Wabi-Sabi – piękno w tym, co nieperfekcyjne

opinia

Ostatnio rozmyślałam o kwestiach natury estetycznej, dokładniej o tym, że ludzie teraz tak bardzo dążą do perfekcji i że przez tę perfekcję (chodziło mi głównie o design i wystrój wnętrz, ale potem przekładałam to sobie również na modę) zatracamy trochę indywidualność naszych domów i stylu. Myślałam sobie też o tym, jakby to było, gdyby obedrzeć przedmioty z ich powłoki estetycznej do minimum i skupić się wyłącznie na ich funkcjonalności. Jakby to było: urządzić dom lub mieszkanie rzeczami pierwotnymi w swojej formie, rzeczami, które nie są obciążone żadnym zdobieniem, a mają nam wyłącznie służyć do określonego celu. Albo nie rezygnować z żadnej rzeczy tylko dla tego, że jest już stara i brzydka, ale spełnia w dalszym ciągu swoją funkcję – raczej delektować się upływem czasu i doceniać tę rzecz. I tak sobie pisałam w swoim notesiku (sekretny notesik w którym rodzą się szkielety postów) te wszystkie myśli i sama sobie pod nosem mruczałam jakie to jest odkrywcze i genialne…

Aż tu nagle, jakiś miesiąc później, przypadkiem, podczas przeglądania stron o wystroju wnętrz inspirowanym japońskim stylem przekonałam się, że ja wcale tego nie wymyśliłam. To było już wcześniej, jakieś 600 lat temu, wymyślone prze Japończyków właśnie. To nazywa się Wabi-Sabi.

Słowo Wabi oznacza prostotę, słowo Sabi oznacza piękno wynikające z upływu czasu. Wabi-Sabi jest jedną z opok japońskiego designu. Gdybym miała opisać znaczenie tego pojęcia w jednym zdaniu, ujęłabym to tak -> znajdowanie piękna w tym, co niedoskonałe i tym, co muśnięte upływem czasu. Dla mnie jest to bardzo pociągająca filozofia, choć przyznaję, że interesuje mnie głównie jej warstwa estetyczna.

W naszej kulturze bardzo gloryfikujemy perfekcjonizm i pewną sztuczność. Nasze domy aspirują wyglądem do tych z katalogu, nasze szafy pękają w szwach od tego, co sieciówki kreują jako modne. Nie ma chwili na zatrzymanie się, na delektowanie się tym, co stało się z daną rzeczą na skutek jej ciągłego używania. Jeśli coś nie jest perfekcyjne, jest po prostu wymieniane na nowe. Nie ma refleksji nad funkcjonalnością rzeczy i nie ma szacunku do rzeczy.wabi sabi Leonard CohenWe wszystkim możemy znaleźć szczelinę, tamtędy przedostaje się światło.

A kiedyś Wabi-Sabi było u nas na porządku dziennym. Byliśmy do niego zmuszeni. Przez to, że w sklepach nie było produktów, trzeba było szanować każde ubranie: cerować skarpetki, reperować buty u szewca, radzić sobie z każdą plamą domowymi sposobami, kombinować z aplikacjami jeżeli na bluzce pojawiła się dziurka… W pewnym sensie musieliśmy lubić rzeczy, które się niszczyły, bo nie było możliwości zamiany ich na nowe.

Ale i teraz doszukuję się jak tylko mogę piękna w czymś, co na pozór nie wydaje się piękne. Życie w duchu Wabi-Sabi to popijanie herbaty z wyszczerbionego kubka, który ma dla nas sentymentalne znaczenie i nie zostanie zastąpiony żadnym designerskim cudeńkiem. To podawanie niedzielnego obiadu na tracącym kolory obrusie od babci. To radość, kiedy Twoje dziecko wybiera zamiast grających, świecących, kolorowych organek  szarą myszkę bez noska, którą bawił się lata temu jego kuzyn. To ulubiona skórzana torba, która pięknie się starzeje i co roku jest coraz bardziej miękka. To jeansy, które gdy je kupiłaś były sztywne, ale teraz układają się na pupie jak druga skóra. To pierścionek, który jest w Twojej rodzinie od pokoleń.

Wabi-Sabi w odniesieniu do mody będzie dbałością o ubranie, wybieraniem surowców, które się ładnie starzeją, kreatywnością w naprawianiu ubrania. W odniesieniu do domu będzie urządzaniem wnętrza dzięki przedmiotom, który skradły naszą duszę na pchlim targu, akceptowaniem tego, że rzeczy przez ciągłe używanie mogą tracić swój pierwotny wygląd, dbaniem o czystą przestrzeń, tak by zagracenie nie przesłaniało nam piękna ukochanych rzeczy.

