Poradnik

Jesteś spokojna czy dramatyczna?

Czasami przymierzamy piękną sukienkę i ona leży na nas jak ulał, ale jakoś nie czujemy się w niej w pełni prawdziwą sobą. Czasem coś co wydaje nam się brzydkie i niemożliwe do noszenia, na naszej przyjaciółce wygląda wspaniale. A czasem szykujemy się na jakąś ważną okazję i po zrobieniu makijażu i fryzury dochodzimy do wniosku, że ładniej wyglądałyśmy zaraz po wstaniu z łóżka w leniwy weekend. Dlaczego ta sama rzecz wygląda dobrze na jednej osobie, a drugą czyni karykaturą kobiety? Dzisiaj chciałabym porozmawiać o naszym modowym temperamencie. Być może ktoś będzie się tu doszukiwał podobieństw do podziału kobiecych ciał wg Kibbe, ale moją intencją nie jest absolutnie analizowanie czegokolwiek na podstawie kształtu ciała i twarzy, kolorystyki czy innych „twardych” cech wyglądu. Ja powołuję się wyłącznie na uczucie i intuicję, bowiem nie uważam, by dobieranie stylu w zależności od analizy kolorystycznej czy oceny typu sylwetki było kiedykolwiek zasadne. Styl ma moim zdaniem być ponad to.

Doszłam do wniosku, że można w naszych stylach dokonać bardzo prostej klasyfikacji. Część kobiet wygląda lepiej w spokojnych, a część kobiet w dramatycznych stylizacjach. Nie oznacza to, że trzeba zawsze podążać w jednym kierunku albo że w tym drugim wygląda się brzydko. Chodzi raczej o to, kiedy jesteśmy bardziej prawdziwymi wersjami siebie. Mam nadzieję, że uda mi się to wytłumaczyć na przykładach słynnych kobiet. Zauważcie, że one wszystkie wyglądają na każdym zdjęciu ładnie, jednak można wyróżnić to zdjęcie, które jest o wiele bardziej korzystne. Po lewej stronie zawsze wersja spokojna, po prawej zawsze dramatyczna. W nawiasie przy nazwisku ta wersja, która jest korzystniejsza.

Jennifer Lawrence (spokojna). Ewidentnie ta aktorka jest bardziej sobą na zdjęciu po lewej stronie. Jest naturalniejsza, bardziej zrelaksowana i swobodna. W dramatycznym wydaniu wydaje się być jak postać z obrazu. Sztywniejszy materiał i „sztywniejsze” włosy kierują ją trochę na tory matrony, a nie dziewczyny tak jak to jest na zdjęciu po lewej stronie.jennifer lawrenceźródło zdjęć: 1, 2.

Cate Blanchett (dramatyczna). Czy Cate Blanchett jest sobą w tych anielskich lokach, drapowaniach, miękkim materiale i kwiatach z materiału? Nie do końca ufam trafności tego wcielenia. Jest ładna, ale uroda aktorki rozmywa się wraz z subtelnością tej stylizacji. A po prawej stronie mamy posągową kobietę, która kobiecość interpretuje w silny i zdecydowany sposób. cate blanchettźródło zdjęć: 1, 2.

Monica Bellucci (spokojna). Czy Monice Bellucci są potrzebne grzywki, krawaty, falbaniaste rękawki wystające spod marynarki, długie kolczyki? Nie, im mniej tym lepiej, im większy relaks i brak starania, tym lepiej. Uroda tej aktorki jest tak zniewalająca, że wykorzystuje się ją w wielkich kampaniach reklamowych kosmetyków i strojnych ubrań, jednak zawsze największe wrażenie robią te jej zdjęcia na których jest prawie bez makijażu, ubrana w najprostsze ciuchy, w prostych włosach lub po prostu akty. Bardziej naturalniejsza jest jej spokojna wersja.monica bellucciŹródło zdjęć: 1, 2.

Rihanna (dramatyczna). Za każdym razem, kiedy widzę Rihannę w czymś zwiewnym, dziewczęcym lub słodkim mam wrażenie, że patrzę na kogoś, kto się przebrał, a nie ubrał. Znowu – uroda jest tak zniewalająca, że pewnie dla większości obserwatorów nie ma znaczenia jaki jest charakter jej stroju, jednak ja wolę patrzeć na Rihannę, która ryzykuje i która „robi wejście”, bo taka osoba jest dla mnie bardziej autentyczna. Od niej wręcz oczekuję podejmowania ryzyka i dziwię się, gdy jej strój jest zbyt konwencjonalny. Paradoksalnie, spokój w jej przypadku nie oznacza harmonii. rihannaźródło zdjęć: 1, 2.

