Styl Alexy Chung

słynne

Alexa Chung – najlepszy przykład na to, że nie trzeba mody traktować zbyt poważnie i jednocześnie być uważanym za ikonę stylu. W świecie Alexy nie ma sztywnych reguł, inspiracja nie przychodzi z eleganckich czasopism, a emanowanie seksapilem nie jest sensem życia. To zupełnie inna rzeczywistość od tej, jaką serwują nam propagatorzy wydętych ust, nadymanych cycków i ton tapety. To ukłon w stronę dziecięcej niewinności, nieszablonowej zabawy modą i bycia wiernym swojemu stylowi bez względu na zmieniające się trendy. Pewnie, że nie każdemu będzie taka rzeczywistość pasować. Pewnie, że niektórzy dopatrzą się tutaj trzydziestodwuletniej kobiety, która ubiera się jak dziewczynka. Pewnie, że komuś mogą przeszkadzać nierozczesane włosy i chude nogi. Jednak dla mnie Alexa Chung stanowi powiew świeżości w tym poważnym, zadufanym w sobie świecie mody.

Charakterystyczna kreska na oku i grzywka są znakami rozpoznawczymi Alexy. Jej typ urody to czysta wiosna, ale ona sama najczęściej nosi kolory letnich typów.Alexa Chung stylźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4, 5, 6.

Czasem, mam wrażenie, że patrzę na lalkę. Taką ładną kobiecą postać, którą chciałaby mieć większość dziewczynek i bawić się nią w przebieranki. A czasami myślę, że ona jest taką dziewczynką i dlatego ubiera się w określony sposób. Widzę w niej taką właśnie dziecinność, ale w dobrym znaczeniu tego słowa. Nie infantylność, tylko pragnienie pozostania zawsze dzieckiem. Spójrzcie na przykład na te sukienki. Czy nie przypominają Wam nocnych koszul albo strojów, jakie dziewczynki noszą w przedszkolu? Alexa chung sukienkiźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4.

Tutaj podobna sylwetka, ale jednak z bardziej podkreśloną talią. Sukienki kończą się wysoko nad kolanem i eksponują bardzo szczupłe nogi. Alexa nie jest kobietą, która podkreśla biust. Kołnierze praktycznie kończą się pod szyją. Niektóre jej stroje przypominają szkolne mundurki lub fartuszki. Zwłaszcza wtedy, kiedy zestawiane są z butami na płaskiej podeszwie. Alexa chung krótkie sukienkiźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4.

Jedna z ulubionych sylwetek Alexy to krótka spódniczka i włożona w nią bluzka z długim rękawem. Spódnice mają delikatnie trapezowy krój, a czasem są zwiewne i rozkloszowane. W takich stylizacjach również dopatruję się dziewczęcości. Być może jakoś podświadomie widzę to również w jej pozach (oświećcie mnie czy tylko ja tak mam) i minie. Wydaje się być taka… grzeczna albo po prostu udaje grzeczną :)Alexa chung miniźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4.

Trochę bardziej poważnie Alexa wygląda w spódnicy o długości midi. Przy rozkloszowanej spódnicy, góra sylwetki jest dopasowana. Czasem widzimy nawet kawałek ciała. Pierwszy strój jest przepiękny, bo wszystkie kolory są tutaj idealne. Mocna szminka wcale nie przytłacza twarzy, czarny ładnie współgra z opalenizną, a spódnica ma energiczne wzory w kolorach pięknych dla czystych wiosen. Dodatkowo forma ubrania bardzo korzystnie współgra z sylwetką. Przyznam też, że lubię, gdy Alexa rozdziela grzywkę na boki i ma jednocześnie spięte włosy. To jedna z moich ulubionych jej stylizacji.Alexa chung midiźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4.

Przez chwilę nawet przeszło mi przez myśl, żeby sformułować regułę: im dłuższa spódnica, tym bardziej poważny wygląd, ale jak widać nie ma to zastosowania w przypadku wzorów. To już jest totalna dziewczęcość. Na ogół kwiatowe desenie kojarzą się z raczej ze starszymi kobietami, ale tutaj mamy do czynienia z odmłodnieniem. Pierwsza sukienka nie ma wprawdzie wzorów, ale umieściłam ją tutaj, bo wydała mi się nadspodziewanie prosta, a raczej ciężko było zebrać więcej tego typu strojów. Styl Alexy można określić wieloma przymiotnikami, ale „prosty” do nich z pewnością nie należy.Alexa chung sukienka midiźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4.

Gdybym miała podać jeden element stroju, który charakteryzowałby żeńską wersję Piotrusia Pana, wspomniałabym o kołnierzyku. Nawet nie wiem kiedy to przestało być modne – wyciąganie kołnierzyków spod swetra. Nawet na Alexie wygląda to bardzo retro. Sukienka z kołnierzykiem kojarzy się przede wszystkim z uczennicą. W bardziej poważnej wersji do sweterka założone są spodnie rurki i skórzane botki, ale wtedy koszula okazuje się być w groszki i tej powagi znowu trochę odejmujemy.

Alexa chung kołnierzykźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4.

W jeansowych szortach Alexa wygląda jak nastolatka. Ten element garderoby kojarzy się głównie z letnimi festiwalami i luzem, ale jak widać szorty w obecności eleganckiej koszuli nie muszą wyglądać niedbale. Ja mam też jeszcze inne skojarzenie dotyczące krótkich spodenek, myślę, że ten strój jest z reguły dosyć wyzywający, zwłaszcza w towarzystwie butów na wysokim obcasie. Takiego połączenia jednak u Alexy nie widziałam.Alexa chung szortyźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4.

Ciężko mi podać jakąkolwiek osobę, która tak często jak Alexa Chung nosi ogrodniczki. Mówisz ogrodniczki, a przed oczami staje mi Alexa. Takiemu ubraniu ciężko przypisać powagę, nawet gdy jest zestawiane z białą koszulą. W takim luźnym wydaniu ona wygląda jak dziewczyna z sąsiedztwa, na pewno też nie jak osoba, która wydaje dużo pieniędzy na ubrania. Alexa chung ogrodniczkiźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4.

Jeans to klasyk Alexy. W sprzedaży jest już kolekcja, jaką zaprojektowała dla marki Adriano Goldschmied, można zobaczyć ją tutaj. Podstawą jest właśnie denim. Pierwsze zdjęcie pochodzi z lookbooka, sukienka jest wspaniała, moim skromnym zdaniem. Trzecia sukienka też została zaprojektowana przez AC.Alexa chung jeansowa sukienkaźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4.

Oczywiście najczęściej wybieranym krojem jeansów są rurki, zwłaszcza takie, które sięgają przed kostkę. Obcisłe spodnie potęgują wrażenie szczupłości i wydłużają sylwetkę. Muszę przyznać, że sądziłam, iż Alexa jest o wiele wyższa. W rzeczywistości ma „tylko” 173 cm wzrostu. Oczywiście można powiedzieć, że to dużo, ale nie zapominajmy, że Alexa w początkach swojej kariery była modelką, stąd ten wzrost jest dla mnie zaskakujący.Alexa chung rurkiźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4.

Kolejny klasyk to skórzana ramoneska. Krótka skórzana kurtka bardzo często zestawiana jest z krótką spódnicą. Trzecia stylizacja dla mnie wygrywa, podoba mi się absolutnie każdy jej element. Trzeba docenić, że to dosyć zadziorne i rockowe ubranie nie jest traktowane dosłownie i nie dobiera się do niego ciężkich butów czy porwanych jeansów. AC umie równoważyć różne motywy, dzięki czemu nie można jej zarzucić przesady. W skórze wygląda jak nastolatka.Alexa chung skóraźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4.

Alexa ma kolekcję prostych płaszczyków sięgających przed kolano w różnych kolorach. To też uznałabym za jeden z jej klasyków. Nie mogę powiedzieć, że nagle, za pomocą płaszcza ta osoba staje się poważniejsza i elegancka. Chyba bardziej chodzi o to, że te płaszczyki są tak skromne i nienaznaczone żadnym konkretnym stylem, że nie przyćmiewają tego, co pod nimi. Ciężko znaleźć zdjęcie z zapiętym płaszczem.Alexa chung płaszczźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4.

Jest też w tej osobie jakaś nostalgia za latami dziewięćdziesiątymi. Najlepiej widać to w jej festiwalowych stylizacjach inspirowanych stylem grunge i sukienkach inspirowanych stylem tamtych lat. Krótkie princeski na cieniutkich ramiączkach, a pod nimi podkoszulki – tak się wtedy nosiły zarówno postaci w kultowych serialach, piosenkarki, jak i dziewczyny, które je potem naśladowały. Alexa odświeża ten styl, ale patrząc na zdjęcia wcale nie ma się wrażenia, że pochodzą z tamtego okresu. Alexa chung lata 90-teźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4.

Buty wsuwane można zauważyć na Alexie równie często jak baletki. Chciałam to podkreślić, bo takie mokasyny przeżywają teraz odrodzenie, a ona nosiła je już dawno i do wszystkiego i oczywiście na gołą stopę.Alexa Chung loafersyźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4.

