Bez zbędnych wstępów odpowiadam na pytanie postawione w tytule. To czego się nauczyłam i co sobie po tych ponad dziewięciu miesiącach przemyślałam zamierzam przełożyć na codzienne życie, może i Wam coś z tego się przyda.

1. Wyobrażenia kontra rzeczywistość – zawsze wygrywa rzeczywistość.

No niestety, nie jesteśmy w stanie odciąć się od świata oczekiwań i wyobrażeń. Ja także miałam w głowie wizję siebie na porodówce i w szpitalu, a skończyło się tak, że nic z tych moich myśli nie wyszło. Nie warto być tak bardzo prorokującym i nie należy za bardzo wybiegać z myślami w przyszłość. Czasem warto nie myśleć zbytnio o tym, co będzie – to wariant idealny dla lekkoduchów, albo starać się myśleć o różnych scenariuszach, nie tylko o jednym – tego ja bym sobie życzyła.

2. Nie da się przygotować na wszystko, ale przygotowania i tak są dobre.

Mój poród był na tyle niestandardowy, że nie mogłam tego w żadnej mierze wcześniej przewidzieć. Mimo to wcale nie żałuję, że będąc w ciąży starałam się dowiedzieć, co może mnie czekać, oglądałam różne filmy, czytałam książki na ten temat i chodziłam do szkoły rodzenia. Bezpośrednio może te wszystkie rzeczy nie były mi do końca potrzebne, ale przynajmniej wiedziałam o czym mówią do mnie lekarze, miałam porównanie przebiegu procesu do normy i coś mi jednak z tych przygotowań w głowie zostało. Stąd też, jeżeli kiedykolwiek będę w sytuacji w której będzie szansa na nauczenie się czegoś, ale nie będzie to konieczne i tak skorzystam z tej szansy. Nie wiem jak to jest u Was, ale ja wolę mieć chociażby jakieś podstawy wiedzy na dany temat, niż iść na żywioł.

3. Jak się nie dopytasz, to się nie dowiesz.

Nikt nie oferuje niestety informacji, sami musimy po nią sięgać. Mam tu szczególnie na myśli lekarzy: ginekologów i pediatrów w moim przypadku. Trzeba drążyć temat swojego zdrowia i zdrowia dziecka, żeby zrozumieć sens zapisów na szpitalnych dokumentach. Trzeba chodzić i dopytywać. Jest to szczególnie trudne dla osób, które mają problem z asertywnością, ale wyższe dobro powinno dawać nam kopa i mobilizować do kontaktu z nierzadko niezbyt przyjemnymi ludźmi. I jeszcze nie raz w życiu będzie trzeba się komuś naprzykrzać, by coś załatwić, ale trudno – w głowie już poprzestawiane –> dzidzia najważniejsza.

4. Nawyki biorą w łeb w starciu z ekstremalnymi sytuacjami.

Nie oszukujmy się – poród to jest ekstremum, mały człowiek zdany tylko na nas to jest ekstremum. Coś takiego jak zrobienie makijażu, czy wypicie herbaty jest przy tym, delikatnie mówiąc, mało ważne. W ostatnim miesiącu ciąży w ogóle się nie malowałam, co wcześniej wydawało mi się niemożliwe. Moja piramidka kosmetyków wzięła w łeb, bo przez upały i samopoczucie używałam mydła jako jedynego kosmetyku. Chodzi mi o to, że fajnie mieć swoje przyzwyczajenia, fajnie stopniowo wychodzić ze swoich stref komfortu, ale procesy nad którymi pracujemy na co dzień w starciu z podbramkowymi sytuacjami przyspieszają i tak naprawdę bez zastanowienia jesteśmy w stanie nie wyjść, a wybiec ze swoich stref komfortu i nawet tego tak mocno nie odczujemy.

5. Ciało to zbyt niedoceniana przeze mnie machineria.

Jakie było moje zdziwienie, kiedy jedna z moich ulubionych blogerek popełniła ten wpis. Przyczyną jego napisania była kontuzja podczas robienia jednego z projektów. Mogłabym się w pełni podpisać pod tym, co tam jest napisane. Ciało zniesie wiele i jednocześnie zregeneruje się cudownie szybko. Nie doceniałam tego, co mam, ani nie rozmyślałam nad tym jak wspaniałą maszyną jest moje ciało. Za bardzo skupiałam się nad tym jak je ubierać i sprawiać, by było estetyczne, a zaniedbałam je od środka, ignorowałam jego potrzeby i nie pochyliłam się nad jego wspaniałością i siłą z której korzystam przecież na co dzień. Oczywiste rzeczy są często przeze mnie zapominane, więc troszkę afirmacji na co dzień może mi się przydać.