W pewnym sensie można również praktykować tę ideę w odniesieniu do naszego ciała. Szacunek do ciała, mimo upływającego czasu, akceptacja swojego lustrzanego odbicia i podkreślanie urody, a nie maskowanie swojego wieku jest najlepszym prezentem, jaki możemy sobie podarować na każde urodziny. Ciekawa jestem czy w Waszym życiu pojawia się Wabi-Sabi? Jakimi rzeczami delektujecie się mimo że nie są one nowe? Jakie rzeczy są dla Was wraz z upływem czasu coraz bardziej piękne?

Podobny wpis: Szacunek do rzeczy

Moodboard nr 6 – Skromność

inspiracja

moodboard skromnośćŹródła zdjęć: kobieta z aparatem fotograficznym, Andrea Vargas Dieppa and Elisa Restrepo, Ulyana Sergeenko, niebieska koszula, naszyjnik, czarny top, biała koszulka, spódnica w paski, czarna spódnica, spódnica w groszki, cieliste mokasyny, sandały na koturnie, baletki, torebka.

Pamiętać:

  • traktować spódnicę o rozkloszowanym fasonie jako swój klasyk
  • szukać różnych odmian takiej spódnicy, zwłaszcza w second handach
  • łączyć spódnicę z różnymi górami i butami, nosić ją tak często jak jeansy

Moodboardy dla blondynek

poradnik

Tak jak obiecałam, na blogu publikuję inspiracje dla blondynek. Oczywiście wszystkie muszą zahaczać o słynne filmowe blondynki.  Tym razem nie dzielę zestawów na kolory typowe dla pór roku, ale inspiruję się bardziej naturą i żywiołami.

Blondynki w neutralnych kolorach (ziemia)

Sharon Stone w Nagim Instynkcie zaprzeczyła utartemu schematowi dotyczącemu seksownej blondynki. Okazało się, że nie trzeba mieć czerwonych ust, sztywnego gorsetu czy mocno obcisłej sukienki, żeby zyskać miano seksbomby (zdanie jak z głupiej kolorowej gazety mi wyszło :)). W kostiumach z tego filmu przeważały neutralne kolory – beże, brązy, biel, taupe, trochę złota, a makijaże głównej bohaterki sprawiały wrażenie bardzo naturalnych. Dla mnie właśnie ten film jest przykładem tego, że charyzma zawsze się obroni i że ubranie ma być tłem dla osobowości. Muszę przyznać, że uwielbiam blondynki w takich dyskretnych kolorach, być może dlatego, że rzadko zdarza mi się tak wystylizowane osoby widzieć.nagi instynkt stylŹródła zdjęć: Sharon Stone w filmie Nagi Instynkt (góra)Sharon Stone w filmie Nagi Instynkt (dół), kardigan, marynarka, jeansy, cienie do powiek, zegarek, bransoletka, kolczyki, torba, czółenka

Blondynki w ciemnych kolorach (nocne niebo)

Tak się też utarło, że na ogół blondynkom jest dobrze w niebieskim. A ja akurat uwielbiam, gdy połyskujące włosy o równomiernym kolorze spotykają się z głębokim niebieskim na ubraniu. Czerń i granat są jak niebo nocą, a pięknie można je rozświetlić gwiazdami – złotą biżuterią i złotymi włosami. Tu już można dodawać tylko i wyłącznie mocne kolory, które idą w parze z tą ciemnością – czerwień ust i paznokci, mocno wytuszowane czarne rzęsy, białe detale na ubraniu.Kim Basinger stylŹródła zdjęć: Kim Basinger w filmie Tajemnice Los Angeles, Michelle Pfeiffer w filmie Człowiek z Blizną, żakiet, spódnica, suknia, kolczyki, szminka, półbuty, czółenka, torebka, zegarek

Blondynki w wyrazistych kolorach (ogień)

Mnie się kolory związane z ogniem takie jak oranże, czerwień i żółć kojarzą z pewnością siebie i kobiecością. Na pewno w takich zestawach blondynki najbardziej się wyróżniają i zwracają na siebie uwagę. Najładniej będą w takich kolorach wyglądać kobiety o wiosennym typie urody i jasnej cerze. Właśnie w takim wydaniu najbardziej uwielbiam Scarlett – to są jej kolory i estetyka w której wydaje mi się najnaturalniejsza. I jest przecież widoczne podobieństwo między tymi aktorkami i sposobem w jaki reagują na nie mężczyźni.Marilyn Monroe stylŹródła zdjęć: Scarlett Johansson w filmie Prestiż, Marilyn Monroe w filmie Niagara, płaszcz, torebka, spódnica, szpilki żółte, żakiet, zegarek, szminka, bluzka, szpilki czerwone

Blondynki w delikatnych kolorach (lód)

