Szukam dla siebie idealnej długości włosów. We wpisie Ofelia widać było, że włosy zakrywały mi już łopatki, a według moich standardów to już są naprawdę długie włosy… Miałam wrażenie, że kiedy je rozpuszczam jakoś tak smętnie zwisają i „posmutniają” mi twarz. Chcę, żeby były bardziej energiczne, w związku z tym, muszę je podreperować przez zimę. A żeby było mi łatwiej obcięłam je znacznie. Moja wymarzona długość to taka w połowie drogi między tym, co mam na głowie teraz, a tym co widać w Ofelii.

Przy tej długości miałam nadzieję, że termoloki cokolwiek mi teraz dadzą, ale oczywiście nic z tego nie wyszło. Moje włosy wyjątkowo nie chcą się kręcić. Jedyne manewry, które mogę tu wykonywać to suszenie z głową do dołu lub suszenie na dużej szczotce, żeby zyskać trochę objętości przynajmniej na godzinę. Więc, jak się pewnie domyślacie, szczotkuję je tylko rano i wychodzę z domu. A w kitkę przy tej długości, spokojnie mogę złapać wszystkie włosy.

Jak zamierzam wzmocnić włosy?

Mam taki plan, który wprowadzam wręcz jako reżim:

  1. Dwa razy w tygodniu olejowanie. Raz olejek Khadi, raz olejek Mango.
  2. Maska dwa razy w tygodniu. Mam teraz maskę Kokos i Glinka.
  3. Jak zwykle – częsta zmiana zestawu szampon i odżywka. Spróbowanie kosmetyków profesjonalnych.
  4. Suplementy. Pewnie zdecyduję się na Biotebal, bo już mi się kiedyś sprawdził, natomiast stosując np. Solgar czy Belissę, nie widziałam jakiejś dużej różnicy w poprawie kondycji włosów.
  5. Regularne podcinanie końcówek (zdarzało mi się nawet rok nie być u fryzjera).

Na zdjęciu widzicie moje olejki i jeden bardzo ciekawy produkt – Pret-a-powder, marki Bumble and Bumble. Mam to najmniejsze opakowanie, choć kupię sobie duże i po prostu będę przesypywać na podróż do małego. To jest puder do włosów. Coś takiego jak suchy szampon, ale w sypkiej formie. Jeśli miałam przetrzymać włosy i nie myć ich co dzień, to zazwyczaj posiłkowałam się jakimś suchym szamponem. Ale aplikację pudru można o wiele lepiej kontrolować, a sam produkt jest milion razy bardziej wydajny niż drogeryjne suche szampony, które mi po prostu idą jak woda. Można też w lepszy sposób nadać włosom objętość, niż za pomocą szamponu. Bardzo polecam, bardzo!

Dostałam te perfumy na urodziny i ogromnie się z tego cieszę, bo po prostu zapomniałam jak bardzo je kiedyś lubiłam. Teraz chciałabym tylko wypsikać już wszystko inne i codziennie pachnieć Addictem. Gdybym miała określić ogólnie grupę zapachów jakie lubię, użyłabym określenia „luksusowe mydła” i ten zapach bardzo dobrze się w to wpisuje. Co ciekawe, zapachu Chanel No 5, który często jest określany w ten sposób, nie lubię.

Z moimi urodzinami, zbiegła się też przesyłka z L’Occitane i dwa produkty. Olejek pod prysznic, po którym grzechem byłoby nałożyć balsam (a ja właśnie nauczyłam się w końcu balsamowania po kąpieli, co jest chyba przełomem u mnie 🙂 ) i krem do stóp, który stosuję na noc i rano czuję, że skóra jest tam bardzo miękka. Nigdy nie używałam produktów tej marki i specjalnie też jakoś nie nacierałam się żadnymi balsamami, kremami do stóp, zdarzało mi się kupować jakieś przypadkowe żele pod prysznic, nie dbać o skórę na rękach. I teraz widzę jakie to może być korzystne dla ciała i odprężające, żeby zwracać uwagę na to,  co się z nim robi. Na pewno dla mnie najważniejsza jest tu kwestia wypośrodkowania przyjemności, funkcjonalności i cen produktów, tak żeby nie zwariować i żeby półki się nie uginały od pierdół, ale żeby mieć swoje ulubione kosmetyki i zapachy, chętnie do nich wracać i regularnie używać ich z przyjemnością i korzyścią dla skóry.

Szminka Matte Crayon, 08, Golden Rose
Szminka Matte Crayon, 10, Golden Rose
Szminka Hades Fire, Mac
Róż w sztyfcie, odc. 106, Golden Rose
Pędzelek do ust, Artlook

No i właśnie takimi ulubieńcami w mojej kosmetyczce są pomadki w kredce od Golden Rose, które już po raz trzeci sobie uzupełniam. Dołączył do tego róż w kremie o którym nie będę tu się zbytnio rozpisywać, ponieważ szykuję dla Was poradnik o dobieraniu różu. Kiedyś Wam pisałam, że mój pędzelek do ust jest niepraktyczny, bo nie ma nakrętki i owijam go chusteczką przed włożeniem do torebki. Na co mnie uświadomiłyście… że można kupić pędzelek z nakrętką. Na co ja odpowiedziałam… że po co, skoro mam taki, to nie będę kupować nowego i będę się dalej męczyć. Na co… pędzelek się zgubił, a ja kupiłam taki z nakrętką 🙂

Szminka o której pisałam w ramach szalonej klasyki już do mnie przyszła. Oto usta maźnięte tym cudem. Jak dla mnie wspaniały kolor i efekt. Żaden tam błyszczyk, ale konkretny blask i piękny kolor. Bardzo zadowolona!

I na koniec nowy korektor i nowy krem BB. Erborian mi się już skończył, więc postanowiłam wypróbować coś nowego. I ten nowy krem jest świetny. Jaśniejszy od Erboriana, ale w dalszym ciągu pasuje do mojej cery. Dobry zakup. Robiłam większe zakupy, więc dołączyłam korektor, który wiele osób mi polecało i rzeczywiście, za tę cenę, produkt sprawdza się wspaniale. Poprzednio używałam korektora z Bourjois, Healthy Mix i byłam z niego zadowolona, ale ten jest po prostu lepszy – chodzi o zakrywanie cieni pod oczami. Aczkolwiek, przyznam się, że korektora używam ostatnimi czasy bardzo rzadko, przyzwyczaiłam się do cieni i nie chce mi się ich zakrywać.

Korektor Catrice
Krem BB Klairs

U mnie to na razie tyle, jeśli chodzi o kosmetyczne nowości. Teraz bardzo intensywnie skupiam się na różach do policzków i robię dla Was poradnik oraz poluję na bardziej fioletową metaliczną szminkę, którą mam zamiar pokazać na blogu.

Czekam na Wasze kosmetyczne, perfumiarskie lub włosowe nowości, odkrycia i rozczarowania, zamiary lub nawet marzenia 🙂