdłymi kolorami. Wybieram z paletki te, które są w mocne, niejednoznaczne i nie zrobią mi większej krzywdy. Namierzenie swojego podtypu dużo ułatwiło, ale nie traktuję analizy jak wyroczni.

    • Natalka

      Dobrze dobrane kolory ubrań faktycznie potrafią zdziałać cuda. Nie odrzucałabym jednak makijażu. On ma spore znaczenie i potrafi wspaniałe dopełnić stylizację. I tutaj kolory są też bardzo ważne. Ja np jestem chłodnym typem i ciepłe brązy sprawiają, że wyglądam na chorą. Tak samo zbyt jasny makijaż. Rozkwitam za to w fioletach, burgundach , granacie.
      Poza tym makijaż to nie tylko kolory, ale też modelowanie. Można podkreślić kości policzkowe, zamaskować wysokie czoło, podkreślić piękne oczy, powiększyć za małe usta. Bluzka w dobrze dobranym kolorze tego nie zrobi. Ale oczywiście każdy robi to co chce.

  45. zu

    A mnie się zarówno Scarlett,jak i Jennifer bardziej podobają w „dramatycznej”kreacji.Więcej widać,wbrew pozorom ,piękna ciała i twarzy,a nie rozwichrzonych włosów,udrapowanej materii kiecki i rozmazanego eye-linera.

    • zu

      PS.Z testu Kibbego wynika że jestem classic (????)Co byłoby niezłym szokiem.gdyby nie moje szeptane przez życzliwe ciotki podobieństwo do Grace K.i Catherine D.przynajmniej z twarzy.Nie ma to jak niespodzianka,dziękuję.Z Twoich postów wynika,ze jestem delikatnym latem.

      • Avarati

        Test kłamie, najlepiej sugerować się opisem. Wychodzi mi soft classic, ale jestem romantic z opisu i te drugie mi się zgadza.

  46. bodziek

    Ja jestem zdecydowanie spokojna. Jak założę coś bardziej rzucającego się w oczy, to mam wrażenie że obwiesiłam się jak choinka. Wydaje mi się, że moja uroda jest raczej łagodna, więc taki by się to zgrywało. Ale staram się, żeby mój wizerunek nie był przesłodzony, więc czarna widoczna kreska to podstawa.

  47. S

    Hm… Tak szczerze mówiąc (i pisząc) to chyba nie wiem jak rozgryźć dla siebie ten temat. Moja ulubiona wersja siebie to obcasy, dopasowana sukienka o długości do ok. pół uda i oko podkreślone eye-linerem, góra pozakrywana. Kojarzy mi się bardziej z określeniem „dramatyczny”, ale dla mnie to naturalne podkreślenie swojej natury i dodanie sobie pewności siebie.

    A tak po prawdzie to nie czuję potrzeby takiej klasyfikacji samej siebie, ale podoba mi się przeprowadzona przez Ciebie analiza. Lubię czytać Twoje teksty, mobilizują mnie do chwilowego zastanowienia się nad sobą, swoim ciałem i duchem. Pozdrawiam!

    • S

      To jednak trafiłam 🙂 zrobiłam test wg. Kibbe i jestem dramatyczna (6), ewentualnie jedną nogą dramatyczna-klasyczna(5)

  48. elam

    Jestem typem spokojnym. Lubię ubrania naturalne, swobodne i klasyczne (i dobrze w nich wyglądam). natomiast jedna z moich koleżanek prezentuje styl wręcz przeciwny. W zwykłych ubraniach gaśnie, rozkwita, gdy założy coś rzucającego się w oczy, ekstrawaganckiego. W jej przypadku zestawione razem kabaretki z czerwonym szwem, szpilki i czerwona skórzana kurtka wyglądają intrygująco i korzystnie 🙂

    • elam

      Przepraszam za błędy w komentarzu, mam problem z komputerem, spieszyłam się, gdyż kilkakrotnie wpisany komentarz znikał mi przed opublikowaniem.