A kto miałby lepiej nosić tak jasne i przeszywające zimnem kolory jak nie blondynki? W pastelach czy lodowatych kolorach, brunetki wyglądają zazwyczaj trochę płasko. Trzeba mieć delikatną cerę i subtelny kolor włosów nie odróżniający się mocno od tych jaśniutkich barw, żeby sobie poradzić z różami, błękitami czy lila. Trzeba też mieć zdolność wyglądania ładnie w minimalnym makijażu. Nie wyobrażam sobie nałożenia tony tapety do sukienki w kolorze baby blue. Akurat w przypadku Grace Kelly słodycz kolorów nie ujmowała nigdy jej posągowej urodzie i powadze.grace kelly stylŹródła zdjęć: Meryl Streep w filmie Łowca Jeleni, Grace Kelly w filmie Złodziej w Hotelu, sukienka, aparat fotograficzny, torba, apaszka, balerinki, lakier do paznokci, pierścionek, zegarek

Ciekawa jestem w jakim wydaniu podobają Wam się najbardziej blondynki? Gdybyś była blondynką: jak chciałabyś się nosić? Jeśli jesteś blondynką: w jakich kolorach najbardziej siebie lubisz? Dla mnie absolutnym ideałem jest blondynka w neutralach.

Podobny wpis: Moodboardy dla rudowłosych

Kolor wina

mój styl

Ten post jest realizacją wpisu: Moodboard nr 5 – Marsala.

Spódnica jest wspaniała, nie jest takim strasznym gnieciuchem mimo wskazującego na to składu. I ma dokładnie taki krój, jaki miała czarna spódnica z Mango, którą mi wykupili pierwszego dnia wyprzedaży. Oczywiście wyszło na dobre, bo w szafie pojawił się nowy kolor. Bluzka z wiskozy, ale właśnie takiej, jaką lubię – troszkę mięsistej i lekko śliskiej. I pomyśleć, że szerokim łukiem omijałam kiedyś ten sklep. Nauka dla mnie, żeby nie oceniać po pozorach i być dociekliwym. To samo miałam z Grey Wolf. Teraz to nawet do osiedlowych butików w których sprzedają „elegancką” odzież na wesela będę wchodzić z otwartym umysłem :)marsala spódnicabluzka – Camaieu, spódnica – Camaieu, buty – Clarks, torebka – Wittchen

Okazało się, że moje lakierki, które kiedyś zakładałam tylko do rajstop są bardzo wygodne i można je spokojnie nosić na gołą stopę. I tak chodzę sobie na co dzień w lakierkach i czuję się super, jakoś tak troszkę odświętniej. Jeszcze czekam na pogorszenie pogody – założę wtedy mój wymarzony zestaw, czyli lakierki i płaszcz jako sukienkę.

Marsala tak mi się spodobała, że teraz myślę jeszcze o butach, najlepiej lakierkach w tym kolorze. W sumie bielizna w tym kolorze na pewno też nie byłaby głupim rozwiązaniem.

Szafa od podstaw – standard

poradnik

O uniformie pisałam w tym poście: Szafa od podstaw – uniform

Wspominam o uniformie już na początku, ponieważ dzisiaj opiszę zagadnienie, które może Wam się lekko z uniformem kojarzyć. A ja tego bym nie chciała. Dzisiaj będzie o standardzie, to jest coś innego niż uniform. Chciałabym żebyście się dobrze wczytały, żeby wyłapać różnicę.

Uniform ułatwia nam codzienne ubieranie się i robienie zakupów. To taki schemat, który najczęściej powtarzamy, gdy się stylizujemy. Uniformem może być na przykład zestaw typu: sweter wkładany przez głowę, spodnie cygaretki i mokasyny. Ustalenie uniformu jest równocześnie ustaleniem naszej najbardziej charakterystycznej sylwetki – możemy powtarzać daną sylwetkę, ale zmieniać kolory, materiały, jakieś inne detale w tej sylwetce, trzymając się jednak ustalonego schematu. Przykłady uniformów znajdziecie we wpisach: Kobieca konsekwencja i Męska konsekwencja.

O uniformie dużo się pisze i ta idea jest szeroko znana. A ja wymyśliłam sobie inną ideę i nazwałam ją standardem. Być może są jakieś artykuły na ten temat i gdzieś nazywane jest to inaczej, ale jak na razie nie mam takiej wiedzy.