Jeżeli zaczynają nazywać torebki twoim imieniem to znaczy, że się z tobą liczą.Alexa torba mullberryźródło zdjęć: 1, 2, 3.

Trochę w niej lolity, trochę Piotrusia Pana, a jednak taki styl się sprawdza i ma wiele naśladowczyń. Alexa sama tak mówi o swoim stylu: „Ubieram się tak, żeby moje ciało wyglądało korzystnie. To bardzo miłe, gdy ludzie się tobą inspirują, ale tak naprawdę ja staram się tylko dobrze dobrać strój do mojej sylwetki, czyli do długich, chudych nóg i braku cycków.” Odsyłam Was jeszcze do bardzo lekkiego i ciekawego zarazem artykułu, w którym Alexa w zabawny sposób analizuje poszczególne składniki swojego stylu, tutaj.

Jak Wam się podoba styl Alexy?

Ponadczasowy styl

poradnik

Są takie zdjęcia, które zawsze będą wyglądały współcześnie. Gdyby nie to, że są na nich słynne osoby, które potrafimy mniej więcej osadzić w konkretnym czasie, moglibyśmy ulec przekonaniu, że zdjęcia zostały wykonane niedawno.

Na przykład ta fotografia, przedstawiająca Grace Kelly na plaży w Wenecji została zrobiona w 1955 roku. Gdybym nie znała tej aktorki, pomyślałabym, że to fotka jakiejś dziewczyny z Instagrama.

grace 1955
źródło

A poniżej trzy fotografie z 1963 roku. Po kolei: Natalie Wood, Paul Newman i Jackie O.

natalie - 1963
źródło

1963-paul
źródło

1963-jackie
źródło

Zdjęcie poniżej zostało zrobione Raquel Welch w 1967.raquel 1967
źródło

Meryl Streep na zdjęciu z 1988 roku.
meryl-1988
źródło

Oczarowana, jestem oczarowana każdym zdjęciem. I zastanawiam się jednocześnie, co sprawia, że trudno zgadnąć w jakim czasie były te fotografie robione. Co składa się na ponadczasowość tych obrazów?

Z całą pewnością czytałyście wiele artykułów o rzeczach, które warto mieć w szafie, które nigdy nie wyjdą z mody. Wierzę, że jest sens w takich wyliczankach, ale nie sądzę, by ponadczasowość zależała jedynie od ubrania. Myślałam nad tym intensywnie i pewnie się domyślacie, że doszłam do wniosku, takiego jak zwykle. To prostota, pewne nieskomplikowane podejście do życia, stylu i stylu życia zapewniają nam w pewnym sensie nieśmiertelność, uniwersalność i ponadczasowość.

To nie tyle kwestia konkretnych ubrań, ale bardziej podejście do swojego stylu. Same przyznacie, że bardzo trudno jest nie ulegać trendom. Opieranie się modzie jest wręcz niemożliwe w czasach, kiedy jesteśmy bombardowani sesjami fotograficznymi, kiedy mówi się nam jakie kanony piękna obowiązują w następnym sezonie i kiedy tych sezonów nie ma już jak kiedyś po prostu dwóch, ale projektanci zasypują nas kolekcjami typu Fall, Pre-Fall, Resort i tak dalej. Fatałaszki na topie zmieniają się jak w kalejdoskopie. Nie twierdzę, że iść z duchem czasu jest źle. Ale na pewno lżej, oszczędniej i prościej jest się oddać uniwersalnym rozwiązaniom, których skuteczność nigdy nie przeminie.

Chcę Wam w pigułce podsunąć kilka zasad, które dotyczą jedynie sfery mody, a ściślej tego czym się kierować, by wyglądać, bez względu na czasy do jakich się odnosimy, współcześnie. Zaznaczam, że ciuchy to jedno, ale trzeba też mieć nie lada osobowość, żeby te ciuchy zakładać i konkurować w danym czasie z osobami, które noszą się zgodnie z trendami.

Wyrób sobie nawyki dotyczące naturalnego, ale perfekcyjnego wyglądu.

Chyba wszystkie zgodzimy się z tym, że nawet na tak niepozorne składowe wyglądu jak na przykład manicure panują różne mody: kiedyś modny był french, robiło się półksiężyce w złotym kolorze na czarnych lub czerwonych paznokciach, były już hybrydy, na piedestale stawiano paznokcie, których powierzchnia wygląda jak lustro, trendy typu błysk lub mat przeplatają się co jakiś czas… A co nigdy nie wyjdzie z mody? Co jest zawsze stosowne? Naturalne, czyste, lśniące, zdrowe paznokcie. To samo z makijażem, włosami, skórą. Możemy wybierać spośród niesamowitej liczby zabiegów upiększających, możemy farbować, spinać, lakierować, malować, co wcale nie jest czymś złym, ale nic nie zastąpi subtelnego podkreślenia urody i naturalnego, powtarzalnego wyglądu.

Nie kupuj ubrań, które można w łatwy sposób powiązać z daną dekadą bądź stylem

W tym sezonie wracają dzwony. Wracają, któryś już raz. Tylko co z tego, że dzwony były modne niedawno, trochę dawniej i dawniej niż trochę dawniej, skoro i tak zawsze będą się kojarzyć z latami siedemdziesiątymi. Są takie kroje, które przynależą do danego czasu i jeżeli zrobimy sobie w ubraniu o takim kroju zdjęcie w 2015 roku, nie liczmy, że po pięćdziesięciu latach ktoś uzna takie zdjęcie za współczesne. Jeżeli będzie znowu moda na dzwony w danym czasie to pewnie się wstrzelimy, ale ja wolałabym pewniaka. Mogę się założyć, że taki element garderoby jak na przykład czarny golf nie będzie zaszufladkowany. Nigdy.

Przedkładaj jakość ubrań nad ilość

Uniwersalność stylu łączy się nierozerwalnie z jakością ubrań. Nawet na zdjęciu widać czasami jakiej jakości jest strój. Rzeczy, które są szyte na miarę lub dobrze dopasowane, z dobrych materiałów zwyczajnie się obronią. Poza tym z innym nastawieniem nosi się rzecz od projektanta za którą trzeba było zapłacić wielokrotność bożonarodzeniowych zakupów niż kolejną szmatkę z sieciówki zmechaconą po pierwszym praniu. O wszystkie rzeczy trzeba dbać, ale nie oszukujmy się: im coś jest droższe, tym większą uwagę zwracamy na czyszczenie, składanie, prasowanie tego.

Nie szalej z dodatkami, wręcz unikaj dodatków

Akcesoria też można łatwo osadzić w konkretnym czasie i trendzie. Zwłaszcza sztuczną biżuterię w kolorach tęczy czy udziwnione torby. Najlepszym rozwiązaniem jest znalezienie swoich ulubionych modeli zegarków, biżuterii, torebek i trzymanie się tych wyborów. Spokojne kolory i szlachetne materiały były na czasie 20 lat temu i za 20 lat też będą na czasie. Powinno się tak wybierać dodatki, by pasowały do wszystkiego, w pewnym sensie zabierając im jedną z funkcji, którą narzuca moda – akcentowanie. W ponadczasowym stylu dodatek pełni raczej funkcję uzupełnienia, niż akcentu.

Równoważ proporcje

Jeżeli odsłaniasz biust, zakryj nogi. Jeżeli góra jest luźna, to może warto lepiej dopasować dół. Czasami modny jest oversize, czasem każą kobietom się opinać, czasem króluje kicz, czasem asceza w ubraniu. I choć nie da się wszystkim dyktującym trendy dogodzić, warto wiedzieć, że zawsze będą wyglądać z klasą te osoby, które znają swoją sylwetkę, potrafią delikatnie zaznaczyć jej atuty i zakryć niedoskonałości.

Chciałabym byśmy w komentarzach skupiły się na konkretnych ubraniach. Jakie Waszym zdaniem elementy garderoby są ponadczasowe? Proszę Was o precyzję (podawanie kolorów, fasonów, materiałów czy zwrócenie uwagi na nawet niepozorne niuanse) np. rodzajów jeansów jest dużo, ale przecież nie wszystkie kroje są uniwersalne…

Szafa od podstaw: 5 piece french wardrobe

poradnik

Drogie Czytelniczki, bardzo Was proszę byście zwróciły uwagę na zakładkę ANALIZY po prawej stronie w górnym menu. Tam jest mail na który możecie pisać w sprawie analiz. Bardzo proszę byście nie pisały na fejsa czy na maila ze współpracą, bo się trochę robi bałagan :)

Dawno już nie pisałam o metodach budowania garderoby. Dzisiaj chciałam Wam przybliżyć koncept, o którym pewnie wiele z Was słyszało. Jeżeli wpiszecie w google czy w wyszukiwarkę pinteresta: 5 piece french wardrobe, wyskoczy Wam mnóstwo kolaży i list, które wyglądają bardzo podobnie i właściwie bez żadnych opisów jesteście w stanie domyślić się o co w tej metodzie chodzi.