  49. Anka

    Spokojna czy dramatyczna?- to mnie nie określa. To za mało. Według Kibbe jestem dramatic classic, co się o tyle zgadza, ze muszę iść w kierunku prostoty i małej ilości środków, nie uzywać falban, kwiatów i innych słodkości. Nie potrafię się jednak określić, czy jestem bardziej spokojna, czy dramatyczna. chyba dla mnie nie tędy droga.

    • Magda

      chodzi o to czy wolisz ‚kanciasto’ czy oplywowo i naturalnie? Dramatyczne stylizacje moga byc proste, co widac na zalaczonych obrazkach.

  50. Olala

    Czy fioletowe żyły oznaczają że jestem typem chłodnym? raz widzę niebieski, a potem wydaje mi się że zielony ale fiolet widzę wyraźnie. Jest ciemny i mroźny 😉 tak mi się kojarzy.

    • S

      Fiolet jest bliższy niebieskiemu, więc obstawiam typ chłodny.

  51. Olala

    Ja chyba wolę wersję spokojną, w dramatycznej wersji wyglądałabym sztucznie bo po wstępnej analizie chyba jestem stonowanym zgaszonym latem.

  52. Karola

    Co pokazuje, że najważniejsza w tym wszystkim jest osoba, która nosi daną rzecz 🙂 Ja bym chciała dodać trochę dramatyzmu swojemu stylowi, ale niestety nie bardzo wiem jak. „Spokojność” mojego stylu trochę mnie już nudzi i przytłacza 😉

  53. Doris

    Hmm, jestem dramatyczna w tym sensie, że służy mi krótka geometryczna fryzura, proste fasony o wyraźnej linii, monochromatyzm, desenie geometryczne i paskowane, a jako ozdoby stroju – pagony, guziki i nietypowe przeszycia. Jestem stonowanym latem, więc wybieram łagodne biele, szarości, granaty i szare błękity. Czasem bordo, fiolet czy oliwkę. Natomiast całe lata pociągały mnie loki i romantyczny nieład, frędzle, falbanki, aplikacje i „artystyczne”, wielkie swetry, asymetryczne spódnice, kwiatowe wzory, pstrokacizny i wszelkie udziwnienia w ubiorze. Na szczęście spróbowałam innego stylu i dobrze na tym wyszłam. Osobowość też mi się trochę zmieniła i jestem teraz w zgodzie z samą sobą. Swoją drogą – oprócz osób, które instynktownie wiedzą, w czym im dobrze, są i takie, które robią sobie krzywdę ubraniem. Mam tezę – ubiór zawsze odzwierciedla osobowość, a jeżeli ktoś ewidentnie źle wygląda w swoim stylu, to znak, że powinien popracować nad osobowością i coś w sobie zmienić.

  54. Head Divided

    Hmm, sama nie wiem jaka jestem nadal. Lubię dziewczęce kroje, delikatne, zwiewne sukienki i zwykłe T-shirty z dekoltem, więc skłaniałabym się bardziej w spokojną stronę. Do tego często chodze w rozpuszczoncyh włosach itd, choć myślę, że czasem wkładam „dramatyczne” ciuchy na „wyjątkową okazję” np. studiówkę i w nich tez czuję się świetnie 🙂

  55. Żanka

    Długo się nad tym zastanawiałam. Początkowo przychylałam się do wersji spokojnej, bo to bardziej pasuje do mojego charakteru. Doszłam jednak do wniosku, że ten spokój jeśli chodzi o styl w ogóle do mnie nie pasuje. Na co dzień różnice nie są jakieś ogromne – po prostu lepiej się czuję, gdy jestem bardziej „dopracowana”. W spokojnej wersji zawsze czuję się troszkę naga.