Otóż standard to Twoja najgorsza sylwetka, która jest jednocześnie początkiem nowej, lepszej garderoby i Twoim punktem odniesienia. Wprowadzenie standardu ma na celu sprawienie, że od tej pory ubierasz się wyłącznie dobrze, że nikt nigdy nie zobaczy się w wymiętolonym podkoszulku i poplamionych dresach, że nie wstydzisz się nigdy swojego stroju. Standard jest po to, by codziennie walczyć o lepszy wygląd, a po jakimś czasie zaprzestać walki i w naturalny sposób osiągnąć stylową nirwanę. A teraz w punktach:

1. Ustalasz sobie, jakie jest „najgorsze” wydanie w którym ktoś może Cię zobaczyć. Najgorsze z najlepszych. To taki mały paradoks, ale żeby wyglądać zawsze wspaniale, nie powinnaś szukać stylizacji w której będziesz najpiękniejsza, tylko znaleźć tak prostą i osiągalną stylizację, która będzie przez Ciebie wykonana w nawet gorsze dni, że wciąż będzie super (styl to nie są pojedyncze stylizacje, tylko cały proces „noszenia się”). Czyli nie szukasz wyjątkowych kreacji jak na czerwony dywan, tylko czegoś w czym wyskoczysz po bułki albo otworzysz drzwi listonoszowi, ale wciąż będziesz pięknie wyglądać.

Swój standard ustaliłam sobie miesiąc temu, chociaż już od wczesnej wiosny starałam się trochę pozmieniać w kwestiach stylu i wprowadziłam sztywniejsze zasady dotyczące swojego ubioru. Na początku była to dla mnie trudność, teraz te wszystkie zasady są oczywistością. Przywykłam do lepszego po prostu. Oto moja „najgorsza z najlepszych sylwetek”.standardŹródła zdjęć: bluzka, spodnie, szminka, torebka, półbuty, klapki. Dokładnie zgadzają się tylko buty, reszta jest podobna do moich ubrań, bo nie ma ich już w sklepach internetowych. Moje rurki są z Big Stara, bluzka z Reserved, a torebka z Wittchena.

Ustaliłam sobie, że nawet w takie dni w które mi się już nic nie chce to będzie moje minimum wyglądu. Do tego staram się też mieć zawsze pomalowane usta i oczy. To nie znaczy, że w gorsze dni chodzę tak ubrana. To znaczy, że nie pozwalam sobie wyglądać gorzej niż w tej sylwetce, którą Wam przedstawiłam.

2. W standardzie chodzi nie tyle o konkretne ubranie, co o odczucie z nim związane. Trzeba znaleźć świetną sylwetkę w której wygląda się super, jednocześnie osiągalną najmniejszym nakładem pracy. Musisz się czuć w takim ubraniu znakomicie, ale jednak mieć świadomość, że może być tylko lepiej. To nie jest łatwe zadanie, bo znalezienie punktu odniesienia jest zawsze najtrudniejsze. Standard musi być prosty, komfortowy, a przy tym dość uniwersalny – tak byś mogła czuć się w nim dobrze niezależnie od otoczenia.

3. Ten standard to jest od teraz schemat do którego równasz w swoje gorsze dni. Wiadomo, że takie się pojawiają i czasem tak mocno dobijają, że nie chce się nawet wstać z łóżka. W tym sensie będzie to na początku walką. Trzeba się odbijać od dna i dążyć do osiągnięcia efektu ze standardu. To nie znaczy, że trzeba ubrać się dokładnie tak jak w standardowej sylwetce. To znaczy ubrać się w taki sposób, by poziom satysfakcji z ubioru był przynajmniej taki jak przy noszeniu standardu. Czyli możesz stworzyć kilka różnych stylizacji i porównywać je do standardu. Jeżeli w którejkolwiek z nich czujesz się gorzej niż w tej standardowej to musisz ją odrzucić.

4. W lepsze dni staraj się przewyższać standard. Wyśrubuj swój styl. Wyzwij siebie na pojedynek. Podnoś poprzeczkę, bo od tej pory najniżej, gdzie możesz spaść to do standardu. On w pewnym sensie jest Twoim materacem. Będziesz wyglądać gorzej, gdy nie zdołasz wyglądać tak jak sobie wymarzysz, ale dzięki porównaniu do standardu, będzie to tylko „stosunkowo gorzej”. Bo pamiętaj, że nie możesz wyjść z domu w czymś, co jest gorsze od standardu.

5. Standard jest tylko dla Ciebie. Ścigasz się tylko z jedną osobą, ze sobą. Nieważne więc jakie inni mają standardy i nie ważne co sądzą o Tobie. To Ty ustalasz swoją najgorszą (z najlepszych) sylwetkę i nikomu nic do tego. Nie możesz krytykować mojego standardu, bo on nie ma nic wspólnego z Tobą, a ja nie mogę wpływać na Twój standard, bo nie znam Twojego toku rozumowania, trybu życia czy innych czynników od których uzależniasz swój wygląd. Dla jednego w standardzie mogą się znaleźć trampki, a dla kogoś innego buty na słupku. Wszystko rozpatrujemy indywidualnie.

6. Standard wymusza kupowanie ubrań tylko dobrej jakości i porównywalnych lub lepszych od niego. Nie kupujesz od tej pory rzeczy, które są gorsze od jakiegokolwiek elementu z Twojego standardu. Twoja garderoba powoli zapełnia się takimi ubraniami z których możesz formować coraz ładniejsze zestawy. Naturalną koleją rzeczy zaczynasz dostrzegać, że niektóre ubrania są już dla Ciebie niewystarczająco dobre: zbyt niechlujne, zbyt marnej jakości, zbyt zużyte lub bezkształtne, zbyt oddalone od Twojego stylu.