Metoda opiera się na dużej generalizacji, mówiącej, że francuskie kobiety kupują tylko pięć rzeczy do ubrania w sezonie. Aby zbudować garderobę nie można przy zakupach przekroczyć tej ilości rzeczy. Rok składa się z dwóch sezonów – wiosna/lato i jesień/zima, więc należy kupić nie więcej niż dziesięć elementów garderoby w roku. W te zakupy nie wliczają się bazowe ubrania, bielizna, względnie tanie akcesoria. Buty i torby się liczą. Drogie akcesoria typu złoty pierścionek również się liczą.

Co to są bazowe ubrania? To w zależności od stylu danej osoby, takie rzeczy, które są podstawą codziennego stroju i które są pozbawione wszelkich udziwnień. To są najprostsze ubrania o najlepszych dla nas fasonach, które możemy dowolnie ze sobą łączyć. Bazą mogą więc być jeansy i gładkie koszulki, trampki i na przykład spodnie z materiału. Jeżeli któraś z tych rzeczy zniszczy się lub nie będzie się z jakichś względów nadawała do ubrania to możemy ją kupić i ona nie wliczy się do listy tych pięciu rzeczy w sezonie.

Co wlicza się w tych pięć rzeczy kupowanych w sezonie? To są takie ubrania i dodatki, które mają uzupełniać nam bazę i świadczyć o charakterze naszego stylu. Na przykład dla osoby, która ma rockowy styl bazą będą być może martensy i ich, w razie zdarcia, nie zaliczymy do piątki. Ale już czarne szpilki nabijane ćwiekami są bardzo charakterne, ale jednak stanowią dla takiej osoby uzupełnienie i akcent stylu. Nie są stanowczo niezbędne, ale świetnie zgrają się z szafą i dołożą jeszcze nazwałabym to „czynnik wow”.

Rdzeń tej metody jak widzicie sprowadza się do ilości kupowanych ubrań. Jednak warto zaznaczyć, że początek tej drogi zakłada, iż mamy już stworzoną jakąś bazę, a to co kupujemy ma być jedynie jej dopełnieniem. Tak więc już tutaj napotykamy pierwszą trudność. Osoby, które mają ustalone już jakieś schematy ubierania wybierają pięć rzeczy nie po to by ułatwić sobie codzienne zestawianie stroju (bo to już mają opanowane, mają również już określony konkretny styl), ale po to by ograniczyć zakupy i w jakimś stopniu zdyscyplinować się i nie zawalać szafy niepotrzebnymi, impulsywnie nabywanymi ubraniami. Dlatego sądzę, że dla naszych potrzeb, trzeba by było zmodyfikować trochę tę metodę, tak aby rzeczywiście pomagała nam od podstaw zbudować garderobę.

Spójrzcie na kolaż. Składa się on z osiemnastu elementów. Styl to luźny french chic, dotyczy osoby, która jak widać nie ma w pracy dress code’u, a która lubi się czuć w ubraniu wygodnie i niekoniecznie podkreślać kobiece kształty. To mogłaby być baza i od zgromadzenia takiej ilości rzeczy mogłybyśmy zacząć stosować metodę piątki. Ale czy rzeczywiście wszystko jest tutaj niezbędne? Czy faktycznie trzeba kupić tych osiemnaście rzeczy na raz i każdą z nich trzeba uznać za bazę? Spróbujmy ustalić co jest niezbędne, a co jest mniej niezbędne :)

11/2015

Na pewno do bazy wchodzą okrycia wierzchnie. Zimą trzeba w czymś wyjść na dwór, jest to niezbędne, a wiosną lub wczesną jesienią nie da rady chodzić w zimowym płaszczu. Potrzebna jest też torebka, to chyba oczywiste, ale przecież nie jest koniecznością posiadanie dużej i małej torebki jednocześnie. Bardziej uniwersalna jest duża torba, więc małą można zaliczyć do modowej piątki, a dużą do bazy. Potrzebne w pierwszej kolejności buty można podzielić na zimowe i niezimowe. Botki wchodzą do bazy, a jako niezimowe wybrałabym tenisówki, bo przecież sandały nosimy tylko latem. Sandały są potrzebne, ale można wpisać je do piątki i kupić później. Czółenka byłyby niezbędne, gdyby w pracy obowiązywał elegancki strój, ale jeżeli będzie potrzeba ubrać się bardziej oficjalnie to trzeba mieć w rezerwie miejsce w piątce na eleganckie buty. Teraz kwestia ubrania na dolne partie ciała. Spódnica i spodnie z materiału nie są aż tak uniwersalne jak jeansy więc wypadają z bazy. Musimy jeszcze wybrać bluzkę i sweter. Kardigan daje nam więcej możliwości niż sweter wkładany przez głowę, bo może nam jeszcze posłużyć w dni, w które jest za gorąco na płaszcz, ale za zimno na samodzielnie noszoną bluzkę, wchodzi więc do bazy. Koszulka na krótki rękaw, biała koszula i top na ramiączkach też wciągam do bazy, bo są uniwersalne i nadają się na każdą pogodę (samodzielnie lub ze swetrem). Zegarek oczywiście wypada z bazy, a jeżeli bardzo go potrzebujemy, niech będzie pierwszym zakupem z piątki.

W ten sposób w skład bazy wchodzą:
– płaszcz zimowy,
– trencz,
– duża torba,
– botki,
– tenisówki,
– jeansy,
– kardigan,
– top na ramiączkach,
– koszulka z krótkim rękawem,
– koszula.
W ramach zakupów sezonowych wyodrębniłam takie elementy:
– mała torebka,
– sandały,
– czółenka,
– spódnica,
– spodnie materiałowe,
– sweter wkładany przez głowę,
– koszulka z długim rękawem,
– zegarek.

Mamy więc dziesięć elementów bazowych i osiem elementów „modowych”. Jak więc zacząć? Jakby nie patrzeć dziesięć idealnie dzieli się przez pięć. W zależności od zasobności portfela możemy więc w ciągu dwóch sezonów (roku) zbudować bazę i dopiero od kolejnego roku zacząć kupować modowe rzeczy albo zakupić bazę od razu całościowo i przystąpić do zakupów modowych już w następnym sezonie. W praktyce jednak każdy z nas ma już częściowo jakąś bazę. Przecież każdy chodzi w jakimś ubraniu na co dzień, każdy ma jeansy lub przynajmniej jeden t-shirt. Rzecz jednak w tym, żeby jakość bazy była jak najwyższa…

Nacisk jest kładziony w metodzie piątki właśnie na jakość rzeczy (istotą jest rzecz jasna ilość). Zakupy mają być przemyślane. Musimy przewidywać, co będzie nam potrzebne, dlatego może nie warto już na początku sezonu wyprztykać się z pięciu opcji. Jedni robią listy i planują zakupy jeszcze przed wejściem nowych kolekcji, inni czekają na wyprzedaże.

Powiem szczerze, że u mnie ta metoda, by się nie sprawdziła. W zeszłym roku kupiłam mniej niż dziesięć rzeczy, a w tym z racji poważnych zmian w mojej szafie, będę musiała kupić ich pewnie więcej. Takie ograniczenie z jednej strony, ale z drugiej przecież też furtka w postaci kupna dziesięciu rzeczy może niepotrzebnie prowadzić do nadmiaru lub wręcz przeciwnie do niedoboru niezbędników. Dlatego poleciłabym 5 piece french wardrobe osobom, które mają mają już w głowie koncepcję swojego stylu i jednocześnie chciałyby zdyscyplinować się w kwestii zakupów. Ja na razie potrzebuję czegoś przeciwnego, muszę się bardziej przełamać i zwracać uwagę na idealne rzeczy nie patrząc przy tym na ich ilość. Zdecydowanie sprawdza się u mnie metoda, którą opisałam tutaj.

Co sądzicie o tej metodzie? Jakie elementy byłyby Waszą bazą? Gdybyście miały kupić w nadchodzącym sezonie (wiosna/lato) „tylko” lub „aż” 5 rzeczy, co by to było (niech będzie, że budżet Was nie ogranicza)?

Styl Sofii Coppoli

słynne

Pewnie każda z Was potrafiłaby wskazać kogoś, kto jest dla niej „cool”. Taką postać z którą poszłoby się poimprezować, która nam imponuje swoim sposobem życia i stylem. Często czytam w wywiadach z osobami, które lubią modę, że dla nich cool jest David Bowie czy Kate Moss, młodsi wskazują często na Rihannę, a dla mnie cool jest Sofia Coppola.

Tutaj opiszę tylko jedną stronę fascynacji tą osobą, czyli styl. Jednak dla mnie jest to jedynie cząstka tego, co cenię w bohaterce dzisiejszego wpisu. Uwielbiam twórczość Sofii, podoba mi się konsekwencja z jaką przedstawia młode kobiety w swoich filmach, podoba mi się specyficzny klimat tych filmów. Lubię na nią patrzeć, lubię jej urodę, lubię jej naturalność i cechy jej wyglądu uznawane przez obecne standardy za defekty. I co dla mnie bardzo ważne, i co traktuję osobiście: lubię gdy jej świat przenika się ze światem mody, lubię jej projekty i lubię to, jak przełamuje stereotyp, że tylko puści ludzie interesują się modą. A, no i oczywiście lubię jej imię.sofia coppola styleźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4, 5.