Scarlett Johansson (spokojna). W przypadku tej aktorki różnica jest najbardziej znacząca. Obserwuję ją od początku kariery i nie mogę się nadziwić, że czasami w filmach wygląda tak wspaniale i melancholijnie, a na czerwonym dywanie niepotrzebnie chce sobie nadać pazura. Na przykład w filmie Czarna Dalia występowała w kostiumach z lat czterdziestych i w takiej estetyce wyglądała miękko i naturalnie. Tej aktorce bardziej służą rozwichrzone i naturalnie ułożone włosy, niż stylizowane żelem asymetryczne strzyżenia.scarlett johanssonźródło zdjęć: 1, 2.

Zauważcie jak dużo zależy od osoby, która dane ubranie nosi. Sukienka ze spokojnej wersji Cate Blanchett mogłaby spokojnie być dla większości osób wersją dramatyczną. To oznacza tylko tyle, że Cate może nosić najśmielsze z możliwych stylizacje, a jej uroda niczego się nie „zlęknie”. Podobnie postrzegam Tildę Swinton. Natomiast Rihanna w dramatycznej wersji ma sukienkę, którą można by było dopasować do spokojnej wersji większości osób. Tu z kolei charyzma jest tak ogromna, że najprostszym ubraniom dodaje dramatyzmu.

Jak widać dramatyczna wersja wymaga troszkę więcej pracy i mocnego akcentowania swoich atutów. Wersja spokojna jest bardziej wycofana i dyskretna. Czy są typy pośrednie? Oczywiście, że są. Powiem więcej: większość ludzi jest pośrednimi typami, ale zawsze skłaniamy się ku jednej ze stron. Są osoby które w pełni odkryły swój potencjał i podążają z powodzeniem w tylko jedną stronę. Przykłady takich osób -> dramatyczne: Dita Von Teese, Natalie Dormer, Charlize Theron; spokojne: Charlotte Gainsbourg, Diane Lane, Clemence Poesy.

Ja lubię siebie bardziej w odsłonie dramatycznej, ale kontrast u mnie nie jest tak widoczny jak w przypadku pań z przykładów. Myślę, że jestem w stanie naturalnie przeskakiwać do trochę spokojniejszej wersji siebie. Ale nie mogę z żadną z tych wersji iść na całość, muszę zawsze wypośrodkować. A Ciebie w którą stronę bardziej ciągnie: spokojną czy dramatyczną? Czy różnica u Ciebie między dramatyczną, a spokojną wersją siebie jest duża, czy bardziej płynna?

KOMENTARZE

  1. Olala

    Ja chyba wolę wersję spokojną, w dramatycznej wersji wyglądałabym sztucznie bo po wstępnej analizie chyba jestem stonowanym zgaszonym latem.

  2. Karola

    Co pokazuje, że najważniejsza w tym wszystkim jest osoba, która nosi daną rzecz :) Ja bym chciała dodać trochę dramatyzmu swojemu stylowi, ale niestety nie bardzo wiem jak. „Spokojność” mojego stylu trochę mnie już nudzi i przytłacza ;)

  3. Doris

    Hmm, jestem dramatyczna w tym sensie, że służy mi krótka geometryczna fryzura, proste fasony o wyraźnej linii, monochromatyzm, desenie geometryczne i paskowane, a jako ozdoby stroju – pagony, guziki i nietypowe przeszycia. Jestem stonowanym latem, więc wybieram łagodne biele, szarości, granaty i szare błękity. Czasem bordo, fiolet czy oliwkę. Natomiast całe lata pociągały mnie loki i romantyczny nieład, frędzle, falbanki, aplikacje i „artystyczne”, wielkie swetry, asymetryczne spódnice, kwiatowe wzory, pstrokacizny i wszelkie udziwnienia w ubiorze. Na szczęście spróbowałam innego stylu i dobrze na tym wyszłam. Osobowość też mi się trochę zmieniła i jestem teraz w zgodzie z samą sobą. Swoją drogą – oprócz osób, które instynktownie wiedzą, w czym im dobrze, są i takie, które robią sobie krzywdę ubraniem. Mam tezę – ubiór zawsze odzwierciedla osobowość, a jeżeli ktoś ewidentnie źle wygląda w swoim stylu, to znak, że powinien popracować nad osobowością i coś w sobie zmienić.