Dobra, Wasza kolej. Proszę Was o opisanie swojej standardowej sylwetki. Czyli: gdybyście miały od teraz się ogarnąć i starać się mocniej, by wyglądać super, jaka byłaby Wasza najgorsza z najlepszych stylizacji?

Jesteś spokojna czy dramatyczna?

poradnik

Czasami przymierzamy piękną sukienkę i ona leży na nas jak ulał, ale jakoś nie czujemy się w niej w pełni prawdziwą sobą. Czasem coś co wydaje nam się brzydkie i niemożliwe do noszenia, na naszej przyjaciółce wygląda wspaniale. A czasem szykujemy się na jakąś ważną okazję i po zrobieniu makijażu i fryzury dochodzimy do wniosku, że ładniej wyglądałyśmy zaraz po wstaniu z łóżka w leniwy weekend. Dlaczego ta sama rzecz wygląda dobrze na jednej osobie, a drugą czyni karykaturą kobiety? Dzisiaj chciałabym porozmawiać o naszym modowym temperamencie. Być może ktoś będzie się tu doszukiwał podobieństw do podziału kobiecych ciał wg Kibbe, ale moją intencją nie jest absolutnie analizowanie czegokolwiek na podstawie kształtu ciała i twarzy, kolorystyki czy innych „twardych” cech wyglądu. Ja powołuję się wyłącznie na uczucie i intuicję, bowiem nie uważam, by dobieranie stylu w zależności od analizy kolorystycznej czy oceny typu sylwetki było kiedykolwiek zasadne. Styl ma moim zdaniem być ponad to.

Doszłam do wniosku, że można w naszych stylach dokonać bardzo prostej klasyfikacji. Część kobiet wygląda lepiej w spokojnych, a część kobiet w dramatycznych stylizacjach. Nie oznacza to, że trzeba zawsze podążać w jednym kierunku albo że w tym drugim wygląda się brzydko. Chodzi raczej o to, kiedy jesteśmy bardziej prawdziwymi wersjami siebie. Mam nadzieję, że uda mi się to wytłumaczyć na przykładach słynnych kobiet. Zauważcie, że one wszystkie wyglądają na każdym zdjęciu ładnie, jednak można wyróżnić to zdjęcie, które jest o wiele bardziej korzystne. Po lewej stronie zawsze wersja spokojna, po prawej zawsze dramatyczna. W nawiasie przy nazwisku ta wersja, która jest korzystniejsza.

Jennifer Lawrence (spokojna). Ewidentnie ta aktorka jest bardziej sobą na zdjęciu po lewej stronie. Jest naturalniejsza, bardziej zrelaksowana i swobodna. W dramatycznym wydaniu wydaje się być jak postać z obrazu. Sztywniejszy materiał i „sztywniejsze” włosy kierują ją trochę na tory matrony, a nie dziewczyny tak jak to jest na zdjęciu po lewej stronie.jennifer lawrenceźródło zdjęć: 1, 2.

Cate Blanchett (dramatyczna). Czy Cate Blanchett jest sobą w tych anielskich lokach, drapowaniach, miękkim materiale i kwiatach z materiału? Nie do końca ufam trafności tego wcielenia. Jest ładna, ale uroda aktorki rozmywa się wraz z subtelnością tej stylizacji. A po prawej stronie mamy posągową kobietę, która kobiecość interpretuje w silny i zdecydowany sposób. cate blanchettźródło zdjęć: 1, 2.

Monica Bellucci (spokojna). Czy Monice Bellucci są potrzebne grzywki, krawaty, falbaniaste rękawki wystające spod marynarki, długie kolczyki? Nie, im mniej tym lepiej, im większy relaks i brak starania, tym lepiej. Uroda tej aktorki jest tak zniewalająca, że wykorzystuje się ją w wielkich kampaniach reklamowych kosmetyków i strojnych ubrań, jednak zawsze największe wrażenie robią te jej zdjęcia na których jest prawie bez makijażu, ubrana w najprostsze ciuchy, w prostych włosach lub po prostu akty. Bardziej naturalniejsza jest jej spokojna wersja.monica bellucciŹródło zdjęć: 1, 2.

Rihanna (dramatyczna). Za każdym razem, kiedy widzę Rihannę w czymś zwiewnym, dziewczęcym lub słodkim mam wrażenie, że patrzę na kogoś, kto się przebrał, a nie ubrał. Znowu – uroda jest tak zniewalająca, że pewnie dla większości obserwatorów nie ma znaczenia jaki jest charakter jej stroju, jednak ja wolę patrzeć na Rihannę, która ryzykuje i która „robi wejście”, bo taka osoba jest dla mnie bardziej autentyczna. Od niej wręcz oczekuję podejmowania ryzyka i dziwię się, gdy jej strój jest zbyt konwencjonalny. Paradoksalnie, spokój w jej przypadku nie oznacza harmonii. rihannaźródło zdjęć: 1, 2.