Wprawdzie Sofia jest Amerykanką, jednak dla mnie jej styl jest stuprocentowym french chic. Jest w nim jakaś naturalność i bezpretensjonalność, która sprawia, że wydaje nam się, że patrzymy cały czas na dziewczynę, a nie na kobietę, która ma ponad czterdzieści lat. Na ten efekt składają się konsekwencja i prostota. Od lat taka sama fryzura i makijaż oraz niezmiennie te same klasyki ubraniowe nie są odbierane jako nuda, ale odtwarzane przez kobiety na całym świecie i postrzegane jako przejaw klasy.

Jak wiadomo są pewne kolory utożsamiane z french chic. Biel jest rzecz jasna jednym z nich. Bardzo lubię biel na stonowanych jesieniach, kiedy makijaż pozostaje w ciepłej tonacji. Biała sukienka jest klasykiem Sofii zarezerwowanym na wielkie gale. Na drugim zdjęciu Sofia pozuje na Met Gali w satynowej sukni od Marca Jacobsa, jej ulubionego projektanta i przyjaciela. Przyznam, że to najbardziej wytworna kreacja w jakiej ją widziałam, bo zazwyczaj czerwony dywan jest traktowany przez nią w „lżejszy” sposób.sofia coppola bielźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4, 5.

Ale królem french chic i najlepszym wyborem dla stonowanej jesieni musi być granat. Raczej rzadko widuje się eleganckie suknie na czerwonym dywanie w tym kolorze, ale akurat Sofii to nie przeszkadza. Granatowa sukienka przed kolano to kolejny jej klasyk. Pierwszy strój, jaki przychodzi mi na myśl, gdy słyszę Sofia Coppola to właśnie granatowa sukienka, a do tego buty z paskiem wokół kostki. No i oczywiście naturalnie układające się włosy do ramion z przedziałkiem na boku.sofia coppola granatźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4, 5.

Sofia raczej nie eksperymentuje z kolorami i opiera się właśnie na bieli, granacie i czerni, ale za to lubi wzory. Często wybiera sukienki w groszki. Wtedy to już zupełnie wygląda jak młoda dziewczyna. Ale mimo wszystko ta jej dziewczęcość nie jest słodka, wszyscy zdają sobie sprawę, że mimo dziewczęcego wyglądu mają do czynienia z kobietą. Nie wiem tego na pewno, bo przecież nie znam osobiście jej realiów, ale sądzę, że jest brana na poważnie przez otoczenie. sofia coppola groszkiźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4, 5.

Kolejny wzór, który pojawia się na jej ubraniach jeszcze częściej niż groszki, to oczywiście paski. I nie tylko takie kojarzone z french chic cienkie paseczki na jasnym tle, ale też grube pasy nie traktowane całkiem na serio. Ostatni zestaw jest dość nieoczekiwany, ale bardzo ujmujący. Zauważcie, że cały czas włosy pozostają w niezmienionej formie. Drugie zdjęcie ewidentnie pokazuje Sofię w codziennym stroju, ostatnie na czerwonym dywanie, a fryzura jest cały czas taka sama. Pewnie znajdą się tacy, którzy postrzegają to jako faux pas, lecz dla mnie to właśnie ten czysty french chic, który opisywałam w początkach istnienia bloga – troszkę tylko się przebieram i jestem gotowa do wyjścia.sofia coppola paskiźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4, 5.

Inne wzory, zwłaszcza roślinne są wybierane w zasadzie tylko jako deseń na sukienkach. Są to bardzo kobiece i łagodne wzory, nie ma tutaj żadnych ostrych figur czy agresywnych, dużych grafik. Akurat mnie w Sofii to uwielbienie dla nich zaskakuje, ale sądzę, że jest to taki ciekawy zwrot akcji w jej przypadku. Tym bardziej, że tego typu wzory są kojarzone bardziej z codziennymi ubraniami, a nie kreacjami na bardziej oficjalne okazje.sofia coppola wzórźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4, 5.

Podstawą ubioru kobiet lubiących french chic zawsze była, jest i będzie prosta koszula. Coppola taki strój o męskim kroju (bez taliowania i oversize) zestawia z jeansami, eleganckimi spodniami lub krótką spódnicą. Najczęściej jest to biała koszula, jasnoniebieska albo prążkowana. Zazwyczaj guzik przy samej szyi pozostaje odpięty, a rękawy odsłaniają nadgarstki. Ten akurat element garderoby jest noszony na co dzień i w sytuacjach wymagających bardziej eleganckiego ubioru. sofia coppola koszulaźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4, 5.

Reżyserka właściwie nie nosi spodni o innym kroju niż poniższy. Spodnie z materiału kończą się wysoko nad kostką, a do nich najczęściej dobierane są czarne buty zapinane na pasek. Spodnie mają też kieszenie po bokach. W zasadzie od męskich odróżnia je jedynie długość. W zależności od okazji zmienia się rodzaj materiału. Połysk i koronka są zarezerwowane na wieczór. Schemat ciągle podobny – odsłonięte kostki i nadgarstki, w ręku kopertówka, góra wkładana przez głowę, włosy rozpuszczone.

sofia coppola spodnieźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4, 5.

Sofia ma też swoją ulubioną wersję małej czarnej. Najczęściej jest to sukienka z lekko rozszerzanym dołem. Talia jest zaznaczona, ale nie ściśnięta. Prawdę mówiąc, środkowe zdjęcie przedstawia najbardziej wyzywającą kreację w jakiej ją widziałam. Buty rzecz jasna z paskiem wokół kostki, włosy rozpuszczone. W ręku skromna kopertówka w czarnym kolorze. Jeżeli czerń to od stóp do głów. Przyznam, że sukienka z ostatniego zdjęcia zestawiona z czarną bransoletą i czarnymi rajstopami przyprawia mnie o szybsze bicie serca. Wierzę, że takie nudziary jak ja też są zachwycone :)sofia coppola sukienkaźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4, 5.

Sukienki z krótkim rękawem są jej ulubionymi jak widać. Bardzo rzadko nosi cienkie ramiączka albo całkowicie odsłonięte ramiona. Tak jak zdarzają się sporadyczne przypadki odstąpienia od swoich kolorów czy krojów, tak absolutnie nigdy nie widziałam, żeby Sofia eksponowała biust. Suknie wieczorowe mają najczęściej dekolt typu łódka lub okrągły, będący bardzo blisko szyi. Sukienki zazwyczaj kończą się trochę ponad kolanem i mają znowu lekko zaznaczoną talię. Buty z paseczkami niekiedy odsłaniają też palce. Jest w tej sylwetce delikatny powiew retro, ale jednak współczesność tutaj tryumfuje.sofia coppola krótki rękaw sukienkaźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4, 5.

Codzienny strój, takie migawki z powiedziałabym jej „gorszych dni” wcale nie ustępują estetycznie wizerunkowi jaki widać w gazetach, sesjach i na czerwonym dywanie. Jak zawsze naturalność i elegancja wybijają się na pierwszy plan. Nawet w tak zwyczajnym stroju jak ciepła kurtka Sofia wygląda elegancko. Na trzech ostatnich zdjęciach ma ze sobą torbę, którą zaprojektowała dla Louis Vuitton. Jak widać podstawą ubioru są płaskie buty – baleriny albo mokasyny.sofia coppola na co dzieńźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4, 5.

Sofia nosi futra i ma ich sporo w swojej kolekcji. O ile te długie wyglądają ładnie, tak te krótsze moim zdaniem niepotrzebnie ją postarzają. Pomijając aspekt etyczny noszenia futra, takie okrycie daje ostentacyjnie znać o bogactwie, co jakoś nie pasuje mi do wizerunku reżyserki (nie bogactwo, lecz jego manifestowanie).sofia coppola futroźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4, 5.

Na koniec chciałabym jeszcze pokazać Wam moje ulubione kreacje Sofii. Na pierwszym zdjęciu w sukience Marca Jacobsa na zeszłorocznej Met Gali. Myślę że tę sukienkę można nazwać szaloną ze względu na prześwity. Na drugim zdjęciu w komplecie od Valentino na festiwalu w Cannes – bluzka i szorty z tego samego materiału i oczywiście sandałki z paskiem na kostce. I wreszcie najpiękniejsze dla mnie zestawy z pudełkowymi żakietami i materiałowymi spodniami.best of sofia coppolaźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4.

Nie będę ukrywać, że mam do Sofii Coppoli słabość, ale doskonale rozumiem, że jej styl może się wydawać niektórym mało inspirujący. Dla mnie Sofia jest ucieleśnieniem połączenia przymiotników: elegancki i naturalny. W każdym razie, to jak do tej pory moja ulubiona postać, której styl przerobiłam w tej kategorii.

Jak Wam się podoba jej styl? Które elementy Wam szczególnie przypadły do gustu, a które Wam nie pasują? Jak zwykle, rozmawiajmy o stylu, a nie o życiowych wyborach.

