Ten tytuł nie jest żadną prowokacją. Jest raczej wynikiem przekonania, że jeżeli ja zauważam u siebie pewne zachowania, to istnieje spora szansa, że takie zachowania są też właściwe Tobie. Bo rozmawiam ze znajomymi kobietami – z rodziną, przyjaciółkami, koleżankami, a nawet dopiero co poznanymi osobami, które mam wielką ochotę przepytać. I one też przyznają mi się, że są leniwe.

Jeśli chodzi o ubieranie się, o styl, o dbanie o siebie, o makijaż – jestem leniwa w około 50 procentach. Gdy mam wenę to dopieszczam siebie i swój wygląd. Gdy mam dołek, wychodzi ze mnie mój śmierdzący leń. Dzisiaj nie będę pisać o wenie, bo o tym piszę najczęściej. Dzisiaj będę pisać o leniu i o tym, jak można go wykorzystać do wyśrubowania naszego stylu. Co ciekawe, u mnie raczej nie ma niczego pośrodku. Choć nie lubię skrajności, to jeśli chodzi o styl, albo idę na całość, albo się totalnie wycofuję.

Co to znaczy być leniwym?

To znaczy obudzić się rano, podejść do szafy i wybrać z niej takie ubranie, które:

  • jest na wyciągnięcie ręki (nie chce mi się przewalać tej góry koszulek, wezmę bluzkę, która leży na samej górze sterty)
  • jest wygodne (gryzący sweter jest ładny, ale założę go jutro, dzisiaj wezmę tę bawełnianą koszulkę z długimi rękawami)
  • jest wyprasowane (no cóż, wszystko pogniecione, ale to jest czarne, prawie nic nie widać, zresztą się na mnie rozprostuje)
  • jest luźne (brzuch mi wystaje, nie mam ochoty się stroić, założę ten mój ołwersajzik co zawsze)
  • było założone wczoraj (jeszcze świeże, nikt nie zauważy, zresztą mam to gdzieś, rebel)

Być leniwym to zgodzić się na wybór ubrania według kryteriów wymienionych wyżej. Wybór jak widzisz jest przeciętny i trochę przypadkowy, a przecież wyglądem mogłabyś coś świadomie komunikować światu i jednocześnie poprawiać swoje samopoczucie. No ale wygodniej, szybciej i łatwiej wybiera się przeciętność, powtarzalność i komfort.

Ja też tam byłam, jeszcze czasami jestem, bo trochę okłamałam, że u mnie to 50 procent przypadków. Tak rzeczywiście było kiedyś, ale teraz na szczęście rzadko już mam takiego lenia, bo zaczęłam odczuwać lekkie motyle w brzuchu w związku z tym, że muszę wymyślić, co ubiorę następnego dnia. Ale do rzeczy. Nie mam zamiaru  Ci dzisiaj pisać, jak się wyleczyć z tego lenia, bo zrobiłam to już tutaj. Mam zamiar Ci dzisiaj uświadomić, że możesz go wykorzystać i zamiast zmieniać metodę wyboru ubrań, zmienić… ubrania.

Zostań takim leniem jak do tej pory. Idź na łatwiznę, ale pozbądź się tego, co do tej pory najczęściej wybierałaś. To chyba jest pierwszy wpis w którym będę postulować o wyrzucanie czegokolwiek z szafy. Zostałam radykałem 🙂 Wyrzuć te ubrania, które najczęściej nosisz i zmuś się do ogrywania tego, co zostało!

Pozbądź się tych swoich ulubionych szmatek.

Tak, szmatek. Tych wytartych, milutkich, znoszonych rozciągniętych przy szyi bawełenek. Tych wiskozowych bluzeczek, które po każdym praniu wyglądają inaczej. Tych basiców wygniecionych, tych tuniczek poszarzałych, bo już nie czarnych, tych „do ludzi nie bardzo, ale po domu luks” łaszków kochanieńkich, dresików szarych i bluzeczek z plamką w miejscu w którym w zasadzie nikt nie zauważy i z dziurką, która jest tyci tyci. Ale jednocześnie…

Zauważ, że te szmatki o czymś świadczą – o Twoim przywiązaniu do komfortu. Nie pozbywaj się go, jeśli nie chcesz, lecz zdefiniuj go na nowo. Zmień stare bawełenki na nowe, ale uwaga: zamiast je szmacić, rozwieś od razu na wieszakach. Znajdź takie, które są lepszej jakości i zamiast dziesięciu szmat za 19,90, na modelce już wyglądających jak psu z gardła wyjęte, kup jedną, dwie porządne bluzki. I niech będą drogie, to się nauczysz nie rozwieszać po krzesłach, nie wrzucać bez składania do szafy, a może nawet zechce Ci się zrobić pranie ręczne!