Scarlett Johansson (spokojna). W przypadku tej aktorki różnica jest najbardziej znacząca. Obserwuję ją od początku kariery i nie mogę się nadziwić, że czasami w filmach wygląda tak wspaniale i melancholijnie, a na czerwonym dywanie niepotrzebnie chce sobie nadać pazura. Na przykład w filmie Czarna Dalia występowała w kostiumach z lat czterdziestych i w takiej estetyce wyglądała miękko i naturalnie. Tej aktorce bardziej służą rozwichrzone i naturalnie ułożone włosy, niż stylizowane żelem asymetryczne strzyżenia.scarlett johanssonźródło zdjęć: 1, 2.

Zauważcie jak dużo zależy od osoby, która dane ubranie nosi. Sukienka ze spokojnej wersji Cate Blanchett mogłaby spokojnie być dla większości osób wersją dramatyczną. To oznacza tylko tyle, że Cate może nosić najśmielsze z możliwych stylizacje, a jej uroda niczego się nie „zlęknie”. Podobnie postrzegam Tildę Swinton. Natomiast Rihanna w dramatycznej wersji ma sukienkę, którą można by było dopasować do spokojnej wersji większości osób. Tu z kolei charyzma jest tak ogromna, że najprostszym ubraniom dodaje dramatyzmu.

Jak widać dramatyczna wersja wymaga troszkę więcej pracy i mocnego akcentowania swoich atutów. Wersja spokojna jest bardziej wycofana i dyskretna. Czy są typy pośrednie? Oczywiście, że są. Powiem więcej: większość ludzi jest pośrednimi typami, ale zawsze skłaniamy się ku jednej ze stron. Są osoby które w pełni odkryły swój potencjał i podążają z powodzeniem w tylko jedną stronę. Przykłady takich osób -> dramatyczne: Dita Von Teese, Natalie Dormer, Charlize Theron; spokojne: Charlotte Gainsbourg, Diane Lane, Clemence Poesy.

Ja lubię siebie bardziej w odsłonie dramatycznej, ale kontrast u mnie nie jest tak widoczny jak w przypadku pań z przykładów. Myślę, że jestem w stanie naturalnie przeskakiwać do trochę spokojniejszej wersji siebie. Ale nie mogę z żadną z tych wersji iść na całość, muszę zawsze wypośrodkować. A Ciebie w którą stronę bardziej ciągnie: spokojną czy dramatyczną? Czy różnica u Ciebie między dramatyczną, a spokojną wersją siebie jest duża, czy bardziej płynna?

W zieleni

mój styl

Uff, poszło szybko – w piątek moodboard, w niedzielę zdjęcia. Żeby zawsze tak było. Ten wpis jest realizacją inspiracji: Moodboard nr 4 – Kwiaty Zła.

Tak po prawdzie miałam już wypatrzoną tę sukienkę, musiałam ją tylko w piątek przymierzyć (kupiłam stacjonarnie). Jest to dosyć nietypowy dla mnie krój i raczej nie będę go powtarzać, ale chyba bardziej nietypowe jest pojawienie się na mnie wzoru. Bardzo miły materiał, mimo tych upałów nie jestem spocona, nic się nie lepi. Bardzo miły jest też rozmiar sukienki, bo w tym sklepie trzeba przymierzać rzeczy o rozmiar mniejsze niż się nosi w rzeczywistości. Tak że, oto jestem w rozmiarze S, pierwszy raz od bardzo dawna. I oczywiście, jak zwykle stały tekst – fajnie ta sukienka będzie wyglądała jesienią z czarnym golfem i czarnymi grubymi rajstopami, tak Alexowo Chungowsko :) Sukienka w kwiatysukienka – Grey Wolf, torebka – Wittchen, buty – Pier One

Sukienki to najwspanialsze ubrania na świecie. Nie potrzebują żadnego towarzystwa. Trochę mi szkoda chłopaków latem.