Odwagi!

opinia

Często dostaję takie komentarze, które radują moje serce. Piszecie, że dzięki ubierajsieklasycznie.pl zaczęłyście inaczej podchodzić do kwestii stylu i kompletowania garderoby. Że teraz proces zakupów jest bardziej przemyślany i logiczny. Że walczycie z uleganiem impulsom i nie wydajecie pieniędzy na coś, czego później będziecie żałowały. Że znajomość właściwych kolorów ułatwia dobór stroju i odgraca szafę. Wszystko to jest wspaniałe i bardzo dopinguje do pisania. Potwierdza również tezę, że osoby, które to piszą rozumieją przesłanie bloga oraz dobrze odczytują moje intencje. Traktują bloga jako pomoc. Potrafią odnieść, często ogólne, założenia do siebie, zachowując w tym wszystkim swoją indywidualność. Tym osobom gratuluję i chciałabym utwierdzić je w przekonaniu, że taka droga jest słuszna.

Chciałabym natomiast w tym poście dodać odwagi tym, którzy ciągle szukają, którzy narzucają sobie zbyt wiele ograniczeń, którzy gubią się w gąszczu reguł. Oto najczęstsze błędy w myśleniu, które paraliżują nas przed działaniem. Które blokują nam dojście do spokoju i upragnionej szafy.

1. minimalistyczna szafa równa się minimalistyczny styl

Praktykować minimalizm może każdy: i ten kto ubiera się na biało, i ten kto ubiera się w paski, groszki i kwiatki. Temu, który ubiera się na biało będzie raczej łatwiej pod względem garderoby, bo wszystko będzie do siebie pasowało i nie będzie tak dotkliwie odczuwał mniejszej ilości ciuchów w szafie, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by ta pstrokata osóbka też ograniczała zakupy i cieszyła się życiem zamiast kolejną nabytą rzeczą. Żeby była jasność: istnieje coś takiego jak minimalizm w ujęciu estetycznym, ale nie jest on tak prosty jak się większości wydaje i nie sprowadza się jedynie do białego koloru. Więcej o minimalizmie jako o kierunku w sztuce i modzie można poczytać tutaj.

Ta biała powłoczka, jaką nałożono minimalizmowi to nic innego jak kolejny trend, który pcha nas w stronę zakupów. Bo może nie wszyscy zdają sobie sprawę z prostego rachunku: 10 białych bluzek = 10 bluzek z których każda jest w innym kolorze. Dziesięć białych bluzek nie czyni z nas minimalistek. Piszę o tym dlatego, że uwielbiam biały kolor i sama na czymś podobnym się ostatnio złapałam. Otóż otwieram szafkę w kuchni, żeby zrobić sobie herbatę. Mam białą kuchnię i jest to powodowane wyłącznie uwielbieniem do tego koloru, nie minimalizmem :) Wyciągam więc moją puszkę z herbatą i myślę tak: ojej, moja zwykła, blaszana puszka na herbatę, dołączona do opakowania sagi jakieś trzy lata temu, jaka ona brzydka, jakie ma kolorowe miśki, jak nie pasuje do mojej białej kuchni i na dodatek jeszcze nie ma w niej herbaty sagi tylko jest jakaś inna. Gdybym ją wyrzuciła mogłabym wstawić sobie do kuchni coś takiego i cieszyć oczy harmonią kolorystyczną. No i natychmiast zrobiłam stop. Przecież ta ucieczka od konsumpcjonizmu, wybieranie rzetelnie i z rozmysłem produktów, życie w estetycznej harmonii i nie bójmy się tego słowa -> zamierzony minimalizm nie może polegać na bezmyślnym wyrzuceniu czegoś, co spełnia swoją funkcję i zastąpieniu tego czymś nowym, droższym, ładniejszym. To wręcz przeczy całej idei.

Czytanie tego bloga, nie narzuca nikomu minimalizmu w ujęciu estetycznym. Staram się jedynie rozbudzać w czytelnikach potrzebę tworzenia funkcjonalnej szafy. Takiej, w której mamy wyłącznie potrzebne nam rzeczy i dobrane do naszego stylu życia i estetyki jaka nam się najbardziej podoba.

2. styl trzeba zdefiniować słowami

To kolejne krzywdzące dla większości osób stwierdzenie. Poszukiwanie stylu nie polega na tym, że tworzymy sobie definicje, zgodnie z którymi mamy potem żyć. Lepszy styl wynikający z intuicji i taki, który cieszy, niż zgodny z definicją i ograniczający.

Owszem, myślenie o stylu intensywnie, prawdopodobnie spowoduje w efekcie końcowym, że dojdziemy do konkretnych wniosków, ale nie znaczy to, że będziemy musiały styl precyzować za pomocą jednego zdania czy słowa. Coś takiego jak czysty french chic na pewno istnieje, jednak śmiem twierdzić, że ile kobiet ubierających się w tym stylu, tyle jego autorskich odmian, interpretacji. Jeżeli mieszasz boho z french chic to świetnie, nie musisz się przed sobą usprawiedliwiać. Twój gust kieruje Tobą i zachęca Cię do dużej kreatywności. Nie musisz osadzać swojej estetyki w zbyt ścisłych ramach i zmuszać się do dosłowności. Możesz miksować, interpretować, łamać zasady. Ważna jest myśl przewodnia, a nie definicja. Ty sama najlepiej wiesz, co lubisz.

W komentarzach często widzę, jak dziewczyny zasmucone wyliczają poszczególne elementy i mówią, że ten ich styl jest właśnie mieszanką tego, co wymieniły. Sama świadomość tego jest cenna. To, że potrafisz wymienić tak wiele naleciałości, które Ciebie określają nie świadczy o braku stylu, tylko wręcz o tym, jak siebie doskonale znasz i jaka jesteś unikalna! Co z tego, że te elementy nie są zgodne z książką czy z zasadami słynnych stylistów? One mają być zgodne z Tobą i niepowtarzalne jak Ty. Pamiętaj, że jesteś autorem dzieła swojego życia, a to dzieło ma się podobać przede wszystkim Tobie. Tym dziełem jest oczywiście Twój styl.anna wintour„Stwórz swój własny styl… Niech będzie jedyny w swoim rodzaju dla Ciebie, a zarazem rozpoznawalny dla innych.” Anna Wintour

3. analiza kolorystyczna i podział na typy sylwetek są decydujące

Tutaj trzeba sobie zdać sprawę z tego, że zarówno wiedza jak dobierać kolory i jak korzystnie ubierać naszą sylwetkę ma być pomocna, ale nie decydująca przy wyborze ubrań. Z wiedzy też trzeba umieć korzystać. Teoria jest świetna i może nam wiele rzeczy rozjaśnić, ale to praktyka decyduje o tym, jak czujemy się w danym stroju. Analiza kolorystyczna poda nam kolory, które mogą być naszą tajną bronią. Jeżeli lubimy kolory nie ze swojej palety, nie powinno nas to zatrzymywać przed korzystaniem z nich. To nasz gust jest najważniejszy. Fajnie jest polubić coś, co jest dla nas dobre, ale to nie znaczy, że koniecznie trzeba rezygnować ze wszystkich pięknych odcieni tego świata. Zawsze powtarzam, że nie musisz się ubierać zgodnie ze swoją paletą, ale pamiętaj, że w razie potrzeby i gdybyś chciała zrobić dobre wrażenie to tą paletą możesz się wspomóc.

Sama jestem tego świetnym przykładem. Bardzo ograniczam kolory, staram się ubierać tylko w czerń, biel i szarość, bo tak dużo o kolorach piszę, że ciągle się zakochuję w jakimś innym odcieniu i gdybym miała za tym nadążyć, to chyba miałabym pięć szaf. Ale znam swoją paletkę i wiem, że nic mi tak jak ona nie pomoże w doborze okularów, kosmetyków kolorowych czy biżuterii. Choćbym bardzo chciała mieć czarne lub białe oprawki to najkorzystniej jest mi w wiśniowych – nie walczę z tym, tylko cieszę się, że mam swój korzystny kolor przy twarzy i dobrze dobrane okulary. Podobnie jest z doborem ubrań do sylwetki. Fajnie wiedzieć, że mając mały biust można go optycznie powiększyć, ale też nie popadajmy w skrajności i nośmy swoje ukochane fasony, mimo że nie czynią żadnych iluzji. Zawsze lepiej będzie wyglądać osoba w ubraniu, które lubi, niż w takim które tylko w teorii jest korzystne dla jej figury.

4. inspiracja musi być odwzorowana dokładnie

Zbieranie inspirujących zdjęć jest świetne, ale nie dajmy się zwariować. Nie wszystko musi być przeniesione w rzeczywistość w stosunku jeden do jednego. O atrakcyjności danego zdjęcia zawsze decyduje nasz gust, czasami nie potrafimy wręcz powiedzieć, dlaczego coś nam się podoba. Często czytam o zupełnie odmiennym problemie – inspiracji jest tak dużo, że nawet nie ma siły na zrealizowanie pomysłów. To normalne. Nie należy tych wszystkich obrazów traktować dosłownie. Warto spojrzeć na ten zbiór jak na całość i na jego podstawie wywnioskować, co nam się podoba. Można łączyć, grupować zdjęcia i w ten sposób coś sobie uświadamiać, czegoś się o sobie nauczyć. To, że na większości zdjęć pojawiają się na przykład białe koszule, może wskazywać, że po prostu dojrzeliśmy do tego, żeby taką koszulę sobie kupić i łączyć ją na wiele sposobów z różnymi rzeczami. Nie musimy od razu kupować wszystkich fasonów jeansów i butów, które pojawiają się na takich zdjęciach, tylko być czujnym i znaleźć ten ulubiony krój koszuli i pobawić się takimi dołami, które już mamy.