  56. fanka zielonej herbaty

    Mario, nie bardzo wiem, jak ten temat ugryzc. Czym sie ten dramatyzm/spokoj przejawia?
    Sprawdzilam tez podzial wg. Kibbe (wczesniej nie znalam czlowieka), ale poczulam sie tylko skolowana. Pociagniesz temat? Czy chcialas tylko zasygnalizowac, ze mozna tez tak?
    Milego weekendu 🙂

  57. Czerwony Smok

    Hm, jestem zdecydowanie typem „spokojnym”, jednocześnie będąc intensywną Zimą 🙂
    Choć zamiast „spokojny”, użyłabym raczej słowa „rozwichrzony” 😀

    Mam wrażenie, że to połączenie daje taki nieco dziki (w pozytywnym sensie) efekt 😀 Najlepiej wyglądam, gdy moje włosy opadają swobodnie, gdzieś sobie latają, plączą się, gdy nie próbuję ich na siłę utrzymać w ryzach. Do tego głębokie kolory, lekkie, lejące się materiały i to, co nazywasz „mrocznym romantyzmem” 😉 O tak.

  58. ika

    Kiedy patrzę na zdjęcia aktorek, wyraźnie widzę różnicę, wiem o czym piszesz. Jednak kompletnie nie potrafię przenieść tego na siebie 😀 Skłaniam się jednak ku spokojnej wersji, bo w zbyt wystudiowanym makijażu i fryzurze czuję się sztucznie i nie wyglądam dobrze. Najbliżej mi w tym temacie chyba do Scarlett Johansson, też lubię nieco „rozkopane” koki i naturalny, nieprzesadzony makijaż 🙂

  59. Agnieszka

    Dzięki za ten wpis, sporo mi rozjaśnił. Już wiem, dlaczego nie wyglądam dobrze w zwiewnych dziewczęcych kieckach i nigdy dobrze w nich nie wyglądałam. Dlaczego jak mi zrobili delikatny próbny makijaż ślubny wyglądałam jak trup i dobrze wyglądałam dopiero w wieczorowym looku (serio, to nie tylko moje zdanie ;)).
    Na wyjścia do sklepu ubieram się spokojnie, fakt, ale jednak wszędzie indziej znacznie, znacznie lepiej wyglądam w stylizacjach z pazurem 🙂
    Aczkolwiek z Kibbego ten dramatyzm mi nie wychodził 😉

  60. rawita

    Mario, to mój pierwszy komentarz. Uwielbiam Twojego bloga i czytam regularnie. Po przeczytaniu tego wpisu, dotarło do mnie, że mój styl to zdecydowanie dramatyzm. Wydaje mi się, że jestem jasnym latem. Mam długie, naturalne jasne włosy, zielono-szare oczy i bardzo jasną skórę. Twój blog wprawił mnie w konsternację, bo okazało się, że kolory i styl dobieram niezgodnie z typem, ponieważ od ćwierć wieku noszę niemal wyłącznie czerń (czasami kusząc się na zwiewne, kolorowe jedwabie w lecie) i w takim kolorze się sobie najbardziej podobam, choć teoretycznie nie podkreśla mojej urody. Do tego dobieram bardzo wyraźną biżuterię: sutasz w mocnych kolorach, ogromne złote albo srebrne kolczyki i naszyjniki. Mój styl to z reguły mała czarna (zazwyczaj midi, od czasu do czasu krótsza) noszona niezależnie od pory roku, wysokie kozaki bądź ciężkie buty, w lecie ekstrawaganckie sandały (najchętniej na obcasie), wszystko, co noszę od czasu liceum, musi być czarne, dopasowane, geometryczne, chętnie asymetryczne, czasami jako dodatek jakiś mocny kolor, ale prawie nigdy pastele. Oczy maluję oszczędnie (szara kreska i tusz), usta na dzień najczęściej naturalne, ale na wieczór lubię fuksję lub czerwień. Myślisz, że przy tak subtelnym typie urody robię sobie stylistyczną krzywdę?

    • Maria Autor wpisu

      Nie nie robisz, bo czujesz się dobrze. Po prostu pewnie są takie kolory, które są w stanie Ciebie jeszcze lepiej podkreślić niż czerń, ale skoro taki jest Twój styl i podobasz się sobie to nie widzę powodu, żeby mówić o jakiejkolwiek krzywdzie. A może z drugiej strony masz ochotę na jakieś zmiany i eksperymenty, to wtedy nie zaszkodzi spróbować pobawić się paletką jasnego lata i troszkę subtelności wprowadzić. Do czerni pasuje wszystko.