Moodboard nr 4 – kwiaty zła

inspiracja

moodboard nr 4 - kwiaty złaŹródła zdjęć: akwarela Williama Morrisa, obraz Rachel Ruysch, Monica Belluci w kampanii Dolce & Gabbana, zielone wnętrzesukienka, torebka, golf, spódnica biało czarna, spódnica w kolorowe kwiatybiustonosz, majtki, sandałki na obcasie, jedwabny top, spodnie w kwiaty

Pamiętać:

  • znaleźć coś z roślinnym motywem (rośliny, owoce, kwiaty, liście, drzewa itp.)
  • unikać słodkiego charakteru, iść raczej w mroczne klimaty

Metoda na styl – przejęcie stylu

poradnik

Kojarzycie takie sytuacje w filmach sensacyjnych, w których główny bohater zostaje postrzelony i nie chce iść do szpitala, bo boi się, że zostanie złapany? Udaje mu się zazwyczaj nawiązać kontakt z jakimś lekarzem lub weterynarzem, a ten przekonuje go, że musi koniecznie być hospitalizowany. W końcu lekarz ulega i daje mocne substancje przeciwbólowe i oczyszcza ranę albo nawet operuje w warunkach domowych, a bohater jest dzięki temu postawiony na nogi i może dalej działać, czyli uciekać.

No to jeżeli kojarzycie, to przełożę Wam to teraz na styl. Normalnie powinnyśmy się nad własnym stylem zastanowić i dojść na podstawie naszych preferencji do jakichś wniosków, zbudować garderobę i żyć zadowolone i zorientowane na cel. Niestety, czasem po prostu się nie da. Są takie osoby, którym po prostu nie po drodze jest z myśleniem o fatałaszkach, które się męczą przez to, że muszą wybierać, nie potrafią zawalczyć o styl, szybko się zniechęcają… Po prostu – ręce im już opadają jak mają pomyśleć o skrystalizowaniu własnego stylu. I właśnie dla nich jest dzisiejszy wpis.

Podaję Wam metodę, taką jaką stosują lekarze w filmach sensacyjnych – nie jest ona najlepsza, ale jest ostatnią deską ratunku i sprawdzi się, gdy wszystko inne zawiodło. Gdy już jesteśmy w desperacji i gdy chcemy w końcu przerwać tę beznadziejność i zakończyć męki związane z poszukiwaniem stylu. Bohater w filmie jest poinstruowany przez lekarza, by udać się do szpitala. Nie może tego zrobić, więc wybiera drogę na skróty. Ja też polecam dłuższą drogę na znalezienie stylu. Ale jeśli już naprawdę nie masz siły, możesz polegać na tej metodzie, którą Ci tu przedstawię i wcielić ją w życie. Nie jest ona idealna, jest pewnego rodzaju pójściem na łatwiznę i na pewno ma wiele minusów, ale przynajmniej działa szybko i jest skuteczna nawet dla osób, które modą się raczej nie interesują. Oto metoda.

Wyobraź sobie, że jesteś podziwianą przez siebie w zakresie stylu osobą i dokonuj takich wyborów, jakich ona by dokonała.

A teraz wyjaśnię jak się za to zabrać. Rozbiję to na etapy, a żeby było łatwiej zilustruję cały proces na przykładzie Dity Von Teese, która ma bardzo wyrazisty styl.

1. Wybierasz sobie osobę do naśladowania. Musi to być ktoś, kogo podziwiasz pod względem stylu. To może być jakaś słynna osoba, ale również ktoś z Twojego otoczenia (chociaż to jest troszkę ryzykowne, bo możesz być szybko rozszyfrowana). Styl tej osoby powinien być dla Ciebie inspiracją, ale z racji tego, że będziesz się starała postrzegać styl tak jak ona, powinnaś tę osobę choć trochę lubić i już na etapie jej wyboru trochę się z nią identyfikować. To oznacza tyle, że misja nie powiedzie się, jeżeli znajdziesz sobie swój wzór tego samego dnia, którego zdecydujesz się na naśladownictwo. Lepiej już coś wiedzieć o swoim wzorze, a na pewno mieć świadomość tego, że jego styl bardzo ci odpowiada. Na potrzeby wpisu, wybierzmy jako wzór Ditę Von Teese.

2. Izolujesz się od informacji na temat jakichkolwiek innych osób. Od teraz odcinasz się od wszystkich osób, które nie są Ditą Von Teese. To znaczy, że na pintereście czy w wyszukiwarce wpisujesz tylko – Dita Von Teese i przeglądasz tylko jej zdjęcia. Ma to na celu nie danie sobie możliwości zmiany zdania. Znasz na pewno takie sytuacje w których decydowałaś się na jakiś konkretny styl, ale potem zobaczyłaś jakieś zdjęcie osadzone w kompletnie innej estetyce i zapragnęłaś tego samego co na zdjęciu dla siebie. Warto więc ograniczyć sobie pole manewru.dita von teese stylźródła zdjęć: 1, 2.

3. Skupiasz się na wybranej osobie. Zbierasz materiały – potrzebujesz jak największej ilości zdjęć z ubiorami tej osoby. Przeglądasz wywiady. Starasz się dowiedzieć jak najwięcej o tej osobie, abyś mogła się maksymalnie w nią wczuć. Oczywiście w przypadku Dity Von Teese to będzie bardzo łatwe, bo materiałów z nią jest bardzo dużo. W przypadku osoby, która nie jest słynna jest o tyle trudniej, że będziesz musiała posiłkować się pamięcią i spisywać jak najdokładniej wszystko, co na niej zobaczyłaś.