  4. Head Divided

    Hmm, sama nie wiem jaka jestem nadal. Lubię dziewczęce kroje, delikatne, zwiewne sukienki i zwykłe T-shirty z dekoltem, więc skłaniałabym się bardziej w spokojną stronę. Do tego często chodze w rozpuszczoncyh włosach itd, choć myślę, że czasem wkładam „dramatyczne” ciuchy na „wyjątkową okazję” np. studiówkę i w nich tez czuję się świetnie :)

  5. Żanka

    Długo się nad tym zastanawiałam. Początkowo przychylałam się do wersji spokojnej, bo to bardziej pasuje do mojego charakteru. Doszłam jednak do wniosku, że ten spokój jeśli chodzi o styl w ogóle do mnie nie pasuje. Na co dzień różnice nie są jakieś ogromne – po prostu lepiej się czuję, gdy jestem bardziej „dopracowana”. W spokojnej wersji zawsze czuję się troszkę naga.

  6. fanka zielonej herbaty

    Mario, nie bardzo wiem, jak ten temat ugryzc. Czym sie ten dramatyzm/spokoj przejawia?
    Sprawdzilam tez podzial wg. Kibbe (wczesniej nie znalam czlowieka), ale poczulam sie tylko skolowana. Pociagniesz temat? Czy chcialas tylko zasygnalizowac, ze mozna tez tak?
    Milego weekendu :-)

  7. Czerwony Smok

    Hm, jestem zdecydowanie typem „spokojnym”, jednocześnie będąc intensywną Zimą :)
    Choć zamiast „spokojny”, użyłabym raczej słowa „rozwichrzony” :D

    Mam wrażenie, że to połączenie daje taki nieco dziki (w pozytywnym sensie) efekt :D Najlepiej wyglądam, gdy moje włosy opadają swobodnie, gdzieś sobie latają, plączą się, gdy nie próbuję ich na siłę utrzymać w ryzach. Do tego głębokie kolory, lekkie, lejące się materiały i to, co nazywasz „mrocznym romantyzmem” ;) O tak.

  8. ika

    Kiedy patrzę na zdjęcia aktorek, wyraźnie widzę różnicę, wiem o czym piszesz. Jednak kompletnie nie potrafię przenieść tego na siebie :D Skłaniam się jednak ku spokojnej wersji, bo w zbyt wystudiowanym makijażu i fryzurze czuję się sztucznie i nie wyglądam dobrze. Najbliżej mi w tym temacie chyba do Scarlett Johansson, też lubię nieco „rozkopane” koki i naturalny, nieprzesadzony makijaż :-)

  9. Agnieszka

    Dzięki za ten wpis, sporo mi rozjaśnił. Już wiem, dlaczego nie wyglądam dobrze w zwiewnych dziewczęcych kieckach i nigdy dobrze w nich nie wyglądałam. Dlaczego jak mi zrobili delikatny próbny makijaż ślubny wyglądałam jak trup i dobrze wyglądałam dopiero w wieczorowym looku (serio, to nie tylko moje zdanie ;)).
    Na wyjścia do sklepu ubieram się spokojnie, fakt, ale jednak wszędzie indziej znacznie, znacznie lepiej wyglądam w stylizacjach z pazurem :)
    Aczkolwiek z Kibbego ten dramatyzm mi nie wychodził ;)

  10. rawita

    Mario, to mój pierwszy komentarz. Uwielbiam Twojego bloga i czytam regularnie. Po przeczytaniu tego wpisu, dotarło do mnie, że mój styl to zdecydowanie dramatyzm. Wydaje mi się, że jestem jasnym latem. Mam długie, naturalne jasne włosy, zielono-szare oczy i bardzo jasną skórę. Twój blog wprawił mnie w konsternację, bo okazało się, że kolory i styl dobieram niezgodnie z typem, ponieważ od ćwierć wieku noszę niemal wyłącznie czerń (czasami kusząc się na zwiewne, kolorowe jedwabie w lecie) i w takim kolorze się sobie najbardziej podobam, choć teoretycznie nie podkreśla mojej urody. Do tego dobieram bardzo wyraźną biżuterię: sutasz w mocnych kolorach, ogromne złote albo srebrne kolczyki i naszyjniki. Mój styl to z reguły mała czarna (zazwyczaj midi, od czasu do czasu krótsza) noszona niezależnie od pory roku, wysokie kozaki bądź ciężkie buty, w lecie ekstrawaganckie sandały (najchętniej na obcasie), wszystko, co noszę od czasu liceum, musi być czarne, dopasowane, geometryczne, chętnie asymetryczne, czasami jako dodatek jakiś mocny kolor, ale prawie nigdy pastele. Oczy maluję oszczędnie (szara kreska i tusz), usta na dzień najczęściej naturalne, ale na wieczór lubię fuksję lub czerwień. Myślisz, że przy tak subtelnym typie urody robię sobie stylistyczną krzywdę?