6. Problemy przestają być problemami w długim okresie czasu.

W trakcie ciąży przejmowałam się bzdurami. Tylko wtedy te bzdury wydawały mi się straszliwymi problemami wręcz nie do przejścia. Potrafiłam na przykład siedzieć i zastanawiać się nad tym, będąc już blisko płaczu, co teraz będzie, bo fachowcy których bardzo chcieliśmy do remontu nie mają już wolnego terminu. Z perspektywy czasu naprawdę żałuję własnych nerwów, sytuacja się oczywiście rozwiązała sama, bo jednak nie mieszkamy na bezludnej wyspie, mamy wspaniałych znajomych i każdy był w stanie kogoś polecić. Oczywiście jak się domyślacie potem doszły problemy typu: czy oni się wyrobią, ile oni wezmą kasy itd. Wyrobili się, wzięli tyle, ile było umówione 🙂

7. TRZEBA myśleć pozytywnie.

Truizm, banał dla jednych, dla mnie prawda. Nie jest to takie łatwe, by w problematycznych sytuacjach skupiać się na tym, że finał będzie szczęśliwy, ale jest to wierzę kwestia wprawy. W paru momentach w trakcie porodu i już po nim w szpitalu byłam bliska załamki, jednak bardzo mobilizowała mnie myśl, że moje nastawienie nie wpływa wyłącznie na mnie. Nie ma absolutnie nic pożytecznego w widzeniu świata w ciemnych barwach, bo takie podejście odbiera nam siłę i nadzieję. Poniżej jedna z moich ulubionych polskich piosenek 🙂

8. TRZEBA korzystać z pomocy.

Jeśli ktoś życzliwy oferuje Ci pomocną dłoń, skorzystaj. Trzeba prosić o pomoc, trzeba umieć przyjmować pomoc i trzeba umieć dziękować za pomoc. Nie należy być dumnym, honorowym czy myśleć, że jest się w stanie wszystko ogarnąć samemu. Osoba, która pomaga czuje się z tym dobrze, nie warto w swoich myślach dopowiadać sobie, że chęć niesienia pomocy jest nieszczerym gestem z jej strony. Dla własnego dobrego samopoczucia, dla potrzeb regeneracji organizmu, dla właściwego funkcjonowania rodziny korzystam jak tylko mogę z pomocy mojego męża i mamy, nawet w sferach w których nie do końca tego potrzebuję i się tego wcale nie wstydzę. Jestem szczęśliwa, że mam takie wspaniałe osoby koło siebie.

9. Wygoda jest najważniejsza.

To już praktycznie taka błahostka i pewnie stwierdzenie, które każdy kiedyś słyszał, ale ja przekonałam się, że to „najprawdziwsza” prawda. Wygoda dla mnie równa się prostota. To się wydają drobiazgi, ale w trakcie pobytu w szpitalu przekonałam się, że dobrze, że wszystkie rzeczy jakie mam dla siebie i dziecka były z bawełny, że nie mam grzywki, że zabrałam ze sobą sportową bieliznę, że kupiłam torbę patrząc w głównej mierze na funkcjonalność, że zabrałam ze sobą miniaturki środków czystości, że kupiłam te wygodniejsze, niż te ładniejsze klapki itd. Takie maleńkie rzeczy troszkę mi ulżyły w codziennym życiu tam. Wiem, że to szczególiki, ale jeżeli coś jest w stanie dać Ci chociaż odrobinę komfortu, powinnaś o tym czymś pamiętać. I tak samo w swoim wyglądzie na co dzień – nie będziesz sobą, jeżeli nie będziesz się dobrze czuła we własnym stroju.

10. Nie oceniać nikogo po wyglądzie i wstrzymywać się z oceną na podstawie pierwszego wrażenia.

Trochę ludzi się przez szpital przewinęło, kiedy ja tam leżałam (a leżałam przez maksimum czasu, więc moje „współlokatorki” się zmieniały). Bardzo mi głupio się do tego przyznawać, ale bardzo pobieżnie oceniłam ostatnią dziewczynę z jaką leżałam na sali. Wydała mi się zbyt pewna siebie i przez to niegrzeczna, a potem okazało się, że potrafimy ze sobą gadać tak, jakbyśmy się już długo znały. To tylko tak dla przypomnienia – nie oceniać po wyglądzie czy pierwszych słowach, bo na ogół tego nie robię, a tamta sytuacja to była jedna, wielka wtopa z mojej strony.

Dobra dziewczyny, to by było na tyle. Może Wy macie jakieś przemyślenia na temat tych moich dziesięciu punktów. A może macie jakieś uniwersalne rady, bo życie nauczyło Was czegoś mądrego nad czym do tej pory nawet się nie zastanawiałyście? Śmiało, mogą być nawet banalne rzeczy, bo o takich najczęściej się zapomina!!!