Jak za chwilę zobaczycie, aż dwie pozycje z moich list szalonych i spokojnych klasyków mogą być już skreślone (listy są spisane tutaj). To wspaniały, ciepły, czarny szlafrokowy płaszcz i aksamitna plisowana spódnica. A w poprzednim wpisie, pokazywałam szminkę dającą na ustach metaliczny połysk, więc w sumie wykreślam z listy aż trzy rzeczy.

W tym sezonie, każdy model płaszcza Probe jest dostępny w dwóch wersjach. Można sobie wybrać rodzaj ocieplenia. Wersja ciepła, oznaczona dwiema gwiazdkami, to ocieplenie (wkład między podszewką, a wierzchnią tkaniną) o składzie: 80% bawełna, 20% wełna, a wersja bardzo ciepła, oznaczona trzema gwiazdkami, to ocieplenie o składzie: 100% wełna. Ja mam wersję bardzo ciepłą i rzeczywiście czuję, że jeszcze nie było tak zimnego dnia w roku, żeby płaszcz miał szansę się wykazać 🙂 Wyraźnie odczuwam różnicę między tym płaszczem, a zielonym, który jest cieńszy, ale który i tak nosiłam zimą.

Płaszcz Probe
Spódnica Mango
Torebka Lauren Ralph Lauren
Buty Tamaris

Z hasłem „klasycznie” rabat 10% na nieprzecenione płaszcze w sklepie Probe. Obowiązuje do 26ego listopada włącznie.

A tak zupełnie nieubraniowo, muszę się z Wami podzielić pewną refleksją, która z biegiem czasu, stała się moją metodą na patrzenie w pozytywny sposób na obowiązki. Właściwie nawet nie tyle o patrzenie pozytywnie chodzi, co o wyeliminowanie obowiązków z życia.

Za każdym razem, gdy coś „muszę”, ale nie koniecznie pałam chęcią, żeby to zrobić, mówię sobie, że przejmuję nad danym aspektem rzeczywistości kontrolę. To mi natychmiast przestawia priorytety i nie ma mowy o wycofywaniu się ze zrobienia tego, co konieczne albo odwlekaniu tego w nieskończoność. Obowiązki postrzegam jako coś, co jest nam narzucone i czego niewolnikiem jesteśmy (abstrahując totalnie od tego czy po wykonaniu ich odniesiemy jakieś korzyści lub czy wykonanie ich sprzyja jakiemuś dobru ogólnemu). Gdy więc pojawia się konieczność zrobienia czegoś, to hasło o przejmowaniu kontroli stawia mnie w pozycji podmiotu, który decyduje o tym jak to będzie zrobione, z jakim nastawieniem to będzie zrobione, a nie jak dotychczas niewolnika, który zastanawia się jak minimalnym nakładem pracy to zrobić, jak się z tego wykręcić lub jak to szybko mieć za sobą.

Można kontrolować wszystko: sprzątanie, gotowanie, pisanie, trenowanie, dietę, naukę itd. Kontrolować, zamiast wiecznie musieć, uciekać, zwlekać, robić na pół gwizdka, działać na autopilocie… Dla mnie zwłaszcza w sprzątaniu jest coś satysfakcjonującego.

Spotkałam się kiedyś z opinią, że jeśli ktoś jest w życiu zagubiony, ma permanentnego doła, powinien zacząć przywracać sobie poczucie kontroli, działając na banalnie małym obszarze otoczenia. Dewiza w stylu: uporządkuj przestrzeń wokół siebie, a uporządkujesz sobie życie, lub nawet jeszcze dosłowniej: posprzątaj w pokoju, to zyskasz poczucie kontroli w życiu, jest na pewno dużym uproszczeniem, ale ja widzę w niej inspirację.

W jakich małych obszarach Waszej rzeczywistości, zyskujecie największe poczucie kontroli? Jakie obowiązki są Waszymi znienawidzonymi? Co zdarza Wam się odwlekać coś w nieskończoność?