4. Analizujesz zebrany materiał. Analiza powinna wyglądać dokładnie tak jak mój post o Dicie: Styl Dity Von Teese Musisz w logiczny sposób wyróżnić elementy, które powtarzają się w stylu danej osoby. Zwracaj uwagę na najczęściej wybierane wzory i kolory, powtarzające się fasony, rodzaje materiałów, biżuterię.

5. Analizujesz swoją szafę pod kątem ubrań tej osoby. Wyciągasz wszystkie ubrania i każde z nich próbujesz osadzić w stylu danej osoby. Jeżeli ubranie wprost nie pasuje do danej osoby powinnaś z niego zrezygnować. Ciężko będzie wpasować w styl Dity bojówki albo t-shirt z nadrukowanym wizerunkiem jakiejś kapeli. Ale już skórzana spódnica będzie jak najbardziej odpowiednia.

6. Planujesz zakupy. Na podstawie punktu czwartego musisz zrobić swoją listę zakupów. Te elementy, które najczęściej się powtarzają muszą znaleźć się w Twojej szafie. Na początek oczywiście po jednym z elementów. Tak więc na Twojej liście, jeśli decydujesz się na Ditę umieszczasz: strojną bieliznę, spódnicę w kształcie litery A, spódnicę ołówkową, sukienkę o dopasowanym kroju, dopasowany w talii żakiet, koszulkę i bluzkę przylegającą do ciała, buty na obcasie. Ograniczasz na początku paletę do najpopularniejszych kolorów w szafie tej osoby: czerni, czerwieni w naszym przypadku, tak by zachować spójność i żeby względnie dużo elementów dobrze się ze sobą zestawiało.

7. Gdy podejmujesz decyzję co do kompletowania garderoby powinnaś zadawać sobie pytania tego typu:

-> Czy to jest w stylu Dity?
-> Czy Dita by to założyła?
-> Co zrobiła by Dita?
-> Jak Dita zaaranżowała by dany element?

Musisz się przestawić na myślenie w taki sam sposób jak Twój wzór. Musisz więc zaangażować się maksymalnie, nawet do tego stopnia, żeby wieczorem przed snem rozmyślać o tym, jak to jest być taką osobą. Potrzebne jest głębokie wczucie się. Okres od przygotowania się z analizą stylu danej osoby do faktycznych zakupów powinien trwać przynajmniej miesiąc. Robienie tego z dnia na dzień może szybko zniechęcić do starania się. Jeżeli wejdzie Ci w nawyk myślenie jak dana osoba jest szansa, że początkowy entuzjazm zostanie z Tobą na dłużej.

Jeśli już chcesz wejść w tę metodę to przestrzegam przed upodabnianiem się w zakresie urody, wypowiadania się – jest ryzyko, że można stać się dosyć oczywistą karykaturą swojego wzoru. Metoda nie polega na kopiowaniu stylu, tylko na jego przejęciu jako pewnika. Gdyby chodziło o kopiowanie, musiałabyś starać się o dokładnie takie same ubrania jakie ma Dita, co jest oczywiście niewykonalne. Ty musisz zrobić coś tak naprawdę trudniejszego – odtworzyć styl danej osoby (najczęściej bardzo bogatej) uwzględniając swoje warunki fizyczne i finansowe. Dobrze więc wybierać takie osoby, które w jakiś sposób są do nas podobne. Ich figury są w miarę zbliżone do nas, pasują nam podobne kolory, możemy się domyślać podobieństwa naszych temperamentów.

Opcja dla osób, które czują się troszkę pewniej w temacie: nie trzeba koniecznie wybierać konkretnej osoby. Można poczynić sobie takie założenie typu: będę się nosić tak jak gwiazda z Hollywood, będę się zachowywać tak jak pierwsza dama, czy jak żona słynnego piłkarza. Można wymyślić sobie jakąś postać i dopiero wtedy wykreować jej styl.

Uff, słuchajcie, wiem jak temat jest kontrowersyjny i jak dziwnie brzmi porada, by przejmować cudzy styl, ale wiem, że czasami nie ma już pomysłów, a pozostałe metody czy opcje są już po prosu zbyt męczące. Dlatego proszę byście potraktowały ten post jak zachowanie tego lekarza w filmie, który nie może przekonać swojego pacjenta do szpitala, ale jednak chce mu pomóc :)

Podobny wpis:

Uniwersalna metoda na bycie stylowym

W ramach inspiracji przejrzyj kategorię Słynne

Gdybyście już absolutnie nie miały wyjścia i musiały zastosować tę metodę to kogo obrałybyście sobie jako swój wzór?