Wiele osób uważa, że ubierajsieklasycznie powstało jako wynik mojego zainteresowania modą, ale tak naprawdę urodziło się z potrzeby pisania. Pisania, czyli mojej największej pasji, górującej nad wszystkimi innymi. O dziwo, to pisanie było punktem wyjścia do powstania bloga o stylu, a nie styl sam w sobie.

Pisać można wszędzie, wszystkim i  na wszystkim: na plaży, w domu, w kawiarni, długopisem, patykiem, na laptopie za ponad dziesięć tysięcy złotych, w zeszycie za dwa złote, na piasku, na chusteczce, na pojedynczej kartce… Pisanie jest tak banalnie prostą pasją, że nie wymaga żadnego większego objaśniania.

Musi być prosto

Właśnie ta prostota i łatwa dostępność pisania tak mi się podobają. Trudno mi sobie wyobrazić Marię, która musi poczynić jakieś przygotowania przed przystąpieniem do realizacji swojego hobby. Nie jestem jedną z tych osób, które kupują sprzęty, organizują sobie czas, planują wydatki na swoją pasję. Choć brzmi to w teorii fajnie, dla kogoś z moim charakterem wydaje się zbyt pracochłonne i może sprawić, że już na etapie przygotowania pojawi się znudzenie. Szczytem organizacji jest dla mnie wyprawa na basen 🙂 Natomiast, kiedy mam coś napisać, czuję się za każdym razem „świeżo”. Po prostu włączam komputer lub wyciągam zeszyt i piszę, jakbym nigdy wcześniej tego nie robiła.

Musi być szczerze

Nie twierdzę, że robię to dobrze, ale też nie dołuję się i nie wmawiam sobie, że jestem w tym beznadziejna. Szczerze mówiąc, nie mam potrzeby oceniania swojego własnego pisania. Popełniam wiele błędów (które zawsze poprawiam, gdy ktoś zwróci mi uwagę), stosuję się do własnych zasad interpunkcji, nie szarżuję górnolotnym słownictwem, nadużywam wyliczeń i czasami klecę za długie zdania, ale póki daje mi to taką radość jak dotychczas, będę to robić, a wszelkie zmiany w stylu pisania będą moją własną inwencją, bardziej niż sugestią czytających.

Musi być bezwstydnie

Miałam może osiem lat, kiedy moja starsza kuzynka znalazła w mojej szufladzie mój zeszyt z opowiadaniami o zwierzętach. Przy każdym opowiadaniu postawiła mi ocenę czerwonym długopisem i zostawiła swoją parafkę (nie postawiła żadnej piątki oczywiście, co najwyżej cztery plus). Wtedy oczywiście zrozumiałam, że może mi się tylko wydawać, że to co piszę, nie ujrzy nigdy światła dziennego. Bardzo mnie to przystopowało i od tamtego momentu albo pisałam w miarę poprawnie i cenzurowałam sama siebie, albo niszczyłam od razu to, co napisałam (rwałam kartki, a potem dla pewności, moczyłam przed wyrzuceniem, żeby nikt przypadkiem nie posklejał i nie przeczytał). Ale to było w dzieciństwie, a kiedy byłam nastolatką zaczęłam się wręcz chełpić swoją pisaniną i nawet celowo używałam różnych niewybrednych słów, opisywałam rzeczy, które raczej stanowiły pochwałę brzydoty niż piękna, którym teraz się zachwycam i wręcz cenzurowałam siebie w drugą stronę – na koniec dodawałam jakieś szokujące treści, mieszałam szyk czy wyrzucałam to, co było za grzeczne. Była to jedyna oznaka buntu jaką przypominam sobie w swoim wykonaniu.