Dziewczyny, chciałam Wam po prostu napisać, żebyście były odważne. Żebyście korzystały ze wszystkich narzędzi, jakie Wam się wydają potrzebne, ale żebyście jednocześnie pamiętały, że to Wasz gust jest decydujący. Że najważniejsze jest to, co Wy lubicie, a nie to, na co wskazują zasady. Że teoria ma Wam pomagać, ale nie wyręczać w wyborach. Żebyście ubierały to, co lubicie, a nie to, co powinnyście lubić. Odwagi!

Duże biodra na elegancko

figura

Dzisiaj drugie podejście do eleganckich strojów dla niskich gruszek. Chciałam wyjaśnić coś, zanim zacznę. Osobiście nie lubię kategoryzować kobiecych sylwetek. Dla mnie podziały na kształty sylwetek nie są interesujące, gdyż bardzo zawężają pole wyboru, jeżeli chodzi o korzystne stroje i są nieczytelne, bo często różnice między konkretnymi typami są zbyt subtelne, by można było dobierać do nich zupełnie inne zestawy strojów. W komentarzach pod pierwszym postem linkowałyście kilkukrotnie tę tabelkę albo podział Trinny i Susannah. Dla mnie te ilustracje są nieczytelne i zbyt skupione na niuansach. Zamiast dzielić sylwetki na 10 lub 12 typów, wolę znaleźć rozwiązanie na konkretny problem w taki sposób, by korzystały z niego kobiety o różnych sylwetkach. Nie dyskredytuję tych tabelek, jeżeli komuś jest wygodnie z nich korzystać to super. Ja siebie tam odnajduję we wszystkich typach i w żadnym jednocześnie. Na pewno każda nauka jest dobra, ale ja osobiście nie będę się więcej podziałem na typy sylwetek sugerowała.

Wobec tego zmieniłam dzisiejszy tytuł tak, by nie było w nim słowa „gruszka”. Dzisiaj eleganckie, w miarę minimalistyczne zestawy dla kobiet o dużych biodrach. Wasze komentarze pokazały mi również, że wśród różnorodności sylwetek, które łączy wspólny mianownik w postaci dużych bioder są też różne spojrzenia na to, co z tymi biodrami robić: eksponować czy zakrywać. To również musi być wzięte pod uwagę przy kompletowaniu garderoby.

Pierwszy zestaw ma za zadanie zrównoważyć proporcje. Zauważcie, że przy takim kontrastowym doborze kolorów wzrok obserwatora skupia się na górze. Umieszczenie na białym tle bluzki wyrazistego akcentu kolorystycznego w postaci naszyjnika dodatkowo przyciąga uwagę. Spódnica powinna mieć jednolity kolor i raczej zasłaniać kolana, w ten sposób łydki wydadzą się dłuższe niż w rzeczywistości. Koszulę należy wciągnąć w spódnicę, a ta powinna mieć wysoki stan – spódnica musi się „zaczynać” w najszczuplejszym miejscu talii.
1/2015Podobny sposób na wydłużenie nóg można zastosować zakładając spodnie. Konieczny jest wysoki stan i podkreślenie najszczuplejszego miejsca w pasie szerokim paskiem. Nogawka powinna być luźna, ale wtedy trzeba do niej dobrać buty na platformie. I znowu jasny kolor bluzki skupia uwagę na górnej części sylwetki, a jeżeli dodatkowo wybierzemy bluzkę ze wzorem i rozepniemy górne guziki mamy gwarancję efektu balansu między tułowiem, a biodrami. Ten zestaw będzie korzystny dla osób, które mają płaski brzuch.
2/2015Budować pożądane proporcje można nie tylko kolorem czy wzorem, ale również formą. Jeżeli do przylegającej do ciała sukienki na długi rękaw dobierzemy krótki żakiet bez zaznaczonej talii i z krótkimi rękawami, uzyskamy balans między klatką piersiową, a biodrami. Zwróćmy też uwagę na to, by w takim żakiecie były wyraźnie zaznaczone ramiona, bo im większe ramiona, tym bardziej biodra wydają się proporcjonalne. Szpilki zawsze starajmy się dobierać spiczaste, by maksymalnie wyszczuplać i wydłużać nogi.
5/2015Najbardziej uniwersalnym krojem dla kobiet o wszystkich typach sylwetek w których powtarza się problem dużych bioder jest sukienka kopertowa. Ten rodzaj ubrania sprawia, że talia wydaje się smuklejsza, a biodra nie są niekomfortowo obciśnięte. Dekolt nie powinien zostawać „goły”, warto umieścić na nim wyraźny naszyjnik. Szpilki w cielistym kolorze nie rozpraszają uwagi i wydłużają nogi.3/2015Bardzo eleganckim połączeniem jest zestaw: biały żakiet + czarne spodnie. Tutaj trzeba jednak zwrócić uwagę na cztery sprawy. Mianowicie: żakiet powinien być dłuższy niż bluzka pod nim, ale jednocześnie nie powinien zasłaniać całkowicie pupy; ramiona żakietu powinny być usztywniane; żakiet optymalnie powinien być noszony rozpięty; spodnie mogą mieć zwężane nogawki, ale nie powinny obciskać pupy.
6/2015Świetną opcją jest też komplet z podobnego lub tego samego materiału. Żakiet znowu nie powinien zasłaniać całkowicie pupy i mieć zaznaczone ramiona. Spodnie mogłyby być takie jak w poprzednim zestawie, ale takie z kantem bardzo wysmuklą nogi. Jeżeli pod marynarkę założymy poziome paski i dodatkowo wyraźny naszyjnik, znowu ściągniemy wzrok na górę. Osobiście jest to mój ulubiony zestaw – podoba mi się zawsze połączenie bluzki w paski z mocnym naszyjnikiem.
7/2015I wreszcie najkorzystniejszy rodzaj płaszcza, czyli taki który podkreśla talię. Spodnie nie muszą być zwężane, ale dobrze by było wybierać wśród ciemnych kolorów. Jeżeli dobierzemy szal we wzory albo w innym kolorze niż płaszcz to znów odciągniemy uwagę od bioder. Szpilki w szpic, ogólnie trzeba tylko uważać, żeby nie miały żadnego paska z przodu, bo to skraca nogi. Koszulka jest niepozorna, jednak trzeba zwrócić uwagę na wykończenie pod szyją – ono nie powinno znajdować się zbyt blisko szyi, być w formie szpicu czy golfa, ale raczej dążyć do stworzenia szerokiej, poziomej linii. Odpowiednim rodzajem dekoltu będą więc na przykład łódki.
4/2015Istnieje pewna pokusa w przypadku dużych bioder, by wybierać luźne fasony, ale trzeba bardzo uważać, bo takie rozwiązanie może sprawić, że ciało będzie się niepotrzebnie wydawać zbyt ciężkie. Warto podkreślać talię, zakładać dopasowane do tułowia bluzki i często nosić naszyjniki lub korale.

Który z zestawów podoba Wam się najbardziej? Czy uważacie, że duże biodra są zmorą, czy atutem?

Jaki jest Twój odcień białego?

analiza kolorystyczna

W górnym menu pojawiła się zakładka ANALIZY. Są tam informacje na temat robienia przeze mnie analiz kolorystycznych online.

Fakty są takie, że biel nie każdemu pasuje i może negatywnie wpłynąć na wygląd naszej cery. Ale przecież żadna kobieta nie zrezygnuje z bieli lub czerni. Nie jest też prawdą, że wyłącznie zimy wyglądają korzystnie w bieli. Energia wiosen podoła najczystszym odcieniom, lata będą ładnie wyglądać w tych lekko przybrudzonych bielach, a jesienie z pewnością odnajdą się w ciepłych tonacjach, a przy odpowiednim makijażu, także w najczystszych. Poza tym biel jest świetnym tłem do każdego koloru i nie trzeba nosić jej od stóp do głów. Biel to królowa i tyle.

Platynowy – odpowiedni dla czystej zimy, prawdziwej zimy, intensywnej zimy. Być może dla czystej wiosny.platynaźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8.

Śnieżna biel – odpowiedni dla: delikatnej wiosny, prawdziwej wiosny, czystej wiosny, czystej zimy, prawdziwej zimy, intensywnej zimy. Być może dla intensywnej jesieni.śnieżna bielźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8.

Mleczny – odpowiedni dla: delikatnej wiosny, delikatnego lata, prawdziwego lata, stonowanego lata, stonowanej jesieni. Być może dla prawdziwej wiosny.mlecznyźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8.

Alabastrowy – odpowiedni dla prawdziwego lata, stonowanego lata, stonowanej jesieni. Być może dla delikatnego lata.alabasterźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8.

