Gdybym była wierna swojej porze roku (intensywnej zimie), chodziłabym podobnie ubrana non stop. To znaczy do czerni dobierałabym ciemną zieleń, brązy i od czasu do czasu czerwień. Ale nie, ja oczywiście muszę kombinować z niebieskim i fuksją, bo mnie ciągnie mocno do zimnego i wyraźnego. Muszę powiedzieć, że w kolorach takich jak na zdjęciu, uwzględniając nawet tło, czuję się naprawdę sobą. Jak zawsze: natura wie, co robi. To tylko ja się niepotrzebnie upieram przy tych bardziej wybuchowych kolorach. A moja natura to już naprawdę każe mi iść w brązy nie tylko przez to, że mi dała takie oczy, ale jeszcze zasypała mi twarz ciemnymi pieprzykami, hehe.OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pogoda się w końcu poprawiła. Spadł deszcz, a nie ciągle tylko słońce i upał. Nareszcie zapanowała szarość, a ludzie pochowali się w domach. W końcu można normalnie pisać na kompie bez zasłaniania okna żaluzjami. I właśnie z tej okazji zdjęcie bonus – to znaczy ja, a na mojej twarzy serdeczny uśmiech (czyli taki z odsłoniętymi zębami).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jakie jest Wasze zdanie, czy powinnam zostać przy takich kolorach, czy jednak hołdować dalej niebieskiemu i fuksjowemu (one też są dobre dla zimy, ale dla intensywnej brązy i ciemna zieleń to optimum)?

PS. Włosy w kitkę. Wiedziałam, że tak będzie…