Dzisiaj jestem bardziej wyważona, ale nie boję się pisać tego, co myślę. Mam po prostu stosunkowo poukładane myśli, raczej nie szokujące 🙂

Musi być terapeutycznie

Pisanie pomogło mi w trudnych momentach w życiu. Prawdopodobnie bez pisania, leżenie w szpitalu z dzieckiem w pierwszych miesiącach jego życia, sprawiłoby, że byłabym rozlazła, zdołowana i nie byłabym w stanie myśleć pozytywnie. A tak, narzuciłam sobie pewną dyscyplinę i jakoś udało się, dzięki pisaniu, myśleć pozytywnie, a przede wszystkim stwarzać pozory domu w miejscu, które domem zdecydowanie nie jest. Za każdym razem gdy traciłam kogoś bliskiego, pojawiała się też potrzeba, żeby wyrzucić z siebie myśli na papier i w jakimś tam małym ułamku sobie ulżyć. Jestem chodzącym dowodem na to, że pasja zmienia nastawienie do rzeczywistości. Na plus oczywiście.

Musi być rozwijająco

Abstrahując od tego, czy piszę wspaniale, czy beznadziejnie, muszę stwierdzić fakt: piszę coraz więcej i mierzę się z nowymi formami. Spełnia się jedno z marzeń mojego dzieciństwa, ponieważ kończę pracować nad swoją własną książką i mam nadzieję, że do końca roku będzie już gotowa. Nie stałoby się to oczywiście bez Was. Już po kilku miesiącach istnienia bloga, zaczęły spływać prośby, zachęty, a nawet konkretne propozycje dotyczące książki. A ja oczywiście, nie mogłam uwierzyć, że ktoś kto pisze dla siebie (publicznie, ale zawsze dla siebie, ZAWSZE) będzie w stanie wydać książkę. Teraz jestem już w tej pewności siebie na tyle bezczelna, że wiem, że nie będzie to moja ostatnia książka!

Chciałabym dowiedzieć od Was, co Wy kochacie. Wspólnie z marką Siemens i Mateuszem Kusznierewiczem zapraszam Was do udziału w konkursie. Zadanie polega na opisaniu swojej pasji (można dołączyć zdjęcia lub film, można się rozpisać, można być rzeczowym – forma dowolna) i wybraniu wymarzonego miejsca na jej realizację. Chodzi o to, by przekonać Mateusza Kusznierewicza do przyznania Wam nagrody. A nagrodami w konkursie są podróż z pasją o wartości 10 000 zł i ekspres do kawy EQ.9. marki Siemens i 2x nagroda II stopnia, czyli ekspres EQ.6.w każdej edycji konkursu. Wejdźcie na stronę www.kocham-to.pl i dodajcie swoje zgłoszenie już teraz!

Kochani, wiele razy, między słowami w komentarzach, dowiadywałam się różnych bardzo ciekawych rzeczy – ktoś kocha teatr, ktoś organizuje czas młodzieży, ktoś spełnia się komponując muzykę, ktoś zaczął uczyć się tańca brzucha, kogoś tak pochłania tworzenie biżuterii, że świata poza tym nie widzi, ktoś kocha jeździć po jarmarkach, wiele osób uwielbia sztukę, pasjonatów czytania nie zliczę, a już nawet nie wspomnę jakim ciekawym językiem są napisane niektóre komentarze… Tego jest tak dużo, a pasje są tak różnorodne: niektóre dynamiczne, inne wymagające cierpliwości, niektóre banalnie proste, niektóre o niewyobrażalnym dla laika talencie – niech to się nie zmarnuje. Informacja o tym konkursie pojawia się na moim blogu jako sygnał, że by wziąć w nim udział, nie trzeba mieć sprzętu, nie trzeba ryzykować życiem czy interesować się czymś bardzo modnym, ekstremalnym, elitarnym. Chodzi wyłącznie o to, by zatracać się w tym, co się kocha. Dlatego właśnie zachęcam Was, żeby nie porównywać swoich pasji do innych i nie stawiać się z góry na przegranej pozycji. Byłabym przeszczęśliwa, gdyby ktoś zaglądający na ubierajsieklasycznie wybrał się w podróż marzeń.

Dlatego proponuję zostawić swoje zgłoszenie, żyć dalej, robić to, co się kocha i być może którego dnia, zostać zaskoczonym miłą wiadomością. A więc: co kochasz robić?