Wyrzuć „ambitne” ciuchy.

No wiesz, te wszystkie drapiące swetry, w których wyglądałabyś super, gdybyś się do nich zmusiła. Te wszystkie koszule sztywne jak pal Azji, te spodnie sztuczne tak, że noga swędzi cały czas, te żakieciki w których czujesz się pańciowato. Po co się oszukiwać? Po co zagracać szafę? Może czas sobie po prostu powiedzieć, że to ubranie nie jest dla mnie (o takich ubraniach pisałam tutaj, aczkolwiek pozycję nr 1 już oswoiłam) i go po prostu więcej nie kupować???

Ustal swój uniform

Uniform jest sylwetką, którą najczęściej powtarzasz. Nie chodzi o konkretną bluzkę i spodnie czy sukienkę, ale raczej o pewien utrwalony w Twojej głowie typ bluzki i spodni lub sukienki, które są niejako wzorcem tego ubrania. Miej swój uniform w różnych wersjach kolorystycznych, różnych materiałach, a nie będzie problemu z wyborem ubrań rano. Niech Twoja powtarzalność wynika z Twojej inicjatywy, a nie z tego, że nie masz pomysłu w co się ubrać i wybierasz ciągle to samo. Tutaj i tutaj pisałam o uniformach.

Weź się za siebie

Ustal do czego już nigdy nie wrócisz, ustal jaki rodzaj wyglądu, jakie minimum wyglądu jest Twoje i po prostu odrzuć wszystko, co jest poniżej tego poziomu. Pozbądź się szmat, starych kosmetyków i kombinuj z tym, co zostało. Wymagaj od siebie więcej. Dalej bądź leniem, ale takim, który wkroczył na nowy poziom. Pomoże Ci tutaj wpis o standardzie.

Nawyk, nawyk i jeszcze raz nawyk

Wiem, że Ci się nie chce, ale oszukaj swój mózg i zrób dla mnie jedno. Miej akcesoria i biżuterię w widocznym i dostępnym miejscu. Zawsze przed wyjściem z domu skieruj swoją uwagę na to miejsce i spróbuj coś dobrać. Załóż sobie, że musisz dodać do swojego stroju jakieś akcesoria, inaczej nie wychodzisz. Poczyń jakiś mały kroczek, małe staranie i zauważ, jak zmienia się od razu Twój prosty strój, kiedy dodajesz do niego małe bling. Nawet jeśli nienawidzisz biżuterii, przełam się i zrób to dla swojego dobra. Bo tak naprawdę nie chodzi o biżuterię, a o wypracowanie sobie dobrego nawyku – tym nawykiem będzie świadome wpływanie na swój wygląd. Jeśli nie biżuteria, to przynajmniej umalowanie ust. Jeśli nie usta, to przynajmniej umalowane paznokcie. I tak dalej. Musi być coś, co może się stać Twoim nowym nawykiem, a jednocześnie wpłynie pozytywnie na Twoje „ogarnięcie”.

Uporządkuj szafę

Wiem, trochę paradoks: każę Ci być dalej leniwą, a jednocześnie zmuszam Cię do roboty. Ale niestety na lenistwo też trzeba sobie zapracować. Żeby podchodzić do szafy i mieć ten komfort, że cokolwiek z niej nie wyciągniesz, będzie wyglądać porządnie, musisz niestety mieć ład. Wszystko poukładane, wyprasowane, czyste, porządne. Ale zauważ, że jak wyrzucisz szmaty, a także te wszystkie „chciałabym, ale to drapie, to jest za strojne, to jest za sztywne, to jest za niewygodne” to zostanie Twoja prawdziwa esencja z której jesteś w stanie stworzyć coś zgodnego z sobą i jednocześnie wyglądającego super.

Czy określiłabyś siebie jako leniwą osobę w kontekście wybierania ubrań? Czy udało Ci się wytworzyć jakieś nawyki, które ulepszyły Twój styl? Co jest największym problemem organizacyjnym związanym z Twoim stylem?