Bone (biel z domieszką fioletu) – odpowiedni dla prawdziwej wiosny, czystej wiosny, czystej zimy, prawdziwej zimy, delikatnego lata, prawdziwego lata, stonowanego lata. Być może dla delikatnej wiosny.boneźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8.

Perłowy – odpowiedni dla: czystej zimy, prawdziwej zimy, intensywnej zimy, intensywnej jesieni, prawdziwej jesieni. Być może dla czystej wiosny.perłowyźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8.

Kość słoniowa – odpowiedni dla: delikatnej wiosny, prawdziwej wiosny, czystej wiosny. Być może dla delikatnego lata.kość słoniowaźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8.

Ecru – odpowiedni dla delikatnego lata, delikatnej wiosny, prawdziwej wiosny, czystej wiosny, czystej zimy. Być może dla: prawdziwej jesieni.ecruźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8.

Kremowy – odpowiedni dla stonowanej jesieni, prawdziwej jesieni, intensywnej jesieni, prawdziwej wiosny. Być może dla stonowanego lata.kremowyźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8.

Szampański – odpowiedni dla: stonowanej jesieni, stonowanego lata, prawdziwego lata, delikatnego lata, delikatnej wiosny. Być może dla prawdziwej jesieni.szampańskiźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8.

Przyznam, że podobają mi się dwa najczystsze odcienie, ale każda wariacja na temat bieli ma w sobie coś. Jak nosicie biel? Jakie odcienie są Waszymi ulubionymi? Czy wyobrażacie sobie rezygnację z tego koloru?

Porównywanie się do innych

poradnik

Kobiety rzadko są zadowolone w stu procentach ze swojego wyglądu. W dużej mierze jest to spowodowane ciągłym porównywaniem się do innych kobiet. Dzisiaj chciałabym pokazać, że można się porównywać i nie popadać jednocześnie w kompleksy, a nawet czerpać z tego korzyść. Trzeba tylko wiedzieć, jak to robić.

Nasza uroda nigdy nie jest dość wystarczająca – inne kobiety są szczuplejsze, mają wydatniejsze usta, piękniejsze włosy, ładniejszą cerę, zgrabniejszy nos… A te wnioski biorą się oczywiście z porównań. Bo niestety w procesie porównywania się do innych kobiet dostrzegamy w swoim wyglądzie te najgorsze cechy, a u innych kobiet widzimy tylko te najlepsze. Zawsze jesteśmy więc na straconej pozycji. Nie potrafimy sobie również przetłumaczyć, że ideały na które patrzymy też przeżywają podobne rozterki i że one też mają swoje ideały, od których są w swoim mniemaniu gorsze.

Oczywiste stwierdzenie: jesteśmy różni i dzięki temu świat jest piękny. Znana wszystkim prawda, tylko jakoś niestety pomijana, kiedy patrzymy na swoje odbicie w lustrze. Czy gdyby na świecie nie istniały kaktusy, stokrotki i lilie, zachwycalibyśmy się urodą róż? Gdyby róża była jedyną rośliną na ziemii nie byłaby dla nas wyjątkowa. A uroda róży nie jest przecież większa niż uroda lilii. Ona jest po prostu inna. Tak samo jest z kobiecym pięknem. Jest nas tak dużo, każda z nas jest inna – nie każda jest różą, ale na różach świat się nie kończy. Są jeszcze inne kwiaty i każda z nas jest jakimś kwiatem. Nie ma co porównywać paprotki z pierwiosnkiem, czy tulipana z fiołkiem, bo jedyny wspólny mianownik między nimi jest taki, że to kwiaty. Naszym wspólnym mianownikiem jest oczywiście płeć, ale na pewno warto poszukać jeszcze innych wspólnych cech.porónywanie się

Chodzi mi o to, że jeżeli już musimy patrzeć na innych to przynajmniej patrzmy na osoby w tej samej kategorii co my. Weźmy na przykład najczęściej braną na tapetę cechę naszego ciała – figurę. Teoretycznie można uprościć nasze ciało do zero jedynkowej postaci: albo jest szczupłe, albo jest grube. Tylko, że teoria to jedno, a praktyka to drugie. Bo tak naprawdę szczupłym można być na tysiąc sposobów. Można mieć szczupłą figurę w typie modelki, miss, lekkoatletki, pływaczki i tak dalej. Nie może się więc osoba o szczupłości modelki (mały biust, wąskie biodra, wystające kości, duży wzrost) porównywać z osobą o figurze miss (większy biust i biodra, łagodne kształty ciała, duży wzrost). A dochodzi do tego jeszcze kwestia ogólnej urody. Kobiety startujące w konkursach piękności mają zwykle konwencjonalną urodę, natomiast uroda modelek bywa bardzo nietypowa. Nie można jednoznacznie określić, że któraś z tych grup jest lepsza od drugiej. Jednym zapewne podobają się bardziej miss, innym modelki. Każdy ma swój ulubiony kwiat, co wcale nie skreśla definitywnie innych kwiatów. Ale nie ma co równać stokrotek do róż czy miss do modelki. Osobiście wolę już porównywać jedną różę do drugiej i jedną miss do drugiej.

Rozwiązaniem, przynajmniej częściowym, jest właśnie znalezienie swojej grupy docelowej i takie operowanie naszymi cechami, by w ramach tej grupy być coraz lepszą. Jeżeli tym, co mnie martwi w moim wyglądzie jest nadwaga, powinnam zrezygnować z porównywania się z roznegliżowanymi gwiazdkami popu, bo bardziej bliska może być mi wytworna diva operowa. Jeżeli nie przemawia do mnie styl podkreślający figurę to może lepiej poszukiwać inspiracji w kobietach typu Sofia Coppola, a nie Kim K.? A jest jeszcze przecież najbardziej kreatywna z możliwości – stworzenie swojej własnej kategorii. Można sobie samej określić przynależność do najdziwniejszych dla innych grup (bo inni nie muszą wcale wiedzieć, co siedzi w naszej głowie): bibliotekarek, rusałek, Latynosek, kobiet upadłych, złych charakterów, dziewczyn z sąsiedztwa, czy kogokolwiek, kto przyjdzie Wam do głowy, a z kim macie jakieś wspólne cechy. Niechże z tyłu głowy będzie jakiś archetyp naszej urody, który jest w miarę realny i w jakimś stopniu nam bliski.

W idealnym świecie kobiety nie porównują się do innych kobiet, nie poniżają swojego ciała, nie myślą o sobie źle, skupiają się na swojej osobowości i nie usiłują walczyć ze swoim ciałem. Niestety idealny świat nie istnieje i same wiecie, że to nie jest takie proste powiedzieć sobie, że jestem idealna taka, jaka jestem i nie muszę patrzeć na innych ludzi, bo wystarczy mi to, co mam. Może znalezienie sobie grupy do której może należeć nasza uroda, ale też i inne cechy (temperament, sposób tworzenia, co tylko jesteście w stanie wymyślić, cokolwiek jest dla Was najważniejsze) jest jakimś rozwiązaniem? Może zaczniemy od porównywania, ale skończymy na podglądaniu, wzorowaniu, a wreszcie akceptacji? Fajnie by było szukać w swoim archetypie przyjaciółek, a nie wrogów. Przyznam się, że ja mam zawsze z tyłu głowy pewien typ człowieka, który sama sobie wymyśliłam, ale nie wydaje mi się on zbyt oczywisty i pewnie musiałabym dużo się nagimnastykować, żeby wytłumaczyć, no i pewnie bym pewnie potem żałowała :)

Czy kiedykolwiek myślałyście o sobie w podobny sposób? Czy próbowałyście zakwalifikować się do jakiejś grupy? W kim odnajdujecie wspólne ze sobą cechy? Jakiego rodzaju podobieństwa szukacie w innych ludziach?

Czarna kurtka, szare jeansy

mój styl

Pierwszy raz kupiłam sobie kurtkę, która nie zasłania tyłka. Serio.

I jeszcze sobie obiecałam, że oprócz obowiązkowego codziennego makijażu z mocnymi ustami będę codziennie nosić jakąś biżuterię. Człowiek się robi bardziej wyjściowy wtedy.

Fajny wpis pojawił się u Asi ostatnio. Skomentowałam i zdałam sobie sprawę, że nie bawi mnie już oglądanie blogów ze stylizacjami. A to ze względu na brak autentyczności. Lubię wiedzieć, ze osoba, która pokazuje jakieś ubranie nie przebiera się pięć minut po sesji. A strasznie mnie irytuje, kiedy pojawia się jakiś post, a dwa dni później na fejsie bloger robi wyprzedaż szafy i pisze, że ubranie było założone tylko do zdjęcia. Od razu mi się odechciewa przeglądania. Dobra, tyle marudzenia. Musiałam się poskarżyć, że uciekło mi kolejne źródło inspiracji, czyli blogi. Został pinterest, tam to chociaż sztuczność jest z góry narzucona i przynajmniej nikt nie udaje, że białe jest czarne :)szare jeansybiała koszulka, srebrny łańcuszekkurtka, koszulka – cropp, jeansy – tiger of sweden (sh), botki – noevision

Są blogi, co do których mam jednak pewność, że przedstawiają rzeczywiste ubiory. Na przykład Magdę widziałam kilka razy na żywo i zaświadczam całą swoją osobą, że ubiera się tak, jak pokazuje na stronie. Ale właśnie dochodzę do wniosku, iż proporcje się odwróciły i ze świecą szukać takich Magd, bo więcej jest przebierańców.