    • Maria Autor wpisu

      Nie nie robisz, bo czujesz się dobrze. Po prostu pewnie są takie kolory, które są w stanie Ciebie jeszcze lepiej podkreślić niż czerń, ale skoro taki jest Twój styl i podobasz się sobie to nie widzę powodu, żeby mówić o jakiejkolwiek krzywdzie. A może z drugiej strony masz ochotę na jakieś zmiany i eksperymenty, to wtedy nie zaszkodzi spróbować pobawić się paletką jasnego lata i troszkę subtelności wprowadzić. Do czerni pasuje wszystko.

      • rawita

        Dzięki Mario! Będę eksperymentować. Podobam się sobie w granacie i butelkowej zieleni, noszę te kolory przy twarzy w szalach, czasem przymierzam jakiś pastelowy róż albo błękit i widzę, że jest mi w nim dobrze, ale mimo wszystko nie czuję się sobą.No ale może trzeba przełamywaś schematy, dużo przede mną.

  11. ae

    Jak zwykle świetny wpis. Przypuszczam, że bliżej mi do spokojnej, ale tak do końca pewności nie mam. Niedawno miałam wielkie wyjście, oczywiście, była nowa sukienka, fryzjer specjalnie na tę okazję itp… a przez cały czas miałam poczucie, że nie-zrobiona wyglądam o niebo lepiej :/

  12. ana

    dla mnie „dramatyczna” wersja Jennifer Lawrence jest dużo bardziej spokojna w porównaniu z pierwszym zdjęciem:) wygląda dużo młodziej, bardziej świeżo i dziewczęco, lekki makijaż i zaczesane do tyłu włosy eksponują jej prawdziwą urodę. Na pierwszym zdjęciu, z tymi ciężkimi falami i czarnymi krechami na oczach, przypomina mi mamę Stifflera :)

  13. Azzahar

    Wolę spokojną wersję, nosze rozpuszczone włosy i minimum lub zero makijażu, przez dłuższy czas utrzymywałam, że jedyne upięcie, jakie na mnie dobrze wygląda, tok kok na wiktoriańską wariatkę:) Ostatnio jednak odkryłam, że pasuje mi styl na złote lata Hollywood, wiec będę eksperymentować w tę stronę na większe wyjścia.

  14. mama Franka

    Jesteś wyluzowana czy połknęłaś kij? Ja bym to raczej tak ujęła. Z całym szacunkiem do jednych i drugich. Naturalność vs. wystudiowany look. Choć to tylko niewielki ułamek prawdy. Ostatnio próbuję uciekać od tego drugiego, trochę na około i utykając na jedną nogę, ale mam nadzieję wciąż do bliżej nieokreślonego przodu. ;)
    Mario! Bardzo fajny blog, nie dajesz mi spać po nocach (chłonę nieomal wszystko). Mieszasz kijem w mrowisku, ale nie bez gracji i z tajemniczym błyskiem w oku. Gdziekolwiek chcesz, aby Cię to zaprowadziło – samych sukcesów!

  15. Idowa M.

    Droga Mario, to mój pierwszy komentarz na Twoim blogu (chapeau bas za całokształt!). Rewelacyjny wpis! Nie powiem, że zmienił moje życie (żeby uniknąć dramatyzmu), ale na pewno niesamowicie ułatwi mi szykowanie się na większe wyjścia. Tak, jestem spokojnym typem. Im staranniej się szykowałam, tym mniej się sobie podobałam (jestem szczupłą blondwłosą wiosną, a podczas rozmaitych uroczystości wyglądałam jak jakiś drapieżny ptak po metamorfozie modowej). Bardzo serdecznie Ci dziękuję!

  16. Konstancja

    ach, przypomniałam sobie ten wpis i zastanawiam się… czy stonowane lato może być dramatyczne? bo ja się czuję dramatyczna :D

    • Maria Autor wpisu

      Jak najbardziej. Oczywiście można wyglądać na silną w spokojnych kolorach!

  17. Sławomira

    Ja raczej jestem dramatyczna – zwykła biała koszula niezbyt, taka z folk haftem i oryginalnym krojem może być, zwykła opaska do włosów niknie, ale z błyszczącą kokardą może być. I ostatnio, pod wpływem m. in. tego bloga, zaczęłam bardziej zwracać uwagę na to, co noszę i te bardziej przekombinowane stylizacje które teraz noszę są lepsze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

x