      • rawita

        Dzięki Mario! Będę eksperymentować. Podobam się sobie w granacie i butelkowej zieleni, noszę te kolory przy twarzy w szalach, czasem przymierzam jakiś pastelowy róż albo błękit i widzę, że jest mi w nim dobrze, ale mimo wszystko nie czuję się sobą.No ale może trzeba przełamywaś schematy, dużo przede mną.

  61. ae

    Jak zwykle świetny wpis. Przypuszczam, że bliżej mi do spokojnej, ale tak do końca pewności nie mam. Niedawno miałam wielkie wyjście, oczywiście, była nowa sukienka, fryzjer specjalnie na tę okazję itp… a przez cały czas miałam poczucie, że nie-zrobiona wyglądam o niebo lepiej :/

  62. ana

    dla mnie „dramatyczna” wersja Jennifer Lawrence jest dużo bardziej spokojna w porównaniu z pierwszym zdjęciem:) wygląda dużo młodziej, bardziej świeżo i dziewczęco, lekki makijaż i zaczesane do tyłu włosy eksponują jej prawdziwą urodę. Na pierwszym zdjęciu, z tymi ciężkimi falami i czarnymi krechami na oczach, przypomina mi mamę Stifflera 🙂

  63. Azzahar

    Wolę spokojną wersję, nosze rozpuszczone włosy i minimum lub zero makijażu, przez dłuższy czas utrzymywałam, że jedyne upięcie, jakie na mnie dobrze wygląda, tok kok na wiktoriańską wariatkę:) Ostatnio jednak odkryłam, że pasuje mi styl na złote lata Hollywood, wiec będę eksperymentować w tę stronę na większe wyjścia.

  64. mama Franka

    Jesteś wyluzowana czy połknęłaś kij? Ja bym to raczej tak ujęła. Z całym szacunkiem do jednych i drugich. Naturalność vs. wystudiowany look. Choć to tylko niewielki ułamek prawdy. Ostatnio próbuję uciekać od tego drugiego, trochę na około i utykając na jedną nogę, ale mam nadzieję wciąż do bliżej nieokreślonego przodu. 😉
    Mario! Bardzo fajny blog, nie dajesz mi spać po nocach (chłonę nieomal wszystko). Mieszasz kijem w mrowisku, ale nie bez gracji i z tajemniczym błyskiem w oku. Gdziekolwiek chcesz, aby Cię to zaprowadziło – samych sukcesów!

  65. Idowa M.

    Droga Mario, to mój pierwszy komentarz na Twoim blogu (chapeau bas za całokształt!). Rewelacyjny wpis! Nie powiem, że zmienił moje życie (żeby uniknąć dramatyzmu), ale na pewno niesamowicie ułatwi mi szykowanie się na większe wyjścia. Tak, jestem spokojnym typem. Im staranniej się szykowałam, tym mniej się sobie podobałam (jestem szczupłą blondwłosą wiosną, a podczas rozmaitych uroczystości wyglądałam jak jakiś drapieżny ptak po metamorfozie modowej). Bardzo serdecznie Ci dziękuję!

  66. Konstancja

    ach, przypomniałam sobie ten wpis i zastanawiam się… czy stonowane lato może być dramatyczne? bo ja się czuję dramatyczna 😀

    • Maria Autor wpisu

      Jak najbardziej. Oczywiście można wyglądać na silną w spokojnych kolorach!

  67. Sławomira

    Ja raczej jestem dramatyczna – zwykła biała koszula niezbyt, taka z folk haftem i oryginalnym krojem może być, zwykła opaska do włosów niknie, ale z błyszczącą kokardą może być. I ostatnio, pod wpływem m. in. tego bloga, zaczęłam bardziej zwracać uwagę na to, co noszę i te bardziej przekombinowane stylizacje które teraz noszę są lepsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

x