Jeżeli macie jakieś blogi do polecenia, takie które są prawdziwe i widać, że osoby, które je założyły mają swój styl (a nie każde ubranie z innej parafii w zależności od sponsora) to linkujcie. Może przywrócicie mi wiarę w blogi.

Styl Brigitte Bardot

słynne

O tej kobiecie myślałam już od jakiegoś czasu. Chodziła mi po głowie w trakcie pisania o tym, co jest sexy i żeby w końcu wyleciała z moich myśli, robię o niej wpis. Taki rodzaj terapii :) Dzisiaj opiszę styl  Brigitte Bardot.brigitte bardot styleźródło zdjęć: 1, 2, 3.

Znakami rozpoznawczymi aktorki są pomalowane mocno oczy i burza blond włosów. Usta praktycznie zawsze w neutralnym kolorze wyglądały bardzo apetycznie, ale to na oczach Brigitte skupiała uwagę. Ciemnym eyelinerem obrysowane były i dół, i góra oka. Dzięki kontrastowi ciemne oczy – jasna cera i włosy, Brigitte wyglądała jak anioł, który ma w sobie jakąś zadziorność, przynajmniej ja tak postrzegam tę kobietę. Nawet ta przerwa między przednimi zębami była w jakiś sposób seksowna. Fryzura zawsze duża objętościowo, najczęściej z długą grzywą, taką która zasłaniała brwi i nachodziła na oczy.brigitte bardot make upźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4.

Styl BB nie jest do końca jednolity. W początkach swojej kariery, czyli wtedy, kiedy została ogłoszona symbolem seksu nosiła się troszkę inaczej niż w latach siedemdziesiątych, w których inspirowała się mocno stylem hippisów. Niezależnie od tych różnic nie można jednak mówić o jakimś większym rozdźwięku. Jej styl po prostu zmieniał się, a ona fascynowała się poszczególnymi trendami i korzystała z nich na swój sposób.

Zawsze wzbudzała pożądanie u mężczyzn. Sama również przyznała. że gdy była młoda ubierała się tak, by podobać się płci przeciwnej. Niewątpliwie jedną z największych jej zasług jest spopularyzowanie bikini. Na początku lat 50-tych była fotografowana przy okazji festiwalu w Cannes w dwuczęściowym kostiumie, rozsławiając nie tylko bikini, ale również sam festiwal.brigitte bardot bikiniźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4, 5.

Trzeba oczywiście wspomnieć o bardotce – biustonoszu nazwanym na cześć aktorki. BB nosiła szerokie dekolty, a unikała szpiców. Tym samym nie eksponowała tak bardzo przedziałka między piersiami, ale bardziej górną część piersi. Ten sam efekt szerokiego dekoltu daje właśnie stanik zwany bardotką.bardotkaźródła zdjęć: 1, 2, 3, 4.

Jest jeszcze jeden element garderoby, który kobiety zawdzięczają BB. Są to proste baletki z kokardką (Brigitte w młodości ćwiczyła balet). Marka obuwia Repetto stworzyła na potrzeby filmu „I Bóg stworzył kobietę” ten model obuwia, który rzecz jasna stał się potem popularny wśród wszystkich Francuzek. I pomyśleć, że buty stworzone w 1956 roku są do dzisiaj wymieniane na listach ubrań i butów, które każda kobieta powinna mieć w szafie… brigitte bardot baletkiźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4.

Kwintesencją francuskiego stylu jest wzór zwany breton stripes. Charakterystyczne paseczki były przez Brigitte Bardot wybierane bardzo często w codziennych stylizacjach. Do bluzki z dekoltem w łódkę dobierała zwężane spodnie o długości 7/8 lub rozkloszowaną spódnicę. brigitte bardot breton stripesźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4, 5.

Nie można przy okazji omawiania stylu Brigitte Bardot zapomnieć o krateczce vichy. Aktorka w sukience o tym wzorze szła nawet do ślubu (pierwsze zdjęcie). Oparta na bieli krateczka w różnych kolorach zdobiła najczęściej sukienki i spódnice BB. Ten często występujący w modzie męskiej deseń w aranżacji Brigitte jest oczywiście bardzo kobiecy. vichy brigitte bardotźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4.

Charakterystyczną sylwetką tej aktorki jest dopasowana góra i rozkloszowany dół. Spódnice w kształcie litery A kończyły się w połowie łydki i wydawały się dużo strojniejsze od obcisłych i prostych bluzek. Taki strój podkreśla talię i eksponuje kształtny biust, jednocześnie uwypuklając biodra. Biust jest niewątpliwie najbardziej akcentowaną częścią ciała BB.spódnica brigitte bardotźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4.

Moda lat sześćdziesiątych miała wpływ na styl Brigitte Bardot. Tak jak wcześniej najbardziej eksponowała biust, tak później nosiła krótkie sukienki, które zakrywały dekolt, ale za to silnie akcentowały zgrabne nogi. Na zdjęciach z tego okresu widać, że Brigitte częściej czesała włosy z przedziałkiem na środku i odsłaniała czoło. Ten styl wygląda już bardzo współcześnie, lata 50-te były natomiast bardzo retro, jeśli chodzi o styl BB.brigitte bardot krótka sukienkaźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4.

W latach sześćdziesiątych aktorka miała również romans z garniturem. Dwurzędową marynarkę zakładała do eleganckich spodni, włosy oczywiście rozpuszczała, do tego dobierała wielkie okulary przeciwsłoneczne, a bywało nawet, że pod szyją pojawiał się krawat. Mimo wszystko ciężko mimo tak inspirowanego męskim stylem stroju powiedzieć, że mamy do czynienia z tomboyem albo gamine.brigitte bardot garniturźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4.

A z kolei lata siedemdziesiąte to czas fascynacji bohemą i duże naleciałości hippisowskiego stylu u BB. Wtedy najczęściej nosiła kożuchy, obcisłe koszulki, szerokie paski i luźniejsze spodnie. Również w takim wydaniu wyglądała jak gwiazda, mimo że w 1974 postanowiła wycofać się z showbiznesu i poświęcić się działalności na rzecz praw zwierząt.brigitte bardot 70'sźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4, 5.

Jak zwykle muszę podkreślić, że najkorzystniejsze są najprostsze rozwiązania. Gładki, zwyczajny sweter jest świetnym tłem dla niesamowitej urody. Na twarzy i bujnych włosach powinna się skupiać uwaga w przypadku BB. brigitte bardot sweterźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4, 5.

Na głowie nosiła często kapelusze z szerokim rondem albo zawiązywała na włosach kokardę. Łatwo zauważyć, że włosy musiały zawsze mieć dużą objętość. Na jej głowie królował pozorny nieład. Był on oczywiście celowy, aktorka miała wyglądać tak jakby dopiero co wstała albo wręcz uprawiała seks :) Czego się nie robi, by być pociągającą dla płci przeciwnej…brigitte bardot kapeluszeźródła zdjęć: 1, 2, 3, 4.kokarda brigitte bardotźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4.

Aktorka jest prawdziwą (ciepłą) wiosną. Jej uroda stanowi ucieleśnienie energiczności i witalności, dokładnie takiej jaką mają prawdziwe wiosny. Najpiękniejsze kolory dla niej są soczyste, nasycone i dynamiczne, jeśli tak w ogóle można powiedzieć o kolorach. A jaką wspaniałą decyzją było rozjaśnienie włosów. W jasnobrązowych włosach wyglądała bardziej dziewczęco, blond to już była  kobiecość.brigitte bardot prawdziwa wiosnaźródło zdjęć: 1, 2, 3, 4, 5.

Brigitte ma 80 lat. Uważam, że jest piękna tak jak w najlepszych latach swojej kariery, a to ze względu na wierność naturalności i niepoddawanie się presji młodości. Mogę się mylić, ale nie widzę tutaj ingerencji chirurgii plastycznej. Widzę natomiast piękną twarz uszlachetnioną zmarszczkami, tajemnicze spojrzenie podkreślone charakterystyczną czarną kreską oraz burzę siwych  włosów swobodnie spiętą do góry. To nie jest kobieta, która oszukuje czas i desperacko pragnie pozostać młodą. Pogodzenie się z upływającymi latami paradoksalnie najbardziej odmładza.brigitte bardot starszaźródło zdjęć: 1, 2.

Dla mnie osobiście styl tej aktorki jest ważny i znaczący, jeżeli chodzi o historię mody, przełamywanie pewnych barier i śmiałość w prezentowaniu swojego ciała. Uważam, że ta kobieta była ładna i dobrze eksponowała swoje atuty, które pozwoliły jej w dużej mierze odnieść sukces. Niektóre jej wybory nawet teraz mogłyby uchodzić za kontrowersyjne. Dlatego Was też chcę zapytać czy podoba Wam się jej styl. Oceniajmy wyłącznie styl, a nie osobę.